Ekonomia

Inflacja w celu?

1_Dukat_fot_red.

Inflacja w celu? Co to oznacza z perspektywy zwykłych zjadaczy chleba? W praktyce nic, a prawie na pewno nic złego – to czysto systemowy komunikat, na którym sterujący systemem ekonomicznym opierają swoją władzę. Ten artykuł to subiektywne wyrażenie obaw, a nie obiektywna analiza sytuacji. Politykę NBP w tym zakresie należy oceniać pozytywnie, chodzi jednak o szerzy kontekst w którym ona ma zastosowanie. Cel inflacyjny – w bardzo dużym uproszczeniu – to wskaźnik pokazujący, czy łączna ilość pieniądza w obiegu mniej więcej ma pokrycie w towarach. Ta różnica pomiędzy celem, a rzeczywistym stanem zmierzonym pokazuje, czy Bank Centralny panuje nad systemem (utrzymuje poziom inflacji na poziomie założonego), czy ma trudniej. W naszym przypadku nie jest źle.

Nasz Bank Centralny definiuje cel jako średniookresowy (punktowo) z przedziałem odchyleń w założonym czasie. Podobnie robi większość tego typu instytucji, mówimy o standardowej metodyce postępowania. To połączenie celu punktowego z przedziałowym, tj. określa się ile ma wynosić inflacja w określonym momencie czasu i z jakim możliwym odchyleniem. Sprzyja to odbiorowi polityki Banku przez rynki, ponieważ wszyscy wiedzą czego należy się spodziewać, a drobne wahnięcia, nie są w ogóle problemem, bo są wliczone w metodologię modelu. Zwłaszcza, że odchylenia inflacji NBP traktuje symetrycznie tj. nie może być mniej, ani więcej – mamy się wpisać jak najbliżej celu punktowego w ramach przedziału.

Inflacja rok do roku na poziomie oscylującym wokoło 2% nie jest groźna dla gospodarki, co więcej to taki poziom, który pozwala na nie dostrzeganie zmiany ceny pieniądze czasie przez zwykłego zjadacza chleba.

Dla wielu z nas to wydaje się dziwne. Jeżeli bowiem inflacja wynosi 2%lub nawet ciut więcej, to dlaczego tak bardzo wzrosły ceny żywności, energię hamowano ustawowo, a odsetki od kredytów to kilkanaście procent lub więcej? Prawda, że to jest ciekawe?

Proszę nie mieć złudzeń nie znajdziecie na to Państwo odpowiedzi w mediach mainstreamowych. Chociaż, analitycy finansowi i inni specjaliści doskonale znają odpowiedzi na te pytania i ekonometryczne modele, jakie za nimi stoją. Jednak w odpowiedzi usłyszymy bełkot mniej lub bardziej ekspercki lub frazesy o niewidzialnej ręce rynku i inne wyświechtane bzdety neoliberalnych kłamców i ich sługusów.

Odpowiedź jest istotnie brutalna, chodzi w niej o podtrzymanie przeświadczenia wszystkich, że wszystko jest normalnie, gospodarka rozwija się normalnie i normalnie rośnie inflacja. To znaczy bardzo mało w ujęciu rocznym. Wręcz niezauważalnie, nie ma się czym przejmować. Pamiętamy opowiadania I-szych Sekretarzy o spadku cen lokomotyw? W ten sposób obniżano inflację w gospodarce planowanej. Obecny model wiele się nie różni, aczkolwiek nie da się zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że jest racjonalny i sprawdza się w praktyce.

Generalnie trudno kwestionować model, jak innego nie ma (!). Jednak, jeżeli dodamy sobie inflację z kilku ostatnich lat, to już nie jest tak cukierkowo… Zwłaszcza jak dodamy do siebie wartość depozytów poddanych inflacji, czy wysokość podwyżek naszych pensji skorygowanych o zsumowaną inflację. Wówczas z takiego zestawienia wyjście na zero, można uznać za sukces. Jednak np. w przypadku oprocentowania oszczędności – na przeciętnych warunkach naszych banków, chyba wszyscy stracili na oszczędnościach w Złotych.

Samo pojęcie celu inflacyjnego po prostu jest sztuczne, jest pewną fikcją ekonometryczną. Kreowaną na użytek gadania mądrych głów, oto stworzono wskaźnik i się go trzyma. To oczywiście trudne zadanie, jednak to mechanika bycia kreatorem swojej własnej sytuacji.

Jesteśmy w sytuacji, w której widać że coś się wydarzy. Rezerwa Federalna i Europejski Bank Centralny prowadzą politykę, która skutkuje obniżaniem się rynkowych stóp procentowych. To się przekłada na rentowność obligacji skarbowych podmiotów publicznych, a potem całej gospodarki. Przykładowo tak się dzieje w Stanach Zjednoczonych oraz Strefie Euro np. rentowność niemieckich obligacji 10-letnich spadła do najniższego poziomu w historii (około -0,3%), czyli jest ujemna! Już to nikogo nie dziwi. Żeby się nie okazało, że jak zwykle wszystko w gospodarce super, tylko płacimy za Euro 1 zł więcej z tygodnia na tydzień…

11 komentarzy

  1. Bardzo inspirujące.

  2. NBP dobrze funkcjonuje, kupili złoto…

  3. Rómmel Antoni

    Tak nie ma inflacji ale chleb kosztuje 7 zł

  4. W taki sposób realizując “cel inflacyjny” wydrenowano z kieszeni Polaków ogromne oszczędności po 1989 roku. Wystarczy tylko realnie porównać siłę nabywczą robotniczej i urzędniczej pensji na początku lat 90-tych i obecnie. Na początku lat 90-tych z jednej pensji mogłem się swobodnie utrzymać z rodziną i jeszcze spłacać kredyt na budowę domu wzięty w latach 80-tych. Potem było już tylko gorzej i musiałem zacząć dorabiać, aby utrzymać się na względnie przyzwoitym poziomie. O inwestycjach można już było zapomnieć. Ale PKB podobno rosło i Polacy się bogacili i bogacą. To świetne oszustwo neoliberalnego kapitalizmu.

  5. Ja rozumiem że pan nie może napisać wprost, że to systemowe oszustwo jednak każdy kto myśli i rozumie wie o co chodzi

  6. Inflacja występuje jedynie wtedy, gdy bak jest na rynku towarów i usług.
    Podaż nie nadąża za popytem.

    Przy obecnym nadmiarze, raczej nam nie grozi w dużej skali.
    Ale, mozna ją sztucznie wywołać.
    Co doskonale zwiększa wpływy budżetowe, zmniejsza zadłużenie, deprecjonuje oszczędzanie.

    Te miliardy które trafiły do kieszeni obywateli dzięki szczodrości PiS, drugą ręką zostały odebrane w postaci podatków, wzrostu opłat.
    Równowaga została zachowana.

    A na smietniki trafiają miliony ton żywności, sprzętów tuż po gwarancji, dobr celowo nietrwałych.
    I biznes się kręci…..

  7. Zapamiętajcie sobie dzieci, że inflacja to taki niewidzialny podatek. Służy do tworzenia zysków dla państwa.

  8. Jest jeszcze jeden sposób na wywołanie inflacji- przynajmniej krótkookresowo.
    Atak spekulacyjny obniżający kurs krajowej waluty.
    Stosowany wobec niepokornych krajów, uzaleznionych od importu dóbr podstawowych.

    Nagłe podrożenie importu, skutkuje skokiem cen, na przykład podstawowych artykułów żywnościowych.
    I mamy “kolorową rewolucję” jak w banku…..

    Rozchwianie gospodarki danego kraju, sprzyja przejmowaniu jego kluczowych zasobów, po paskarskich cenach.
    I narzucaniu własnych koncepcji politycznych, gospodarczych, uzależnionym od kredytów ratunkowych.
    Nie jest potrzeba wojna, skoro mamy swapy walutowe.

  9. Inflacja to nie są drobne wahnięcia, to klęska. O inflacji decydują zupełnie inne nacje. Proszę sobie przypomnieć co zrobiono z ceną ropy w Rosji a Rosja to potężny kraj. Polskę można rozegrać znacznie niższym kosztem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.