Wojskowość

Interwencja w Syrii – zarys możliwego scenariusza polityczno-wojskowego

 Zachód prawdopodobnie doprowadzi do interwencji w Syrii, ponieważ rozszerzająca się tam wojna domowa zagraża porządkowi światowemu. W przypadku rozlania się konfliktu na Irak, który jest beczką prochu, w której już się tli – nie będzie wyjścia, będzie nagląca konieczność natychmiastowego zakończenia tego konfliktu, w którym już nie wiadomo kto walczy z kim i po czyjej stronie.

Obywatele państw zachodnich muszą sobie uświadomić, że syryjskie wojska rządowe walczą z własnymi buntownikami oraz z licznymi organizacjami bojowników, w tym jawnie nawiązującymi do retoryki islamistycznej i uznającymi zwierzchnictwo międzynarodowych organizacji terrorystycznych. Żeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować proszę pamiętać, że po stronie syryjskich wojsk rządowych walczą bojownicy islamscy z sąsiedniego Libanu i prawdopodobnie „ochotnicy” z Iranu. W efekcie cały konflikt zatraca sens w rozumieniu zachodnim. Nie da się stwierdzić granic podziałów, na które nakładają się jeszcze kwestie etniczne i religijne.

Prawdopodobnie wiele osób patrząc dzisiaj na Syrię i na Egipt, jest zatroskana o przyszłość i uświadamia sobie, że jedynym gwarantem stabilizacji na Bliskim Wschodzie jest dyktatura opierająca swoją władzę na armii oraz jakiejś formie autorytaryzmu. Niestety w realiach syryjskich wychodzi na to, że najbardziej reprezentatywny dla Narodu i dla tej państwowości jest broniący się przed zagranicznymi bojownikami i krajowymi buntownikami – reżim rządzący. To smutny chichot historii, która bardzo szybko pokazała swoje prawdziwe oblicze – niesłychanie atypowe jak na nasze rozumienie spraw, ale standardowe jak na warunki miejscowe.

Nie można wykluczyć okoliczności, w której Zachód oraz Izrael zaczną coraz mniej skrycie wspierać prezydenta al-Asada – jako mniejsze zło, aczkolwiek nie można sobie wyobrazić bojowników Hezbollahu, amerykańskich komandosów i żołnierzy Izraela walczących ramię w ramię z bojownikami Al-Kaidy z popierających USA krajów Zatoki Perskiej. Byłoby to nie tylko komiczne, ale wręcz nadzwyczajne zagmatwanie sojuszy. Jednakże ten scenariusz bardzo powoli i bardzo po cichu się realizuje, chociaż wspomniani gracze – działają w odosobnieniu i na własny rachunek. W interesie wszystkich jest zakończenie tego konfliktu, tego już przynajmniej nikt nie ukrywa.

Klasycznie Zachód dążył by do izolacji pola walki poprzez ustanowienie strefy zakazów lotów, następnie dokonał izolacji terytorium zajętego przez stronę wojującą wobec której jest przychylny, wprowadził tam własnych tajnych i jawnych obserwatorów, następnie wprowadził wojska pokojowe – służące do przestrzegania i ochrony linii demarkacyjnej, a wszelkie naruszenia – zwalczał przy użyciu potęgi swojego lotnictwa – z tym nie ma żadnych technicznych problemów poza systemami S-300/400 na wyposażeniu syryjskiego wojska, które trzeba by najpierw zniszczyć.

W przypadku wiadomego weta Federacji Rosyjskiej i Chin – na taki scenariusz nie ma co liczyć, ale w przypadku gdyby doszło do rozlania się konfliktu na sąsiednie kraje – np. Turcję, czego boją się jak ognia wszystkie strony konfliktu – Irak, czego pragną bojownicy ale obawia się rząd, ewentualnie Jordanię, co byłoby korzystne zarówno dla rządu jak i bojowników – wówczas w ramach polityki aktów dokonanych możliwa byłaby interwencja lotnicza i być może także wojsk specjalnych w Syrii – pod hasłem obrony sojusznika. Turcja obroni się sama z wściekłą pasją miażdżąc każdego kto się jej po drodze przeciwstawi. Irak i Jordania są sojusznikami Zachodu, nawet jeżeli do tej pory unikały takich konotacji to obecnie te państwa chętnie przyjmą zachodnią pomoc w walce z bardzo trudnym przeciwnikiem.

Istnieje więc poważne prawdopodobieństwo rozlania się konfliktu z jakiegokolwiek powodu na np. Jordanię, co umożliwiłoby Zachodowi włączenie się do akcji, ale bez wsparcia lub jedynie z selektywnym wsparciem państw Arabskich z Zatoki. Najbardziej pożądane byłoby wsparcie ze strony Egiptu (w tym znaczeniu, że swoje sprawy załatwili sami), ale na to nie ma co liczyć w tamtejszych realiach.

Ewentualna interwencja będzie dla Zachodu bardzo wygodna, z tego względu, że okaże się przydatny i potrzebny jako siła wspomagająca państwa muzułmańskie, co w pewnej mierze mogłoby się przyczynić do rozmycia złego wrażenia po wieloletniej okupacji Iraku (i nieszczęsnej wojnie napastniczej) oraz walkach w Afganistanie. W tym znaczeniu, że wojna w Iraku i jego okupacja byłaby nieco mniej jednostronnie negatywna, a Afganistan zyskałby nowy sens – islamiści straciliby na zawsze argument szkodliwości mieszania się Zachodu do spraw państw arabskich.

Nawet jeżeli powyższy scenariusz byłby możliwy, to jego przeprowadzenie byłoby bardzo trudne. Jordania nawet w przypadku ataku lądowego tak ograniczonych syryjskich sił rządowych jest praktycznie bez szans, więc komponent lotniczy bazujący na jej terytorium musiałby być wzmocniony siłami specjalnymi i może chociaż odrobiną ciężkiego sprzętu, bo pancerza i działa gładko lufowego dużego kalibru z termowizorem nie da się zastąpić niczym równie skutecznym na pustyni. W takim układzie zdarzeń – byłoby możliwe, że pojawiłyby się tam wojska NATO, w tym być może także polskie oddziały wojsk specjalnych a także być może oddziały zmechanizowane na sprawdzonym w trudnych warunkach klimatycznych i terenowych sprzęcie. Musimy pamiętać, że dysponujemy atutem armii sprawdzonej w rejonach takiego konfliktu, gdzie nasi przećwiczeni przez Irak i Afganistan żołnierze nie mieliby żadnych problemów z dostosowaniem się i efektywnym działaniem. To wielki atut naszego państwa, jednakże musimy go niesłychanie umiejętnie wykorzystać, ponieważ w tym regionie zapowiada się na długi konflikt albo na całą serię różnych postępujących po sobie.

2 komentarze

  1. Nasze Wojsko Polskie powąchało trochę prochu jedynie w Karbali (Irak).
    Poza tym to działali jako siły policyjne na okupowanym terenie, pilnując czy to drogi, czy bazy, czy jakiegoś mostu.
    Nie są przyzwyczajeni do ZABIJANIA, bo stali się PRACOWNIKAMI bardziej, niż żołnierzami.
    Jako pracowników mocno wiążą ich przepisy BHP.
    Udając się do Syrii nasi dzielni PRACOWNICY MON – ŻOŁNIERZE, musieliby naruszyć lub zignorować wiele z tych przepisów.
    Po prostu udział naszych żołnierzy (nawet SPECJALSÓW) w konflikcie syryjskim oceniam jako niemożliwy.
    Każda wojna jest przecież niezgodna z przepisami BHP, a tu jeszcze nie wiadomo KTO z KIM i dlaczego akurat z nim podrzyna gardło temu TRZECIEMU?
    W dodatku robi to narzędziem używanym rzez RZEZAKA do podcinania gardeł bydłu, zgodnie z rytuałem muzułmańskim.
    No i nie wiadomo, czy ostrze tego narzędzia zostało ZDEZYNFEKOWANE …

  2. O, a ja myślałem, że to USA destabilizują Syrię by Iranowi zminiejszyć/wykluczyć popleczników przed ewentualną interwencją. Może nadal się cieszą z tego co się tam dzieje i przez sprzymierzone państwa organizują wsparcie dla tej Wolnej Armii Syryjskiej.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.