Polityka

Jak dostaniemy około 250 mld to będzie dobrze…

 Koniec złudzeń panowie i panie! Brunon K., aresztowany, Katarzyna W., aresztowana, leasingowany samolot szczęśliwie wylądował, brak doniesień o życiu pozagrobowym żyrafy Tofika, jak również nie dzwonił ostatnio nasz znajomy rekin grenlandzki a „Iron dome” broni skutecznie Izraela – niestety czas zając się poważną krytyką rządu w kontekście jego spodziewanej kapitulacji w Brukseli.

Nic dziwnego, że wicepremier Pawlak tak banalnie zrezygnował ze swojej funkcji, pozbył się tym sposobem wszelkiej odpowiedzialności za przebieg i wynik negocjacji w sprawie budżetu Unii Europejskiej na następne lata. Brytyjskie weto nie jest już jego problemem, jak również nie ma kwestii dąsów i pisków w Sejmie, jeżeli nasz premier swojego weta nie użyje.

Można współczuć panu premierowi, albowiem został sam bez głównego wspierającego, w razie klęski w negocjacjach – PSL może w ramach słusznego oburzenia zachować się w sposób niekontrolowany i po prostu wyjść z koalicji, wówczas pan premier przegra wszystko, a co najgorsze przegra Polska i Polacy.

Dla każdego rozsądnego i pragmatycznego człowieka jest oczywistym, że wynegocjowanie kwoty ponad 70 mld Euro w ramach pomocy strukturalnej jest praktycznie niemożliwe. Taki budżet się nie domknie, państwa bogate liczą pieniądze i doskonale wiedzą, a przynajmniej tak to przestawiają w nich partie opozycyjne, że wpłaty do wspólnej kasy idą z powiększania długu. Dlatego każdy, kto ma więcej lat niż 3 powinien rozumieć, że nasze fundusze rozwojowe są postrzegane, jako obciążenie – mówiąc wprost jedziemy na cudzych plecach, których właściciele najdelikatniej mówiąc stracili ochotę do dalszego ponoszenia naszego wspaniałego ciężaru. Cięcia będą, bo muszą być! Inaczej wiadomo, że Wielka Brytania zablokuje możliwość wspólnego dogadania się, ma do tego prawo, – bo tak rozumie własne interesy. Nie można mieć o to pretensji do Brytyjczyków, albowiem to, co dla nas jest zyskiem, dla nich jest po prostu stratą. Względy solidarnościowe i innego rodzaju banały na temat wspierania naszej pozbawionej przemysłu gospodarki można sobie spłukać w toalecie. Nie ma kasy i każdy broni się ile może, żeby nie płacić, jeżeli nie musi. Ogólnie zła sytuacja gospodarcza jest wystarczającym uzasadnieniem dla ograniczenia wydatków, ponieważ nie ma dochodów! Kropka.

Ponieważ zablokowanie budżetu zakładającego cięcie budżetu o około 15-20% będzie oznaczało użycie weta – natychmiast staniemy się wrogiem konsensusu unijnego, co najdelikatniej mówiąc nam się nie przysłuży. Warto pamiętać jak oceniano Polskę, gdy nieżyjący prezydent groził wetem wobec traktatu lizbońskiego! Nie wykażemy w ten sposób solidarności z krajami, które przecież przez tyle lat – solidnie nas wspierały! Dlatego nie można mieć pretensji do premiera, jeżeli – oczywiście po odbębnieniu obowiązkowego formalnego sprzeciwu – zgodzi się na ograniczenie budżetu o te postulowane przez Brytyjczyków i popierane jawnie przez kilka innych krajów kilkanaście procent. W praktyce dla nas będzie to oznaczało maksymalnie 65 mld Euro, a w wariancie pragmatycznym nie mniej niż 60 mld Euro. To są realne wartości, jakich należy się spodziewać, po przeliczeniu daje to około 250 mld zł.

Taki wynik, przy założeniu, że wszystko ułoży się bez zbędnych emocji – należy uznać za sukces negocjacji w konkretnych warunkach. Możliwa jest klauzula, że w przypadku poprawy sytuacji finansowej nastąpi zwiększenie wpłat, a tym samym możliwe będzie w kolejnym roku zwiększenie wypłat. To trzeba przyznać wątła hipoteza, ale bardzo realna i tworząca konsensus.

Nasz premier jest najdelikatniej mówiąc – odporny na stres, w tym znaczeniu, że jest przyzwyczajony do bardzo silnej (nawet jak na warunki europejskie) presji opozycji. Dlatego też jego wcześniejsze wytrenowanie w naszym Sejmie może mu się bardzo przydać, gdyż prawdopodobnie nie zawaha się twardo bronić naszego interesu. Oznacza to, że prawdopodobnie możemy się spodziewać pięknego pokazu teatrum – prawdziwej gry na najwyższym poziomie i za wspaniałą stawkę. Można być bardzo ciekawym, co PR-owcy rządu wymyślą, żeby tego i tak niezwykle trudnego kompromisu nie przedstawiać w krajowych mediach, jako klęski, dramatu i pełnego upadku?

Jest oczywistym, że bez względu na to, jaką kwotę przywiezie z Brukseli pan premier – opozycja, w tym głównie Prawo i Sprawiedliwość skrytykuje go bardziej za liczbę niż nagrodzi za uratowanie twarzy kraju w procesie trudnych negocjacji. To nie ulega żadnych wątpliwości, jest w tym sporo racji, jednakże powinniśmy mieć na uwadze – przede wszystkim interes wspólnotowy, czyli żeby wspólnota przetrwała i miała się dobrze, nawet jeżeli będziemy w niej (już w zasadzie jesteśmy) członkiem drugiej kategorii. Uzyskiwana kwota ma, co prawda wymierne znaczenie, ale lepiej jest być w tej formule politycznej, jaką znamy z 60 mld Euro niż szukać od nowa porozumienia z obietnicą większych kwot.

Z pewnością klęską byłoby uzyskanie kwoty poniżej 60 mld Euro, jednakże z takim wariantem także trzeba się liczyć, jeżeli miałaby wejść w życie propozycja brytyjska.

Nie można mieć zbyt twardej postawy, ponieważ nie mamy argumentów! Po prostu nie jest uzasadnione finansowanie naszego wzrostu – ich deficytem! Musimy wykazać się solidarnością i zrozumieniem problemu. Wspólna Europa jest warta o wiele więcej niż nawet kilkadziesiąt miliardów Euro.

Wniosek z tej trudnej lekcji jest banalny – trzeba liczyć zawsze na siebie, nie można opierać całego myślenia o rozwoju na dogmacie grantowym. Równolegle dotychczasowy model polityki gospodarczej Unii Europejskiej zakładający granty – w zasadzie nie wiadomo, za co – powoduje, że w razie takich negocjacji jak obecne jesteśmy jako beneficjenci na przegranej pozycji. Nasze roszczenia trudno jest uzasadnić jakimś ważnym wspólnym interesem, jeżeli kraje będące płatnikami borykają się ze znikaniem jakichkolwiek dochodów – a nie mają zamiaru przyznać się do własnej winy same przed sobą!

Z powyższych względów trzeba dążyć do zmiany mechanizmu finansowania funduszy strukturalnych na mechanizm wyrównawczy, tj. z naszego punktu widzenia pożądany jest mechanizm wyrównujący średni dysponowany dochód podatkowy z mieszkańca dla budżetu publicznego – względem ustalonego średniego wzorca dla całej Unii. Chodzi o to, żeby tak długo jak długo średnie dochody z polskiego podatnika do polskiego budżetu będą niższe od np. średniej unijnej – nasze państwo dostawało z Brukseli odpowiednie wyrównanie – dopłacające określoną kwotę generalną powodującą wyrównanie ogólnego dochodu rozporządzalnego względem średniej dla całej Unii Europejskiej. Oczywiście kraje będące ponad tą średnią byłyby zobowiązane płacić odpowiednio więcej. Działałoby to dokładnie tak samo jak obecnie, z tą różnicą, że zasadą subwencji byłby automatyzm. Warto przy tym zaznaczyć, że taki system byłby bardzo sprawiedliwy, gdyż pieniądze dostawaliby zawsze biedniejsi. Dla sprawnego działania wymagałby dokładnego dopracowania i wyraźnego określenia granic dopłat i zobowiązań – np. 100% średniej w pierwszym roku, w kolejnych po 5% mniej aż do połowy? Alternatywnie po równo, aż do wyrównania się poziomów? Z pewnością byłby to bardzo sprawny mechanizm solidarnościowy.

Tymczasem pozostaje jedynie życzyć szczęścia panu premierowi i obserwować doniesienia medialne, – co się jeszcze w tym „wybuchowym” tygodniu objawi w mediach. Pamiętajmy – premierowi nie będzie łatwo! A każda kwota powyżej 60 mld Euro to w istocie i tak sukces.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.