Polityka

Jak powinna się zachować Polska w razie konfliktu na Dalekim Wschodzie

 Daleki Wschód fascynuje i zachwyca, co więcej każe sobie słono płacić za światową produkcję wszystkiego. W oszałamiającym tempie wyrosły nowe potęgi, zwłaszcza Chiny umocniły się państwowo w sposób nadzwyczajny pokazując swoją potęgę, swoje znaczenie i bogactwo – na samym progu rozpoczęcia gry o dominację nad regionem.

Świat jest na nowe mocne Chiny nie przygotowany, od czasu zakończenia konfliktu z Japonią, to USA pomimo przegranej w Wietnamie były niekwestionowanym hegemonem w regionie. Wietnamczycy mogli sobie wygrać wojnę w swojej dżungli, ale już nie mogli zrobić niczego więcej. Natomiast w przypadku Chin sprawa jest diametralnie odmienna, po pierwsze poraża skala tego kraju i społeczeństwa – jest ona tak olbrzymia, że jest to niewyobrażalne jak na nasze standardy. Po drugie szokuje to co Chińczycy myślą o swoim otoczeniu oraz o „imperialistach”, którzy jeszcze w nie tak dawnej historii rozkradali ich kraj i chcieli nad nim panować. Niestety było tam sporo krajów europejskich, które nie tylko nie mają przez to powodów do chwały, ale przede wszystkim mogą zacząć się martwić wraz ze wzrostem chińskiej supremacji.

Kwestia konfrontacji w regionie jest już jedynie kwestią czasu, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Być może zacznie się od cyberataku, ewentualnie od wojny ekonomicznej polegającej np. na wstrzymaniu kontaktów gospodarczych i wzajemnych bojkotowaniu się przez Chiny i np. Japonię oraz blok złożony z kilku innych państw w regionie. Jednakże docelowo dojdzie także do konfrontacji militarnej. Nie można mieć złudzeń, zwłaszcza jeżeli ma się możliwość posłuchać tego jakimi kategoriami polityki historycznej Chińczycy odnoszą się do np. Japończyków. Masakra nankińska z 1937 roku jest nadal żywa w chińskiej pamięci okresu wojny. To jest zbrodnia ciągle żywa, którą wielu Chińczyków prawdopodobnie chciałoby pomścić, a przynajmniej nie miałoby nic przeciwko.

Między innymi to powoduje, że chiński rewizjonizm może stać się motorem do pojawienia się prawdziwych problemów w regionie. Musimy pamiętać o tym, że to nie są społeczeństwa, których religie nauczają o nadstawianiu drugiego policzka i nagrodzie w postaci życia wiecznego u boku podobnego ludziom Boga. W Azji rodzina jest świętością, rozstrzelani, zadźgani, ścięci, rozszarpani, zagłodzeni, spaleni, zakopani żywcem i zabici jeszcze na wiele innych sposób Chińczycy z Nankinu i innych miejsc kaźni narodu Chińskiego mają rodziny. A ich członkowie pamiętają. Mieliśmy w zeszłym roku w większości chińskich miast wybuch antyjapońskiej histerii na skalę niemożliwą w naszej skali porównawczej. Czy z tego powodu, że Adolf Hitler założył Volkswagena spalilibyście państwo produkty tego koncernu na ulicy w ramach sprzeciwu przeciwko niemieckiej obecności gospodarczej w Polsce? Chyba nawet najbardziej zagorzali nacjonaliści pukali by się w czoło – ponieważ nie ma takich przełożeń w naszej kulturze. Jednakże oni tam wszystko doskonale pamiętają, Chińskie społeczeństwo ma wiele twarzy, prawie 6000 lat zorganizowanej historii (lub więcej) i doskonale pamięta swoje krzywdy historyczne a nie ma niczego lepszego od groźnego wroga zewnętrznego na którym można chcieć się zemścić – to piękny sposób na zjednoczenie polityczne i duchowe całego Narodu.

Państwa Azji zbroją się na potęgę. Póki co nie ma jeszcze problemów z wolną żeglugą, jednakże strategiczne cieśniny właśnie obsadzają armie krajów mających regionalne ambicje a marynarki wszystkich azjatyckich krajów zamawiają nowe okręty. To oczywiście prawdziwe żniwa dla sprzedawców broni – jednakże zwiększenie ilości drogich zabawek, którymi można sobie na serio zrobić krzywdę nie pomaga sprawie pokoju międzynarodowego na Morzu Południowochińskim i w rejonie.

Prędzej czy później komuś puszczą nerwy, a trzeba pamiętać że zarówno w Japonii i Chinach sprawa wzajemnej próby dominacji jest oprócz bycia problemem narodowym także przedmiotem wewnętrznych rozgrywek. Może się zdarzyć tak, że konflikt zostanie wykreowany przez jedną z frakcji dążących do władzy w jednym lub drugim kraju. W tym znaczeniu, że oficjalne władze nie będą miały innego wyjścia jak twardo reagować w świetle faktów, które się zdarzą nie z ich inicjatywy.

Poza tym w regionie nasi „partnerzy” i protektorzy- Amerykanie mają własne inne niż NATO sojusze. Oznacza to, że mogą wmieszać się w sytuację, która wymknie się spod kontroli i co wówczas? Polska i inne kraje NATO będą musiały się wobec sprawy odnieść. Nie może dojść do groźnej sytuacji, w której np. jeden kraj będzie skłonny jawnie pomóc Amerykanom w ich nowej wojnie w Azji a reszta NATO będzie w sytuacji nowego typu – ponieważ chińskie zagrożenie odwetowe jest realne. No chyba, że Rosjanie pomogą, ich systemy przeciwrakietowe – po odpowiedniej adaptacji i nieco innym rozmieszczeniu byłyby zdolne obronić Europę przed atakiem balistycznym z terytorium Chin, jednakże przed atakiem z łodzi podwodnej, która przedostanie się na Atlantyk – musimy bronić się sami.

Polska w sytuacji wojny wielkich potęg na Dalekim Wschodzie powinna przede wszystkim zachować daleko idącą powściągliwość w kontekście klasycznego włażenia w d. naszym wielkim sojusznikom, partnerom i protektorom. To jest zupełnie inna część świata i to są zupełnie inne interesy – my tam nie mamy żadnych. Co więcej możemy nawet taki stan sprawy próbować przepchnąć w Unii Europejskiej – bezczelnie popierając i nagłaśniając pragmatyczne stanowisko niemieckie, ponieważ znaczenie chińskiego rynku jest dla Niemiec a tym samym Unii Europejskiej no i w konsekwencji nas także priorytetowe. Oznacza to, że nasze interesy z USA mogą się lekko rozejść, pod warunkiem że zachowamy się mądrze a nie damy d. tak jak w przypadku zaproszenia do wojny z Irakiem a potem wieloletniej okupacji tego kraju (za co wypada Irakijczyków przy każdej nadarzającej się okoliczności przeprosić).

Można nawet zaryzykować tezę, że my w kontekście ewentualnego konfliktu na Dalekim Wschodzie – jako Polska, Niemcy i Europa powinniśmy w istocie szukać bardziej partnera w Federacji Rosyjskiej niż w USA, chociaż pozornie z pewnością konflikt będzie przedstawiany jako kolejne zmagania „wolnego świata” z imperium zła, które odbiera światu jego miejsca pracy. Nie można się dać nabrać na propagandę, ale patrzeć na mapę i dobrze pamiętać o tym, że przyjaciół trzeba mieć koło siebie, a wrogów jak najdalej albo w ogóle.

Przecież naszym celem nie jest zmiana status quo w globalnej geopolityce. Co więcej – niewiele możemy zrobić na rzecz utrzymania istniejącego stanu rzeczy, albowiem dla zachowania swojego statusu – Ameryka musiałaby prosić o pomoc Federację Rosyjską. Indie mają o wiele mniejsze znaczenie – owszem kluczowa sprawa Tybetu, jednakże to zawsze jest tylko wojna w górach. Od strony Syberii ciężkie rosyjskie dywizje pancerne mogą wjechać do Chin po prostu forsując przeszkody wodne. Doskonale wiedzą o tym Chińczycy i Rosjanie. Jeżeli Pekin faktycznie chciałby zagrać z USA o stawkę generalną jaką byłoby bycie mocarstwem równorzędnym pod względem militarnym w skali globu – musi albo Rosję pokonać, albo przekupić. Pokonać się Rosji przy obecnym stanie technologii nie da. Około 8000 głowić jest w stanie odparować kulę ziemską na rozkaz Prezydenta Federacji Rosyjskiej, nawet jakby Chińczycy mieli totalny system obrony przeciwrakietowej to przedsiębiorczy Rosjanie na pewno znajdą sposób na to, żeby dostarczyć broń jądrową tam, gdzie będzie taka operacyjna potrzeba. Natomiast przekupienie Rosji z pewnością jest możliwe, jednakże to się Chińczykom nie opłaca, gdyż musiałaby to być stawka czyniąca z Rosji trzecią równorzędną potęgę globalną, gdyż jest oczywistym, że po konflikcie nad morzem – kolejnym celem dla Chin będzie Syberia. Na szczęście pan Putin to nie Donald Tusk i doskonale jest w stanie przewidzieć takie zagrożenia.

Wniosek – konflikt w Azji może oznaczać przetasowanie wartości i sojuszy na całym świecie. Żeby to się nam nie odbiło czkawką i nie okazało się, że po szkodzie Polak jak zwykle głupi – warto odpowiednio się ustawić, albowiem prawdziwym przyjaciół poznaje się w biedzie. Jeżeli sprawdzimy się jako suport po właściwej stronie – będzie to najlepszą gwarancją dla zachowania status quo w naszym regionie nawet jak amerykańska gwiazda zgaśnie i Europa zostanie sam na sam z Rosją na wschodzie i potęgą turecką na południowym wschodzie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.