Kultura

Interwencja 2

Czy Pan zna?…

Podeszli do drzwi na prawej. Tu dzwonek był cały, a nie wyrwany jak przy tych drzwiach po lewej. Nacisnęli. Dzwonek zadławił się, zawył niemiłosiernie i ścichł jakby kto mu poderżnął gardło. Zapadła niewygodna cisza. Po chwili drzwi się otworzyły. Tym razem bezszelestnie, nieoczekiwanie. Nie poprzedził ich dźwięk ani zbliżających się kroków, ani przekręcanego zamka, ani zdejmowanego łańcucha, który dyndał sobie teraz beztrosko. Stanął w nich młody chłopak. Na widok zdjęcia wydrukowanego na kartce, którą podsunął mu policjant, kiwną głową lekko przekrzywioną w stronę środkowych drzwi.

– Jest teraz?

– Powinien być, ale pewnie i tak nie zechce otworzyć. Byli tu już nieraz u niego tacy jak wy i tacy po cywilnemu, ale nie wpuszczał nikogo. Czasem tylko sklął tego i owego przez drzwi. Zresztą nawet ci cywilni o widać było od razu, że to od was byli.

– Aha. Nieważne. Mamy nakaz. Proszę zamknąć drzwi i nie wychodzić na razie. Mogą być problemy i nie chcielibyśmy, by został pan w to wplątany.

– Ok. – powiedział młody przeciągając niedbale samogłoskę. – Może w końcu zrobicie z nim spokój. Żyć tu kurna nie idzie z tą łajzą. Awanturuje się gnój jeden, zaczepia wszystkich. Kiedyś siostrę mi uderzył, bo nie chciała mu na flaszkę dać. Hałasuje po nocach. Do pierdla go zabierzcie. Wszyscy odetchniemy z ulgą.

To powiedziawszy cofnął się i zamknął drzwi równie bezszelestnie, jak je poprzednio otworzył.

– Duch jeden – zamruczał jeden z policjantów.

– Gotowi? – zapytał starszy patrząc na drugiego i rzucając okiem za siebie na półpiętro.

Wszyscy skinęli głową w ponurym milczeniu.

Ujta, ujta, Pocałujta…

Głośno pięścią załomotał w środkowe drzwi. Po chwili jeszcze raz, mocniej i dłużej.

– Panie Świniarski, proszę otworzyć.

Cisza. Nic. Żadnego ruchu wewnątrz.

– Ktoś powinien być. Dziadek nigdy z domu nie wychodzi. Tym bardziej przecież dzieciaki. – rzuciła z dołu kuratorka.

– Panie Świniarski, tu policja.

– Pocałujta w dupe wójta – dobiegło z wnętrza bełkotliwie.

– Mamy nakaz. Jeśli pan nie otworzy, wejdziemy siłą.

– Możecie mi naskoczyć – odpowiedział ten sam gniewliwy głos.

Zapadła na moment brzemienna cisza. Żadnego ruchu w środku. Nikt się nie kwapił najwyraźniej z domowników, by im otworzyć, by ich wpuścić. Nagle dało się słyszeć przeraźliwy płacz dzieci i brzęk rozbijanego szkła. Jakiś metalowy garnek z hukiem spadł na podłogę. Rozsypały się sztućce.

– Ty cholerna szmato. Znowu ich na mnie nasłałaś. Nogi ci z dupy pourywam.

Odgłosy szamotaniny stawały się coraz głośniejsze i bardziej nerwowe. Dzieci płakały coraz głośniej, niemal histerycznie zawodząc. On krzyczał rzucając mięsem coraz wścieklej. Ona krzyczała i szarpała się obijając po meblach. Albo raczej to on nią po nich rzucał.

– Nie, nie, nie, nie rób tego, nie bij, nie!!!

– Cholera. Janek, szybko otwieraj.

Drugi z policjantów błyskawicznie przykląkł przy drzwiach. Jego sprawne dłonie coś chwilę majstrowały przy drzwiach. Nim ktokolwiek zdążył spostrzec, co właściwie zrobił, wstawał już, chowając szybko wytrychy do kieszeni.

– Gotowe. Jest jeszcze łańcuch. Wyważamy na raz.

Cofnęli się dwa kroki. Prowadzący wciągnął pistolet z kabury i przyjął postawę bojową. Drugi trzymał już w ręku pałkę, a w drugiej kajdanki. Młodszy z impetem wpadł ramieniem na drzwi. Ustąpiły z trzaskiem. Łańcuch wyrwany ze ściany z hukiem o nią uderzył. Wbiegli do mrocznego wnętrza pozbawionego światła. Powiało alkoholowym zaduchem.

W kuchni bijatyka. Kobieta leżała na ziemi. Krwawiła zauważalnie i ledwo pojękiwała. On kopał ją co sił bosą stopą w brzuch. W dłoni trzymał jej długie włosy. Nim go dopadli dwukrotnie zdążył jeszcze uderzyć jej głową o kant stołu. Dopadli go równocześnie. Zamachnął się pięściami. Policjant uskoczył. Drugi w tym czasie z całych sił trzasnął go pięścią w żebra. Zgiął się w pas. Wtedy go dopadli. Powalili na ziemię. Upuścił klucze z dłoni, tórymi zdążył pokaleczyć już kobietę. Nogą kopnięte odsunęły się pod ścianę. Przycisnęli go kolanem wykręcając ręce na plecy. Trzask zakładanych kajdanek. Wszystko trwało ułamki sekund.

– Leż gnoju. Drgnij tylko, a rozpieprzę ci ten wszawy pysk o posadzkę – warknął starszy policjant. – Rozejrzyj się – rzucił do drugiego.

– Czysto. Dzieciaki w sypialni. Dziadek w łazience zatrzaśnięty.

– Dobra zabieramy do na dół. Niech wejdą piętro wyżej.

Policjantka weszła na korytarz. Kroki po schodach. Starszy mężczyzna też wszedł

– Możecie – rzucił do nich starszy policjant – Jego zabieramy na dołek. Teraz już się nie wywinie.

Poderwali go we dwóch na nogi. Brutalnie wywlekli z kuchni i poprowadzili na dół do radiowozu. Niby niechcący od czasu do czasu jego głowa zahaczała o ścianę pozostawiając ślady potu i pojedyncze krople krwi.

W tym czasie policjantka przyklęknęła nad łkającą na podłodze kobietą.

– Nic pani nie jest?

Odpowiedział jej stek wyzwisk ledwo słyszalnych. Kobieta leżała pijana zwijając się z bólu.

– Przyślijcie karetkę. Pobita kobieta. Krwawi. Prawdopodobne złamanie żeber. – rzuciła w eter policjantka. Po chwili dodała jeszcze dokładny adres zdarzenia.

W drzwiach kuchni stanęła kuratorka i starszy mężczyzna. Policjantka dostrzegła ich i zapytała:

– Zajmiecie się dziadkiem i dziećmi?

Kuratorka skinęła głową. Podeszłą do drzwi ubikacji. Delikatnie zapukała.

– Panie Stanisławie. Nic panu nie jest? Już po wszystkim, może pan wyjść.

Przed miłości narodzinami

1994-05-25
Łódź
Iwonie Graczyk

Jam w Tobie zakochany
Tyś zakochana we mnie
lecz w serca niepokoju
to oto rodzi się pytanie
czyśmy tylko zakochani
czy też miłością naznaczeni
wciąż gnębią nas pytania
a czas jak zwykle ospały
czekać nam każe i wcale
z odpowiedzią się nie spieszy

Cóż więc nam pozostało
czekajmy wytrwale
choć to niełatwe
kochając się czule
aż miłość sama rozkwitnie
w całej pełni

Adam Gabriel Grzelązka

C.D.N. (2 z 3)

Poznań, 2016.03.30
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.