Paradygmat rozwoju

Jak to jest możliwe, że tyle wytrzymaliśmy bez buntu?

 Jak to jest możliwe, że tyle wytrzymaliśmy bez buntu? Jak to jest możliwe, że 25 lat transformacji nie skończyło się jedną wielką rewolucją społeczną? Przecież wystarczy pójść do lekarza, żeby się człowiekowi ode chciało kochać ten kraj nawet śladową miłością. Wystarczy skorzystać z komunikacji miejskiej, albo w zasadzie innego dowolnego styku zobowiązań publicznych państwa z rzeczywistością i każdy ma dość.

Oczywiście rządzący establishment twierdzi, że wszystko jest w porządku, a błędy w czasie transformacji nie do uniknięcia. Oczywiście, jest w tym sporo racji, jeżeli się jednak pomyśli np. o skali tych błędów jak np. słynna prywatyzacja za pośrednictwem świadectw udziałowych, czy też ich abstrakcji – jak np. antyreformy rządu pana premiera, którego nazwiska nie, możemy wymienić z szacunku do czytelników. To niezwykle trudno jest się zgodzić z wyluzowanym podejściem do tych błędów, gdyż niektóre po prostu były zwykłym, celowo zaplanowanym złodziejstwem, a inne to wynik oszczędzania na społeczeństwie – zawsze i na każdym kroku. Obecna sytuacja pomimo wejścia do Unii Europejskiej, nic nie wnosi do bytowania społeczeństwa, w niektórych najbardziej strategicznych dziedzinach życia jak w służbie zdrowia, jest wręcz gorzej z roku na rok, a dziedziny reformowane jak np. infrastruktura transportowa, są zmieniane gigantycznymi nakładami – praktycznie nieznanymi nigdzie wcześniej w Europie, a efekty “reform i przemian” uwsteczniają cywilizacyjnie Polaków. Niestety wybrane modele dostępu do infrastruktury wykluczają powszechność dostępu dla przeciętnego obywatela. Przykładowo jak inaczej niż złodziejskim bandytyzmem nazwać okoliczność, że jedna z dróg na południu kraju pomiędzy dwoma dużymi miastami, a właściwie aglomeracją i metropolią licząca około 70 km użytkowego asfaltu wymaga odpłatności za przejazd jednorazowy na poziomie ceny około 30% miesięcznej stawki za winietę na sąsiedniej Słowacji za miesiąc! Trzy przejazdy między polskimi miastami – około 220 km, to cena swobody poruszania się po Słowacji. Czy takie działania prywatyzacyjne w ogóle mają sens? Dla zagranicznych koncesjonariuszy na pewno, ale społeczeństwo polskie wychodzi na tym jak niewolnicy lub gorzej.

Można winić media i Kościół dominujący za wyjałowienie atmosfery nastrojów społecznych? Czy związki zawodowe zawsze mają być przedstawiane jako “stado darmozjadów?” Kto ma stać po stronie społeczeństwa w epoce post-industrialnej społeczeństwa prosumentów, skazanych na wegetację za 200 Euro na poboczach starzejącego się i pełnego zadłużenia imperium? Istniejące partie polityczne nie dają wszystkich odpowiedzi na problemy współczesności, nie mówiąc już o przyszłości. Ludzie głosują nogami, polityka ciepłej wody w kranie jest jakimś sposobem na uniknięcie pełnej pauperyzacji społeczeństwa i powstawania normalnych slumsów. Jednakże kosztem uśrednienia wszystkiego “w dół” jest brak dzieci, po prostu się nie rodzą, ponieważ Polaków nie jest na nie stać. Gdybyśmy mieszkali w czworakach – dzieci byłoby pełno, ale w realiach konieczności ocieplania bloków i usług stomatologicznych w cenach od pensji średniej w górę za przeciętny pakiet zabiegów – nie da się odłożyć pieniędzy, a brak stabilizacji finansowej w państwie, w którym komornicy mogą zabierać własność osób sąsiadujących z dłużnikami – bez decyzji sądów i w pełni majestatu prawa bezkarnie ją upłynniać – tylko szaleniec nie boi się o jutro.

Problemem systemowym nas wszystkich jest to, że rozładowywanie społecznego napięcia poprzez masową emigrację i względnie tanie samochody używane z importu w zestawieniu z dużymi telewizorami LCD dostępnymi prawie dla każdego – skończy się kiedyś zwielokrotnionym wybuchem gniewu. Niech tylko przeciętni ludzie sobie uzmysłowią, że jeżdżenie, co tydzień do marketu po jedzenie śmieciowe swoim 10 letnim samochodem z Niemiec i pisanie sms w na smartfonie to nie jest esencja życia. Wygra ten, kto skutecznie przemówi do ludzi – nie ma partii lewicowej, Kościół dominujący służy systemowi, partie nacjonalistyczne mają nie bez pewnych powodów łatki “oszołomów”, a centrum to właśnie to, co mamy. Gdzie jest odpowiedź dla współczesnej Polski? Kto jest w stanie wskazać drogę? Czy jest jeszcze jakakolwiek nadzieja? Czy bez twardego np. “zewnętrznego” resetu w ogóle rozwój uwzględniający większość społeczeństwa jest możliwy?

Coś musi się wydarzyć, inaczej nic się nie zmieni, tylko gnicie będzie postępować jeszcze bardziej, a w ludziach będzie narastać frustracja i w konsekwencji agresja. To nie wróży dobrze, albowiem wszystko się da – można przejściowo oprzeć władzę na represjach fizycznych (w tej chwili opiera się na ogłupianiu i kreowaniu zastępczej rzeczywistości), ale w długiej perspektywie oznacza to krwawy bunt, kiedy sznur, kamień i butelka z benzyną to odpowiedź na lata upokorzeń i brak nadziei. Właśnie, gdyby, chociaż dać ludziom nadzieję? Tak jak na początku lat 90-tych! Niestety jak to mówią nadzieja jest matką głupich – przed szkodą i po szkodzie.

Prawdopodobnie, niestety winna jest niska jakość elit. Gdyby były one bardziej zorientowane państwowo i wrażliwe społecznie – to rzeczywistość nie byłaby tak porażająca. Niestety, chyba nie ma już nadziei…

4 komentarze

  1. Winna jest niska jakość elit, tylko ta jakość nie ma znaczenia, bo ELITY w Polsce są klasą samą dla siebie.
    Elitom jest dobrze i będzie dalej dobrze, jeśli utrzymają obecne podziały. Ilość dostępnych dóbr w Polsce nie zmieniła się od czasów PRL-u.
    Nastąpił tylko inny ich podział i inny do nich dostęp.
    Jedni mają wszystko, pozostali mają to co im łaskawie da pracodawca, a ci bez pracy – wegetują.
    Suma się zgadza.

    Buntu nie będzie długo, bo ogłupianie okazało się skuteczne, czego przykładem są wpisy nawet na tym forum.

    Młody człowiek na śmieciowej umowie nie ma szans na odtworzenie swoich SIŁ WYTWÓRCZYCH – nawet o ile jest SINGLEM. O złożeniu rodziny nie ma co nawet marzyć.

    Tysiące absolwentów pseudo wyższych uczelni pogłębia panującą frustrację i beznadzieję, gdy zostają KIEROWNIKAMI układającymi towar na dwóch półkach.

    Polacy potrafią się buntować i w tym buncie są doskonale zorganizowani.

    Lewicy naprawdę nie ma i nie będzie miał kto ukierunkować ewentualnego buntu, gdy nagle wybuchnie, dlatego jego wymowa ideowa może przyjąć nieoczekiwany kierunek.

    Dlatego w interesie rządzącego obecnie Centrum (PO-PiS z PSL-em) jest, żeby Lewica powstała i żeby mogła wyrażać interesy klas wykluczonych i stale wykluczanych.

    Nie będzie z kim się układać w przypadku buntu generalnego.
    Nie strajku – buntu …

  2. inicjator_wzrostu

    W zasadzie zgadzam się z tonem wypowiedzi @jaszczurki3, tylko uważam że SUMA się nie zgadza.
    W mojej ocenie wytwarzamy mniej i pozostawiamy o wiele mniej następnym pokoleniom po 25 leciu – niż w PRL-u.
    Świadczy o tym też blisko 3 milionowa rzesza najbardziej przedsiębiorczych Polek i Polaków, na emigracji.
    Po drugie BUNT nam nie grozi, bo społeczeństwo mamy bardzo ZATOMIZOWANE. To są JEDNOSTKI, najwyżej grupy rodzinne – nie społeczeństwo.
    Przykłądem KOSĆIÓŁ.
    Ludzie tam chodzą z różnych powodów, są razem – ale nie są wspólnotą.
    Dowodem jest nieszczere i wstydliwe podawanie dłoni na słowa kapłana “PRZEKAŻCIE SOBIE ZNAK POKOJU”, albo anonimowość mieszkańców tego samego bloku w mieście.
    Takie indywidualne osoby, nie społeczeństwo – są łątwiejsze do opanowania i manipulowania.
    Dlatego przed nami 50 lat budowy WSPÓLNOT, poczynając od domu, ulicy, dzielnicy, wsi i osiedla – po powiat i województwo.
    Inaczej wszelkiej masy cwaniacy będą nas ogrywali.
    Bo życie w społeczeństwie złożonym ze wspólnot – po prostu się OPŁACI.
    Nic więcej.

  3. Po przeczytaniu artykułu postawiłam sobie pytanie, ile w tej transformacji było głupoty a ile wyrachowania osób, które obecnie mianują się jako elity?. moja odpowiedź ad hoc, to po różnicy żeśmy tę żabę zjedli. Aby uściślić swój wpis dodam zawsze jestem pełna wątpliwości wyrażając opinię.

  4. Nie można w Polsce zrozumieć niczego bez zdania siebie sprawy że jest to totalitarny system oparty na sfingowanym chaosie. Każdy jest pod ścisłą kontrolą za pomocą kościoła lub mediów,pracodawcy, płace,ceny, ilość bezdomnych, lęk egzystencjalny, poziom zaprogramowanej niestabilności itp., są tak ustawione żeby zadać ból ale nie zabić wszystkich naraz. Dziel i rzadź. To jest najbardziej podstępny i zaawansowany system w historii z którego wyjścia nie ma innego jak kompletny rozpad państwa i społeczeństwa. Ironicznie oni też do tego dążą bo ptrzebują tylko kilku milionów niewolników.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.