Kultura

Interwencja 3

Wystraszony staruszek

Drzwi od ubikacji się otworzyły. Ze środka wyszedł zgarbiony siwiuteńki staruszek. Jeszcze trząsł się ze strachu. Jego przerażone oczy wciąż lustrowały otoczenie. Roztrzęsionymi ustami próbował coś powiedzieć, ale tylko ślina pociekła mu z ust. Szedł powoli, niepewnie na ugiętych nogach. Miał zabrudzone moczem spodnie. Na twarzy kilka sińców już niemal w zaniku i jeden dość świeży o nieprzyjemnej zielonobrunatnej barwie. Lekko zapuchnięte lewe oko.

Kuratorka delikatnie z troską ujęła go pod ramię. Dotyk jakby go nieco uspokoił. Lekko się wyprostował. Widać było, że powoli się opanowuje, że paniczny strach ustępuje z jego oczu.

– Pomogę. Dzieci są w pokoju? – spokojnie powiedziała do mężczyzny.

– Tak, w łłł… – nie potrafił dokończyć zaczętego słowa.

Uchylił drzwi i wszedł do pokoju, który był jak wszystko wskazywało ich wspólną sypialnią. Bynajmniej nie dlatego, że stało tam jakiekolwiek łóżko. Jedyne łóżeczko, jakie tam się znalazło, stało w kącie i było dziecięcym. Wewnątrz trójka chłopczyków, trojaczków. Obaj pochlipywali z cicha stojąc i trzymając się jedną ręką boku łóżeczka, a dugą obejmując się nawzajem. Na podłodze leżały jeszcze dwa brudne materace z równie, jak nie bardziej zabrudzonymi kołdrami i poduszkami. Jakieś koce. Lepiące się, śmierdzące z daleka.

Przez brudne, nigdy chyba nie myte, okno osłonięte nadpaloną firaną i postrzępioną zasłoną wpadało bardzo niewiele światła. Nie było go zresztą za wiele na zewnątrz. Do głębokiego, wąskiego podwórca kamienicy w normalny, słoneczny dzień nie docierało go za wiele. A dziś i pochmurna i ta mgła. Szyba, tłusta i ociekająca o ile wzrok nie myli chluśniętymi na nią kiedyś fusami kawy, była pęknięta. Przez szparę musiało wiać, czemu próbowano zaradzić zatykając powstałą szparę szczątkami gazet. Pod sufitem aż roiło się od pajęczyn. Widać, gdy znów zrobi się ciepło, pająki będą miały tu obfity połów much zapewniony bez dwóch zdań.

Chłopcy

Starszy mężczyzna, który przyszedł tu z policją, podszedł do dziecięcego łóżeczka. Pogłaskał ostrożnie chłopców. Na wyciągniętą dłoń zareagowali z wyraźnymi oznakami strachu. Łkanie momentalnie ucichło. Wszyscy jakby skamienieli, struchleli. Jakby odebrało im mowę. Chyba spodziewali się ciosu. Bowiem, gdy z czułością raz jeszcze delikatnie pogłaskał ich brudne i niemiłosiernie stargane główki, w szeroko rozwartych oczach dało się zauważyć przebłysk całkowitego zaskoczenia i zdziwienia. Trwało to chwilę. Nagle, jakby zostali uwolnieni z unieruchamiających ich więzów wszyscy trzej momentalnie odskoczyli niczym rażeni prądem w tył. Nadal przerażeni. Nadal w ciszy. Zupełnie jakby bali się nawet płakać.

Ubrani byli w bodziaki mające swą świetność dawno już za sobą. O czystości powiedzieć można było jedynie to, że była tym ubrankom całkowicie nieznana. Nosiły ślady moczu, kału, wymiotów i rozlanego mleczka i konia z rzędem temu, kto rozpozna czym jeszcze były wybrudzone. Zarówno dzieciaki, jak ich ubranka oraz łóżeczko, w którym byli trzymani. Po pościeli przebiegło niewielkie stadko pluskiew. Ręce, gołe stopy, twarz i szyję chłopcy mieli zauważalnie pogryzione przez te nienasycone owady. Ich rzadkie, kleisto brudne włosy – teraz dopiero dało się to wyraźnie dostrzec – żyły własnym bogatym owadzim życiem. Można się tylko było domyślać innych przypadłości zrodzonych w tym syfie, jakie tym malcom doskwierały nieustannie od dawien dawna.

My po dzieci

Kuratorka wprowadziła staruszka. Ręką zrzuciła na brudną podłogę jakiś stos ubrań z pobliskiego krzesła. Coś rozbiegło się po podłodze uciekając w co ciemniejsze zakamarki. Smród brudu, zbutwiałego ubrania, moczu i bliżej nieokreślonej mieszanki rozmaitych odorów odżył i zaatakował ze zdojoną siłą. Wszyscy z trudem wstrzymywali odruchy wymiotne, którymi reagowało ich ciało.

Staruszek usiadł z ulgą. Podała mu szklankę wody, którą w międzyczasie przyniosła policjantka.

– Co z nią?

– Ciężko pobita. Złamane żebra. Rozcięte czoło o nie stołu. Wczołgała się pod stół i nie chce wyjść, próbowała mnie ugryźć. Czekam na karetkę. Zaraz będą. Jemu pewnie też przyda się pomoc, co?

Kuratorka pokiwała twierdząco.

– Panie Stanisławie, my po dzieci.

Staruszek powoli podniósł trzęsącą się głowę i spojrzał w oczy policjantce. Jego twarz na moment się rozchmurzyła, zajaśniała.

– Nareszcie – z odczuwalną ulgą wyszeptał ledwo dosłyszalnie.

Oczekiwanie

1994-05-29
Łódź

Czekałem na Ciebie
lecz Ciebie nie było
Chciałem spotkać się
z Tobą lecz Tyś nie
przyszła na spotkanie
serce rwało się do Ciebie
lecz Ciebie nie było

Zadrżało serce zbladło lico
coś wewnątrz zaszlochało
w duszę rozpacz się wlała
że Ciebie tam nie było
choć ja tam czekałem

Adam Gabriel Grzelązka

(3 z 3)

Poznań, 2016.03.30
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. Smutne, ale potrzebne zdania.

  2. Czytałem.Przyznam ze wstydem(nie jestem mięczak)miałem łzy w oczach… TO cholernie BOLI…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.