Innokulturowe postrzeganie terroru

graf. red.Po każdym zamachu terrorystycznym następują te same fazy. Najpierw przerażenia, potem współczucia, następnie gniewu, co rozsądniejsi wyrażają też dążenie do zemsty, inni malują coś kredkami na chodnikach, ewentualnie śpiewają piosenki o tym jak to wszyscy ludzie są braćmi, a ptaszki na niebie są piękne i chmurki też. Tymczasem, nie wszyscy postrzegają terror, sam dokonany akt terroru jako coś złego. Jest to ultra ważne i trzeba usiłować to zrozumieć. Mówimy o akceptacji, zrozumieniu i poparciu, dla zindywidualizowanych aktów terroryzmu, którego celem są przypadkowe ofiary, zaliczane do populacji wrogiej, reprezentującej wrogi system cywilizacyjny. Część inno-kulturowych ludzi, nie tylko akceptuje te zdarzenia, jako działania kulturowo – swoich, ale przede wszystkim postrzega je jako sprawiedliwą odpłatę i uwspólnienie cierpienia i męczeństwa, z ich inno-kulturowymi pobratymcami, rzekomo zabijanymi w imieniu tychże ofiar w odległych krajach. Po atakach na Amerykę w niektórych rejonach Bliskiego Wschodu, miały miejsce masowe objawy radości, tłumy wiwatowały sukces swoich inno-kulturowych braci, ciesząc się za zabicia wrogów w profilowanym kontekście kulturowo-religijnym. Właśnie ze szczególnym uwzględnieniem aspektu religijnego, ponieważ dla tych ludzi jest on bardzo ważmy, wręcz wiodący w ich życiu.

Zarazem ponieważ spójny kod kulturowo-religijny tej rozległej społeczności, zupełnie inaczej definiuje zło, niż jest to przyjęte w tradycji judeo-chrześcijańskiej, zbudowanej na fundamencie wartości antyku. Zdaniem dużej części tej społeczności, jak również w zakresie tzw. archetypów zbiorowego postrzegania – dzieje się dobrze, jak „inni” są zabijani. Ponieważ już samym faktem, że żyją obrażają Boga i jako innowiercy, nie są nic warci jako ludzie. Istnieją nawet interpretacje inno-kulturowe, że zabicie innowierców, jest dla nich aktem wielkiej łaski, albowiem dzięki temu „miłosierdziu” przestają już obrażać Boga swoim obliczem. Niestety miliony ludzi, dopuszczają tego typu interpretację rzeczywistości. W tym wielu, którzy przybyli do Europy, rzekomo szukając ratunku i schronienia. Przy czym znane są przypadki, jak na łodziach, które tonęły – większość inno-kulturowa, zabijała lub po prostu wrzucała do wody Chrześcijan, którzy byli zbędnym balastem. Mówimy o dziesiątkach przypadków jeżeli nie setkach – tego typu i podobnych zachowań. 

Istotą inno-kulturowej mentalności zbiorowej, jest wykluczenie tych, których określa się „innymi”. Jest to bardzo sprawnie przemyślana strategia logiczna, w pełni hermetyczna. Główny rdzeń przekazu cywilizacyjno-kulturowego, jest tam oparty na jednolitym kodzie religijnym, który silnie promieniuje na życie społeczne, ekonomiczne, – wszystko. Jeżeli zbiorowość, sterowana przez liderów usłyszy, że dana osoba łamie normy np. jest homoseksualistą, to czeka ją eliminacja. W przypadku akurat tego rodzaju „odstępstwa od normy” – w tamtym rozumieniu, może to być zrzucenie z wysokości w worku. To nie jest humanitaryzm, chodzi o przerażenie żywej ofiary oraz o to, żeby ją w pełni zdehumanizować. Zrzuca się worek, a nie człowieka, również później dobija się worek, analogia do odpadów wyrzucanych w ten sam sposób jest naturalna. Jest więcej drastycznych przypadków, nie ma potrzeby ilustrować głównej tezy. Warto jedynie zapamiętać, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy zabijanie „innych”, tj. np. takich jak my – w oparciu o wyróżnik kulturowy, uważają, za stały element troski o swoją kulturę, religię i styl życia. Chodzi o to, że ci którzy się przeciwstawiają, nie mają prawa do krytyki i innego zdania, albowiem od razu są oskarżani, albo o rasizm – z wykorzystaniem aparatu przemocy głupich multikulturowych państw, albo lub równolegle są zastraszani na płaszczyźnie życia codziennego. Dlatego wiele osób milczy, albowiem jak innokulturowi skutecznie wystraszą my żonę lub dziecko, to człowiek który jest sam, przyzwyczajony do kultury protestu na gruncie prawa nie ma szans. Ponieważ wezwana Policja otrzymuje informacje o ataku rasistowskim i prześladowaniu na tle religijnym. To mniej więcej tak działa na codzień w Wielkiej Brytanii, Belgii, Francji, Szwecji, Niemczech i Austrii. Mamy zderzenie jednostki i jej praw z inno-kulturową zbiorowością, która bardzo sprytnie wprowadza swoje reguły, swoje prawa i w konsekwencji swoją dominację w przestrzeni publicznej. W konsekwencji na Zachodzie, ale nie tylko tam bo i w krajach, gdzie inno-kulturowa większość zdominowała wcześniejszą rzeczywistość – zawsze ludzie żyją osobno. Nie ma skupisk mieszanej ludności, ponieważ nie da się w takich warunkach funkcjonować, jest to zbyt uciążliwe i ryzykowne. Widać, to szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie są miejscowości praktycznie zamknięte dla inno-kulturowych i rasowych mniejszości, wszystko z pięknymi firankami, tylko nie da się osiedlić bez spełnienia szeregu wymogów. 

W konsekwencji tego typu procesy, prowadzą do powstawania tkanki społecznej, która jest jest wyizolowana z otoczenia, zachowuje się jak intruz. Działa w wielu przypadkach jak rak, albowiem w znacznej części żyje z transferów socjalnych, uzyskiwanych od większości od której się zarazem izoluje i z której gościnności korzysta. Skrajnym przypadkiem takiego wyłączenia jest tworzenie podglebia i zaplecza społecznego dla działań radykalnych, uzasadnianych kulturowo i religijnie, a także – społecznie w tych wspólnotach. 

Jak do tej pory w realiach multikulturowej poprawności politycznej, nie ma żadnego sposobu, żeby społeczeństwo w modelu liberalnej demokracji – mogło bronić się, zarówno w wymiarze swoich wartości i stylu życia, jak i jednostek, które je stanowią. Ten ostatni aspekt jest bardzo ważny, ponieważ inno-kulturowa presja ma zawsze wymiar osobisty. Przykładowo znane są przypadki, gdy chrześcijańskie dzieci, były bite przez inno-kulturowych „kolegów” w szkole, tylko dlatego, ponieważ miały w bułce szynkę z wieprzowiny. Wezwani inno-kulturowi rodzice, czuli się obrażeni, twierdzili że ich dzieci i ich się obraża w ten sposób, ponieważ oni nie spożywają wieprzowiny i mają do niej oraz ludzi, którzy ją jedzą pogardliwy stosunek – bo tak im nakazuje ich religia. Było tego sporo w Niemczech, nawet pojawiły się filmy, robione przez tamtejszą telewizję publiczną, tylko zostały wyciszone. Ponieważ problem nie pasował do mainstreamowego przekazu multikulti. 

Reasumując, innokulturowy terror ma wiele twarzy. Jest postrzegany przez pewną część członków innokulturowej wspólnoty, jako coś sprawiedliwego, oczywistego i akceptowanego. Ponieważ dotyczy „innych”, których w najlepszym wypadku się po prostu tymczasowo toleruje. Jest zadziwiające, że rozwinięte zachodnie demokracje, tolerują takie postawy, zwłaszcza wygłaszane publicznie i na masową skalę. Nie tylko w mediach społecznościowych, ale także i w miejscach kultu religijnego, szkołach, czy też w życiu publicznym. Ludzie, którzy publicznie pochwalają terroryzm, a już nawet samo nie potępianie go, jest jego tolerowaniem i akceptacją – nie mogą być tolerowani i nie mogą korzystać z prawa do wolności słowa.

Oczywiście, także wśród osób inno-kulturowych są ludzie, którzy postrzegają to, co się dzieje w imię ich wiary jako szaleństwo i barbarzyństwo, jednakże z tego nic nie wynika. W ramach wspólnoty, którą stanowią – pośrednio wspierają radykalizm. Gdyby chcieli już dawno by wyeliminowali bandytów ze swojej społeczności. Proszę pamiętać, że mówimy o siatce wspólnot, które się przenikają, są silnie zorientowane na rodzinę i bezpośrednie otoczenie – tam nie ma anonimowości, ani przypadkowości. Do tego panuje zasada prawa do zemsty. Nie robią jednak nic, co miałoby doprowadzić, do zmiany stanu rzeczy. Radykalizm jest tam tolerowany i korzysta z milczącego przyzwolenia większości, w tym często akceptacji – nawet dorozumianej liderów opinii. 

To przerażające, będzie to mocne słowo – ale bez radykalizacji z drugiej strony, nie da się tego powstrzymać, ponieważ ci ludzie rozumieją tylko siłę i przemoc. tylko to SKUTECZNIE może ich powstrzymywać. To bardzo smutne i źle wróży na przyszłość, jednak taka jest rzeczywistość. Tolerancja, nie może posuwać się, do tolerowania ideologii i retoryki, która dąży do likwidacji, nie tylko tolerancji, ale jeszcze i kultury, która ją umożliwia.

8 komentarzy do “Innokulturowe postrzeganie terroru

  • 24 maja 2017 o 05:12
    Permalink

    Bardzo realistyczne i rzetelne przedstawienie innokulturowej rzeczywistości – przeczytać, zapamiętać i powielać, powielać wszędzie!!!!

    Odpowiedz
  • 24 maja 2017 o 05:31
    Permalink

    Smutne wnioski końcowe, ale słuszne.

    Nie można tolerować (i karmić) wrogów tolerancji.

    Totalna klapa multikulti i zakłamanej poprawności politycznej na szeroko rozumianym Zachodzie.

    Na takim podglebiu strachu i niechęci do “innych” – może odrodzić się jakiś nowoczesny totalitaryzm, nastawiony na fizyczną eliminację obcych lub ich masowe “zawracanie” do macierzystych krajów.

    Zresztą to Zachód ich stamtąd wypędził, siejąc chaos, jak w Libii, gdzie pod pozorem likwidacji dyktatora Kadafiego – zlikwidowano państwo.

    Zamachowiec z Manchesteru pochodził z Libii …

    A pełen hipokryzji Zachód wspiera inne “demokracje” na Bliskim Wschodzie, jak Arabia Saudyjska, Egipt czy Turcję.

    To się teraz zbiera owoce tego rozsiewanego zła.

    Zło wysłane – wraca, czy tego chcemy, czy nie.

    Odpowiedz
    • 24 maja 2017 o 13:53
      Permalink

      “Nie można tolerować (i karmić) wrogów tolerancji.”
      To nie tak!!! Błąd w toku rozumowania.

      Nie można tolerować dddddddd, lewackich nosicieli,krzewicieli ‘ducha
      tolerancji”.
      Cóż winien innowierca??? On walczy z widocznym złem!!
      A hurysy czekają i kuszą…ddddddd

      Odpowiedz
  • 24 maja 2017 o 10:34
    Permalink

    Im więcej ludzi przeczyta prawdę o tym co się dzieje, tym lepiej. Cy możecie to przetłumaczyć na angielski?

    Odpowiedz
  • 24 maja 2017 o 12:27
    Permalink

    “Tolerancja, nie może posuwać się, do tolerowania ideologii i retoryki, która dąży do likwidacji, nie tylko tolerancji, ale jeszcze i kultury, która ją umożliwia.” Święte słowa autorze. Podstawowy błąd zachodu to tolerancja dla rozwoju innokulturowej religii będącej wylęgarnią fanatyzmu, no i imperializm, za który teraz płacą ich obywatele. Oligarchia siedzi sobie spokojnie w swoich chronionych rezydencjach i liczy, że jakoś to będzie, bo przecież zyski są najważniejsze i kolonialne posiadłości. Krakauer pisze o radykalizacji z drugiej strony, aby to zwalczać, Jest to jednak niebezpieczna retoryka, bo grozi nowymi obozami zagłady w perspektywie, gdzie oligarchia światowa pozbędzie się rękami zwykłych zmanipulowanych ludzi, masowego zagrożenia ze strony innokulturowych. Historia zachodnia przerabiała to w okresie kolonii i handlu niewolnikami a ostatnio przerabiali to Niemieccy faszyści. To może doprowadzić do tragedii. Należy zmienić paradygmat stosunków społecznych, niech oligarchia teraz odbuduje kraje które zniszczyła, zwróci bezpieczne ojczyzny innokulturowym i przestanie ich wykorzystywać. Kolejnym koniecznym paradygmatem jest wydanie bezwzględnej świadomościowej walki wszelkim fanatyzmom religijnym. Trzeba wreszcie ludziom uświadomić, czym jest faktycznie życie i że nie zależy to od wyimaginowanego boga. Czas na tworzenie kultury człowieczeństwa, a nie konsumpcji i niewolnictwa. Bo to co się dzieje obecnie, są to narzucane nowe formy niewolnictwa na miarę XXI wieku, więc jeżeli nic się nie zmieni to wiek XXI będzie w zasadzie wiekiem terroru i śmierci tysięcy niewinnych ludzi. Ale nie mam złudzeń, żadna oligarchia kapitalistyczna nie zmieni swoich paradygmatów władania światem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.