Społeczeństwo

Jak podnieść poziom nauczania?

 Strajk nauczycieli rozpalił emocje i spowodował falę komentarzy na temat poziomu kształcenia w naszych szkołach oraz moralnego prawa nauczycieli do strajku. Pewne opinie głoszone przez przeciwników strajku wydają się nieprawdziwe lub niesprawiedliwe, a mimo to są rozpowszechniane w przestrzeni publicznej.

Po pierwsze, mamy system kapitalistyczny w którym uznaje się strajk pracowników “walczących” o lepsze płace za legalne narzędzie. Konstytucja nie pozbawia nauczycieli tego przywileju i nie powinno się mieć do nich pretensji o to, że korzystają z prawa do strajku w czasie, kiedy ma największą szansę powodzenia.

Po drugie, nieprawdziwe wydaje się stwierdzenie, że nie najlepszy poziom wiedzy absolwentów szkół jest dobrym miernikiem jakości pracy nauczycieli.

Tak na marginesie, jeden z komentatorów telewizyjnych postanowił ocenić poziom nauczania absolwentów, sprawdzając ich znajomość tabliczki mnożenie. Osobiście uważam, że znajomość tabliczki mnożenia u osób które już ukończyły szkołę ma niewiele wspólnego z jakością ich wykształcenia. To jest raczej wskaźnik dobrej lub złej pamięci osoby.

Wracam do tematu. Jeżeli chcę się dyskutować o szkolnictwie i jego jakości to należy zawsze mieć na uwadze zasadniczą różnicę pomiędzy procesem “uczenia kogoś” i procesem “uczenia się” przez ucznia.

Uczenie lub nauczanie, jest ścisłe związane z zawodem nauczyciela. Mówiąc prostym językiem, nauczyciel uczy inne osoby stosując pewien zasób dostępnych “środków” pomocniczych. Najważniejsze narzędzia to prowadzenie lekcji, zadawanie prace domowych, przyuczanie do korzystania z podręczników, egzaminowanie czy sprawdzanie poziom wiedzy za pomocą testów. Szczególnie pomocną w tym zawodzie jest dobra znajomość nauczanego przedmiotu. Dobrze, jeżeli nauczyciel posiada wiedzę szerszą od zawartej w podręczniku.

Zupełnie czym innym jest proces “uczenia się”. Ten proces zachodzi w mózgu osoby uczącej się. “Bezpośredni” dostęp nauczyciela do czyjegoś mózgu jest zerowy.

Wnioski: nauczyciel może “pomóc” uczniowi w nauce, ale nie jest w stanie spowodować, aby u ucznia wystąpił proces “zrozumienia” przedmiotu lub “nauczania się”, ogólnie znany jako opanowanie przedmiotu. Jak napisałem wcześniej, nauczyciel nie ma bezpośredniego dostępu do obszarów mózgu, w których zachodzi proces “zdobywania” wiedzy i “zapamiętywania”. Tylko uczeń jest w stanie “przeprowadzić” proces uczenia się.

Twierdzę, że poziom wiedzy absolwentów szkół nie jest prosta pochodną jakości pracy nauczycieli czy ich kwalifikacji. Podam przykłady dla poparcia mojego twierdzenia. Dla potrzeby swoich rozważań podzielę uczniów w szkolnej klasie, z grubsza, na trzy grupy. Do grupy pierwszej, zwykle najmniej licznej, zaliczam uczniów, którzy do zdobywania wiedzy praktycznie nie potrzebują pomocy nauczyciela. Lubią się uczyć, wolą uczenie się od innych rozrywek lub rozrywki i uczenie się traktują na równi. Tacy uczniowie potrafią dobrze zapoznać się z nauczanym przedmiotem samodzielnie.

Drugą grupę, zwykle najliczniejszą w klasie, stanowią uczniowie, którzy również są w stanie opanować materiał bez pomocy nauczyciela. Tyle, że są słabo umotywowani, leniwi czy źle zorganizowani. Bez nauczycielskiego “dozoru” najchętniej zastąpią proces uczenia się każdym innym zajęciem. Ta grupa uczniów nie obejdzie się bez nauczyciela jako organizatorach ich “uczenia się”.

Trzecią grupę stanowią uczniowie, których postępy w nauce są mizerne, prawie zerowe. W tym przypadku wiedza nauczyciela, jego praca i starania, czy przygotowanie do lekcji, praktycznie nie mają znaczenia. Tacy uczniowie nie chcą, nie mogą czy nie potrafią się nauczyć. Są to uczniowie o których kiedyś się mówiło, że wiedza wpada im do głowy jednym uchem, a wypada drugim. Obarczanie nauczyciela winą za słabe postępy w nauce tej grupy uczniów jest nieuzasadnione.

Czy płaca może mieć wpływ na jakoś nauczania? Uważam, że wyższe płace w szkolnictwie mogą wpłynąć na kadrę nauczającą w ten sposób, że wyższa płaca zwiększy zainteresowanie studiami nauczycielskimi bardziej uzdolnione osoby. Tyle, że nie ma dowodów na to, że bardzo zdolne i dobrze opłacane osoby dadzą sobie radę z w zawodzie nauczycielskim. Znane są przykłady wybitnych naukowców, którzy byli bardzo kiepskimi nauczycielami akademickimi. Znałem rodzinę, której członkowie byli bardzo wysoko wykształceni, która dziwiła się jak to jest możliwe aby nauczyciel dawał sobie radę z trzydziestoma uczniami w klasie, kiedy oni sam nie byli w stanie dać sobie rady z jednym, własnym dzieckiem.

Z technicznego punktu widzenia, podniesienie średniego poziomu nauczania sprowadza się do wypracowania takich “mechanizmów”, które pozwolą na przesunięcie części uczniów z grupy drugiej do pierwszej. Innymi słowy, należy powiększyć liczbę uczniów posiadających zdolności charakterystyczne dla uczniów z grupy pierwszej. Myślę o cechach takich jak bycie obowiązkowym, mieć zdolność do poprawnego i kulturalnego wyrażania się, bycie grzecznym, kulturalnym i uprzejmym, posiadać zdolności do koncentracji, itp. Wpajanie takich cech młodym ludziom jest w gestii głównie opiekunów ucznia. Jak to się kiedyś mówiło, takie zdolności uczeń wynosi z domu…

Oczekiwanie, że szkoła powszechna (czytaj grono nauczycielskie) samodzielnie zapewni młodym ludziom wykształcenie na wysokim poziomie, jest naiwne. Moja rada – jeżeli opiekunowie chcą aby ich dzieci zdobywały wykształcenie lepsze od przeciętnego, to sami muszą wykonać ogromną pracę w domu, odpowiednio kształtując charakter dziecka. W innych państwach zapewnianie dzieciom wykształcenia na wysokim poziomie, bez angażowania w ten proces rodziców, jest rozwiązane na drodze umieszczania dzieci w elitarnych szkołach z internatem. Tyle, że taki sposób kształcenia dzieci jest zarezerwowany tylko dla bogatych rodziców.

Autor: Mikołaj

12 komentarzy

  1. Finlandia.

    I nie jest to nazwa marki alkoholu, tylko nazwa kraju z wysokim poziomem nauczania.

    Ale tam nauczyciel bardzo dobrze zarabia i na jego miejsce, gdyby obniżył swój poziom – czeka kilku chętnych.

    Ale do tego potrzeba aktywnych rad szkolnych i aktywnych samorządowców, którzy rozumieją, że w “ich” szkołach po prostu powstaje NOWE DOBRO NARODOWE, jak odsetki od wspólnego kapitału.

    To musi być okrutne, ale zarazem skuteczne traktowanie nauczycieli przez NIEZALEŻNE od kierownictwa oświaty – otoczenie, które PŁACI i WYMAGA.

    Oczywiście to zwalnianie nieudolnych nauczycieli może odbywać się w formie kulturalnej, ale musi mieć miejsce i być bezwzględnie egzekwowane.

    Do tego całe otoczenie lokalne ma sprzyjać nauczaniu, na utrzymanie szkolnictwa nie ma co oszczędzać – bo to się zwróci!

    Problem w nadzorze i wymaganiach wobec nauczycieli.

    Nie jakieś tam papierowe “ewaluacje” poczynań nauczycieli wymyślane przez szkolną biurokrację (kuratoria!) – tylko mierzenie efektów w wynikach uczniów.

    Organizacja procesu – to sprawa wtórna.

    To co proponuje Autor powinno być robione od dawna.
    Nie może być tak, że “tumiwisizm” dominującej grupy biernych obniża poziom całej klasy i szkoły.

    Po prostu stawiajmy na najlepszych, a słabsi niech trafiają do szkół “specjalnych” lub inaczej nazwanych przechowalni dzieci leniwych i rozpuszczonych przez rodziców skupionych na pogoni za pieniądzem.

    Ci najlepsi niech idą dalej, a ci co nie chcą lub nie potrafią – niech kończą na poziomie zawodowym.

    Wymóg obowiązku kształcenia do pewnego wieku jest w Polsce pułapką.

    Do tego szkoły nie mają autorytetu opartego na systemie prawnym, że ucznia o słabszych wynikach w nauce lub kłopotliwym zachowaniu – zwalniamy z obowiązku szkolnego np. po osiągnięcia 16-tego roku życia.

    Okazuje się, że w czasie lekcji jest niekiedy wzywana policja, bo sparaliżowany i sterroryzowany nauczyciel nie może sobie sam poradzić z np. naćpanym uczniem, a rodzice zaraz podnoszą larum, że krzywdzą ich “skarba” i że nie mają uprawnień do czynnej interwencji.

    To jest dzisiaj norma, a nauczyciel chce przetrwać.

    Nikt nie patrzy co się stanie z naszym społeczeństwem za 20-30 lat, po takim “kształceniu” i “wychowaniu”.

    Do tego otaczająca nas papka “kulturowa”, która promuje prostactwo i chamstwo.

    Jakaś samobójcza systemowa spirala niemożności w naszej edukacji.

    Potem takie rozpuszczone dzieciaki trafiają na studia, które muszą skończyć, skoro rodzice płacą czesne …
    Najgorsze jest to, że po kilku latach niektórzy z nich, bez ostrej selekcji – trafiają do szkół jako nauczyciele,

    I tak pętla się zamyka i zaciska.

    Wnioski: ten system jest wystarczająco dobry do kształcenia kadr na zmywak w Hamburgu czy Dublinie, bo już nie w Londynie (Brexit!).

    I może o to w tym wszystkim chodzi?

  2. Mikołaju! Jako nauczyciel dziękuję ci za ten mistrzowski felieton. Trafiłeś w samo sedno, myślę, że masz jakieś związki z oświatą, bądź szkolnictwem wyższym. Szczerze gratuluję, bo takie są fakty jak piszesz, nie mam nic do dodania, a tym bardziej krytyki.

    Podam tylko, że w warunkach polskich są zbyt liczne klasy dzieci i likwidując małe szkoły kiedyś celem oszczędności zrobiono dzieciom i oświacie wielką krzywdę. W takich warunkach trudniej jest nauczycielowi pracować z liczną grupą dzieci, a dzieciom trudniej jest skupić się na nauce, również dlatego, że są przemęczone, np. dojeżdżaniem do szkoły z odległych miejscowości wiejskich.
    Ale to jest już inny temat i jeżeli masz Mikołaju szerszą wiedzę na ten temat, a sądzę, że masz, to napisz kolejny felieton.

  3. “W innych państwach zapewnianie dzieciom wykształcenia na wysokim poziomie, bez angażowania w ten proces rodziców, jest rozwiązane na drodze umieszczania dzieci w elitarnych szkołach z internatem. Tyle, że taki sposób kształcenia dzieci jest zarezerwowany tylko dla bogatych rodziców.”
    W ten sposób jest kształtowana przyszła elita narodu.Jeśli chodzi o Polskę to niestety ale hegemon czuwa aby obecna jak i przyszła elita była mierna i dlatego wierna. Dla psychicznej równowagi warto zweryfikować poziom edukacji za “okupacji”, czyli w PRL z obecnym źródło: https://naszeblogi.pl/38608-upadek-edukacji-tym-razem-pisze-jako-fachowiec

  4. Reaktywować siedmioklasową szkołę podstawową oraz liceum od 8-11 klasy,technika pięcioletnie i zawodówki z ich programami nauczania.
    Wywalić lansowana krzyzówkową wiedzę na wzór ściągnięty od krowopasów…

  5. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

    @Mikołaj

    Ale też ciężko jest uzyskać wysoki poziom od uczniów, którzy w szkole podstawowej mają wbijane do głowy np. morderstwa w lekturze Agaty Christie. To jest gotowiec, nie zmuszający raczej do myślenia.

    Teraz ja podam pewien przykład tych dzieci najmniejszych 2-6 lat. Proszę zwrócić uwagę, że w latach PRL dostępne zabawki motywowały, do użycia ich w podobny lub inny sposób. Mało tego, pozwolę sobie na ryzyko i stwierdzę, że ubogość kolorów była tym głównym czynnikiem motywującym.

    Obecnie, jak to w kapitalizmie, aby produkt sprzedać trzeba go odpowiednio wyprodukować (mnogość kolorów) i ubrać w pierdyliard funkcji. Umysł wymasowany, tj. zwyczajnie dorosły, jest na taką formę bardzo podatny. Nie potrzebuje się rozwijać w podstawowym zakresie który otrzymał x lat temu. A jak jeszcze podamy produkt wielofunkcyjny (skacze, śpiewa, gra, wygląda i jeszcze sra, sranie nie jest tu żadną przenośnią) w niesamowitym opakowaniu, to mamy mieszankę wybuchową. Ile to razy słyszeliśmy o dzieciach, które nie są zainteresowane takimi zabawkami, ale jak im damy łyżkę i widelec to dzieciaka nie ma na 40 minut.

    Agata Christie jest taką właśnie zabawką. I zaznaczam, jest przykładem jednym z wielu.

    pozdrawiam

  6. Jest porzekadło obyś cudze dzieci uczył. Moi rodzice sprawdzali jak mam opanowany materiał przerabiany w szkole.
    Zgadza się rodzice powinni uczestniczyć w kształceniu własnych dzieci.
    Nie wiem czy nie najbardziej krzywdzące dla poziomu nauki są pomysły różnych ministrów od oświaty, przynajmniej takie opinie słyszałam ze strony nauczycieli. Zaznaczam nigdy nie miałam nic wspólnego z kształceniem innych.

  7. Publikujemy list polskich organizacji patriotyczno-narodowych do Prezydenta Rosji Władimira Putina w sprawie antypolonizmu w telewizji Rossja 1. Stowarzyszenie Klub Inteligencji Polskiej udziela pełnego poparcia dla treści przesłanego listu.
    Redakcja KIP
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/04/list-do-w-putina-ws-antypolonizmu-w-telewizji-rossja-1/

    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/04/centrum-zdrady-solidarnosci/

    Квачков VS Гозман
    https://www.youtube.com/watch?v=2YEOazkFk2Y&t=7s
    Komentarz “rossjańskiego” internauty, “Как полковник Квачков может быть одновременно Православным и сталинистом, если Сталин рушил Храмы и убивал Святых?!”
    Jak widzisz “Miecławie” nie jesteś odosobniony w tożsamym postrzeganiu zawiłych tematów. 😄 Komentarz do w/z. kom. znacznie zredukowałem,
    co by zabrzmiało “i grzecznie i politycznie”…

  8. proponuje serial MATURA TO BZDURA

    PRZY OKAZJI SPRAWDZICIE SWOJĄ WIEDZĘ WEB RÓWNIEŻ !!!

    • I TU: “MATURA TO BZDURA” masz rację, bowiem potwierdzasz socjalistyczną “prawidłowość” –
      wedle której “nie matura – a chęć szczera zrobi z ciebie (jerzyjj) oficera!”
      Salute!
      🙂

      • No i racja, a serial z cyklu “Matura do bzdura” jest z natury głupi bo nie uwzględnia psychologii pamięci i różnych form oraz poziomów inteligencji, a także predyspozycji którymi się różnimy. Nie od dziś wiadomo, że nie zawsze ludzie po maturze są zaradni życiowo i często ci bez matury osiągają więcej i mówię tu o uczciwej pracy a nie kombinatorstwie.
        A co do oficerów, to także historia dowodzi, że wojny świetnie weryfikują zdolności przywódcze. Wrzesień 1939 roku zweryfikował “jaśnie pańskich” sanacyjnych oficerów wyższych i generałów, z których niektórzy okazali się zwykłymi fajtłapami nie potrafiącymi dowodzić. Kilku popełniło samobójstwa, nie mogąc sobie poradzić w sytuacji pola walki. A ilu oddało się do niewoli? W czasie pokoju byli pierwsi do zaszczytów i robienia planów, a potem okazało się, że gdyby nie średnia kadra oficerska, to od razu w pierwszym tygodniu byśmy polegli. A najciekawsze jest to, że najbardziej bohaterscy oficerowie i podoficerowie nie wywodzili się z najbardziej bogatej i ustosunkowanej szlachty. Oczywiście były wyjątki. No i weź teraz porównaj sobie kto obejmował dowodzenie w Donbasie, kto był najbardziej bohaterski. Oni już nie żyją, ale udowodnili, że nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera, bo zwykli żołnierze, okazali się najlepszymi bojowcami i zostali oficerami, może nawet bez matury.:-)

        A więc to powiedzenie ma pokrycie w faktach, mimo że jest wykorzystywane pejoratywnie do wyśmiewania socjalizmu i tzw. awansu społecznego. “Jaśnie państwo” we wrześniu 1939 roku zawiodło na całej linii, mimo że maturę miało, a przez Zaleszczyki wiało ile sił. 🙂 Niektórzy u Niemca sobie w Oflagach przesiedzieli bezpiecznie całą wojnę bawiąc się w teatrzyki dla zabicia czasu, a potem wrócili i chcieli obejmować stanowiska oficerskie w LWP i byli w szoku, że nie ma dla nich miejsca, bo są lepsi od nich z awansu społecznego. Stąd ich zawód i stworzenie tego pejoratywnego powiedzenia zapewne.

        Boy-Żeleński przed wojną pisał:
        “O podziale społeczeństw wg wykształcenia pisał, że był “bezwzględniejszy od dawnego”. W końcu łatwiej było “w szlacheckim ustroju ominąć brak szlachectwa, niż w nowym burżuazyjnym nadrobić brak «matury»”.
        Edukacja nie była tania – nie każdego było na nią stać, była “plurokratyczna i kastowa”. “Młody burżuj, choćby najtępszy, obstawiony korepetytorami, podparty stosunkami i protekcją, przełaził z klasy do klasy; młody proletarjusz musiał nietylko nadrobić braki wychowania domowego, wystawiające go na szyderstwo, ale i korepetycjami musiał zarobić na życie” – pisał rozżalony Żeleński.

        “Widziałem w życiu tylu koronnych głupców pośród «inteligencji», a tylu zdolnych i inteligentnych ludzi pośród tych których niemożność «studjów» skazywała na rolę parjasów, że jestem przekonany, iż system, wedle którego odbywa się dziś selekcja społeczna, ma coś fałszywego, nie odpowiadającego ani istotnym siłom, ani potrzebom młodego państwa. Zrównanie „startu”, ułatwienie dostępu wszystkim zdolnościom i chęciom, celowość wykształcenia, powinny być dzisiejszem hasłem. Podnoszenie godności człowieka, godności wszelkiej pracy, a nie poniżanie jej sztucznemi różnicami. Trochę, troszeczkę bezkrwawej bolszewizacji! Jeden będzie specem od bakterjologji, drugi od malarstwa pokojowego, inny od zakładania dzwonków elektrycznych, inny od filozofji… to kwestja ich talentów, ochoty i wyboru. Ale niema tu miejsca na żadne przepaści społeczne.
        Światła, szacunku, chleba i mydła dla wszystkich. A z reszty można się uśmiać…”
        Źródło: “Boy-Żeleński: egzamin dojrzałości to imitacja szlachectwa” – wyguglać na onecie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.