Jak nie zostałem korespondentem wojennym z Sharm el Sheikh

Gdyby zapytać przeciętnego przechodnia na polskiej ulicy co sadzi o wyjeździe na urlop do Egiptu w dniu dzisiejszym można by usłyszeć, że to szalony pomysł niemal równoznaczny z wyjazdem do kraju ogarniętego wojna domową. Polski MSZ od 16 sierpnia utrzymuje trzeci w czterostopniowej skali zagrożeń poziom oznaczający „nie podróżuj”. Po wykonaniu kilku telefonów do znajomych znajdujących się na południowym Synaju, zdecydowałem zobaczyć to zagrożenie na własne oczy. Odpowiednie ubezpieczenie z dodatkowym ryzykiem kupione na „wszelki” wypadek i ukrycie przed znajomymi celu podróżny miało być czymś gwarantującym święty spokój przed wylotem.

Nie była to pierwsza podroż do Sharm el Sheikh, ale już na lotnisku uderzyło nas, że jest inaczej wprawdzie ten sam smak gorącego powierza uderza w twarz po wyjściu z samolotu ale czegoś brakuje… no tak poza naszym samolotem na całej płycie jest tylko jeden. Zazwyczaj bez względu na porę lotnisko jest tak zatłoczone, że jadąc autobusem do terminalu mija się samoloty niemal wszystkich linii lotniczych z Europy. Terminal również pusty, zazwyczaj aby dostać się do odprawy paszportowej należało stoczyć wojnę o formularz wizowy i odstać swoje w kolejce, tym razem wszystko zajmuje tylko kilka minut. Jedyne co się nie zmieniło to oczekiwanie na bagaż, zazwyczaj jednak przyczyną jest wielki tłok, tym razem fakt, że sortowania nie została uruchomiona. Transfer do hotelu zajmuje kilkanaście minut, tym razem już w autobusie turyści są informowani, ze część hoteli nie działa normalnie, zwłaszcza tych najpopularniejszych wśród gości z Polski, Rosji, Ukrainy. Zamkniecie części hotelu związane najczęściej ze zwolnieniem pracowników to najtańszy sposób na minimalizacje katastrofy finansowej jaka dotyka branżę. Czasami pracownicy są „tylko” na urlopach – oczywiście niepłatnych ale mają nadzieję, że już niedługo za tydzień, dwa, może za miesiąc wszystko wróci do normy. Szczęśliwie wybrany hotel stawia na Anglików, to dominująca nacja, tym razem jest tam również kilkoro Polaków. Hotel działa normalnie, nie widać pustek ale mimo to jego najspokojniejsza część „chill out” została zamknięta.

To co zastanawiające, biuro podróży, które w Polsce było prowodyrem zamknięcia kierunku egipskiego, działając na wyspach brytyjskich wysyła tysiące Anglików, Szkotów, Walijczyków aby odpoczywali w warunkach, które są zagrażające życiu naszych współobywateli. Pierwsze wyjście poza hotel, aby uruchomić Internet pokazuje jeszcze dobitniej o ile mniej turystów jest w Sharm, sklepy normalnie tętniące życiem są puste, słynący z zarabiania na turystach sklepikarze, którzy zawsze potrafią zaokrąglić cenę korzystnie dla siebie zadają pytanie w jakiej walucie wydać resztę, słowo którego nigdy wcześniej nie można było usłyszeć z ich ust. Ulice wyglądają normalnie, świecą się neony, sklepy są otwarte, kawiarnie mają rozstawione stoliki, brakuje tylko jednego elementu – turystów. Wrażenie w Nabq Bay jest takie jakby był to plan thrillera. Wieczorami sytuacje ratuje fakt, że właśnie zbliża się koniec egipskich wakacji, Egipcjanie korzystają z dobrych cen i gremialnie przylatują odpocząć do Sharm przed rozpoczęciem roku szkolnego. Wieczorna wizyta w najbardziej „europejskim” miejscu SOHO SQUARE http://www.soho-sharm.com na początku powoduje uśmiech, przynajmniej tutaj są ludzie, po chwili jednak uświadamiamy sobie, że owszem ale i tutaj brakuje dotychczas wszechobecnych gości z Europy, w ciągu niemal dwugodzinnego pobytu można było spotkać tylko kilkanaście osób. Nie brak jednak znajomych pracowników z rożnych hoteli, który cieszą się że jednak ktoś do nich przylatuje.

Jednego ciągle jednak nie widać, „wojny domowej” nie czuć żadnego zagrożenia Policja Turystyczna nadal obecna ale nie mniej i nie więcej niż w ciągu ubiegłych lat. Jedyne objawy wojska udało się znaleźć w okolicy kościoła koptyjskiego, trzech młodziutkich żołnierzy z kałasznikowami obok starej ciężarówki, pilnuje bezpieczeństwa Koptów, którzy nie obawiają się niczego, poza tym że odwiedza ich nieporównywalnie mniej gości, którzy odwiedzali piękny kościół. Później krótki spacer na lokalny targ, na którym poza naszą grupa nie ma żadnego Europejczyka, nie ma też żadnych negatywnych gestów w stronę czwórki szwędających się turystów. Same gesty życzliwości, i jedna prośba, powiedzcie, że u nas na południowym Synaju jest spokojnie, dla nas jesteście wszystkim, bez was turystów to wszystko traci sens.

Warto z rezerwą traktować to co podaje nasz MSZ, większość wycieczek na miejscu odbywa się normalnie, na terenie Sharm el Sheikh nie ma stanu wyjątkowego, nie obowiązuje godzina policyjna a o tym ze nie ma zagrożeń większych niż zazwyczaj, niech świadczy fakt, ze odbywają się wycieczki nawet do Jerozolimy, które wymagają wielogodzinnej podróży przez pustynne i górzyste drogi. Dla podsumowania warto przytoczyć słowa wypowiedziane przez ponad sześćdziesięcioletnie małżeństwo, po powrocie z wymarzonej pielgrzymki do „ziemi Świętej”: w tej polskiej telewizji chyba zwariowali, tutaj nic się nie dzieje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.