Ekonomia

Jak dać odetchnąć społeczeństwu?

 W kraju niekończącej się transformacji, zagrożonym demograficznym paraliżem, rządzący powinni postrzegać społeczeństwo, jako najcenniejszy zasób, którego los należy czynić jak najbardziej znośnym, bez względu na wszystko. Ochrona społeczeństwa, jego ilościowego i jakościowego potencjału powinna być najważniejszym wyzwaniem dla rozwoju, albowiem bez tego trudno jest uzasadnić jakikolwiek cel rozwoju i ponoszone na jego rzecz ofiary, chyba, że mówimy, wprost, że system jest dla elit, a niewolnicy feudalni mają cieszyć się tym, co mają.

Dramat demograficzny, który jest faktem powinien zostać szczegółowo zbadany od strony czynników ekonomicznych i społecznych skłaniających, czy wręcz uniemożliwiających ludziom prokreację. Należy zidentyfikować winnych obecnie istniejącego stanu, a następnie „odpowiednio potraktować”. Zbrodnia, której dokonano na naszym społeczeństwie spowoduje stałe obniżenie naszego potencjały z rangi kraju aspirującego do bycia państwem około 40 milionowym, do poziomu kraju prawie 30 milionowego. Takiej ceny za 22 lata transformacji, bezczelnie nazywanej reformami rynkowi, zieloną wyspą lub w jakiś inny, równie idiotyczny sposób, nie zapłaciło prawdopodobnie żadne społeczeństwo powojennej Europy na zachód od Odry! Jakkolwiek, by to nie było dramatyczne, ale za nasz „kraj-raj” przyszło nam prawdopodobnie zapłacić więcej niż Niemcom za przegraną wojnę. Tak smutno wyglądają realia.

Dotychczas, wszystkie reformy i transformacja opierały się na paradygmacie zwiększania zatrudnienia i zwiększania efektywności z zatrudnienia. Oznaczało to, przede wszystkim ograniczanie konsumpcji poprzez sztuczne rozwieranie nożyc dochodowo-cenowych. Ludzie dużo pracują, ceny są prawie takie jak na zachodzie, a pensje nadal o wiele za niskie. Efekt jest taki, że społeczeństwo musi oszczędzać żeby przeżyć, a jeżeli myśli o progresji, to jest zmuszone do rezygnowania z całych rozdziałów życia. Niestety dla wielu, w tym straconego pokolenia emigrantów, największym dramatem jest rezygnowanie (odkładanie na przyszłość) prokreacji. Skutki tego odczujemy wszyscy już za 10 lat.

Obecnie, kiedy się okazało, że znowu „żyjemy ponad stan”, np. wypłacając emerytom należne im świadczenia w wysokości około 80% stopy zastąpienia ostatniego świadczenia – musimy nadal oszczędzać.  Proces ten będzie nadal prowadził do ograniczania siły nabywczej społeczeństwa, a w efekcie do ograniczania konsumpcji. Jeżeli kolejne pokolenia mają otrzymywać emerytury na poziomie 30% ostatniej pensji, a ta pensja ledwo starcza na wegetację – to czas najwyższy rozpocząć dyskusję, dokąd my zmierzamy i jak naprawić błędy systemowe, skazujące Polaków na wymieranie na wynędzniałych i głodowych świadczeniach emerytalnych.

Jednym z ostatnich pomysłów oszczędnościowych rządu jest zlikwidowanie odpisów na pierwsze dziecko, co spowoduje, że polityka prorodzinna nabierze nowego wymiaru. Setki tysięcy rodziców, stracą szansę na zwrot podatku w wysokości około 1000 zł za posiadane dziecko, co z pewnością stanowiło w ich budżetach istotne wsparcie. W zamian za to wspieramy rodziny wielodzietne, co w praktyce będzie wyglądać tak, że najczęściej społeczne patologie będą miały nieco więcej pieniędzy na nowe telewizory plazmowe i komórki, a rodziny z jednym dzieckiem – dbające o ich „jakościowe” wychowanie – stracą szansę opłacenia np. obozu językowego, itp. No, ale ktoś o takim mechanizmie zdecydował, na pewno jest ekspertem, nie nam z nim dyskutować. Poza tym, sytuacja rodzin wielodzietnych jest trudna i z pewnością zasługują one na każde dodatkowe wsparcie, w tym na wsparcie kosztem jedynaków. Nie ma wyjścia, musimy wspierać tam, gdzie w ogóle jest jakakolwiek prokreacja, albowiem naprawdę sytuacja demograficzna już jest dramatyczna.

Nasi przedsiębiorcy nie mają łatwo, prowadzenie działalności gospodarczej w tym kraju to droga przez mękę, zwłaszcza w urzędach. Po prostu niektórych kwestii nie da się załatwić, to niemożliwe. Opodatkowanie pracy, a zwłaszcza pracy samodzielnych małych przedsiębiorców to totalny koszmar. Prowadząc jakąkolwiek działalność gospodarczą musimy, co miesiąc opłacać abstrakcyjne składki, tylko i wyłącznie z tego tytułu, że mieliśmy nieszczęście urodzić się nad Wisłą, a wrodzona lub nabyta zaradność każe nam brać swoje życie we własne ręce, zamiast bezwładnie wyciągać je w kierunku państwa! Miliony ludzi płacą potwornie wysokie podatki, nazywane bezczelnie składkami, w zasadzie nie mając nic w zamian, albowiem poziom obsługi, jaki zapewnia im państwo jest daleko niższy niż wartość pieniądza, który przekazują. Jeżeli do tego dodamy takie absurdy jak konieczność nadpłacania podatku VAT, z góry, zanim się otrzymało odpłatność za usługę lub produkt, to naprawdę należy podziwiać tych dzielnych ludzi, albowiem bycie przedsiębiorcom nad Wisłą to sztuka. To prawdziwi bohaterowie naszej rzeczywistości, albowiem dzięki nim system jeszcze się nie załamał.

Pracownicy etatowi także nie mają łatwo, albowiem, jeżeli nie mają przywileju być rolnikami lub pracownikami sfery publicznej, to masowo są skazywani przez ww. przedsiębiorców na umowy śmieciowe, na których zjadają swoje własne emerytury, zarazem oszukując system i siebie samego. Warto o tym pamiętać, jak za 20-30 lat ci ludzie wyciągną ręce do państwa po świadczenia i trzeba będzie się z nimi podzielić tym, co zostało „wirtualnie oskładkowane”. Skala zakłamania względem pracujących ze strony systemu przekracza granice zdrowego rozsądku, prawdopodobnie mało, kto rozumie cokolwiek z rzeczy, które ma wypisane na pasku od wypłaty, a o oszczędzaniu na emeryturę myśli mało, kto. Ludzie nie mają pieniędzy.

W jaki sposób, zatem możemy myśleć o daniu oddechu dla naszego umęczonego bezustanną transformacją społeczeństwa? Czy istnieje jakiś sposób, żeby Polakom nieco ulżyć w ich naprawdę ciężkiej doli? Przecież, już za samo życie w tym kraju powinno się wypłacać dodatki wyrównawcze, tak jak np. Francja wypłaca swoim obywatelom na terytoriach zamorskich – żeby chcieli na nich żyć. Bycie Polakiem, to wyzwanie, a bycie Polakiem, którego stać na progresję to już ekwilibrystyka, przynależna wybranym ze szczególnymi zdolnościami, lub osobom, którym jest wszystko jedno.

Prawdopodobnie najskuteczniejszym sposobem poprawy losu ludzi w państwie, byłaby zmiana paradygmatu finansowania jego potrzeb. Chodzi o wielokrotnie przedstawiane na łamach naszego portalu postulaty odejścia od podatków pośrednich tłumiących konsumpcję, na rzecz silniejszego akcentowania dochodów z kapitałów. Warto się w ogóle zastanowić np. nad likwidacją pierwszego progu podatkowego, albowiem nasze państwo doskonale dałoby sobie radę, gdyby osoby płacące podatek PIT w pierwszej skali miały pełne zwolnienie. Naprawdę nie stanie się nic złego, jeżeli podatek dochodowy będą płacili tylko bogaci. Biedni, żyjący w pierwszej skali podatkowej z trudem wiążą koniec z końcem – w tym płacąc ekstremalne podatki pośrednie. Aczkolwiek byłby to z perspektywy budżetu postulat trudny do spełnienia, a zmniejszenie podatku „od razu” jest z przyczyn budżetowych niemożliwe – to jednakże, należy rozważyć stopniowe obniżanie tego podatku, ewentualnie wprowadzenie progu niższego opodatkowania dla osób szczególnie biednych i żyjących w niedostatku np. 9%

Państwo nie może bez końca sycić się kosztem żyjących w nędzy i niemających żadnych perspektyw obywateli. Korzyści mnożnikowe z efektów substytucyjnych uwolnienia na taką skalę dochodów ludzi realizujących głównie podstawowe potrzeby – dałoby bardzo silny bodziec gospodarce.

8 komentarzy

  1. Marceliński

    Czytam: “…Zbrodnia, której dokonano na naszym społeczeństwie spowoduje stałe obniżenie naszego potencjały z rangi kraju aspirującego do bycia państwem około 40 milionowym, do poziomu kraju prawie 30 milionowego. Takiej ceny za 22 lata transformacji, bezczelnie nazywanej reformami rynkowi, zieloną wyspą lub w jakiś inny, równie idiotyczny sposób, nie zapłaciło prawdopodobnie żadne społeczeństwo powojennej Europy na zachód od Odry! Jakkolwiek, by to nie było dramatyczne, ale za nasz „kraj-raj” przyszło nam prawdopodobnie zapłacić więcej niż Niemcom za przegraną wojnę. Tak smutno wyglądają realia…”

    Prognozy demograficzne dla Polski są mgliste i słabo rokujące, ale żeby tak “jechać po bandzie” – “cena za 22 lata transformacji” – kuriozalna pointa… mości panie…

    Co ma pan na “wytłumaczenie” prognozy demograficznej dla Niemiec: prognozowany spadek populacji z ok. 82 milionów w 2010 do 76 mln w 2035 i dalej w dół do ok. 66 mln w 2060 ( u nas w 2060 prognozuje się 33 mln osób)?
    Czy tam też dokonano “zbrodni” ?

    • Witam

      krótki i rzeczowo: http://www.unhabitat.org/content.asp?cid=5964&catid=7&typeid=46 – to raport UN Habitat, z tej prognozy wypada dla Polski spadek ludności o 20%
      Porównanie z niemcami nieadekwatne, albowiem 1. Oni mają z czego spadać, 2. rozpoczęli udaną polityke prorodzinnną czego dowodem jest wyższa dzietność niż nad Wisłą.

      Dodatkowo polecam to – jest po polsku – http://amcham.pl/file/pdf/raport_starzejace_sie_spoleczenstwo_jako_wyzwanie_ekonomiczne_dla_europejskich_gospodarek.pdf?PHPSESSID=fa061811dd1fda75f0e9d2867232185f

      Pozdrawiam

      • Marceliński

        … jest krótko, ale, niestety, niekoniecznie rzeczowo… bo obok podniesionej przeze mnie uwagi dotyczącej zacytowanego fragmentu, “słusznej”, na ogół, całości komentowanego artykułu…

        1. Rozumiem, z grubsza ekonomiczne i społeczne implikacje “starzenia się” populacji każdego kraju w tym Polski – podesłany raport znam, dziękuję za troskę, ale przecież nie w tym rzecz…

        2. Porównanie prognoz demograficznych dla Polski z tymi dla Niemiec jest uzasadnione,IMHO, z wielu powodów… choćby z siły wzajemnych zależności i sąsiedztwa, ale jeśli woli pan mniejszy kraj, który “nie ma z czego spadać”, to proszę, na ten przykład… Portugalię – wg najnowszej, z dostępnych prognoz UN… World Population Prospect 2010 – ubytek populacji, w wybranych krajach, 2100/2011 miałby wynieść:
        POL – 0,77
        GER – 0,86
        SLO – 0,83
        POR – 0,63 !!!(spadek z 10,7 mln do 6,8 mln osób)
        UKR – 0,67
        RUS – 0,78…

        3. W swoim pierwszym wpisie zwróciłem jeno uwagę na “zbrodnię, której [rzekomo] dokonano na naszym społeczeństwie”…

        PS … to tylko/aż prognozy (wariant średni), ale problem winien niepokoić strategów…

    • @Marcelinski
      A czy Pan moglby podzielic sie swoja opinia na temat obecnej demograficznej kleski w Polsce?
      Od roku ’85 spadala liczba urodzen (tylko ze wtedy byl to spadek z wysokiego poziomu wyzu), natomiast od ’89 to juz fkatyczny zjazd po rowni do obecnego wspolczynnika dzietnosci 1.31 (pozycja 209 na 222 kraje objete badaniem).
      Jak dla mnie widac, ze cos z tak zwana “transformacja” z “wrednej komuny” do “zielonej wyspy” nie do konca dziala skoro ludzie nie chca na tejze zielonej wyspie zyc.
      O Niemcy prosze sie nie zamartwiac. Naprawde sa w stanie uzupelnic braki kontrolowana imigracja, takze z Polski, a jakze – sugeruje wycieczke do rejonow graniczacych z zachodniopomorskim chociazby. Wbrew zaklinaniom o przyjazd Bialorusinow, Ukraincow i tak dalej “zielona wyspa” raczej az tak atrakcyjna dla nich nie bedzie (a przynajmniej iluzja trwac bedzie tylko do momentu polapania sie, ze w RFN jest duzo lepiej).
      Niemniej jednak, jestem ciekaw Pana opinii co do przyczyn obecnej demografii w RP.

      • Marceliński

        PZ – gdy czytam takie rewelacje: “…cos z tak zwana „transformacja” z „wrednej komuny” do „zielonej wyspy” nie do konca dziala skoro ludzie nie chca na tejze zielonej wyspie zyc. O Niemcy prosze sie nie zamartwiac…” – w odpowiedzi na moją uwagę o rzekomej “zbrodni”, IMHO, niefortunnie użytej przez krakauera – to nie tylko ręce mi opadają…

        Podaję zmiany tzw. współczynnika dzietności w wybranych krajach europejskich dla wybranych lat:

        1990 2000 2003 2009

        Austria 1,46 1,36 1,38 1,39
        Czechy 1,90 1,14 1,18 1,49
        Węgry 1,87 1,32 1,27 1,32
        Italia 1,33 1,26 1,29 1,41
        Portugalia 1,56 1,55 1,44 1,32
        Szwajcaria 1,58 1,50 1,39 1,50
        Słowacja 2,09 1,30 1,20 1,41
        Polska 2,06 1,35 1,22 1,40

        Myśleć, myśleć…
        Czy w tych i wielu innych krajach też – jak pan pisze – “ludzie nie chcą żyć” ?

        Problem “dzietności kobiet”, a tym samym depresji urodzeniowej jest złożony… na mały wykład, a nie forumowy wpis…
        Fachowcy zwracają uwagę na takie m.in. zjawiska/przyczyny:
        – zmiana struktury poziomu wykształcenia matek – w 2009 r. – w stosunku do początku lat 90-tych – odsetek matek z wykształceniem wyższym wzrósł prawie sześciokrotnie, tj. z 6 do 34% (w 2000 r. wynosił 19%), natomiast istotnie zmniejszył się odsetek kobiet z wykształceniem podstawowym i bez wykształcenia – z 18% do niespełna 7% (w 2000 r. – 12%);
        – efekt wyboru jakiego coraz częściej dokonują ludzie młodzi decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem (około 30-tki) na założenie rodziny oraz jej powiększanie;
        – dzietność kobiet w istotnym stopniu jest determinowana liczbą zawieranych związków małżeńskich. Obecnie ok. 80% dzieci rodzi się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie, reszta w związkach pozamałżeńskich (partnerskich), rośnie też liczba matek samotnie wychowujących dzieci, tworzących rodziny niepełne…
        – egoizm i wygodnictwo życia “singla”…

      • Marceliński

        PZ – gdy czytam takie rewelacje: “…cos z tak zwana „transformacja” z „wrednej komuny” do „zielonej wyspy” nie do konca dziala skoro ludzie nie chca na tejze zielonej wyspie zyc. O Niemcy prosze sie nie zamartwiac…” – w odpowiedzi na moją uwagę o rzekomej “zbrodni”, IMHO, niefortunnie użytej przez krakauera – to nie tylko ręce mi opadają…

        Podaję zmiany tzw. współczynnika dzietności w wybranych krajach europejskich dla wybranych lat:

        1990 2000 2003 2009
        Austria 1,46 1,36 1,38 1,39
        Czechy 1,90 1,14 1,18 1,49
        Węgry 1,87 1,32 1,27 1,32
        Italia 1,33 1,26 1,29 1,41
        Portugalia 1,56 1,55 1,44 1,32
        Szwajcaria 1,58 1,50 1,39 1,50
        Słowacja 2,09 1,30 1,20 1,41
        Polska 2,06 1,35 1,22 1,40

        Myśleć, myśleć…
        Czy w tych i wielu innych krajach też – jak pan pisze – “ludzie nie chcą żyć” ?

        cdn

      • Panowie a jak wytłumaczyć fenomen że przeciętna Polka na brytolskim socjalu ma średnio 2 kę dzieci lub więcej? Dlaczego nasze kobiety rodzą tam a tu nie? Przy czym brytyjki nie chcą tam rodzi ć bo dla nich to grosze

  2. @Marcelinski
    Ja jestem bardzo chetny na taki dlugi wyklad. Prosze wiec go napisac i przeslac do redakcji obserwatora, najpewniej bedzie opublikowany.
    Wie Pan ja nie twierdze, ze mam 100% racji, ale zastanawia mnie po prostu zjazd z 2.06 na 1.31 w ciagu dwoch dekad. Po prostu widze zwiazek pomiedzy kredytem hipotecznym na 30 lat w powiazaniu z brakiem stabilnosci zatrudnienia, a na dodatek wycofanie sie z jakiejkolwiek realnej pomocy Panstwa typu przedszkola i zlobki.
    O tym, ze w UK te same Polki maja dzietnosc na poziomie okolo 2, wspomnial “aha”. Jak to tlumaczyc, bo chyba raczej poziom wyksztalcenia, egoizm i inne przez Pana podane powody nie zmieniaja sie w trakcie 2 godzinnego lotu do Londynu. 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.