Ius primae noctis i inne – sposoby na skuteczne wsparcie budżetu

W zamierzchłych czasach feudalnej Europy, jednym z praw panów feudalnych było ius primae noctis, czyli prawo pierwszej nocy co dosłownie przekładało się na prawo defloracji kobiety poślubionej przez jego wasala. W praktyce ten przywilej był wykorzystywany bardzo rzadko, ale służył doskonale do ściągania dodatkowych pieniędzy – pan młody mógł się wykupić składając swojemu seniorowi stosowny zwyczajowy podarek. W różnych częściach Europy różnie to wyglądało, w każdym bądź razie jak wszystko w feudalizmie miało na celu pognębienie i wyrażenie dominacji.

Nasz kraj potrzebuje pieniędzy, rząd prowadzi politykę ciągłego zadłużania – podwyższeniu podlegają wszystkie podatki, w tym te pośrednie poprzez zwykłe podwyższanie stawki podatkowej a bezpośrednie od osób fizycznych przez inflację. Rząd nie ma litości i braki w budżecie uzupełnia poprzez system haraczów i mandatów. W tych realiach powrót do prawa pierwszej nocy mógłby być bardzo istotnym uzupełnieniem brakujących wpływów.

Trudno określić jak by to miało wyglądać, samo ustalanie obowiązku zapłaty podatku byłoby banalnie proste na poziomie Urzędów Stanu Cywilnego, które prowadzą ewidencję zawartych związków. Opłatę można by rozkładać na raty, tak żeby pan młody i pani młoda (wszak jest równouprawnienie) płacili podatek w sposób nieodczuwalny przez jakiś czas po rozpoczęciu wspólnego pożycia. Byłoby to bardzo cywilizowane, jednakże jak wycenić wartość tak pojmowanej rezygnacji z defloracji i co zrobić, jeżeli ktoś zamiast płacić podatek wolałby się poddać egzekucji? Trudno byłoby się wytłumaczyć przed organizacjami międzynarodowymi z deflorowania kobiet i mężczyzn przez urzędników państwowych, ewentualnie ze sprzedawania prawa do pierwszej nocy przez państwo – w przetargach dla zainteresowanych.

Może to zabrzmi smutno, ale dlaczego mielibyśmy się w ten sposób nie opodatkowywać? Przecież rządzącym nie chodzi o to żeby tutaj było dobrze, tylko żeby kasa się zgadzała. Jeżeli pozwalają na ściąganie abonamentu RTV będącego w istocie haraczem na rzecz towarzystwa wzajemnej adoracji – to dlaczego nie mieliby zgodzić się na pobieranie też tak starych zapomnianych podatków? Kto nie zapłaci, ten rogacz – to stąd wzięło się to określenie w naszej kulturze. No przecież wiadomo, że każdy by zapłacił taki podatek, ponieważ nie ma innego wyjścia, co zbuntuje się? A na podatki nakładane na paliwa to się nie buntuje? Złodziejski haracz zwany opłatami na fundusze socjalne – to nie jest problem? Dlaczego więc za zrezygnowanie z prawa defloracji żony przez lokalnego wojewodę mielibyśmy nie zapłacić? Przecież jesteśmy pokornymi baranami, którzy już ze smakiem połknęli podwyższenie stawki podstawowej zabójczego podatku pośredniego do 23% Jakoś nikomu to nie przeszkadza, nawet żadna z partii politycznych się nie zajęknęła.

Rząd nie jest w stanie wprowadzić podatków dla najbogatszych oraz po prostu opodatkować uprzywilejowanych – jak rolnicy, czy też nie opodatkowuje transakcji finansowych – co robi cała strefa Euro, dlaczego więc nie mielibyśmy płacić za rezygnację z prawa do defloracji? To by się pięknie wpisywało w naszą logikę generalno-systemową, zgodnie z którą największe upokorzenia i nonsensy przyjmujemy zwyczajowo jak dobre słowo.

Po opodatkowaniu pierwszej nocy możemy także pomyśleć o innych podatkach, dlaczego nie opodatkować np. deszczówki, powietrza, powierzchni zajmowanej przez prywatne samochody na publicznych chodnikach, w ogóle po prostu wszystkiego co tylko będziemy w stanie wskazać, jak słynne podymne, czyli każdy dym we wsi (komin)!

W zasadzie dlaczego nie przywrócić obowiązku płacenia myta na mostach? Dlaczego nie wprowadzić dawno zapomnianego clenia towarów wwożonych do miast!? Przecież przez wieki to było idealne źródło dochodu dla wielu miast w całej Europie. Śmiało, cofnijmy się w rozwoju – ale pod jednym warunkiem, zawsze niech płacą biedni, niech biedni ponoszą koszty związane z obciążeniami podatkowymi, natomiast bogaci niech korzystają z odliczeń i zwolnień, a nawet dostają wsparcie finansowe.

W ostateczności przywróćmy pańszczyznę i dziesięcinę, pańszczyznę normalnie będzie się płacić na rzecz państwa a dziesięcinę, wiadomo lokalna diecezja i mamy pozałatwiane – w państwie nagle skończyłyby się problemy z pieniędzmi, najwyżej wyjechałoby kolejne kilka milionów ludzi.

3 myśli na temat “Ius primae noctis i inne – sposoby na skuteczne wsparcie budżetu

  • 22 września 2013 o 06:04
    Permalink

    szyderstwo i ironia… a może po prostu zwykła bezsilność jest autorką tekstu?

    Odpowiedz
  • 22 września 2013 o 08:53
    Permalink

    Doskonałe pomysły. Myto można wprowadzić od ręki.
    Zresztą strefy płatnego parkowania w miastach, bezpłatne w istocie dla mieszkańców osiedli – już takim mytem są.
    Tylko jak wszystko już opodatkujemy, łącznie z powietrzem do oddychania – to co dalej?

    Odpowiedz
    • 22 września 2013 o 15:45
      Permalink

      Jak to co dalej ??? Działanie w “drugą stronę ” tj. rząd powoli, kolejno “zdejmuje ” w/w. obciążenia nałożone na obywateli.I ‘lud” wdzięczny “dobroczyńcom, wychwala rządy w tym przypadku solidarnościowe “pod same niebiosa”.A swoją drogą jak w Polsce Ludowej “komusza władza ” podniosła cene kotleta np. o 20groszy to za chwilę stała cała Polska, no przynajmniej połowa.Dzis “wadza” rąbie polana na głowach obywateli, a “wdzieczny lud ” – mówi o miłych doznaniach, efektach tegoż.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.