Soft Power

Jak najskuteczniej wyalienować Polskę ze struktur zachodnich?

 Struktury zachodnie jak słabe i źle zarządzane by one nie były stanowią jednak istotny i liczący się globalnie i dominujący regionalnie blok militarno-gospodarczy. Jedynym krajem, który może w dającej się przewidzieć perspektywie próbować rozgrywać coś wokoło wiodącej pozycji państw zachodnich jest Federacja Rosyjska. Więcej wrogów zachód w swoim otoczeniu nie posiada, chyba, że doszłoby do jakiejś formy zjednoczenia państw arabskich (i muzułmańskich) a w konsekwencji przyjęcia przez nie agresywnej retoryki. Jednakże nawet w takim przypadku, nie byłoby to zagrożenie nie do przezwyciężenia w znaczeniu gospodarczym, nie mówiąc już o militarnym. Naprawdę poza Rosją nikt i nic nam nie zagraża, z wyjątkiem scenariusza, w którym ponownie sami dla siebie stanowilibyśmy zagrożenia.

Nic nie jest niemożliwe. Utrwalony po Jałcie i Poczdamie porządek europejski z lekką korektą na przełomie lat 90-tych nie jest dany raz na zawsze, co prawda wyeliminował on cały szereg podstawowych i najbardziej dynamicznych sprzeczności związanych z przemieszaniem ludności na terenach przygranicznych, to poza zdobyczą, jaką jest wspólny rynek pozostał cały splot indywidualnych interesów poszczególnych krajów, z których jak pokazuje praktyka testowanego obecnie kryzysu nie zamierzają one rezygnować.

Co dziwne, nasza fascynacja zachodem, a właściwie fascynacja  nim naszych elit nie prysła wraz z porzuceniem możliwości produkcyjnych, przez pewien zagraniczny koncern motoryzacyjny od lat działający w Polsce. Nie zadziałały otrzeźwiająco nawoływania francuskich elit, co do renacjonalizacji działalności wytwórczej. Nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że wraz z tym jak naszym stoczniom Komisja Europejska odmawiała kilku milionów dotacji – rok później nie było problemów w setkach miliardów topionych w dotacjach dla częściowo państwowych banków. Jeżeli zatem nie ma znaczenia, czy się ma banki czy fabryki, czy montownie – to nie powinno być różnicowania dostępu do kapitału pomocowego. Jednakże niestety po raz kolejny zostaliśmy potraktowani jak naiwni głupcy, którym wmówiono, że stocznie są nieopłacalne, natomiast banki kombinujące na sztucznych instrumentach finansowych trzeba wspierać, bo zawali się cała gospodarka – czytaj – bogata burżuazja francuska, niemiecka i włoska – straci swoje odsetki od obligacji, którymi finansuje własne państwa.

Stosunki ze wschodem odpuściliśmy, zasłaniając się atrapą w postaci fikcji unijnej polityki wschodniej, której całe nadzieje właśnie dogorywają w ukraińskim więzieniu. W zasadzie nasze stosunki ze wschodem dzisiaj są skonstruowane podobnie idiotycznie jak przed wojną, przy czym wówczas był realny powód – wojna. Obecnie nie mamy żadnego powodu żeby obrażać się na prezydenta Łukaszenkę, albowiem to czy się, komu podoba czy nie – nie dość, że demokratycznie wybrany prezydent, to jeszcze absolutnie niewrogi Polsce. Nikt państwu czytelnikom o tym nie powiedział? Przepraszam, ale taka jest rzeczywistość – mamy w zasadzie lepsze stosunki z Białorusinami niż Litwinami czy zachodnimi Ukraińcami, dlaczego tak jest? Nie wiadomo, ale chyba chodzi o brak realnej polityki polskiej w kierunku wschodnim, albowiem takiej nie prowadzimy w ogóle. Zresztą trudno ją prowadzić, jeżeli Berlin ma zupełnie inne cele i zamiary.

Katastrofa w Smoleńsku pokazała, jaką porażką jest nasze państwo, jak nieudolnie nie potrafimy wyjaśnić czegoś, co powinno być prześwietlone na wszystkie strony. W efekcie ogólnego zamętu, w tym rozbrajających działań opozycji dochodzi do obniżenia wiarygodności Polski, jako kraju na zachodzie, albowiem nagle całe nasze struktury władzy przedstawiają się, jako wrogie obozy – niczym na Ukrainie, gdzie jedni nie chcą rozmawiać z innymi, poza tym wszystko rozgrywa się w oparach mgły posmoleńskiego absurdu. To całe zamieszanie nie służy sprawie polskiej i nie wzmacnia naszego kraju, doszczętnie rujnując jego wizerunek w stopniu niemającym precedensu w naszej współczesnej historii. Zachód jest prawdopodobnie silnie przerażony możliwością wygrania w Polsce wyborów przez siły opowiadające się za windykacją spraw smoleńskich. W pewnym sensie wybór partii Jarosława Kaczyńskiego dałby zachodowi carte blanche w kwestii rozgrywania Polską, albowiem bez możliwości dogadania się z partnerami w Warszawie – nie będzie, czego tu bronić. Nie ma przy tym znaczenia, czy ewentualny rząd Prawa i Sprawiedliwości miałby rację i wskazałby prawdę w kwestii smoleńskiej, albowiem to w istocie nikogo nie interesuje już dzisiaj i nie będzie interesować.

Biorąc pod uwagę naszą nieporadność w trosce o własne sprawy, wręcz chroniczną niezdolność w wyrażaniu własnego interesu nawet w najważniejszych zagadnieniach dotyczących naszego państwa – łatwo jest wyobrazić sobie scenariusz prowokacji, gdzie obce mocarstwo za pomocą faktów dokonanych i odpowiedniej kampanii medialnej mogłoby wmanewrować nas kłopoty.

Jest jedna sprawa, która wydaje się celem wartym okresowego poświęcenia, jeżeli chodzi o upieczenie tak dużego indyka jak Polska. Biorąc pod uwagę nieprzewidywalność przyszłych realiów można spodziewać się wszystkiego, tzn. interwencji w nasze wewnętrzne sprawy za wszelką cenę, jednakże dokonaną w taki sposób, że nie będziemy w stanie się przed prowokacją obronić, zwłaszcza, gdy ktoś wykaże naszą złą wolę.

Musimy wziąć pod uwagę i antycypować scenariusz, w którym w Polsce rządziłaby prawica, której misją byłoby dojście do prawdy smoleńskiej, a nie pragmatyczne dbanie o interes kraju. Taki rząd mógłby być wmanewrowany a następnie posądzony przez wrogie nam siły o takie przedsięwzięcia jak np. sabotowanie ciągłości pracy rurociągu północnego. Wszystko jest możliwe, nie można takiego scenariusza wykluczyć, zwłaszcza jak weźmiemy pod uwagę naszą nieudolność w wyjaśnianiu katastrofy Tupolewa, to trudno jest sobie wręcz wyobrazić udowadnianie, że nie jest się jeleniem, jeżeli sąsiednie mocarstwo ogłosiłoby światu, że niestety jesteśmy. Co więcej taki scenariusz rodziłby zagrożenie dla naszych relacji z zachodem, albowiem, o czym musimy pamiętać, to rura ma dwa końce i splata w sobie interesy wszystkich partnerów położonych na jej końcach. W momencie, gdybyśmy w sposób oczywiście niewinny zostali oskarżeni o celowe działanie sabotażowe i znaleziono by na to dowody, a atmosfera polityczna w kraju byłaby taka, że minister Fotygi pragnącej informować o „faktach” z gazet – sojuszników z NATO nikt by nie mógł powstrzymać to naprawdę zrobiłoby się nieciekawie. Szczególnym niebezpieczeństwem byłaby sytuacja, gdyby w trakcie przebiegu takiego scenariusza w Berlinie był inny rząd, poszukujący pretekstu, żeby skutecznie odizolować Polskę od struktur zachodnich, jako – niegodną współpracy.

Prawdopodobnie po zrealizowaniu takiego scenariusza – już nie zdążylibyśmy się z niego wyplątać, albowiem, kto, jak kto, ale rosyjskie służby specjalne są w stanie zorganizować dowolną prowokację, zwłaszcza pod wodą. Przypomnijmy sobie słowa Prezydenta Putina, który kpił z Amerykanów, niepotrafiących znaleźć broni masowego rażenia w Iraku. Jest oczywistym, że Rosjanie każdą broń znaleźliby w każdym kraju, kwestią wtórną jest ile chcieliby jej znaleźć i na jakiej głębokości. Po prostu musimy sobie uświadomić, że w kontekście ich wyrafinowania nie mamy żadnych szans. Nasze prymitywne dochodzenia opierające się na „pułkownikach”, którzy kończą pracę o 15: 30, a ich podwładni strzelają sobie w policzek, ponieważ są tak obwarowani przerażeniem i niemocą – to zupełne nic i zero względem wykwalifikowanych struktur Rosyjskich. Nie zmienimy tego, albowiem własny wywiad rozłożyliśmy na łopatki, denuncjując nawet informatorów. Może przemawiały za tym jakieś względy polityczne, ale na pewno nie utylitarne. No nie można po prostu pozbywać się głowy, oczu i uszu. Nawet, jeżeli nie są idealne, przecież nikt nie bronił przejąć nad nimi kontroli. W demokratycznym państwie jest to możliwe, no, ale u nas zwyciężyła idea – wyrwania do gołej ziemi.

Możliwe konsekwencje takiego scenariusza to przede wszystkim szereg znaków zapytania stawianych polskiemu rządowi, który niekoniecznie będzie czuł się „godny” do odpowiadania na nie. Niestety, dlatego bardzo łatwo będzie wmanewrować Polaków w dowolnie negatywny scenariusz, który rozegra się w znacznej części poza świadomością naszych struktur decydenckich i z daleka od uwagi opinii publicznej. Po prostu nie będziemy mieli żadnego wpływu na to, co Rosjanie i równolegle Niemcy – powiedzą innym sojusznikom na zachodzie, pomijając już treść przekazu do opinii publicznej. Wytworzy się wówczas sytuacja, w której „trotyl”, alternatywnie dowolna kość znaleziona w miejscu katastrofy smoleńskiej stanie się powodem do ostrej reakcji strony polskiej, próbującej się odegrać na tych, którzy nas upokorzyli. Jeżeli przypomnimy sobie scenariusz gruziński z 2008 roku, to naprawdę wiele nie potrzeba. I mamy wojnę, w której nikt z zachodu powstrzymywanego przez Niemcy nam nie pomoże.

Właśnie o takie skuteczne odizolowanie Polski od bycia normalną częścią struktur zachodnich może chodzić naszym wrogom. Jeżeli do rozgrywki strategicznej dodadzą jeszcze konflikt personalny – w znaczeniu atakowania „honoru” rządzących Polską polityków, to mamy mieszankę wybuchową, a szaleństwa nikt nie powstrzyma.

Wnioski – trzeba antycypować możliwe zagrożenia, najlepiej przyłączając się do gazociągu północnego, w taki sposób, żeby inwestycja ta była także w jakiejś mierze korzystna dla Polski, a przynajmniej na tyle, że jako uczestnik – zyskalibyśmy alibi na „pogodzenie” się z tą inwestycją. Dodatkowo, co jest ściśle związane z powyższym – trzeba zacząć rozmawiać z Rosjanami, nawet, jeżeli musielibyśmy schować sobie „głęboko” narodową dumę i pamięć pomordowanych ofiar na wschodzie. Alternatywą dla normalizacji stosunków była, jest i będzie konfrontacja.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.