Polityka

Instytut Myśli Państwowej? Czyli jak wejść na listy wyborcze!

 Ma być stowarzyszeniem konceptualnym zrzeszających bezpartyjnych lub ex-partyjnych wspierających rząd, jako bezalternatywną alternatywę wszystkiego dla spraw polskich – czysto polskie zajmowanie się sprawami państwowymi. Mają rozmawiać o polityce i o Polsce jak miliony Polaków a z tych rozmów ma wynikać coś więcej – jakiś program jakieś przesłanie dla Polski. Coś na kształt bezpartyjnego bloku wspierania reform, rządu, establishmentu – władzy, Platforma – bis lub 2.0! Mają pogłębiać sprawy, które wymagają pogłębienia i spojrzeć na dzisiejsze polskie sprawy z innej perspektywy i pokazać, że są możliwe inne rozwiązania – w generaliach mają doradzać rządowi – podsuwać mu gotowe rozwiązania.

Pierwsza rada to ma być budżet – przejście na formę budżetu zadaniowego miałoby zwiększyć efektywność wydatkowania pieniędzy publicznych. Poza tym wszystko, wszystkie sprawy państwowe – mądrzących się głów niczym krnąbrnego lewiatana – ludzi, którzy bez polityki nie mogą żyć, a już albo przegrali, albo odeszli, albo po prostu przeminęli z wiatrem.

Cieszy przede wszystkim to, że mainstream ma się dobrze i wysuwa ciągle propozycje do przebywania w mainstreamie. Można jedynie mieć nadzieję, że to stowarzyszenie nie będzie formułą do wysysania kasy publicznej z instytucji wymagających wsparcia konceptualnego? Nie mówiąc już o typowym ssaku pieniędzy z miękkich funduszy unijnych, albowiem to nie chodzi przecież o to, żeby nasza klasa polityczna – ex-establishment finansował swoje potrzeby kawowo-cateringowe kosztem innych podmiotów od lat działających na scenie doradztwa strategiczno-politycznego w kraju, no a przynajmniej w Warszawie.

Z pewnością założyciele będą mieli łatwiej, albowiem sami swoimi twarzami stanowią liczące się polityczne marki – ludzie ich rozpoznają i dziennikarze chętnie posłuchają, co były Pisowski – premier „pacynka” na zdrowej dłoni jedynego słusznego prezesa ma dzisiaj do powiedzenia. A co były minister edukacji, którego nieszczęsnym działaniom reformatorskim zawdzięczamy to, że dzisiaj polskie dzieci są większymi troglodytami niż byłyby! Nie mówiąc już o premierze – mega psuju – źródle wszelkiego zła w naszej polityce krajowej, albowiem jego spartaczone reformy miały znaczenie systemowe. Posła homofoba możemy sobie w ogóle darować – liczy się tylko przyszłość – kamery, nadymanie się i pokazywanie gładkich lic wszędzie gdzie chcą pokazać.

Ponieważ nie wypada i nie można wszystkiego skrytykować totalnie zanim się zaczęło warto dać nowej inicjatywie spory kredyt zaufania. Przecież panowie politycy mogą głównie się nawzajem wymądrzać i na tym zakończyć wzajemne interakcje, bo jak trzeba będzie coś na poważnie ekonometrycznie opisać to zrobią to studenci zaprzyjaźnionych profesorów z SGH lub UJ-otu, zawsze się znajdą ofiary, które za parę złotych będą wieczorem pisać, sprawdzać i poprawiać. Liczy się sama myśl strategiczno-polityczna, jaką będą wyrażać politycy, praktycznie zawsze gotowi do zajęcia stanowiska w każdym temacie – bez względu na kompetencje, wiedzę, wcześniejsze doświadczenia itd. Ważne jest samodzielne tworzenie treści – nowej jakości w sferze publicznej pod wspólnym szyldem.

Oczywiście nic się nie dzieje z przypadku. Obecnie żeby wejść na jakąś listę partyjną trzeba mieć jakikolwiek mandat – tzn. stworzyć sytuację – powód, uprawniający partyjnego barona do wykolegowania swoich kolegów z kilku miejsc na listach, tylko po to, żeby pod nowo stworzonym – specjalnym szyldem móc świadczyć własną twarzą – silnym, zwartym i gotowym. No i już wszystko wiadomo! Nowy twór, stowarzyszenie – instytut – pomieści wszystkich, którzy nie będą źle mówić o rządzie. W piękny sposób pan premier – och, jaki to mądry człowiek jest – spacyfikuje znaczną część pałętającej się byłej opozycji po mediach – nadzieją na kilka miejsc na listach do europarlamentu. Zyskają na tym wszyscy – odpadki, ponieważ zaistnieją i będą miały na chlebek, premier – bo oderwie się od swojego aparatu, no i partie polityczne albowiem zyskają nowych liderów – narzuconych przez premiera. Mechanizm się pięknie wyczyści od góry – stracą najbardziej „Schetynowcy” i „Gowinowcy”, albowiem to im właśnie ewentualne wejście na wiadome listy – odpadków i ludzi związanych z odpadkami złamie kariery.

No cóż, taka jest polityka – zaczyna narastać nienawiść do premiera w dołach partyjnych, a nawet na średnich szczeblach. Co jest w tym chyba najważniejsze – to fakt, że w istocie premier zamieni jedne miernoty na inne, bez postępu jakościowego. Ponieważ niektórzy z nich są nauczeni samodzielności to nie będą kontrolowalni w takiej skali jak np. „byli asystenci”. No, ale nie można mieć wszystkiego, a poza tym, kto powiedział, że ma być lepiej dla wszystkich i o jakąś jakość rządzenia chodzi?

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Tusk zrobi śmiertelny błąd jeżeli dopuści te jak to określa autor “odpadki”, ponieważ ci panowie nic nowego już nie wniosą do polityki. Powinni skończyć misję. Czas na nowe twarze.

  2. Znowu medialna wrzawa wokół kilku nieudaczników i kombatantów b.Solidarności z przyległościami.
    Tworzy się kolejna KANAPA.
    Nudne to już jest.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.