Jak interpretować wybuch w polskim Konsulacie we Lwowie?

Coś wybuchło sobie w ostatnią środę wieczorem w koszu na śmieci w polskim Konsulacie we Lwowie. Jak interpretować to zdarzenie? Wedle pierwszych doniesień informacyjnych był to „jakiś” ładunek wybuchowy, wedle późniejszych informacji była to petarda (lub granat – ale tego nie potwierdzono), dodatkowo rzekomo wrzucona przez okno (być może od razu super celnie do kosza). W istocie szczegóły nie mają znaczenia, w wojnie informacyjnej nie podaje się nigdy jednej wersji informacji, a nawet jak się coś podało to się dementuje. Niestety na współczesnej Ukrainie – jednym z frontów okrutnej wojny domowej, jest także wojna informacyjna, której jesteśmy poddani, czy to się nam podoba czy nie, głównie przez odpowiednio zaprogramowane końcówki informacyjne w polskich i zachodnich mediach. Na pewno będzie oficjalne śledztwo ukraińskie, jak i dochodzenie polskiego MSZ, po jakimś czasie będzie wydany oficjalny komunikat, co do stwierdzonych przyczyn.

Na niektórych stronach ukraińskich mediów społecznościowych można było przeczytać opinie na temat wydarzenia, jednak my tutaj nie będziemy powielać plotek, wiadomości których nie da się potwierdzić i które wynikają jedynie z opinii osób anonimowych – nie zasługują na wprowadzanie ich do obrotu publicznego. Nie były to jednak plotki sensacyjne, wręcz przeciwnie, ale to nie ma znaczenia.

Liczy się sam fakt, że komuś zależało na tym, żeby zastraszyć polskie przedstawicielstwo dyplomatyczne. Nie wiadomo czy był to sygnał w znaczeniu lokalnym, np. wyrażenie przez „tajemniczego ktosia” swojego stosunku do pracy naszych dyplomatów itp. Czy też był to sygnał dla rządu w Warszawie, w sprawie dezaprobaty polityki wobec Ukrainy i Ukraińców. Gdyby to był przekaz o charakterze nazwijmy to „narodowościowym”, to bardziej miałby miejsce w jakąś istotną rocznicę i akurat we Lwowie, można bez najmniejszego problemu znaleźć inne cele, których sprofanowanie dałoby o wiele większy efekt niż rzucenie przysłowiową petardą w Konsulat, który tak naprawdę nikogo w Polsce nie obchodzi, może poza rodzinami pracowników. Więc, to raczej nie był tego typu przekaz, to znaczy nie był to przekaz bazujący na jakimś wyrażeniu nacjonalizmu.

Nie można wierzyć w przypadki, ale trzeba i taką ewentualność dopuszczać, chociaż po „próbie zamachu” na kolumnę z polską premier panią Ewą Kopacz zdaje się w zeszłym tygodniu, to wszystko jest możliwe, zwłaszcza przypadek, lub element rozgrywki wewnątrz ukraińskiej, gdzie ktoś najprawdopodobniej lokalnie chciał zaszkodzić ukraińskim władzom, właśnie przez sprowokowanie takiego incydentu.

Niestety wojna domowa rządzi się swoimi prawami, nie jest tajemnicą to, że wielu analityków, w tym ukraińskich przewiduje przekształcenie się ukraińskiego konfliktu w wariant wojny o charakterze partyzantki miejskiej (w terenach zurbanizowanych), na wzór wydarzeń w Irlandii Północnej od mniej więcej połowy, praktycznie do końca ubiegłego wieku. Wojny miejskie zawsze charakteryzują się tym, że poprzez działania zbrojne, dana grupa stara się wywrzeć paraliżujący wpływ na całą zbiorowość, a za jej pomocą na swoją sytuację np. wymuszając określone uprawnienia u władz itp. Niestety w takiej wojnie najskuteczniejszą metodą jest terror i to najokrutniejszy, bo skierowany wobec losowo wybranych grup ludności, zamieszkujących dane terytorium.

Będzie bardzo źle, jeżeli na Ukrainie zradykalizują się grupy o charakterze w części kryminalnym, a następnie będą pod hasłami ratowania Ojczyzny i patriotyzmu – prowadziły ze sobą wojnę o strefy wpływów. Nie trzeba wiele, żeby zabić kiełkującą turystykę we Lwowie! Wystarczy tylko, że kolejna bomba wybuchnie pod hotelem lub przy jakimś znanym zabytku. Nie da się prościej „zarżnąć” komuś biznesu, zwłaszcza że uderza się w cały sektor.

Szczególnie niebezpieczne jest ryzyko przeniesienia ukraińskiej wojny domowej do Polski, wraz z procesami dyfuzji ludności. W zasadzie państwo polskie nie jest w stanie kontrolować tego procesu. Oczywiście tutaj nic nie wiadomo, nie wiadomo ani czasu, ani miejsca, ani motywu. Co więcej nawet działania takiej grupy mogą być przecież inspirowane przez czynniki trzecie? Naprawdę każdy scenariusz jest możliwy. Czy można się przed tym jakoś zabezpieczyć? To już jest kwestia działania pewnych struktur, w tym ich współpraca ze stroną Ukraińską. Mimo wszystko bądźmy optymistami, że rozsądek zwycięży.

5 myśli na temat “Jak interpretować wybuch w polskim Konsulacie we Lwowie?

  • 9 października 2015 o 07:44
    Permalink

    Co musi się jeszcze wydarzyć żeby Polacy zrozumieli,że nasze zaangażowanie na Ukrainie doprowadzi do tragedii.Wołyń nie wystarczy???

    Odpowiedz
  • 9 października 2015 o 08:14
    Permalink

    “ukraince” maja już taką tradycję, wystarczy przypomnieć zamachy na życie dokonane na polskich
    urzędnikach wysokiego szczebla jeszcze przed wojną.
    A może tym razem banderowce próbują Nam coś przekazać,
    dają do z/rozumienia?

    Może warto pochylić się by wysłuchać, o co “im” chodzi?
    Dodam że ONI”ukraince” ZEŚWINILI SIĘ wyjątkowo i jak mało który
    naród w Europie,analogii można by szukać , gdzieś
    u Tutu lub Hutsi(nie rozróżniam, nie wiem kto tam miał
    rację i czy ona, racja była po którejkolwiek stronie).

    Ps.Dodam że szanuję Ukraińców, którym bliska
    jest Rosja,język czy rosyjska kultura.

    Odpowiedz
  • 9 października 2015 o 09:41
    Permalink

    SZANOWNY PANIE KTOŚ NIEOBIEKTYWNY MÓGŁBY TO CO PAN ZAPISAŁ POTRAKTOWAĆ JAKO SIANIE NIENAWIŚCI DO OKREŚLONEJ NARODOWOŚCI, A TO JUŻ POWAŻNA SPRAWA. WEB. JÓZ.

    Odpowiedz
  • 9 października 2015 o 19:36
    Permalink

    Nie lubią nas tam – i to wszystko “w temacie” wybuchu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.