Polityka

Informacja Ministra Spraw Zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2013 roku

 Wystąpienie pana Radosława Sikorskiego – Ministra Spraw Zagranicznych w Sejmie 20 marca 2013 roku, w którym poinformował on o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2013 roku można określić dwoma słowami – dezinformacja i szok.

Właściwie jest to dezinformacja, głównie, dlatego ponieważ Rzeczpospolita Polska pod rządami pana Donalda Tuska – wspieranego przez tegoż przemawiającego pana niestety ministra nie prowadzi żadnej zauważalnej i przynoszącej jakiekolwiek pozytywne efekty polityki zagranicznej, nawet poprzez zaniechania tj. powstrzymywanie się od działania. My mamy do czynienia z zerem absolutnym – jakimkolwiek brakiem wyznaczania celów adekwatnych do głównych celów państwa i ich realizacji, nie mówiąc już o monitorowaniu.

Szok, dlatego ponieważ to co można jednak w tym przemówieniu przeczytać i wszystko to, czego tam nie ma a co powinno być – powoduje szok i klincz intelektualny umożliwiający jedynie buczenie, dlatego nie można się dziwić opozycji – jakkolwiek nieprzychylnej rządowi – że po prostu wyszła.

Niestety takie demonstracje nie zmieniają dramatycznego faktu, że pan Radosław Sikorski istnieje i jest tym, kim jest, to prawdopodobnie jeden z najgorszych spadków po błędnej polityce personalnej Jarosława Kaczyńskiego, jaki dostało społeczeństwo. Niestety, jaki lider – taki minister, a jak minister zmienia liderów – to naprawdę nie może być dobry. Ten jest po prostu najlepszy – najlepszy dodajmy w prowadzeniu stanów nieustalonych.

Ponieważ cytowanie słów tego pana ministra może być odebrane przez państwa czytelników, jako niesmaczne – stanowczo przestrzegam – czytelników o słabszych nerwach o zaprzestanie czytania ciągu dalszego, gdzie skoncentrujemy się na krytycznej analizie – nie ukrywajmy, że subiektywnej – kluczowych tez z samego początku ww. wystąpienia. Resztę poczytajcie państwo sami. Warto dla wyrobienia poglądów.

Na samym początku pan minister przedstawił tezę ogólną: „(…) międzynarodowa pozycja Polski jest dobra. Umacniamy naszą pozycję w Unii Europejskiej, która mimo kryzysu integruje się i rozszerza.” Pierwszą część zdania należy rozumieć mniej więcej, jako stwierdzenie, że od roku nasza pozycja międzynarodowa w zakresie adresowania głównych działań naszej polityki zagranicznej nie uległa pogorszeniu. Czyli – nic szczególnego nie zyskaliśmy, ani nie straciliśmy także niczego takiego, o czym trzeba by powiedzieć, kajając się za błędy lub wyznaczając nowe poziomy aspiracji. Z drugim zdaniem można polemizować, albowiem, jeżeli ssanie funduszy rozwojowych z UE nazywamy umacnianiem – pomimo fiaska polityki wschodniej nazywamy umacnianiem to, co jest tak naprawdę ważne? Pieniądze w zamian za zrzeczenie się samodzielności zewnętrznej? Przecież nasi partnerzy zachodni jawnie sabotują nasze wysiłki w sprawie Ukrainy! Co do integrowania się i rozszerzania samej Unii – no tak, integruje się grupa euro i mamy nowe państwo Chorwacja. Super, ale z tej integracji dla nas wynika tylko pakt fiskalny, czy o taką integrację nam chodzi?

Dalej pan Sikorski daje mocno z grubej rury: „Najważniejszym narzędziem budowy statusu kraju na arenie międzynarodowej jest naturalnie dyplomacja, (…) skuteczność zależy przede wszystkim od siły całego państwa. (…). Aby właściwie ocenić geostrategiczną pozycję Polski dziś, trzeba spojrzeć na nasz kraj z perspektywy historii. Kluczowe jest określenie naszego znaczenia w przeszłości, naszego miejsca w dzisiejszej hierarchii państw oraz wykonalnych scenariuszy na przyszłość.” To jest naprawdę szokujące, że słowa o komparatystyce przekrojowej wypowiada minister spraw zagranicznych państwa, którego obywatele całkiem niedawno – ewakuowali się z jednej części stolicy do drugiej kanalizacją ściekowo-burzową, – co bardzo symbolicznie wskazywało naszą ówczesną pozycję i zarazem porażkę polityki zagranicznej. Czy mamy się, zatem porównywać od pozycji w kanale na Starym Mieście? Patrząc z tej perspektywy rzeczywiście dzisiejsza pozycja Polski wygląda świetnie, wręcz imperialnie – obrazu nie psują nawet pojedyncze listki szczawiu rosnące przy włazie do kanału! Nie szanowny panie ministrze! Nie możemy się oceniać z perspektywy historii, albowiem w naszym przypadku historia była tak dramatyczna, że nie ma, czego i jak oceniać. Po prostu nie da się przyłożyć dzisiejszej miary do dawniejszych wydarzeń. Skale są nieporównywalne, poza tym pragmatyzm nakazuje porównywanie się do najlepszych! Komparatystyka historyczna ma na celu tylko i wyłącznie unikanie porównań z państwami prowadzącymi realną i prawdziwą politykę zagraniczną, ponieważ takie porównanie musi wyjść na niekorzyść polityki tego (i wszystkich poprzednich rządów). Natomiast trzeba się zgodzić z tym, co zaznaczył pan minister, jako kluczowe, o tyle o ile ta hierarchia nie przesłania nowego wymiaru, jaki nadaje stosunkom międzypaństwowym – globalizacja, zarówno w kwestii szans i zagrożeń.

Następnie pan minister przechodzi do ilustrowania komparatystyki historycznej – wskazując nieudolność państwa i obraz hamowania jego rozwoju w poszczególnych epokach – pięknie, przekrojowo – jednakże zupełnie niepotrzebnie, ponieważ nie mamy ciągłości państwowej i wszystko, co było przed 1918 rokiem tak naprawdę dla współczesnego państwa polskiego nie ma żadnego znaczenia. To ładne ilustracje i wykresy – warto popatrzeć, jednakże niestety ponowić trzeba zarzut, że pan minister rozmydla temat. Jednakże, czego wymagać od rządu historyków?

W przeglądzie historycznym znajduje się jedno cudowne zdanie – „Jak się później okazało, nie mogliśmy liczyć na solidarność sojuszników.” – Tak pan minister podsumował zdradę Wielkiej Brytanii i Francji oraz USA od września 1939 po Jałtę! Naprawdę wybornie, jak delikatnie i żeby przypadkiem nikogo nie obrazić z rzeczywistych zwierzchników! Wielka szkoda, że na naszych oczach w podobno wolnym kraju – podobno polski minister spraw zagranicznych – boi się (no, bo jak to określić?) – Nazwać rzeczy po imieniu.

W dalszej kolejności pan minister przechodzi do oceny sytuacji dzisiejszej, gdzie warto zwrócić uwagę na zdanie: „Nieprzerwanie odnotowujemy wzrost produktu krajowego brutto, przekładający się na odczuwalną, znaczącą poprawę warunków życia.” Można to skomentować w ten sposób, że szanownych czytelników, którzy odczuwają odczuwalną i znaczącą poprawę warunków życia w ostatnich latach (współrządzenia pana ministra) uprzejmie prosimy o znaczące wsparcie dla działalności naszej fundacji. Tych, którzy nie odczuwają lub wręcz przeciwnie, – którym się pogorszyło – prosimy, o co łaska.

Pierwszą część swojego wystąpienia pan minister podsumowuje: „Między innymi dzięki udanej prezydencji w Unii i sprawnemu przygotowaniu Euro 2012 z szacunkiem mówi się o polskim sukcesie i dobrej organizacji. (…) Wyzwaniem natomiast pozostają niekorzystne trendy demograficzne, które hamują wzrost potencjału fiskalnego; niski poziom inwestycji prywatnych oraz spadające tempo wzrostu produktywności. Polska musi tworzyć nowe przewagi konkurencyjne, a model wzrostu oparty na zwiększaniu efektywności wzbogacić zdolnością do innowacji.” Poprośmy, zatem w listach do MSZ o uszczegółowienie, – jakie inne niż te wymienione między innymi czynniku polskiego sukcesu mówi się o polskim sukcesie i dobrej organizacji? Poza tym gdzie i kto i kiedy tak się wypowiedział? Konkrety! Co do wyzwań należy się zgodzić, jednakże należy pamiętać, że największe z nich – dramat demograficzny ma swoje korzenie w źle zaprogramowanej transformacji. A o innowacjach to możemy sobie pomarzyć – w każdym bądź razie warto kupić dziecku, chociaż tablet!

Wnioski – podkreślmy – wyraziliśmy szereg subiektywnych opinii tylko względem początku wystąpienia pana niestety ministra, ale więcej nie trzeba tutaj czytać, ponieważ dalej jest tylko gorzej. Nie będziemy argumentować, dlaczego, żeby nie zniechęcać czytelników i nie prowadzić totalnej negacji rządu – jak ktoś znajdzie coś pozytywnego prosimy o wpis do komentarzy. To jest już niestety szóste przemówienie tego typu – tego pana niestety ministra. Miejmy nadzieję, że ostatnie.

2 komentarze

  1. Nic innego obecny Minister SZ nie mógł powiedzieć.
    Wiadomo czyje interesy reprezentuje ten Pan w Polsce.
    Dziwię się Tuskowi, że go nadal trzyma.

  2. Marceliński

    Absolutnie nie mogę zgodzić się z tak totalną krytyką “informacji” Ministra Sikorskiego. Porównałem postponowne przez Krakauera sejmowe wystąpienie Sikorskiego z jednym z ostatnich przemówień/wykładów, jego odpowiednika, Williama Hague’a The Foreign Secretary w Wielkiej Brytanii z grudnia 2012.
    https://www.gov.uk/government/speeches/the-foreign-office-one-of-the-great-offices-of-state
    Nie przesadzajmy zatem, te “mowy” mają taką urodę.
    Informacja Sikorskiego, na tamtym tle mowy Hague’a – przy uwzględnieniu odmienności kontekstu i racji stanu, jest zbyt rozwlekła, słabo ustrukturyzowana i brak jej “pragmatycznej” końcówki o konieczności doskonalenia pracy instytucji/administracji Ministerstwa Spraw Zagranicznych wobec nowych wyzwań nieprzewidywalnego i szybko zmieniającego się świata.

    Polityka zagraniczna to trudny temat dla słabo kumatych posłów – w większości bez wiedzy ogólnej, kultury, zrozumienia wyzwań i uwarunkowań geopolitycznych choćby tylko w naszym regionie świata. Im tylko leżą tematy zastępcze, na których “każdy się zna” w ich mniemaniu: związki partnerskie, lesbijstwo, pornografia, obraza uczuć i godności, wysokość wynagrodzeń i premii, in vitro, in vivo…i oni po prostu są zmęczeni występami w medialnym spektaklu dla gawiedzi, oni nie przywykli do wysiłku umysłowego…

    Minister Sikorski nie jest bohaterem mojej bajki o formacie jednego z najważniejszych urzędników administracji państwowej odpowiedzialnego za politykę zagraniczną Polski, ale bez przesady…
    Słabe instytucje administracji państwowej są pochodną słabości obecnego ustroju państwa i coraz powszechniejszej deprawacji ludzi aspirujących do elit: politycznej – koń by się uśmiał, naukowej, kulturalnej, biznesowej etc.
    Jak ktoś to trafnie ujął:
    “Vivat głupota! Vivat ustrój partyjnych szumowin vel pasożytów!”

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.