Historia

Jak motywować państwowo ludzi?

 Nasi wrogowie mogą, jeżeli zechcą nas zabić. Nasi „sojusznicy” niekoniecznie będą chcieli za nas umierać, co więcej dla tych formalnie i geograficznie najbliższych, nie ma większego znaczenia czy nas Wisłą istnieje nasze państwo, czy rośnie las. Prawdopodobnie nawet wariant z lasem byłby lepszy. Musimy się przyzwyczaić do tej myśli. W naszym codziennym życiu, musimy uwzględnić właśnie tą okoliczność, że nasi wrogowie po prostu chcą nas zabić, co dla sojuszników będzie w ostatecznym rozrachunku obojętne.

W naszym interesie jest takie przygotowanie społeczeństwa, żeby nawet, jeżeli zdarzył się scenariusz skrajny, to pomimo nowego trybutu śmierci żebyśmy byli niepokonani. Problem polega jednak na tym, że tradycyjne nośniki trwałości Narodu i państwa tj. poczucie wspólnoty historycznej, język, patriotyzm oraz religia – mają dzisiaj znaczenie bardziej historyczne niż państwotwórcze. Głównie dlatego, ponieważ społeczeństwo zostało oszukane w procesie transformacji społeczno-gospodarczej i nie jest gotowe do ponoszenia ofiar, na rzecz państwa, które bardziej utożsamiane jest z samowładztwem elit, niż ze wspólnym dobrem.

Dzisiaj raczej nie trzeba nas nawet zabijać, można nas pokonać bez większego wysiłku, ponieważ społeczeństwo, nie tylko nie jest gotowe do obrony, ale przede wszystkim w realiach zagrożenia zewnętrznego mogłyby się zdarzyć problemy wewnętrzne. Podziały polityczne są totalne i bardzo głębokie, wystarczy niewiele wysiłku, dobry marketing i można ludziom zrobić wodę z mózgów do tego stopnia, że albo pogrążą się w apatii, albo przeciwnie – rzucą się sobie nawzajem do gardeł.

Nawet, jeżeli szukalibyśmy motywów patriotycznych, którymi można zmotywować społeczeństwo, to poza nielicznymi zwycięstwami z XX wieku, a w zasadzie jednym powszechnie uznawanym z 1920 roku, nie mamy innych przed XVII wiekiem, które miałyby wydźwięk pozytywny. Trudno jest motywować kogokolwiek przegranymi Powstaniami, chyba, że w sposób negatywny, na zasadzie, – co się może stać, jeżeli będziemy słabi. Tylko, czy społeczeństwo wytrzymałoby prawdę o swojej historii, taką odartą z bohaterskiego patosu?

Jeżeli europejski dom się zawali, to znowu będziemy mieli problem, to znaczy – trzeba będzie go wliczyć w aktualne, te bieżące scenariusze ryzyka politologicznego. W ogóle nie jesteśmy na to przygotowani. Establishment był zaskoczony i zszokowany wynikami ostatnich wyborów, ci ludzie – w przeważającej większości – nie mają najmniejszego pojęcia o zagrożeniach geopolitycznych i nie potrafiliby przygotować ani państwa, ani społeczeństwa na ewentualny negatywny scenariusz.

Musimy iść swoją drogą, ale problem polega na tym, że wszystko nas ogranicza. Nawet obecne zasady funkcjonowania wspólnego europejskiego domu, na które się zgodziliśmy, są podważane przez naszych sojuszników w imię ich partykularnych, wewnętrznych interesów! Na to nikt w tym kraju nie ma właściwej do wyzwań odpowiedzi!

Obecnie czekają nas ważne przemiany polityczne na scenie politycznej, warto byłoby ustalić pewne standardy polityczne, które w kwestiach zaufania do państwa i generowania postaw pro państwowych byłyby powszechne. To jest w interesie wszystkich, ponieważ nikt na tym nie traci, a wszyscy na tym zyskują. Jednakże walka polityczna w naszym kraju ciągle jest walką o wszystko, więc nawet kwestia stosunku obywateli do państwa będzie przedmiotem walki politycznej.

Najgorszym rozwiązaniem będzie to, jeżeli współczesny patriotyzm będzie postrzegany przez oklepane historyczne standardy, narodowy etos i inne tym podobne tzw. wartości, czyli hołdowanie ofiarom przeszłych błędów historycznych i skutków tych błędów!

Nowoczesne rozumienie patriotyzmu i państwa – musi wykluczać hołdowanie narodowej hekatombie, przy pełnym uznaniu dla skali poświęcenia i dramatu narodowego męczeństwa. To jest prawie niemożliwe, tak jakby napisać największe dzieła Mickiewicza i Słowackiego od nowa, ale bez patosu krwi, poświęcenia i beznadziejności, która wykreowała przeklęty mit przedmurza/Chrystusa Narodów, wykluczający polski narodowy, historyczny pragmatyzm, (który w pewnych zakresach swojej wizji Polski proponował chociażby Dmowski). Można to odbierać, jako postulat zamknięcia starych cmentarzy jednak, jaką mamy alternatywę? Jakie wzorce mamy przekazać młodemu pokoleniu, żeby dalej chciało być Polakami – w jakiejkolwiek mierze rozumienia patriotyzmu i polskości, którą współcześnie jesteśmy w stanie uznać za obowiązującą?

Tutaj nie ma dobrych pomysłów, to jedno z większych przekleństw narodowego losu, które zderzają się pomiędzy ideą Polski Chrystusem Narodów a ideą Winkelriedyzmu! Jednak coś trzeba z tym po prawie 200 latach zrobić, ponieważ to już nie zadziała, – potrzeba czegoś więcej.

7 komentarzy

  1. W artykule zabrakło sprecyzowania kto jest wrogiem a kto sojusznikiem w domyśle prawdopodobnie 50/50.
    Nie ma obecnie czegoś takiego jak empatia, solidarność, patriotyzm liczy się jednostka i wyścig szczurów przypomnę, że w wyścigu szczurów nie ma mety.
    Muszę pochwalić autora za łamaniec językowy Winkelriedyzm jak najbardziej wskazane są takie łamańce i to w co drugim zdaniu artykułu czytelnicy będą zachwyceni, na temat Chrystusa Narodów nie będę się wypisywała gdyż jest to postać powszechnie znana. Artykuł bardzo dobry.

  2. Co ma wspólnego neoliberalne Państwo ze zwykłymi ludźmi?

    • krolowa bona

      Zdaje sie , ze “@inicjator” ujal temat, takie postawy ludzi wywodza sie z wszechobecnego neolibelalizmu, ktory niby ma rozwiazywac i reguloeac sam z siebie problemy lub kwestie praw czlowieka i obywatela, praw seniorow, dzieci, inwalidow, edukacje , dostepu do sluzby zdowia i do lekow a jest matematycznym ksiegowaniem zysku z WYZYSKU /OGRABIANIA OGOLU, taki stan rzeczy prowadzi tylko do antagonizmow klas, wyobcowaniu sie i uczuciu brznadzieji, bo brak dazen ogolnoludzkich

    • krolowa bona

      Nic, naprawde nic, prowadzi do rozkladu panstwa….

  3. Kasą po prostu ludzie chcą kasy 🙂 Potem jak już ją dostaną można im pomachać flagą 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.