Ekonomia

Istota greckiego dramatu powinna być lekcją dla Polski

 Istota greckiego dramatu związanego z szokującym zadłużeniem kraju, powinna być lekcją dla Polski, która również stale się zadłuża.

Po pierwsze ważny jest sam stosunek do długu. Nie ma nic złego w zadłużaniu państwa, pod jednym warunkiem, że ten nowy dług służy rozwojowi tzn. mówiąc obrazowo (i w olbrzymim uproszczeniu) można się zadłużać do póty, do póki rośnie PKB danego kraju. W takim modelu teoretycznie przyrost zadłużenia, powoduje zwiększenie ilości kapitału dostępnego w gospodarce, a tym samym zadłużenie przyczynia się do stymulowania procesów rozwojowych.

Jeżeli więc jakieś państwo zadłuża się, żeby finansować swój rozwój, nie ma w tym niczego złego, pod warunkiem że przyrosty z tego wzrostu uzyskiwane, pokrywają przyrosty zadłużenia. Ekonomiści tutaj by się pokłócili o sposób pomiaru tego, co kiedy i w jakich okresach, bo w zależności od samego księgowania kwot w bud

żetach publicznych można długo wykazywać, że są przyrosty, chociaż ich tak naprawdę nie ma. Dlatego bardzo ważna w przypadku zadłużenia jest szczerość, skrupulatność i przejrzystość.

Formalnie najgorszym modelem jest zadłużanie się na przejadanie, czyli np. na szeroko rozumiany socjal, przy czym to także nie jest zupełnie złe, ponieważ w ten sposób państwo może stymulować swoje czynniki popytowe w gospodarce, które po zagregowaniu mogą dać korzystny wzrost mnożnika. Wiadomo jak konsumenci mają więcej pieniędzy, to wydają więcej i siła nabywcza całego rynku jest większa, do momentu w którym zaczyna działać mechanizm wzrostu cen, czyli inflacja.

Wbrew obiegowej opinii, można zadłużać się na uzbrojenie i armię, pod warunkiem że robi się to w krajowej walucie (walucie którą można drukować – luzować ilościowo), a dominująca część zamówień i generalnych kosztów związanych ze zbrojeniami zamyka się w rodzimej gospodarce. To znaczy, zbrojenia nie generują znacznego obciążenia dla bilansu handlowego państwa. W tym przypadku częściowo dochodzi do wzbudzania czynników mnożnikowych w gospodarce, ale od drugiej strony agregatu. Mianowicie przez duże zlecenia zbrojeniowe, państwo najzwyczajniej na świecie subsydiuje własną gospodarkę, tam gdzie ma duże zakłady przemysłowe, czy też nawet zgrupowania gospodarcze, zdolne do wykorzystania przekazanego w ten sposób potencjału do np. rozruszania produkcji cywilnej. Wówczas klasycznie koszty stałe i koszty inwestycyjne przedsiębiorstw przejmuje na siebie państwo, poprzez wydatkowanie na uzbrojenie, które jest zyskiem dla przedsiębiorstw a zarazem jest stymulujące dla gospodarki krajowej i co najważniejsze ta produkcja nie wchodzi na rynek, tj. nie zaburza proporcji rynkowych. Ciężarówka dla wojska, stoi sobie potem za płotem i rdzewieje, natomiast ciężarówka dla gospodarki – musi zarobić na swój leasing, różnica jest taka, że sprzęt dla wojska praktycznie może nie kosztować państwa niczego, ewentualnie niewielki procent jego rzeczywistej wartości, jeżeli państwo może drukować (luzować ilościowo) pieniądze. Nie pojawia się znaczny bodziec inflacyjny, ewentualnie jest przytłumiony i rozciągnięty w czasie, ponieważ większość zysków przedsiębiorstw jak również dominująca część ich kosztów, jest pochłaniania przez infrastrukturę produkcyjną, jaką zużyto do produkcji, która nie wchodzi na rynek. Natomiast istnieje sobie (o ile nie została zmarnowana) i może się przydać do produkcji na rynek cywilny jeżeli ma się głowę na karku.

Problem Grecji dzisiaj to olbrzymie koszty obsługi zadłużenia, które ciążą na gospodarce, w której waluta obiegowa jest w istocie czymś zbliżonym w modelu do waluty złotej, tj., jej podaż jest ściśle określona i wiąże się z podatkami nakładanymi w greckiej przestrzeni społeczno-gospodarczej oraz ewentualnymi innymi formami jej pozyskania jak np. kredyty lub wyprzedaż mienia. Rząd Grecji zbilansował budżet z wyjątkiem transz obsługi kredytu, które przypadają zgodnie z ustalonym wcześniej harmonogramem spłat, na który oczywiście rząd Grecji się zgodził, bo nie miał innego wyjścia.

Istotą sporu dzisiaj jest kwestia – w jaki sposób Grecja ma funkcjonować z tak znacznym obciążeniem? Dodajmy, że nie może pożyczać pieniędzy na rynkach, ponieważ nie ma chętnych ufających greckiemu rządowi, a poza tym kwoty oprocentowania byłyby ludobójcze. Oczywiście Grecja mogła nie pożyczać, ale to dzisiaj już nie ma znaczenia, bo pożyczyła i zgodnie z prawem dług jest, istnieje, jest oprocentowany i ma się świetnie.

Można Grecji dług umorzyć. W ten sposób kraj mógłby stanąć na nogi, w tym znaczeniu, że ewentualne nadwyżki – wygospodarowane z oszczędności, mógłby inwestować, jak również z czasem pojawiłby się wzrost gospodarczy, powodujący że grecka gospodarka generowałaby więcej pieniędzy. W konsekwencji wzrostu PKB byłaby możliwa jakaś forma rekompensaty finansowej w przyszłości. Stąd też można Grecji dług rozłożyć na lata, jednakże powstaje problem odsetek, które obecnie są bardzo niskie, ale nie ma gwarancji, jakie będą w całym okresie rozłożenia zadłużenia np. 70 lat. Ewentualnie można umorzyć odsetki lub część zadłużenia i odsetki, licząc na to że Grecy będą w stanie zwrócić resztę zadłużenia (mówimy o około 320 mld Euro). To są sposoby na ulżenie Grecji, w sposób taki jak przyjęto postępowanie z dłużnikami, tak żeby nie ogłosili bankructwa. Trzeba pamiętać że jeżeli Grecy ogłoszą bankructwo, to nikt nie dostanie żadnych pieniędzy, bo skąd? Wierzyciele będą mogli zajmować greckie mienie państwowe za granicami kraju, ewentualnie będą mogli żądać od Grecji czegoś w zamian, ale bez armat nie da się wiele osiągnąć. Po prostu nie zapłacą i nic im się nie da zrobić, poza wykluczeniem i stygmatyzacją, oraz co jest oczywiste wyrzuceniem ze Strefy Euro, czego nikt nie chce z powodów politycznych.

Można też próbować zmusić rząd Grecji do dalszych oszczędności. To znaczy do ograniczania rent, emerytur i pensji w sektorze publicznym, jak również cięcia innych wydatków państwa na inne cele jak np. na armię, edukację, służbę zdrowia i inne. To wszystko można próbować zrobić, ale wymaga to zgody greckiego rządu i przeprowadzenia przez niego określonych reform. Jednakże wówczas powstaje problem, związany z przywołanymi powyżej procesami mnożnikowymi. Otóż, ograniczenie wydatków na sferę publiczną w Grecji, w ogóle jakiekolwiek podniesienie podatków – w warunkach bez wzrostu gospodarczego, a do tego w Grecji jest daleko, spowoduje zmniejszanie się ilości pieniądza w gospodarce, w konsekwencji mniej będzie pieniędzy w obiegu. Co spowoduje, że w kolejnych cyklach będzie się mniej sprzedawało, co spowoduje, że jeszcze mniej będzie się produkowało, importowało itd. To w dalszej konsekwencji będzie prowadziło do spadku wpływów podatkowych oraz zejścia na kolejny poziom spirali recesji. Zadłużenie pozostanie takie jak było, bo to co się udało spłacić przez większe podatki, będzie sobie dalej rosło – przecież odsetki nie śpią. W wyniku czego, Grecja będzie miała mniejsze PKB i w najlepszym wypadku nadal zbliżony poziom zadłużenia.

Gdyby Grecy posiadali możliwość funkcjonowania w oparciu o własną walutę, to nie byłoby problemu „wysokich greckich emerytur”, który razi kredytodawców z Zachodu, głównie z Niemiec, ponieważ spadek waluty krajowej w stosunku do Euro spowodowałby, że gospodarka byłaby o wiele bardziej konkurencyjna, a ludność błyskawicznie zubożałaby wraz z upadkiem waluty (jak Polacy ostatnio po 2008 roku).

Nie mają jednak takiej możliwości, przez co Europejski Bank Centralny udzielał Grecji wsparcia poprzez akceptowanie papierów dłużnych ich Banku Centralnego denominowanych w Euro, po cenie której Grecy nie dostaliby na żadnym rynku. Warunkiem kolejnych transz pomocy, było wdrożenie kolejnych pakietów reform, w tym np. prywatyzacja majątku państwowego, który jest w Grecji całkiem spory. Jednak rząd Grecji nie jest rządem w Polsce, który nie dość, że zgodził się na prywatyzację, ale jeszcze sam likwidował do gołej ziemi liczne składniki swojego mienia, to jeszcze sam wprowadził sobie na początku transformacji podatek od ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń, żeby przypadkiem kapitaliści nie odważyli się płacić ludziom więcej. Grecy nie chcą prywatyzować pod przymusem, ponieważ wiedzą, że w obecnej sytuacji – CO JEST OCZYWISTOŚCIĄ – w wielu przypadkach narodowych pereł, będą musieli wyprzedać się za bezcen i ktoś inny będzie na nich zarabiał. Jest to podejście bardzo rozsądne i strategicznie słuszne, ponieważ i tak suma bilansowa do uzyskania z majątku, nie pokryje kwot zobowiązań. W świetle różnych symulacji, nawet sprzedaż wielkiej części majątku narodowego – nie spowodowałaby znaczącej spłaty zadłużenia.

Oczywiście rząd w Atenach, mógłby np. skonfiskować społeczeństwu oszczędności w formule np. nałożenia na nie specjalnego podatku od oszczędności powyżej określonej kwoty w wysokości np. 95% Jednakże tego typu pomysły spowodowałyby, że prawdopodobnie bardzo szybko skończyłaby się w Grecji demokracja, a warto pamiętać, że w XX wieku nie była ona tam standardem przez cały okres czasu.

Grecja dzisiaj potrzebuje europejskiej solidarności. Nie jest w stanie spłacić zadłużenia w takiej wysokości i w takiej formie i nic na to nie poradzi. Kwestia rozliczenia, kto, po co i na co wziął to zadłużenie, a ile go przyrosło to już inna kwestia, bardziej dla greckiej prokuratury i ulicy.

Na greckim przykładzie widać, jak łatwo w erze neoliberalnej można się pogrążyć, musimy brać na to poprawkę, ze względu na czekające nas zmiany demograficzne. Należy wprowadzić do Konstytucji poprawkę, zakazującą zadłużania się budżetów publicznych w Polsce, a istniejące długi trzeba spłacać. Chodzi o to, żeby więcej spłacać niż się zaciąga – i tylko w walucie narodowej. Zadłużanie się w walutach obcych jest szaleństwem i prostą drogą do zguby. Jeżeli nowy rząd nie zrobi w tej sprawie porządku, to czeka nas niewiadoma i niebezpieczeństwa. Proszę pamiętać, że Grecy pomimo całego nieszczęścia, nadal są przeciętnie na wyższym poziomie dochodu niż My, to znaczy że Oni mieli z czego spadać. U nas co można zabrać z renty 170 Euro? Niech grecki przykład będzie ku przestrodze!

10 komentarzy

  1. Pięknie wytłumaczone.

  2. Autor , tylko w tym artykule dwukrotnie sam doszedl do wyzszosci WLASNEJ WALUTY.
    To jest w sprzecznosci z jawnym forsowaniem euro w Polsce przez powyzszego autora ,ktory zreszta na poparcie tezy nigdy nie podal powaznego argumentu .Dziwne jest to tym bardziej , ze wiele osob na tym forum jak rowniez ja osobiscie widze ponadprzecietne zdolnosci analityczne autora .

    AUTOR PROSIŁ ŻEBY PANU PODZIĘKOWAĆ ZA SŁUSZNĄ UWAGĘ, RZECZYWIŚCIE KTOŚ MOŻE ODNIEŚĆ TAKIE WRAŻENIE. CYTUJĘ TO CO MI PRZESŁAŁ: “W treści tekstu zabrakło odniesienia do politycznych i ekonomicznych przesłanek dla korzyści wynikających z Euro. W przypadku Polski dzisiaj przede wszystkim liczą się korzyści polityczne, które przeważają nad ryzykiem ekonomicznym, albowiem jesteśmy uzależnieni od Euro w około 70% wymiany dewizowej w ogóle, więc tak na prawdę my mamy Euro, z tą możliwością, że płacimy za nie w lokalnych “paciorkach”, a tutejsi kacykowie lub wielcy inwestorzy z z zagranicy mogą żądać więcej paciorków za Euro, z sobie tylko znanych powodów. Całość powoduje, że IM SZYBCIEJ PRZYJMIEMY EURO TYM LEPIEJ głównie z powodów polityczny. Wojna z Polską w strefie Euro, a wojna z Polską posiadającą “paciorki” to zupełnie inna wojna. Z pozdrowieniami – bardzo się cieszę, że ktokolwiek to krytycznie czyta, bardzo dziękuję. K.” KONIEC KOMUNIKATU WEB. JÓZ.

  3. Kto czytał Marksa to wie że przypadek Grecji wynika z Istoty kapitalizmu jako ustroju społecznego,a nie jest wynikiem złej woli Greków, czy Niemców.

  4. Takie wykłady pomagają nam zrozumieć dlaczego biedni muszą zbiednieć jeszcze bardziej aby ich zasoby mogli przejąć bogaci. Jestem przekonany , że i nasza ojczyzna maszeruje dzisiaj drogą wytyczoną przez Greków. Jednak oczywistością jest że to nie Grecy są sprawcami własnego zadłużenia. Pożyczki w ich imieniu zaciągali sprzedajni politycy. Czynili to w interesie pożyczkodawców. Jednak robili to na ryzyko: swojego narodu, pożyczkodawców i swoje własne. Czas już aby naród oddał lichwiarzom majątek przekupnych prezydentów i ministrów. Może też ich samych. Wtedy dopiero zadłużony naród może stanowczo żądać umorzenia długu. Choćby pod rygorem przejścia do innego obozu politycznego.
    Przecież, dla tych lichwiarzy długi Grecji to tylko kropla w oceanie wierzytelności. Nie odczuli by żadnego zubożenia. Zagrożenie jest zupełnie inne. Otóż takie rozwiązanie greckiego zadłużenia stanowiło by początek końca jednego z najpotężniejszych działów światowej gospodarki wirtualnej. Bo za Grecją poszli by inni zwracając lichwiarzom przekupionych przez siebie polityków zamiast kwot zainwestowanych w zniszczenie państw nielicznych bądź ubogich narodów. Zapewne kiedyś musi się to stać. Alternatywą jest tylko wielka atomowa wojna i nowy, ustalony po niej ład z paroma milionami ludzi zamieszkujących radioaktywną Ziemię.

    • Analize komentatora “@Pozorovatel” przejmuje w calej rozciaglosci !!!
      “Komunistyczny rzad Ziprias nie moze q zadnym wypadku otrzymac prolongaty / umorzenia dlugu”, taka jest dewiza w Niemczech i za oceanem, inneczej by bylo , gdyby rzad byl konserwatywny , umirzenie dlugu bylo by mozliwe !!! Takui stan rzeczy jest tu reprezentowany, najprawdopodobniej z tekstem felietonu i komentarzem “@wojtek” sie nie zgadzam, brak podstaw ku temu, jak wyjde z nasiadowki przeczytam dokladnie tekst i zabiore. ponownie glos

    • Co do sytuacji Grecji, coś analogicznego już było. Islandia, dlatego tak mało mówi się teraz o tym kraju. Warto zobaczyć, jak się to potoczyło.
      A co do atomowej wojny, kilku milionów pozostałych po takiej wojnie ludzi i nowego ładu to raczej nie jest to możliwe. Gatunek ludzki (w obecnej postaci) zaginie. Z bardzo prozaicznego powodu: przy takiej ilości ludzi, technologiczna kontynuacja cywilizacji NIE JEST MOżLIWA.
      Niedawno o tym rozważałem i, by się nie powtarzać, wkleję jeszcze raz, dlaczego tak myślę:
      “…. Co z tego, że zostanie Was mała garstka za oceanem po totalnej zawierusze atomowej ? To wcale nie oznacza, że „wygraliście”. Zmiany, które nastąpią po takiej ogólnoświadowej wojnie atomowej będą tak drastyczne, że może natura przetrwa, ale Ludzkość NA PEWNO NIE ! Czymś takim skazujecie swoje ocalałe dzieci i wnuki na POWOLNE WYMARCIE, bo nawet kilkadziesiąt milionów pozostałych przy życiu jednostek (abstrachuję już od ROZPROSZENIA!) nie będzie w stanie zapewnić KONTYNUACJI TECHNICZNEJ cywilizacji…! Pierwsze pokolenie może nie będzie mieć jeszcze wielkich problemów egzystencjonalnych i w jakiś sposób uda się mu przekazać część wiedzy następnemu (chociaż bez fachowego szkolnictwa, labolatoriów, a w końcu działających zakładów wytwórczo-produkcyjnych będzie to trudne), ale następne pokolenia, już ze względu na potrzebę inwestowania coraz więcej czasu i energi dla zdobycia żywności, coraz bardziej ograniczą przekazywaną wiedzę, a to z pewnością doprowadzi do „WSTECZNEGO” rozwoju następnych generacji… W końcu większość wiedzy do której przekazania potrzebne jest specjalistyczne wyposarzenie (fizyka, chemia i pochodne) po prostu zostanie zapomniana i zaniknie. Pozostaną tylko przekazywane z pokolenia na pokolenie podania o latających „smokach”, czy „aniołach” z ognistymi mieczami, lub legenda o „Atlantydzie”…. A natura zrobi swoje. Proszę zauważyć, jak prędko ulegają destrukcji wytwory człowieka. Wystarczą 30-50-100 lat, a każdy tor, asfaltowa/betonowa droga, czy inny wytwór człowieka, w pierwszych latach prędko zarasta, ulega rozkładowi, a w końcu zupełnie zanika… Tak na marginesie, osobiście uważam, że na Ziemi istniała prawdopodobnie już wysoko rozwinięta cywilizacja, która jakimś sposobem uległa zagładzie, a przetrwały tylko jednostki. Swiadczyłyby o tym bardzo podobne treścią podania i mity różnych nacji. Potwierdzała by to WYSOKO ROZWINIęTA MATEMATYKA u ludów pierwotnych. Proszę wziąść pod uwagę, że praktycznie, jeśli chodzi o matematykę, to bazujemy na Grakach, którzy prawdopodobnie bazowali na wcześniejszych ludach. Np. egipskie piramidy budowane były w oparciu o skomplikowane matematyczne proporcje, o których prymitywny człowiek sprzed 6 tysięcy lat nie powinien w ogóle mieć pojęcia (biorąc pod uwagę naturalną ewolucję zgodną z teorią Darwina)! Jedynym „wytłumaczeniem” byłoby przyjęcie tezy o istnieniu wysoko rozwiniętej cywilizacji, która jakimś trafem uległa samozagładzie i przetrwały tylko nieliczne jednostki. Jak w/w znakomita większość wiedzy „zaniknie” w takim przypadku z prozaicznego powodu t.j. braku możliwości przekazania jej następnemu pokoleniu i jej kontynuacji. Istnieje jednak jeden rodzaj wiedzy do której nie trzeba specjalistycznego wyposarzenia i można ją przekazywać w każdych warunkach. Jest to wiedza MATEMATYCZNA…! – wystarczy „kij”, „piasek” i ludzki mózg (umysł i pamięć)… Więc z poprzedniej cywilizacji pozostały mity i… matematyka… Ale zagalopowałem się za daleko. Prawdopodobnie Ci, do których się zwracam nie są w stanie nawet cząsteczki z tego zrozumieć. Dla nich „Swiat” ma 6 tys lat, stworzył go „Stwórca” i na pewno ten „stwórca” pozwoli im zapanować nad wszystkimi (przecież tak twierdzi Google, twitter, czy inny Facebook!)… Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że najwięcej do powiedzenia w tym Swiecie mają najbardziej prymitywni, a światłe narody, z tysiącletnimi kulturami, ludzkimi zasadami itd. muszą walczyć (dosłownie!) o swoje przetrwanie… Moim zdaniem, chyba już czas na pożądnego KOPA, Fachowcyodkrowskiegołajna…”
      Pozdrawiam

      • Bardzo ciekawy tekst. Świat potrzebuje odpoczynku i odnowi się gdy sam z własnej woli unicestwi się jeden z z najbardziej agresywnych gatunków na planecie Ziemia.

  5. Pozorovatel, bardzo ciekawy komentarz, godny nie tylko do rozpowszechnienia ale zastanowienia się w jaki sposób go zacząc wprowadzac w życie.

  6. Jeżeli Zachód sam wierzy we własne wartości, to umorzy Grecji połowę długu

  7. JEDEN Z MOCNIEJSZYCH TEKSTÓW – OTWIERAJĄCYCH OCZY! Dziękuję autorowi

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.