Wojskowość

Jak moglibyśmy pomóc Turcji w ramach NATO? I dlaczego by się to nam opłaciło?

 Pytanie powinno raczej brzmieć, czy w ogóle jesteśmy w stanie w jakikolwiek sposób pomóc Turcji, jako kraj NATO w jej ewentualnym konflikcie wojskowym z sąsiadami? Pytanie to nie jest pozbawione sensu, ale jak najbardziej realne i odnoszące się do rzeczywistości, albowiem to właśnie Turcja, jako kraj graniczący z Syrią i Iranem – państwami popierającymi terroryzm wedle amerykańskiego Departamentu Stanu – jest wystawiona na niebezpieczeństwo, które się właśnie materializuje.

Nie chodzi oczywiście o kilka pocisków moździerzowych wystrzeliwanych prawdopodobnie przez omyłkę przez wojska syryjskie lub bojowników syryjskich w stronę tureckiego terytorium, albowiem każdy, kto kiedykolwiek strzelał z moździerza doskonale wie, że co do zasady nie jest on bronią jakoś szczególnie celną – to mała zmiana nastawień celownika powodująca zmianę kąta nastawienia lufy – oznacza przerzucenie ognia o kilkadziesiąt – kilkaset metrów w zależności od kalibru moździerza i przyjętej podziałki. Moździerz nie jest celną bronią, ale jest za to niesamowicie skuteczny w ostrzeliwaniu celów powierzchniowych, co realizuje bardzo skutecznie, tanio i przeważnie ze śmiercionośnym skutkiem. Na szczęście potężna armia turecka jest wystarczająco silna, że potrafi dać odpór każdemu atakowi, w tym tak mizernym demonstracjom niemocy jak ostrzał moździerzowy – celów cywilnych, grubszej prowokacji w rodzaju zestrzeliwania leciwego F-4, czy też pełnoskalowej inwazji, jeżeli takowa miałaby miejsce.

Bardzo myli się ten, kto myśli, że może sobie z państwem tureckim pogrywać niczym nawet przyzwyczajonym do wszelkiego rodzaju prowokacji Izraelem. Turcy posiadają realną siłę, naprawdę prawdziwą armię NATO, uzbrojoną po zęby, z przepełnionymi wszelkim żelastwem arsenałami, którym mogą strzelać dłużej niż wszyscy otaczający ich przeciwnicy. Co jest szczególnie istotne, Turcja posiada dominującą przewagę powietrzną nad Syrią i Iranem włącznie, aczkolwiek oba kraje pod względem środków napadu lotniczego mają się, czym pochwalić, to przy potędze lotnictwa Turcji – nie mają żadnych szans, nawet, jeżeli oznaczałoby to wzmożony wysiłek i kilka dni intensywnych walk, to ich ostateczny wynik będzie tylko jeden – żaden obcy samolot nie dostanie się nad pozycje tureckich wojsk, nie mówiąc już o próbach napadu lotniczego na terytorium Turcji.

Pod względem ilości uzbrojenia lądowego i siły żywej dwa wspomniane kraje mają lekką ilościową przewagę, jednakże Turcja w niczym im nie ustępuje, a organizacja sił zbrojnych, poziom wyszkolenia i NATO-wskie normy wymuszające porządek i solidność – powodują, że armię Turecką trzeba liczyć razy dwa w porównaniu z siłami zbrojnymi Syrii lub Iranu, aczkolwiek wojska tego drugiego kraju mogą nadrabiać akurat fanatyzmem. Bez względu na okoliczności, to sąsiedzi bardziej boją się Turcji niż Turcja swoich sąsiadów. Jedyną armią, która mogła się z Turkami mierzyć była armia iracka z czasów Saddama Husajna, jednakże tego wojska w sensie jednostek, wyposażenia i struktur dowodzenia już dzisiaj nie ma. Turcja jest absolutnym hegemonem w regionie.

Z powyższych względów trudno jest wyobrazić sobie sytuację, w której Turcy poprosiliby o NATO-wską pomoc wojskową, albowiem sami są w stanie nie tylko się bronić, ale najnormalniej w świecie rozpocząć działania ofensywne w regionie. Jeżeli jednak mogliby się o coś zwrócić z prośbą o pomoc, to z pewnością mogą to być takie kwestie jak: wyspecjalizowane wsparcie satelitarne i lotnicze, obrona antyrakietowa i przeciwlotnicza, wsparcie blokady morskiej poszczególnych akwenów przez flotę sojuszniczą, – co umożliwiłoby tureckiej marynarce blokadę morską Syrii – zostawiając zarazem carte blanche względem Rosji na Morzu Czarnym, przygotowanie dostaw amunicji inteligentnej, dostawy żywności i medykamentów, zabezpieczenie dodatkowych szpitali polowych, zabezpieczenie miejsc w szpitalach i miejsc dla rekonwalescencji dla żołnierzy tureckich za granicą, zabezpieczenie miejsc tymczasowego pobytu dla ludności cywilnej z terenów wojny. Ewentualnie dodatkowo – wsparcie wojsk specjalnych (głównie chemicznych) w zakresie przygotowania stref odkażania no i oczywiście rozpoznania użycia broni chemicznej przez nieprzyjaciela.

Co z tych rzeczy moglibyśmy zapewnić? Generalnie jakbyśmy się uparli, to wszystkiego po trochę, z wyjątkiem wsparcia satelitarnego. Jesteśmy w stanie wysłać jedne z najnowszych NATOW-skich samolotów bojowych w rejon konfliktu, jesteśmy w stanie wysłać wojska chemiczne, tak żeby stanowiły jakiegoś rodzaju zabezpieczenie, do tego saperów, bo zawsze – na każdej wojnie jest to najbardziej potrzebny rodzaj wojska, możemy podesłać 1-2 okręty podwodne, będące śmiertelnie groźną bronią zwłaszcza po przejściu przez cieśniny na Morze Czarne, możemy dostarczyć praktycznie nieograniczone ilości żywności i medykamentów (mamy w kraju jedną z największych i najnowocześniejszych fabryk materiałów opatrunkowych na świecie, – dla której uruchomienie produkcji specjalnej to szczyt marzeń menadżerów), możemy wysłać szpital w rejon konfliktu, oczywiście możemy także przyjąć żołnierzy wymagających leczenia np. oparzeń wywołanych gazem bojowym itp. W ostateczności możemy uruchomić ośrodki pobytowe dla stosunkowo licznych grup ludności/młodzieży – na zasadzie wakacji letnich/zimowych w Polsce dla kilkunastu tysięcy ludzi. To wszystko, co możemy zrobić, poza oczywiście udziałem oddziałów bojowych oddanych pod turecką komendę gdyby zaszła taka potrzeba – w ilości maksymalnie kilku tysięcy przystosowanych już chyba do wszystkiego – włącznie z traktowaniem jak śmieci przez własne państwo – weteranów misji irackiej i afgańskiej.

Jednakże w przypadku takiej ilości i tak znacznego zaangażowania, należałoby przygotować właściwą logistykę – realnie w naszych warunkach opartą o trakcję kołową i kolejową, albowiem mamy za mało samolotów, a na wypadek wojny usługi lotnicze byłyby dla nas w znacznej mierze nieosiągalne. W tym kontekście niezbędne byłoby skorzystanie z terytoriów i pomocy państw NATO znajdujących się po drodze. Wymagałoby to budowy bazy logistycznej na Węgrzech, w Rumunii i Bułgarii oraz kilkunastu baz pośrednich – umożliwiających oczekiwanie na wsparcie w przypadku niespodziewanej awarii, jednakże w praktyce całość zaopatrzenia powinno się bez problemu udać dowieść samochodami ciężarowymi.

Koszty wsparcia? Trzeba szacować na około 2 mld Euro + kilkaset milionów kosztów stałych w przypadku konfliktu trwającego, co najmniej rok, albowiem samo rozwinięcie wojsk i budowa zaplecza logistycznego wraz z całym łańcuchem dostaw – byłoby niezwykle kosztowne. Jednakże całość jest jak najbardziej w naszym zasięgu, moglibyśmy zadziwić sojuszników i potencjalnych nieprzyjaciół – naszą sprawnością i zdolnością do działania z dala od terytorium kraju.

Co jest najważniejsze, w przypadku problemów – zawsze moglibyśmy liczyć na Turecką pomoc, co więcej moglibyśmy być pewni, że taka pomoc na pewno by nadeszła, albowiem Turcy nie zapominają wrogów i przyjaciół, a zwłaszcza przyjaciół nie mają zbyt wielu, dlatego warto oferować im pomoc, między innymi także, dlatego, albowiem Turcja była jedynym krajem, który nie uznał rozbiorów Polski. Jeżeli pamięć narodowa istnieje, powinna istnieć właśnie w takiej chwili. Nic bardziej nie buduje wspólnoty i braterstwa niż walka ramię w ramię. Dlatego przygotujmy się do obrony Turcji!

Chociażby, dlatego, że byłaby to zwycięska wojna, warto wziąć w niej udział. Dzięki czemu udałoby się nieco rozmydlić hańbę okupacji Iraku i dodać tła dla naszej obecności w Afganistanie. Nic, bowiem bardziej nie uzasadnia w oczach wyznawców islamu kategoryzacji na wroga lub przyjaciela, jak to czy się walczy za czy przeciw islamowi. Dotychczas w obu tych wojnach walczyliśmy wedle ich oceny zdecydowanie przeciwko. W przypadku nawet symbolicznej, ale obrony Turcji – mielibyśmy argument nie do odparcia zwłaszcza w przypadku konfliktu z Iranem, który najdelikatniej mówiąc nie jest popularny w krajach nad Zatoką. Może się, bowiem okazać, że po „udanym występie” w Turcji bylibyśmy zaproszeni, jako „obrońcy wiary” przez jakiś kraj islamski do obrony przed potęgą Iranu. A to już w pełni zmyłoby hańbę Iraku i zneutralizowało brzemię Afganistanu, albowiem „Wojsko Polskie” nagle stałoby się armią zapraszaną przez sponsorów tych panów, którzy do niego w Iraku i Afganistanie strzelali. Co to oznacza chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Oczywiście największym zaszczytem byłoby ponowne wejście do Iraku, tym razem na zaproszenie irackiego rządu – w ten sposób moglibyśmy zmyć hańbę kraju agresora i okupanta. Takiego scenariusza nie można wykluczyć, albowiem po ewentualnym zajęciu północnego Iraku – Kurdystanu przez wojska Tureckie, będzie potrzebne ich zastąpienie „błękitnymi hełmami”, jeżeli odbyłoby się to za zgodą rządów w Bagdadzie i Ankarze oraz przy akceptacji miejscowych Kurdów, to naprawdę nie można sobie wyobrazić lepszego scenariusza z punktu widzenia politycznego. Bardzo szybko termin „polska okupacja”, nie miałby zastosowania a jego historyczna konotacja zostałaby ograniczona do korzyści wynikających z pożądanego pobytu naszych wojsk przez wszystkie strony.

Reasumując, wojna Turcji z Syrią będzie narastającym faktem. Prędzej czy później – chaos rozleje się na sąsiednie kraje. Turcja ma dość sił i środków, żeby zapewnić sobie supremację w regionie – nawet, jeżeli do wojny włączy się potężny Iran. Z naszej perspektywy, – jeżeli zostalibyśmy poproszeni o pomoc, należy liczyć się z koniecznością samodzielnego zapewnienia logistyki – najlepiej trakcją kołową, co jest możliwe pomimo pewnych uciążliwości. Ewentualny udział jednostek bojowych powinien być poprzedzony dobrym rozważeniem celowości ich użycia, głównie od strony politycznej. W przypadku udzielenia pomocy dla Turcji, możemy być pewni, że w godzinie naszej próby pomoc z ich strony nadejdzie.

2 komentarze

  1. Mozna tez nie czekac, a po prostu zaoferowac (dyplomatycznie, tak zeby Turcy nie tracili twarzy) sojusznicza pomoc jednostek przeciwchemicznych (bez ogladania sie na NATO), oraz medykow wojskowych. Turcy to jednak dosc dumny narod, nie lubia prosic.
    Wszystko, oprocz udzialu jednostek bojowych, to dopiero wymazaloby skaze Iraku/Afganistanu.
    Irak raczej poprosi o pomoc Iran, a nie WP, tak dla scislosci.

  2. Proponuję wysłać ze trzy chorągwie husarii.
    Cenią ja do dziś w Turcji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 × two =