Innowacji nie da się zadekretować – trzeba za nie zapłacić!

Rząd powołał międzyresortową radę ds. innowacyjności. Może to i dobrze, ale to przede wszystkim pokazanie i sobie i światu sposobu myślenia biurokratów o rozwiązywaniu atypowych problemów, w których wynik może być i zazwyczaj jest zupełnie niezależny od ich wszelakich starań, marzeń, działań czy zaniechań.

Istotą innowacji jest aktywność człowieka, w odpowiedzi na wynik życiowej pasji, przypadek, albo problem do rozwiązania jaki postawiono przez np. zespołem naukowo-wdrożeniowym. Proszę się zastanowić na jakie innowacje my w Polsce mamy największe szanse, przy czym za innowacje uznajemy praktycznie wszystko, co jest z istoty swojej natury oryginalne i zmienia znaną nam rzeczywistość na lepszą.

Nasz system oświaty i edukacji a nawet szkolnictwa wyższego nie sprzyja spełnieniu przez ludzi życiowych pasji, co więcej poza nielicznymi instytutami, czy katedrami nie ma szans na wyłapanie przypadkowych nieoszlifowanych diamentów, nie mówiąc już o wyhodowaniu geniusza – to u nas nie istnieje, mamy do czynienia z masowym kształceniem wedle wzorca i tak w kółko. Prawdziwa nauka o ile jeszcze nie wyjechała za granicę, to jakoś – co jest niesłychanie ciekawe od 25 lat nie potrafi wymyśleć niczego, co dałoby się przeliczyć na pieniądze, albo na podziw i nagrody. Słyszał ktoś o polskim Noblu? Nawet jakby coś się w tej naszej nauce działo, to i tak nie ma komu, gdzie i jak tego implementować, bo nie ma przemysłu, który byłby zainteresowany kreatywną wynalazczością na zasadzie np. jak z „Poloneza zrobić samochód”? Ewentualnie jak produkować jeszcze lepsze statki?

Czy państwo może w tym zakresie pomóc? Na pewno tak, ale pod warunkiem, że będzie wiedziało jak wydawać pieniądze, żeby ich nie stracić np. na finansowanie kubków z nadrukami laserowymi itd. Zdaje się, że z tym właśnie mamy największy problem.

Świetną okazją do pobudzania innowacyjności są wydatki zbrojeniowe, jeżeli przykładowo popatrzymy na budowę polskiego okrętu Gawron/Ślązak, to nie tylko włos się na głowie prostuje, ale przede wszystkim chciałoby się rozstrzelać odpowiedzialnych przez łzy, że tak wspaniały projekt został w sposób tak niesamowicie wręcz abstrakcyjny zmarnowany – i to co najważniejsze nie ma w tym nikogo winnego. Wszyscy są poszkodowani! Tymczasem mogliśmy mieć przykład innowacji procesowej, udaną integrację podzespołów i prawdziwy pływający sukces. Niestety zmarnowano szanse, prawdopodobnie zmarnowano duże państwowe pieniądze.

Jednak to nie pierwszy przykład zaprzepaszczenia szans. Po PRL-u odziedziczyliśmy całkiem udany samolot PZL I-22 Iryda, niestety w fazie zaawansowanego prototypu. Jak na ówczesne lata był to samolot pasujący parametrami do dolnej średniej globalnej konstrukcji tego typu, jego słabością były silniki, ograniczające udźwig, zasięg i parametry lotu – ale latał. Można było konstrukcję rozwijać, pielęgnować, ciągnęłaby za sobą cały przemysł. Krajów zdolnych do wyprodukowania samodzielnie całej konstrukcji lotniczej – nawet w istocie szkolno-bojowej (i to bardziej szkolnej niż bojowej) nie ma zbyt wiele. Mieliśmy szanse na względnie nowoczesny krajowy produkt, ale szansę zaprzepaszczono.

O straconej szansie na innowacje w postaci elektrowni jądrowej w Żarnowcu już pisaliśmy i nie ma powodu się o tym rozpisywać, tutaj nawet Trybunał Stanu to byłoby mało, ale również nie ma winnych, takie prawo, takie procedury.

Jednak to wszystko to kwestie odtwórcze, czyli wykorzystanie cudzych pomysłów i ich twórcze przetworzenie, uzyskanie wyniku. W tym w innych dziedzinach jesteśmy mistrzami np. gry komputerowe, w tym zakresie kilka firm z Polski to dosłownie globalni gracze, liczący się na światowym rynku z już ugruntowaną marką.

Tymczasem nie trzeba wiele, wystarczyło stworzyć „chwytak” do popularnego modelu telefonu, umożliwiający robienie zdjęć z oddalenia i już ma się globalny sukces. Tego typu inicjatywy również w Polsce są, tylko czy rząd zamierza je wspierać, a jeżeli tak to wedle jakiego klucza?

Miejmy nadzieję, że rządzący wiedzą co robią, zdecydowanie widać że mają do tego energię i motywację, to już jest dużo. Jednak nie można mieć w niczym złudzeń. Innowacji nie da się zadekretować, być może przyjazny klimat w administracji państwowej, wsparcie finansowe i uproszczenie procedur dławiących ludzką kreatywność da jakieś efekty? Na razie za wcześnie jest, żeby krytykować rząd za pomysł rady, zobaczymy co osiągną, jakie będą wyniki w realu – trzeba przy tym pamiętać, że innowacyjność to nie jest zbudowanie nawet dobrego samolotu, to naśladownictwo w innowacyjności. Właściwą innowacyjnością jest wymyślenie czegoś o randze użyteczności – samolotu, samochodu itd. Dlatego problem innowacyjności, jest jednym z najważniejszych wyzwań współczesności w ogóle.

4 myśli na temat “Innowacji nie da się zadekretować – trzeba za nie zapłacić!

  • 12 stycznia 2016 o 09:30
    Permalink

    W ciągu 26 lat wolności udało się opracować krem do wybielania części intymnych. /autentyczne!/Koszt opracowania wynosił ponad 90 milionów złotych. Jaki krem opracuje ta nowa rada innowacyjności? Przydałby się krem do wybielania historii.

    Odpowiedz
  • 12 stycznia 2016 o 21:04
    Permalink

    Tego typu komitety/rady/fundusze istnieją w wielu formach we wszystkich krajach, w Polsce zapewne są też jakieś rózne inne wersje. Ich pola działalności często zazębiają się i bardzo często wyniki są niejasne. Co jest jasne, to to, że trzeba stwarzać szansę na sukces, trzeba inowacyjność popierać itp itd. To trochę tak jak z łowieniem ryb – trzeba ryby zanęcać, trzeba mieć przynętę. Ale czy się coś uda złapać? Bardzo często wyrzucimy miliony w piasek, dosłownie. (Thomas Alva Edison włożył sporo pieniedzy w odzyskiwanie złota z piasku – aby w końcu stwierdzić że się nie opłaca. Podobnie jego żarówka była poprzedzona olbrzymimi nakładami na sprawdzenie możliwych materiałów. Tutaj sukcess osłodził wydatki.)

    Jak Szanowny Autor pisze, “za wcześnie jest, żeby krytykować rząd za pomysł rady, zobaczymy co osiągną”.

    Natomiast śmiem wątpić w stwierdzenie, że (polski) “system oświaty i edukacji a nawet szkolnictwa wyższego (…) nie ma szans na wyłapanie przypadkowych nieoszlifowanych diamentów, nie mówiąc już o wyhodowaniu geniusza”. Oczywiście, zależy na czym Autorowi zależy. Jeśli na wynalazczości użytkowej i bardzo praktycznej (jak ta rączka do iphona), to może Autor ma rację. ALE domeną Polaków od XIXw były Sztuka i Nauki Teoretyczne. IMHO nauki teoretyczne/podstawowe w Polsce, i te wyhodowane w PRLu jeszcze i te produkowane dzisiaj, stoją na dobrym poziomie. (PRL był dużo silniejszy, ale odpływ kadr i pokusy poza-akademickie były wtedy dużo mniejsze.) Myślę, że nie ma powodu do wstydu. Trzeba się nie zrażać, popierać szkolnictwo (na wszystkich szczeblach) i popierać kariery po tych szkołach.

    Odpowiedz
  • 12 stycznia 2016 o 21:13
    Permalink

    Jakie znów innowacje? Jeżeli polska gospodarka ich potrzebuje to tylko na poziomie lepszych gwoździ do palet albo elastyczniejszej gumy na formy do gipsowych krasnali. Dzisiaj jesteśmy już w technologicznej lidze Kosowa i to raczej nie jest stan przemijający.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.