Paradygmat rozwoju

Jak rozliczyć elitę i co potem? Ewolucja zamiast rewolucji

 Nie ulega wątpliwości, że rządzącą elitę trzeba z jej czynów i zaniechań rozliczyć. Z pewnością pomoże w tym sam proces wyborczy, który jest oczywistym rozliczeniem politycznym dla polityków. Jednakże to jest mało, nie można bowiem przejść z milczeniem nad rozkradaniem kraju, zadłużeniem go i doprowadzeniem do wymierania starzejącego się społeczeństwa, którego nie stać już nie tylko na mieszkania, ale nawet na zwykłe pełnowartościowe zakupy.

Gdybyśmy zdecydowali się na wariant rewolucyjny, byłoby o wiele prościej gniew ludu rozwiązałby problemy zanim przydałyby się szubienice, plutony egzekucyjne, gilotyny i bunkry głodowe. Byłoby to zdecydowanie najbardziej efektywne i sprawiedliwe, ale też i kosztowne ponieważ cofnęlibyśmy się przez to w rozwoju, co jest normalnym kosztem każdej rewolucji. Nie opłaca nam się ponosić kosztów czyszczenia systemu, ponieważ nigdy nie uda się go wyczyścić do zera, a zarazem zmniejszymy swój potencjał o to co tej części elity, która ucieknie uda się ukraść i wyprowadzić z kraju.

Dlatego o wiele bezpieczniejszy a zarazem o wiele bardziej efektywny byłby scenariusz ewolucyjny, zakładający stopniowe przewartościowanie akcentów, tak żeby karać systemowo tj. przy pomocy systemu podatkowego oraz kontroli podatkowych – tam, gdzie państwo ma pewność, że znajdują się kradzione pieniądze. W tym scenariuszu najsprytniejsi i najpotężniejsi winowajcy oczywiście unikną bezpośredniego rozliczenia, natomiast w ujęciu systemowym, tj. przez podniesienie podatków dla najbogatszych – nastąpi wyrównanie proporcji, a przynajmniej sprowadzenie ich do poziomu akceptowanego politycznie. Niestety ukaże się także zwykłych obywateli, którzy uczciwie pracują i dobrze zarabiają, ale nie przyczyniali się do kombinacji obecnego reżimu. Inaczej jednak się nie da.

Dla osób odpowiedzialnych politycznie i merytorycznie za podejmowane decyzje, należy przeprowadzić audyt okresu w jakim podejmowali decyzje i rozliczyć zgodnie z obowiązującym prawem, jak również wszystko naświetlić. To znaczy, nie może tutaj być żadnych sądów kapturowych, jeżeli tylko na to pozwala tajemnica państwowa lub skarbowa, to wszystko powinno być jawne, nawet publikowane w Internecie – tak, żeby każdy mógł się zapoznać z decyzjami i ich oceną poszczególnych osób. Jest przy tym oczywiste, że nie da się wszystkich zweryfikować i skontrolować. Jednakże wskazanie osób decyzyjnych w skali państwa, samorządów i spółek państwowych nie powinno nastręczać problemów nie do przejścia, to krąg około 7000 osób w skali całego państwa.

Problem polega bardziej na aparacie rozliczającym. Kadry wymiaru sprawiedliwości powinny być rozliczone w pierwszej kolejności, albowiem całe państwo opiera się na sądownictwie – złamanie tego o czym nie bał się powiedzieć Jarosław Gowin może kosztować nas wiele nawet bardzo wiele, ale bez wyrwania z korzeniami zła z polskiego systemu sądownictwa nie będzie możliwa żadna reforma państwa. Oczywiście reforma prokuratury jest także konieczna, rząd idzie w dobrym kierunku chcąc zreformować sposób wynagradzania prokuratorów. Powinien pójść zdecydowanie dalej, elastycznie ustalać wynagrodzenia dla całego systemu – jak państwo ma się lepiej być szczodrym, a jak ma się gorzej – zmniejszać wynagrodzenia. Do tego skrajnie surowo karać za nielojalność.

W następnej kolejności potrzebujemy w państwie cały szereg bezpieczników, wykluczających np. nepotyzm na wyższych uczelniach, w samorządach, w administracji państwowej. Jeżeli nie będzie innego sposobu na zagwarantowanie uczciwego naboru to pozostanie losowanie, być może wówczas uda się ograniczyć „szlachetną” tradycję przekazywania zawodu z ojca na syna. Nepotyzm powinien być też totalnie karany, tak bardzo żeby nie opłacało się przeprowadzać najmniejszych nadużyć – kary majątkowe połączone z karami pozbawienia wolności to jedyna gwarancja odstraszenia potencjalnych przestępców od psucia państwa w ten sposób. Musimy mieć jednak świadomość, że w pełni tego zjawiska nie da się opanować, to nie jest możliwe – zwłaszcza w środowiskach małomiasteczkowych, gdzie patologia nepotyzmu jest w pełni zalegalizowana lokalnym obyczajem.

W znaczeniu podatkowym należałoby doprowadzić do przeniesienia obciążeń podatkowych z podatków pośrednich tłumiących konsumpcję na podatki bezpośrednie dla bogatych oraz opodatkowanie dochodów z własności – czas najwyższy, żeby posiadacze własności realnie partycypowali w kosztach utrzymania państwa.

Postępując w ten sposób, oczywiście systemowo – mielibyśmy bardzo dużą szansę doprowadzić do istotnych zmian w funkcjonowaniu całości państwa. Być może udałoby się wymusić pewne zmiany w mentalności. To byłby prawdziwy sukces.

One Comment

  1. Zgadzam się z @autorem, że zmiany są konieczne i to w interesie najbogatszych.
    Do tego EWOLUCYJNE, żeby zmniejszać nierówności społeczne, bo te co się pojawiły stawiają ludzi w pozycji wykluczonych ze społeczeństwa, głównie poprzez tzw. stałe koszty życia, nieustannie rosnące.
    Gdy wybuchnie niekontrolowana rewolucja – najbogatsi stracą najwięcej.
    Dlatego już dziś chowają się w wyizolowanych i chronionych osiedlach oraz uciekają z miejscami “awaryjnego zamieszkania” za granicę.
    Ich też najbardziej chroni system.
    A mamy system neoliberalny, więc nie wierzę we wzrost podatków dla najbogatszych.
    Rządzący w interesie swoim i swoich “pupilków” powinni pamiętać o dążeniu do równowagi. Nie zapewnią jej płace 1600 – 2400 PLN brutto u dominującej części społeczeństwa, która ma szczęście mieć akurat pracę.
    Do tego stale rosnące koszty utrzymania.
    U nas są niestety zimy, więc nie da się ich przetrwać pod mostami. Jeść też trzeba i ubrać się ciepło.
    Do tego koszty opieki zdrowotnej.
    Bez opłacenia tych pozycji nie da się żyć.
    A żyć trzeba.
    Chociażby po to, żeby wziąć udział w wyborach.
    Najbliższe już za 2 lata.
    Przetrwajmy!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.