Soft Power

Jak dyskutować z kimś o utrwalonych poglądach prawicowych?

 W naszym kraju podział na prawicową-prawicę i resztę społeczeństwa jest już tak daleko posunięty, że przenosi się na życie prywatne i instytucjonalne. Przedstawiciel tzw. reszty społeczeństwa może się natknąć na prawicowca o poglądach prawicowej-prawicy lub jeszcze bardziej prawicowych na prawo – praktycznie wszędzie – na klatce schodowej, w pracy, w autobusie, a co najgorsze także we własnej rodzinie, jeżeli ktoś źle wychował własne dzieci, a żona to niezależna genderowa-feministka.

Zachowywanie się w takich relacjach jest kłopotliwe, albowiem przekonani o swoich racjach prawicowcy – porozumiewają się za pomocą dogmatów tak bolesnych dla intelektu przeciętnego i szanującego się człowieka, że nie da się z nimi polemizować, albowiem jest to bezcelowe. Można szanować człowieka, można szanować go za trwałość jego poglądów – jednakże czy powiedzieć komuś, że jest po prostu głupi, jeżeli twierdzi oficjalnie w biurze, że np. funkcjonariusze państwa PRL – nie byli Polakami? Następnie nieudolnie wycofuje się ze swoich stwierdzeń jak jest indagowany np. czy np. lekarze też? Niestety idiotów dookoła nie brakuje – a w jaki sposób funkcjonować w realiach, gdy człowiek obok – odmawia ci prawa do istnienia, albowiem śmiesz poddawać w wątpliwość jego dogmaty – trudno określić, zwłaszcza, jeżeli jest się człowiekiem kulturalnym. No, bo co zrobić? Zmieszać takiego idiotę z błotem – udowadniając mu, jakim jest człowiekiem – niemającym pojęcia o realiach funkcjonowania w życiu? Czy też milczeć? Przemilczeć czyjeś wstawki – dopowiadania – ataki słowne, czy też nieproszone opinie? Jednakże wówczas dochodzi do sytuacji, w której krew się w człowieku buzuje, albowiem nie można w nieskończoność tolerować we własnej przestrzeni idioty lub idiotów i ich idiotycznych – najczęściej ksenofobicznych i podszytych nienawiścią poglądów.

Więc pytanie zadane w tytule należy rozszerzyć – mianowicie, czy w ogóle z prawicowym-prawicowcem możliwa jest dyskusja? Czy jest ona celowa? Czy warto ją podejmować? Nie można zgodzić się na zaśmiecanie swojej przestrzeni życiowej przez cudzy bełkot a z drugiej strony – nie ma powodu, dla którego należy prostować czyjś życiorys i otwierać mu spojrzenie na życie, albowiem nikt nie ma takiego obowiązku. Problem polega jednak na tym, że to uświadamia sobie milcząca większość – nienawistnie i ustawicznie indagowana przez prawicowców – najczęściej bardzo ochoczo narzucających swoją wizję rzeczywistości swojemu otoczeniu, prawdopodobnie w poczuciu misji? Trudno określić powody, jakimi się kierują – liczy się skutek – czyli to, że te osoby dokonują immisji w naszą rzeczywistość – narzucając swoje poglądy otoczeniu. Przez to zmieniają charakter przestrzeni i relacji, w jakich nawzajem jesteśmy. Właśnie tego nie rozumieją – nie chcą zrozumieć – przyjąć do wiadomości, że po prostu ktoś inny może nie chcieć rozpatrywać przysłowiowego pierdnięcia przez praprzyczynę, którą mogła być np. klęska Powstania Warszawskiego, ale na pewno okupacja a jeżeli tak – to wiadomo z czyjej winy i kto zagarnął władzę czyimi łapskami. Ci ludzie nie rozumieją, że problemem nie jest nawet meritum, – z którym często każdy rozsądny człowiek posiadający wiedzę historyczną się zgodzi, – ale prezentowana przez nich retoryka – po prostu prawicowcy w moderowaniu swojego prawicowego przekazu są większymi ambasadorami absurdu niż nawet środowiska LGBTQ próbujące podnieść wyróżnik swojej seksualności do roli wyróżnika politycznego. Innymi słowy – prawicowcowi z poczuciem misji nie da się wskazać ani granicy absurdu ani granicy dobrego smaku.

Oczywiście coś takiego jak oficjalny protest – nie przynosi z zasady żadnego skutku, albowiem można wówczas usłyszeć, że jest się lemingiem, ewentualnie, że popiera się „tych i owych”, czy też nawet ostrzejsze epitety – automatycznie pozycjonujące człowieka z dala od postaw patriotycznych, czy też w ogóle prawa do ich wyrażania w sposób” inny do jedynie słusznego – wyrażanego przez konkretnego prawicowego retora o utrwalonych poglądach.

Całość jest raczej przykra w praktyce, albowiem uświadomienie sobie, że sąsiad zza biurka w pracy żyje, na co dzień wytrzymałością brzozy pod Smoleńskiem w zachodniej Rosji, jak również potrafi odmówić własnemu ojcu prawa do bycia Polakiem, jeżeli tenże miałby w życiorysie – bycie funkcjonariuszem PRL-u – to po prostu włos się na głowie jeży. Kogo wychowały nasze szkoły? Co zrobili z tym narodem oficjalni przedstawiciele religii dominującej tak powszechnie wykładanej w szkołach publicznych? Co z naszą klasą polityczną – jak dopuszczono do takiego wyprania mózgów?

No chyba, że rzeczywiście tak zwana reszta społeczeństwa – nawet, jeżeli nie chce zajmować stanowiska w sprawie np. tzw. żołnierzy wyklętych, jest od razu zaprzańcami? Przecież nawet roztrząsając ten przypadek, – komu ci ludzie w tych lasach służyli? Rządowi? Przedwojenny to prawicowa dyktatura – wojenny to londyńskie marionetki – lubelski to tzw. władza ludowa – proweniencji ze wschodu, następnie londyńskiemu „alianci” cofnęli uznanie. Więc komu służyli ci ludzie w lasach? W imię, kogo i czego rozstrzeliwali? W imię, kogo i czego wieszali? W imię, kogo i czego palili? W imię, kogo i czego napadali na banki? W imię, kogo i czego – wymuszali na ludziach pożądane zachowanie? W imię tej samej wyimaginowanej i ponadczasowej racji stanu, która kazała przeciwstawiać się zaborcom, następnie walczyć z Bolszewikami a potem podtrzymywała ducha polskości w czasie czarno-czerwonej nocy wojennej okupacji, tylko po to żeby przerodzić się ostatecznie w jedynie słuszną wizję Czwartej Erpe? Może w imię ciepłej wody w kranie? No, bo w czyimś imieniu i na czyjś rachunek zabijali POLAKÓW – a dzisiaj Rzeczpospolita im stawia pomniki?

Widać jak to są trudne sprawy i jak łatwo można posunąć się do absurdu. Trzeba bardziej niż bardzo uważać na wszelkie zagadnienia w tych sprawach, albowiem tak jak nie ma czarno-białych życiorysów, tak też nie ma czarno-białej historii. Cieszmy się, że nie jesteśmy Hiszpanią, bo z historią konfliktu takiego jak tam – prawdopodobnie nasze państwo nie przetrwałoby doby. Trzeba byłoby kilku „Polsk”, żeby Polacy się nawzajem nie zagryzali.

7 komentarzy

  1. Lepiej od razu lać po mordzie – nawet jak będziemy mieć w kraju wojnę domową to się wytępi to paskudne robactwo, nie ma innej drogi bo przypominam że inaczej oni będą wyciągać ludzi z łóżek rano i popełniać samobójstwa o świcie w łazienkach

  2. Ewa Gąsowska

    Dziś Narodowy Dzień Pamięci Zołnierz Wyklętych. Postawił Pan bardzo słuszne pytanie, w czyim imieniu ci żołnierze walczyli? Polecam książkę Rolfa-Dietera Miillera “Wspólnicy Hitlera. Formacje sojusznicze Wehrmachtu na froncie wschodnim”. To nie jest propaganda komunistyczna. Szkoda, że nie dyskutuje się o tym. No ale my, elity polityczne, po przejęciu władzy ponad 23 lata temu, postanowiliśmy, że będziemy się kierować zemstą i nienawiścią do poprzedniego ustroju, i dlatego wykreowaliśmy politykę historyczną. Skutek jest taki jak Pan pisze, że nawet w relacjach towarzyskich nie da się rozmawiać. Też z niepokojem obserwuję, co się stało, z osobami, kiedyś mi bliskimi. Widzę, jak ludzie na wszystko reagują emocjami, nawet w sytacjach wydawałoby się obojętnych. Mam wrażenie, że przestali myśleć, że nie obchodzi ich świat, są zamknięci w sobie. Ta frustracja w części wynika z nędzy w jakiej się znaleźli (małe emerytury, brak pracy), ale też z ich bierności, nieufności, i bezwzględnemu podporządkowaniu się w sposobie myślenia kościołowi. Nie widzimy, że możemy mieć wpływ na wiele spraw, gdybyśmy wykazali jakąkolwiek inicjatywę obywatelską. Nie bronimy się, bo nie ma w nas złości i buntu, który jest podstawą wszelkich działań. Pisał o tym Dawid Ost w “Klęsce Solidarności”, ale o tym też nie dyskutujemy. Milczymy i cierpimy samotnie, co powoduje, że jesteśmy co raz bardziej rozgoryczeni i nieszczęśliwi. I tylko identyfikujemy się z tymi, którzy podsycają te nasze lęki. Chyba w całości jako społeczeństwo jesteśmy dotknięci syndromem ofiary i identyfikujemy się z katem. Może do końca nie przezyliśmy i nie prztworzyliśmy, zarówno w sferze kultury szeroko pojętej jak i w polityce, strasznych kataklizmów, których jako społeczeństwo doświadczyliśmy. Dwa dni temu spotkałam się z koleżanką która, przed czy po stanie wojennym, wyjechała do Berlina. To była wówczas znacząca działaczka opozycyjna. Zawsze rozmawiamy na temat polityki, bo to osoba bardzo wykształcona. Przeszłyśmy spacerkirm po Wrocławiu, rynek i okolice, w godz. popołudniowych (15 – 19), i ją i mnie zdumiało (a dawno nie byłam w centrum), ze Wrocław jest pusty. Reprezentacyjna ulica Świdnicka, Oławska i Rynek, straszy pustymi lokalami do wynajęcia, lub wszelkiego rodzaju bankami i firmami oferującymi natychmiastowe pożyczki. I straszy nieobecnością ludzi. Zaskoczyła mnie jej opinia, że za komuny jednak było lepiej, bo wtedy Wrocław tętnił życiem, co byo widoczne na ulicy. Dzisiaj nieliczni przechodnie na ulicy, w restaracjach pusto, Żabka i Biedronka przy Rynku. Zamarło życie w wielkim mieście. I bardzo dużo osób proszących o jakiekolwiek wsparcie. Przeszłyśmy na pl. Dominikański, gdzie jest galeria handlowa. Również pusto. I naraz moja koleżanka mówi, że nie miała racji w latach działalności opozycyjnej, że nie o to walczyła. Pytam ją a o co walczyła? Walczyła z komuną i jej się wydawało, że jak nie będzie komuny to będzie lepiej. Mówię, Krystyna powiedz to publicznie, niestety nie powie. Jeżeli Wrocław chce być Swiatową Stolicą Kultury w 2016 r. to idziemy tam z naszą biedą i bezdomnymi i chyłkiem przemykającymi się przechodniami. Chyba, że wcześniej nastąpi upadek miasta a wtedy…

  3. Mądra i powściągliwa PRAWICA jest potrzebna.
    Na scenie nie może panoszyć się tylko LEWICOWA poprawność polityczna, która nie zajmuje się wcale WYKLUCZONYMI, tylko mniejszościami obyczajowymi. No i zajada się kawiorem oraz obwozi jaguarami. Nie zauważa narastającej pauperyzacji oraz bezrobocia. Dlatego praktycznie nie ma LEWICY. Skrajna prawica z kolei wchodzi w nisze NSZ, NOW, gloryfikuje zabójce prezydenta Naruszewicza.
    Po prostu nazywając się PRAWICĄ stosują BOLSZEWICKIE metody. A cechą prawicy ma być konserwatyzm, powściągliwość, dążenie do RÓWNOWAGI przy zachowaniu podstawowych wartości moralnych i dbanie o rację stanu Państwa oraz posługiwanie się metodami EWOLUCJI, nie rewolucji, żeby zmiany zapewniały stabilność.
    To co się Państwu nie podoba w tym co nazywacie PRAWICĄ, to skrajny nacjonalizm, wręcz dążenie do narodowego socjalizmu. A prawica nie może mieć nic wspólnego z żadnym socjalizmem.
    Żołnierze wyklęci to dziwoląg, bo to nie było jednorodne środowisko. Byli tam pospolici bandyci oraz popłuczyny NSZ, którym nie udało się z Brygadą Świętokrzyską uciec z Niemcami. Byli tam też ludzie zupełnie zdezorientowani i oszukiwani oraz zdemoralizowani wojną. W latach 1944-49 była w Polsce wojna domowa, gdzie wygrała chęć społeczeństwa do stabilizacji i odbudowy zniszczonego kraju, plus migracje 35% ludności.
    Poza tym nic wówczas nie było czarno-białe.
    Kto dziś tak uważa i do jednego worka wkłada Fieldorfa – NILA i Kurasia – OGNIA, to obraża tego pierwszego.
    Dlatego nie waliłbym na odlew każdego, kto uważa się za prawicowca, bo są różne PRAWICE, a ci co ich słychać i widać (NOP, kibole, itp.) – to jest lumpenproletariat, podobny do tego co wyniósł Adolfa H. do władzy w styczniu 1933 lata temu. 80 lat minęło właśnie i pora wyciągać wnioski z historii.

    • Stach Głąbiński

      Uważam, że zdziwiony napisał tak, jak trzeba, z jednym zastrzeżeniem: wzmianka o “poprawności politycznej” jest niezrozumiała. O co w niej chodzi?

      • Narzucana nam LEWICOWA poprawność polityczna ma wiele punktów, żywcem ściągniętych z Zachodu.
        Generalnie ma na celu wynieść do głównego nurtu, jako równoprawne przeróżne MNIEJSZOŚCI i RÓŻNORODNOŚCI.
        Myli przy tym słuszną wobec nich TOLERANCJĘ z AKCEPTACJĄ. Wręcz jej żąda dla tych INNYCH, różniących się kolorem skóry, religią, obyczajem czy preferencjami seksualnymi innymi od powszechnie panujących w danej społeczności.
        Lewicowa z natury POPRAWNOŚĆ (u nas GW jest jej główną trybuną) nie zajmuje się z zasady istotnymi dla większości problemami, jak bezrobocie i biednienie społeczeństwa.
        Zakończę skrótowo porównaniem: wolą swoją wrażliwość kierować na marznące zimą koty, niż na głodujących i marznących bezdomnych Ludzi!
        To prostsze, zaspokaja ich HUMANITARYZM i pozwala zachować dobre samopoczucie, że uratowało się jednego KOTKA, pomijając przy tym bywalców śmietników na dwóch nogach.
        I to by było na tyle.

      • Marceliński

        @zdziwiony
        Pan pisząc: “Lewicowa z natury POPRAWNOŚĆ (u nas GW jest jej główną trybuną) nie zajmuje się z zasady istotnymi dla większości problemami, jak bezrobocie i biednienie społeczeństwa” i wskazując na “GW jako główną trybunę” – popełnia intelektualne nadużycie.

        Rozumiem, że pan z zasady nie czyta GW, ale mówi o niej.

        Tylko tytułem przykładu: bezrobocie vs GW
        http://wyborcza.biz/biznes/wyszukaj/artykul?query=bezrobocie&dxx=100944

        bieda polska vs GW
        http://wyborcza.biz/biznes/wyszukaj/artykul?query=bieda+polska&section=100944&dxx=100944

        Nie rozumiem po co panu kolejne uprzedzenie, po co udział we froncie tandetnej propagandy.

  4. Stach Głąbiński

    Trudno omówić wszystkie sprzeczne z logiką zdania zapisane przez zdziwionego 2 III 09:57, poprzestanę więc na kwestii tolerancji bez akceptacji. Jeśli dobrze zrozumiałem, zdz. uważa, że należy np. murzyna tolerować, jednak nie można akceptować … i tu pytanie: czego nie mam akceptować? czy tego, że murzyn jest czarny? czy tego, że znajduje się na ulicy, którą ja akurat przechodzę? Na czym ma polegać ta akceptacja, której brak ponoć nie przeczy tolerancji?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.