Ekonomia

Jak przekonać decydentów i interesariuszy finansów publicznych do oszczędności?

 Jesteśmy w dziwnej sytuacji, której charakterystyczną cechą jest trwanie niezrozumiałego z punktu widzenia ekonomii stanu nieustalonego, jeżeli chodzi o kwestie zachowania się gospodarki w makroskali. Teoretycznie wszystko wiemy i rozumiemy, ale jednak gospodarka wirtualna spowodowała powstanie nowej rzeczywistości, w której np. nie ma inflacji pomimo gigantycznego drukowania pieniądza na skalę adekwatną do oczekiwań rynku. Jeszcze nigdy nie było tak, żeby pieniądz był dobrem w takim stopniu bezkarnie generowanym. Zawsze gospodarka płaciła za to inflacją, ale nie tym razem. Obecnie mamy problem „z głowy” ponieważ gospodarka wirtualna pochłania każde ilości pieniądza, nikt jednak nie wie co się stanie w momencie, jak te pieniądze będą chciały w sposób niekontrolowany przeniknąć do naszej gospodarki realnej i np. nabyć aktywa. Liczne „bańki” na wielu rynkach z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, w tym nawet na globalną skalę, dowodzą że ludzie decydujący po stronie gospodarki wirtualnej próbują jak tylko mogą znaleźć sposoby na przejście z posiadanym majątkiem do gospodarki realnej. Surowce, nieruchomości, sztuka, a nawet wino – nie wspominając o nowych technologiach, to wszystko co się nadawało do handlu i przewartościowania, tak żeby spekulacja była efektywna, zostało już wykorzystane. Dalej nie ma już niczego, dlatego wymyślono koncepcję zerowych, a nawet ujemnych odsetek. To spowodowało, że jakakolwiek inwestycja dzisiaj, której ryzyko możemy ponieść jest inwestycją pożądaną, jak tylko jest szansa na stopę zwrotu – co najmniej zachowującą posiadany kapitał. Kto nie inwestuje, ten traci – czy to płacąc ujemne odsetki, czy to poprzez inflację, która jednak się ujawnia i ma się świetnie w gospodarce, jedynie jest markowana przez usłużną statystykę. Nie jest tajemnicą, że wyroby podstawowe, w tym zwłaszcza żywność generalnie drożeje i stale będzie wykazywała tendencje do wzrostu cen. Za wagon banknotów jednodolarowych można dzisiaj kupić mniej zboża niż 10 lub 30, czy też 50 lat temu. Wszystko to powoduje, że opłaca się pożyczać, pod jednym warunkiem, że ma się perspektywę możliwości zwrotu długu.

Ponieważ jednak generalnym wyznacznikiem stanu w jakim się znajdujemy jest niepewność, to o wiele lepiej od posiadania długów, jest ich nie posiadać. To proste i w istocie banalne, tylko niestety cała nasza obecna kultura ekonomiczna opiera się na paradygmacie udostępniania kredytu. Kredyt w naszej cywilizacji jest siłą napędową wszelkiego rozwoju, ponieważ rodzi oblig jego spłaty. Brak spłaty powoduje reset na poziomie pojedynczego kredytu, co daje efekt odwrócony od tego, jakiego kredytobiorca oczekuje przy jego zaciąganiu. Strach przed bankructwem powoduje wydajność, staranie się, oszczędność i co najważniejsze – w efekcie pozwala spłacić kredyt razem z odsetkami na poziomie mikro – jednostkowego kredytu są to albo małe sukcesy, albo małe tragedie. Na poziomie makro to albo dobrze działająca gospodarka, albo źle działająca gospodarka. Skutki w obu przypadkach znamy.

Z powyższych względów, stanem najlepszym jest posiadanie rezerwy finansowej, tj. posiadanie wolnych środków finansowych, które można natychmiast użyć w dowolnym celu. Dotyczy to zarówno jednostek w skali mikro, jak również i w skali budżetów publicznych, w tym w szczególności w skali państwa.

W przypadku budżetów publicznych mamy do czynienia z problemem, który jest jego istotą. Mianowicie pieniądze publiczne, to odpowiedź systemu na problem rzadkości, a ściślej może nie sama odpowiedź, ale wyznaczenie jej górnego poziomu maksymalnej adekwatności. To znaczy, nie da się bardziej odpowiedzieć na problem rzadkości w systemie państwowym, niż poprzez budżet publiczny. Przy czym do budżetu wliczamy oczywiście wszystkie zobowiązania publiczne systemu. Ponieważ nasza kultura ekonomiczna opiera się na pożyczaniu, a systemy publiczne mogą względnie łatwo pozyskiwać istniejące na rynku i dostępne w zasadzie na życzenie pieniądze – płacąc przy pełnej wiarygodności odsetki, to mamy do czynienia z ciśnieniem na pożyczanie, zadłużanie i rozdawnictwo. Przy czym – po stronie publicznej powoduje to narastanie długu publicznego, a po stronie prywatnych interesariuszy wzrost zaspokojenia problemu rzadkości w skali mikro. Zarabiają na tym posiadacze kapitału, którzy często reprezentują interesariuszy budżetów publicznych, będących właścicielami cząstek kapitału. W ten sposób finalnie, jeżeli nie ma przepływów pomiędzy systemami (między państwowych), to właściciele kapitału, pożyczają od siebie samych swój kapitał za pomocą państwa i instytucji pośrednicząco-zarządzających, za co płacą odsetki. Przecież to jest bez sensu! Zwłaszcza na dłuższą metę, widać że kapitalizm rynkowy sam zjada własny ogon. Państwa Zachodu, zadłużające się w stopniu nieograniczonym na własnych rynkach, dotarły do etapu w którym, nadwyżkę kapitału przejęła gospodarka wirtualna, której istotą jest spekulacja, w celu odnotowywania kolejnych zysków, za które płacą w ostateczności ci, którzy nie mają własności przedstawiającej wartość i generującej rentę kapitałową, tylko muszą świadczyć pracę.

Ponieważ z pracą we współczesnej gospodarce mającej charakter globalny też nie jest łatwo, to w ostateczności powoduje, że bycie ostatecznym płatnikiem w systemie jest bardzo trudne. Może w przypadku deregulacji doprowadzić do braku zdolności agregowania kapitału do celów wytwórczych. Tego właśnie dzisiaj doświadczają kraje południa Europy, w których wiele osób, zwłaszcza młodych jest bez pracy. Wcześniej masowo się zapożyczano, zarówno na inwestycje – niestety w bańkę nieruchomości, jak w Hiszpanii, albo na „La Dolce Vita” jak w Grecji i w części we Włoszech. Dzisiaj nie ma z czego spłacić długów, ledwo można usiłować je obsługiwać, pod warunkiem bardzo niskich stóp procentowych. Ich wzrost to problemy, których lepiej sobie nie wyobrażać. Musimy mieć świadomość, że aby utrzymać zdolność obsługi nagromadzonych długów, albo będziemy musieli zgodzić się na obniżenie poziomu życia, albo na druk pieniądza i inflację. Luzowanie ilościowe to sposób pośredni na regulację rzeczywistości, przy całej świadomości funkcjonowania w stanie nieustalonym.

Wariant w którym zetniemy wydatki publiczne na rzecz regulowania wierzytelności publicznych, przesunie znaczną część władzy ekonomicznej (poprzez rozwiązywanie problemu rzadkości) do posiadaczy kapitału. Reszta będzie wówczas mniej „jeść”, w tym także oni będą mniej konsumować jeżeli chodzi o usługi publiczne. Właśnie to obserwujemy jeżeli chodzi np. o publiczną służbę zdrowia. Publiczna już nie spełnia swojego zadania, ci którzy mają pieniądze, mogą sobie pozwolić na lecznictwo prywatne. Formalnie wszystko jest w porządku, ale tylko do czasu. Chodzi bowiem o korzyści skali i efektywność funkcjonowania w skali makro. To samo już przerabiano w Starożytnym Rzymie, jak bogaci zamknęli się w swoich pałacach, stopniowo się pauperyzując, a przy tym oglądając upadek swojej cywilizacji.

I wówczas i obecnie istotą problemu było i jest to samo, czyli skrajna nierównowaga systemu. Można uniknąć problemów jeżeli doprowadzi się system do równowagi, poprzez z jednej strony oszczędność, a z drugiej strony opodatkowanie dochodów z kapitału, jak również rozważenie zmiany dogmatów dotyczących trwania pieniądza w czasie. Nie może być bowiem tak, żeby nasza cywilizacja sama się likwidowała, przez chęć posiadania za wszelką cenę MIERNIKÓW WARTOŚCI! Przecież na dobrą sprawę współczesny pieniądz, nie jest nawet nośnikiem wartości, a jedynie właśnie jej miernikiem.

Wszystko w naszych rękach, pojedynczy mały kraj nie jest w stanie sobie poradzić z tym wyzwaniem, bo nie da się przeciwstawić globalizacji, ale Unia Europejska, czy USA, mogą zdziałać bardzo wiele. Kraj taki jak Polska, musi dokładnie liczyć pieniądze, tak żeby nie stać się niewolnikiem własnych długów. Trzeba pamiętać, że w naszym przypadku już sama utrata zdolności obsługi zadłużenia zagranicznego spowoduje istotne przewartościowanie naszej rzeczywistości, w tym znaczeniu, że „bajka” się skończy.

One Comment

  1. Kapitalne: “Nie może być bowiem tak, żeby nasza cywilizacja sama się likwidowała, przez chęć posiadania za wszelką cenę MIERNIKÓW WARTOŚCI! “

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.