Paradygmat rozwoju

Jadąc przez Polskę głównie widać krzaki

 Jak to jest, że jadąc przez Polskę w dzień pociągiem po jednej z głównych tras kolejowych – głównie widać krzaki? Trudno jest ten parametr obserwacji naocznej uznać oczywiście za w pełni i jednoznacznie obiektywny, jednakże coś chyba jest nie tak, albowiem zupełnie inaczej wyglądają krajobrazy nawet na tzw. „ziemiach odzyskanych”, gdzie jednak materialne świadectwa cywilizacji ludzkiej dają o sobie znać praktycznie na każdym kroku. Jeszcze lepiej jest na prawdziwym Zachodzie, gdzie nawet w nocy – trudno jest znaleźć nieoświetlony fragment terenu, zawsze gdzieś jest jakieś światło. Wiadomo, że gęstość zaludnienia swoje robi, jednakże my chyba mamy problem systemowy.

Mianowicie czas jest postawić pytanie o to, w jaki sposób wykorzystaliśmy dla rozwoju posiadane terytorium przez ostatnie prawie 70 lat od ostatniej wojny. Nie da się tutaj zwalić wszystkiego na komunę, albowiem ta akurat kochała budować wszystko co wielkie i co skutecznie szpeciło krajobraz, pokazując potęgę i rozmach inwestycyjny Polski ludowej. Niestety jednak okres transformacji, to bardziej okres zwijania niż rozwijania kraju, co widać na przykładzie tak banalnych obserwacji, jak obserwacje własne – no po prostu pustka, jedzie się Centralną Magistralą Kolejową i nic. Wcześniej także niewiele, dopiero przed Warszawą zaczyna się życie. Wiadomo oczywiście, że tą trasę wyznaczono w pustych i wolnych od zabudowy obszarach, jednakże oddano ją ponad 30 lat temu! Przez ten cały czas, wszystko co potrafiliśmy robić to tylko palić trawę i krzaki na polach?

Wspomniane ziemie zachodnie, to w istocie jeszcze większy obraz braku aktywności. Jeżeli jest dobry samorząd – to jeszcze coś robi, przynajmniej, żeby podtrzymać jako taki porządek, czystość. Jednakże nieco w bok od głównej drogi i zaczyna się horror – festiwal marnotrawstwa międzypokoleniowego. Na tym tle jedynie Wielkopolska jest perłą planowanego, wielowiekowego, doskonale zorganizowanego rozwoju. Przynajmniej na tyle, na ile się dało w warunkach zaborów i okupacji.

W tej chwili stoimy przez wyzwaniem depopulacji kraju, jeżeli to będzie postępować – nie powinniśmy się dziwić, że ze względu na nasz brak woli do gospodarowania – naszą przestrzeń zaczną znowu bardzo skutecznie wypełniać osadnicy z Zachodu. To typowe dla naszego kraju od wieków zjawisko, znowu nastąpi, ponieważ takie są prawa dyfuzji. Jeżeli gdzieś jest ładnie, jest nieużywana ziemia i warunki do stworzenia infrastruktury – prędzej czy później pojawią się ludzie chętni ją zagospodarować, zwłaszcza jeżeli czują głód ziemi we własnych krajach.

Osadnictwo niemieckie, niderlandzkie, walońskie, flandryjskie i inne – mają w Polsce długą tradycję, dzisiaj w warunkach Unii Europejskiej jest na nowo możliwe, a w realiach dysproporcji pomiędzy cenami ziemi – tam i u nas, dyfuzja zadziała, tak jak działała zawsze. Jest tylko kwestią czasu, aż na ziemiach zachodnich, na Pomorzu, w dawnych Prusach Wschodnich zaczną odradzać się gminy niemieckie, to znaczy samorządy w których mniejszość niemiecka – na nowo osadzająca się, będzie stanowiła większość, albo przynajmniej na tyle liczącą mniejszość, że będzie miała znaczenie polityczne.

Jak te procesy zaczną się realizować, musimy mieć świadomość, że asymilacja jest niemożliwa. Kulturowo raczej naszych serdecznych przyjaciół przerażamy, a z racji przewagi potencjału jednostkowego – zawsze będą dążyli w mikrootoczeniach społeczno-gospodarczych do dominacji. Jeżeli przyjdą, to już zostaną, tworząc na nowo procesy, które przez wieki – do dramatycznych wydarzeń ostatniej wojny i smutnych faktów mających miejsce zaraz po niej się brutalnie rozerwały.

Jednakże sami jesteśmy sobie winni. Nie mamy silnych miast będących metropoliami zdolnymi konkurować o naszych własnych obywateli, nie mówiąc już o zagraniczne talenty z innymi miastami kontynentu. Nie mamy uporządkowanej, poza nielicznymi przykładami prowincji. Chociaż przez lata hołdujemy zapisanemu w Konstytucji dogmatowi rozwoju zrównoważonego! Pieniądze z Unii są wydawane w sposób rozproszony, zdekoncentrowany, wykluczający agregowanie potencjału w miejscach, gdzie tworzony jest dochód narodowy. Tak, jeżeli ktoś zapyta – zmarnowaliśmy szansę rozwojową. PROSZĘ SIĘ NIE DZIWIĆ, ŻE NIE JESTEŚMY W STANIE PRZEBIĆ SZKLANEGO SUFITU. To się nam nie uda, tak jak nie udało się nam zagospodarować otaczającej nas przestrzeni przez tyle lat…

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

5 komentarzy

  1. żeby nie ta zła komuna to na Placu Defilad do dzis pasłyby sie kozy a umiejętność pisania większości ograniczałaby sie do smarowania paluchem kresek w wychodku.

  2. Cos w tym jest. Osobiscie znam dwoch Belgow i Holendra, ktorzy osiedlili sie na stale w wojewodztwie Kuj-Pom.

    Dwoje z tej trojki ma Polskie zony i przeprowadzili sie tutaj, bo jak sami mowili cena mieszkania u nich to 1 milion zlotych, a postawienie domu moze dojsc do 2 milionow. Sprzedali, to co mieli tam i przyjechali do Polski. Praca w korpo sama ich szuka i zyje im sie tutaj bardzo dobrze. Liczbe takich osob, ktore zjechaly sie z calej Europy i pracuja w mojej firmie oszacowalbym na okolo 100.

  3. wieczorynka

    Ja jadąc przez Polskę gdy widzę krzaki a jeszcze bardziej lasy, bardzo się cieszę, nareszcie przyjazny krajobrazy. gdy zdarzało mi się jechać przez kraje w powszechnym odczuci rozwinięte, krajobraz niekiedy składał się z metalowych koszmarków zwanych wiatrakami, które akurat nie pracowały gdyż nie było wiatru. Osobiście wybieram krzaki.

  4. Misio-Kicio

    Czy pan chwali czy gani osadnictwo niemieckie, etc?

    Kiedyś przyjechałem do Polski z zamiarem kupienia gospodarstwa rolnego. Marzył mi się sad,może mała winniczka (w wiadomym celu). Na miejscu okazało się, że aby kupić muszę mieć “wykształcenie rolnicze”. Miotałem się próbując obejść durne przepisy, ale gdy dowiedziałem się, że znajomy dr z politechniki zapisał się do zaocznego technikum rolniczego 🙂 – poddałem się.

    Niechętnie piszę o sobie ale korci mnie dodać, że kupiłem w Hiszpanii (i nikt mi w dyplom nie patrzał) – sad migdałowy; winorośli nie sadzę skoro w pobliskiej przetwórni litr trunku kosztuje 40c. 🙂 A Polska? – a niech sobie niemce, niderlandzi i waloni wezmą te błota, pochmurne niebo i k,,,,,,o.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.