Inflacja nie wybiera (cz.2)

fot.red.

Proszę się nie spodziewać jakiejś szczególnej krytyki wobec rządzących. W naszym felietonie chodzi bardziej o autorefleksję i dostarczenie materiału do wewnętrznej dyskusji. Rządzący dokonali wyboru racjonalnego, po zamknięciu gospodarki – można było – pozwolić działać rynkowi, albo zadziałać jak państwo socjalistyczne. Wybraliśmy, jak cała Europa i USA – metodę socjalistyczną, wydrukowaliśmy góry pieniądza i rozdaliśmy ludziom i firmom. Dzisiaj mamy tego efekty, bo ta góra pieniądza nadsypała i tak obfite rozdawnictwo socjalne (w skali masowej) jakie jest realizowane przez politykę kolejnych plusów w naszym kraju. Cieszymy się oczywiście z wyboru drogi socjalistycznej, tylko po co były te cierpienia przez tyle lat? Proszę pamiętać, to po 1989 roku wybrał tutaj na nas – pewien niestety profesor, zresztą zdaje się zaznajomiony z marksizmem. Dzisiaj władza nie ma tyle odwagi.

Wybrano drogę, którą zdefiniowano jako mniejsze zło, bo lepiej jest lekko podkręcić system, licząc na zachowanie jego struktur i że ruszy, niż ponosić konsekwencje resetu gospodarczego, który na pewno byłby zdrowszy, jednak rodziłby ryzyko że część społeczeństwa pozostałaby poza obiegiem gospodarczym lub uległa istotnej degradacji. Ma to ten sens, że inni zrobili tak samo, więc resetując gospodarkę stracilibyśmy dużo czasu, oddając rynek tym, którzy napompowani pieniędzmi od swoich rządów, mogliby do nas wejść. Realnie więc, strategia jaką przyjął rząd jest koniecznym kompromisem. Czy to jest jednak mniejsze zło, to się dopiero okaże.

Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę skandaliczną i nie mającą precedensu politykę Narodowego Banku Polskiego i brak polityki Rady Polityki Pieniężnej, jak również często szokujące ekonomistów wypowiedzi pana prezesa Glapińskiego, to niestety trzeba to rozliczyć. Ponieważ ten pan, swoimi wypowiedziami i biernością mógł przyczynić się w pewnej części do tego, że inflacja nie zatrzymała się na około 5% tylko dąży do około 10%, co więcej jego wypowiedzi mogły przyczynić się do osłabienia Złotego. Co właśnie czujemy w cenach energii, paliw i gazu – wszystkiego, co importujemy. Z pewnością zmiana kierownictwa NBP i składu Rady Polityki Pieniężnej, nie zaszkodziłaby procesowi tłumienia inflacji. Chodzi o symbolikę i danie sygnału “rynkom”, a to się najlepiej robi przez zmiany kadrowe na szczeblach decyzyjnych.

Gospodarka neoliberalna, wolnorynkowa – nawet istotnie regulowana i ograniczana, opiera się na wierze. Wszyscy mają wierzyć, że będzie dobrze. Na tej podstawie mają się zachowywać tak, żeby było im jak najlepiej. Ludzi nie da się oszukać na dłuższą metę, a jak nie da się rady dać każdemu po skrzynce złota, to trzeba im dać nadzieję, którą w sprawach gospodarczych buduje się poprzez tworzenie wrażenia profesjonalizmu osób podejmujących decyzje gospodarcze. W naszym kraju mamy z tym poważny problem i to nie tylko przez międzynarodowe rankingi prezesów banków centralnych. Generalnie nie ma żadnej osoby z autorytetem w trójkącie – bank centralny – Ministerstwo Finansów – biznes. Nie ma twarzy, która stoi za decyzjami, odpowiedzialność się rozmywa i nie wiadomo do kogo zadzwonić, jeżeli chce się w Polsce porozmawiać o pieniądzach. W banku centralnym mamy nominata politycznego i stworzone przez niego środowisko samozadowolone z siebie samych, aczkolwiek nie można tym ludziom tam – odmówić wiedzy i doświadczenia. Szczerze powiem, że nie wiem kto jest dzisiaj Ministrem Finansów i nawet nie chce mi się sprawdzać, bo nie ma po co, co samo w sobie już świadczy o tym, że jest na tym kierunku problem. Wszyscy kojarzą tylko jakiegoś młodego człowieka, który pokazał się w mediach z kilkoma mniej lub bardzo mało sensownymi słowami o inflacji. Biznes to osobne zagadnienia, ale jak wiadomo on lubi ciszę, bo jak się trochę wychyli to może się nie udać operacja nawet w renomowanej zachodniej klinice dla ludzi naprawdę bardzo bogatych. Jednak tutaj naprawdę nie ma z kim rozmawiać, środowisko bardziej po cichu obserwuje i stara się przewidzieć kolejne działania rządzących, żeby minimalizować straty. O budowie zaufania nie ma w ogóle co myśleć.

Z inflacją trzeba będzie się nauczyć żyć. To nowość dla pokoleń, które nie pamiętają papierków z Ludwikiem Waryńskim lub Tadeuszem Kościuszką! Są jednak co najmniej dwa istotne niebezpieczeństwa, niesłychanie istotne w kwestii rozpoznania inflacji, zwalczania jej i powroty do stabilizacji pieniądza. Pierwsze jest klasyczne – alkoholik zawsze będzie chciał więcej alkoholu, ale to nie jest rozwiązanie. Potrzebujemy ogólnopolitycznego porozumienia na rzecz cięcia rozdawnictwa środków publicznych. Budżet powinien być zrównoważony, nie powinniśmy się zadłużać na nic innego, niż rolowanie starego zadłużenia i niezbędne inwestycje. Wydatki socjalne powinny być wycięte, ale to oznacza oczywiście ucięcie 500+ – czy ktoś się na to odważy? Nie ma innej drogi, samo podnoszenie stóp procentowych jedynie zdusi gospodarkę, powstrzyma akcję kredytową – pieniądz będzie droższy, będzie go mniej i będzie mniej w obrocie. To na pewno również jest potrzebne, jednak najważniejsze jest to, żeby Państwo zaczęło ciąć wydatki i pod żadnym pozorem nie pożyczało więcej, poza finansowaniem wspomnianego długu. Chociaż trzeba mieć świadomość, że to już będzie tylko drożej. Jeżeli rządzący pójdą w dalsze inflacyjne rozdawanie pustego pieniądza, to czeka nas nowa rzeczywistość, po której oni stracą władzę, a my znowu godność. Jeżeli zdecydują się na cięcia – to i tak będziemy mieli reset polityczny. To są koszty polityczne inflacji, będziemy je ponosić – niestety.

10 komentarzy do “Inflacja nie wybiera (cz.2)

  • 4 grudnia 2021 o 11:53
    Permalink

    Przecież rządzącym chodzi tylko o utrzymanie się przy władzy.

    Koszty ich nie interesują.

    To jest poza ich świadomością, szczególnie te do spłacenia w przyszłości.

    Autor pisze o “rolowaniu długu” …

    Rolują przezorni, a nie nasze niby elity.

    Dlatego inflacja sobie poszaleje jeszcze, gdzieś do 20-tu paru procent.

    A potem zadziałają unijne hamulce i nastąpi wymiana obecnej ekipy.

    Tylko że obecna opozycja nie ma tu nic do zaproponowania, więc może jakiś ZARZĄD KOMISARYCZNY nas wyciągnie z bagna?

    Przed nami BIEDA toczona przez umierających na Covid-19 i inne SCHORZENIA TOWARZYSZĄCE.

    Amen!

    Odpowiedz
  • 4 grudnia 2021 o 14:59
    Permalink

    Ten rząd niczego(!) nie obetnie, choć mógłby np. zabrać 500+ bogatszym. Jakoś przy planowanych rzekomych dopłatach do cen energii ma dawać uboższym. Widać można. Dług jest poukrywany w przeróżnych funduszach i stale rośnie, Obsługa długu zagranicznego też wzrosła przez spadek wartości złotego.

    Natomiast Pionokio kłamie i podżega do wojny, stale plując na Rosję. Ciekawe czy łajdacko kłamliwe “prognozy” Dep. Stanu o “konflikcie z Ukrainą” na początku 2022 roku się sprawdzą.
    Oby nie. Jak dotąd przypomina to zupełną schizofrenię, na którą chorują ( lub udają) również państwa zachodnie, bo Rosja nie ma ŻADNEGO powodu do agresji, a zresztą sukcesem ataku jest ZASKOCZENIE !

    A tu masz! Trąbią od miesięcy. Ma to oczywiście związek z upadkiem przez Ukrów porozumień mińskich i już zupełnym KOLAPSEM Ukrainy ( już upadłej) w styczniu/lutym jak ściśnie mróż.
    Paliwa nie ma ponad 50% EC stoi, choćby z braku części, więc WOJNA jest najlepszym dla tych drani wyjściem z sytuacji,

    Przypomina to jako żywo sytuację Polski przed II WŚ. Niemcy też przed wrześniem wrzeszczeli o polskich prowokacjach, grupowaniu naszych wojsk …a potem był “nasz” atak na radiostację w Gliwicach zorganizowany przez Heydricha.

    Obym się mylił !

    A ws. inflacji, to rząduś dmąc w surmy bojowe kupuje np. niepotrzebne bo nieprzystające nijak Abramsy .

    Czy pamiętacie sprzed bodaj 3 lat jak rząduś obiecał postawić na nogi nasz przemysł obronny?
    Pisał nawet o tym tekst @krakauer. Chodziło o “głęboką modernizację” bodaj 200 czołgów T 72 przez Bumar Łabędy. Jedynego naszego producenta i specjalistę . Miała dać “pracę i rozwój”.

    Właśnie PADA !!! Zapłacimy jankesom. Można znaleźć na Onecie. O czym więc mówimy? Oszczędności ? Z “drobnych” nie takich jak za Abramsy, właśnie dołożyli Rydzykowi i chcą powołać jakiś nowy twór naziolski do nakłaniania kobiet do rodzenia. Ja prdl !!!

    Odpowiedz
  • 4 grudnia 2021 o 15:10
    Permalink

    Tu nie ma dobrej recepty, a do komunizmu nie ma powrotu, bo jak znacjonalizować na nowo, czyli zabrać ukradzione mienie i ustanowić gospodarkę regulowaną i planową? Zbyt mocno jesteśmy już związani z rynkami zachodnimi i światowymi, aby zrobić jakiś ruch ratujący naszą gospodarkę przed inflacją. Obecna inflacja jest pochodną inflacji światowej – to raz, a dwa nie jest wykluczone, że biznes jest w zmowie z zachodem i gra na inflację, aby odsunąć od władzy PiS.

    Z socjalizmem nie ma to nic wspólnego, to rozdawnictwo nie jest socjalizmem Panie Krakauer, proszę nie obrażać socjalizmu. Już kiedyś pisałem, że to tylko respirator ekonomiczny, wręcz konieczny do utrzymania biznesu i lekkiego podratowania populacji biednych, ale z tego nie powstanie sprawiedliwy system społeczny. On tworzy kolejne podziały społeczne, bogatych czyni jeszcze bogatszymi, a biednych uzależnia od nikczemnych polityków, którzy najpierw ten lud wyzuli z majątku i wrzucili w biedę oraz prekariat, a potem przekupili socjalem, aby wygrać wybory. Przez ponad 20 lat transformacji obowiązywał za to “socjalizm” dla bogatych dotujący biznes w ramach pomocy publiczno-prawnej i co z tego wyszło? Tyle, że nie można dla czystości idei, także tego nazwać socjalizmem, co najwyżej złodziejstwem polityczno-biznesowym. Na tym polega nowoczesne pasożytnictwo społeczne, gdy jedne grupy społeczne żyją kosztem innych pozbawiając je możliwości rozwoju i bezpieczeństwa ekonomicznego.

    Socjalizm to równowaga społeczna i inkluzywność. Obecny system nie spełnia tych warunków, nawet gdybyśmy na socjal przeznaczyli góry pieniędzy, to zawsze będzie on tworzył nowe podziały społeczne, prowadząc wprost do feudalizmu, bo taka jest ewolucja gospodarki kapitalistycznej, zwanej dla niepoznaki wolnorynkową. W PRL też mieliśmy gospodarkę wolnorynkową tylko w innym systemie gwarantującym inkluzywność i względną równość społeczną. W PRL było więcej rzemieślników niż obecnie, czyli samozatrudnionych. Na targowiskach kwitł prywatny handel, rolnictwo indywidualne dobrze funkcjonwało, a państwowe firmy miały renomę światową i prowadziły handel z gospodarkami kapitalistycznymi. Był w tym jeden minus – otóż wszelkiej maści nikczemnicy i psychopaci nie byli w stanie kraść i łupić narodu.
    https://demotywatory.pl/4489025/Nasza-Polska

    Z tym mogę się zgodzić:
    “Wybrano drogę, którą zdefiniowano jako mniejsze zło, bo lepiej jest lekko podkręcić system, licząc na zachowanie jego struktur i że ruszy, niż ponosić konsekwencje resetu gospodarczego, który na pewno byłby zdrowszy, jednak rodziłby ryzyko że część społeczeństwa pozostałaby poza obiegiem gospodarczym lub uległa istotnej degradacji.”

    Ten reset dla polityków mógłby skończyć się utratą władzy, zaś wiele biznesów poszłoby z torbami na bruk, tam gdzie są już miliony Polaków. To właśnie oni broniąc swoich interesów wybierają taką czy inną drogę, która dla 80 % Polaków jest tak samo wyboista jak te ostatnie 30 lat transformacji. Politycy w zmowie z biznesem nie ratują narodu, oni ratują siebie przed totalnym upadkiem. Naród bez nich jakoś przetrwa, choćby na pyrach, jak znana mi rodzina po 90-tym roku żyjąca kilka lat w biedzie na pyrach, bo jedyny żywiciel rodziny wywalczył sobie na styropianie bezrobocie. Spotkał ich jednak tragiczny los, nie ogarnęli się już nigdy po 90-tym roku, bo wcześniej system PRL ich zmuszał do pracy, a do teraz mężczyźni z tej rodziny się zapili, albo powiesili, a kobiety służą u Niemca lub są w domach publicznych, znanych pod nazwą agencji towarzyskich.
    No ale to margines, reszta nardu jakoś przetrwa, natomiast klasa biznesowa bez narodu nie przetrwa, ktoś na ich zyski musi pracować, a sprowadzenie innokulturowych w dalszej perspektywie czasowej zniszczy także polską klasę biznesową i mogą sobie zgotować los który czeka wkrótce zachód.

    Odpowiedz
    • 4 grudnia 2021 o 19:10
      Permalink

      Na razie mamy półkomunizm czyli twoje zyski są twoje a straty należą do społeczeństwa. w języku okupanta: too big to fail

      Odpowiedz
      • 5 grudnia 2021 o 10:16
        Permalink

        @daniel

        To jest zwykłe złodziejstwo w białych rękawiczkach, a nie półkomunizm.
        Można by ewentualnie przyjąć, że półkmunizm to mieliśmy w PRL, bo część gospodarki była całkowicie uspołeczniona, np. PGR i przemysł, a druga część prywatna, np. rolnicy i rzemieślnicy. Całość jednak była nieźle zsynchronizowana i inkluzywna. Był to system tworzony pod ludzi i ich potrzeby budujący społeczeństwo na wyższym poziomie kulturowym. No ale psychopatom i “jaśnie państwu” taki system nie odpowiadał. Uniemożliwiał nadmierne pasożytowanie na narodzie, ukraść milionów, czy wręcz miliardów też się zwyczajnie nie dało. A drobne kombinacje podatkowe były tylko udziałem rzemieślników i tzw. badylarzy od rolnej produkcji specjalnej. Bogacili się na tym jak na tamte warunki, ale nie na taką skalę jak obecni przestępcy podatkowi i zwyczajni oszuści, czy politycy.

        Odpowiedz
        • 5 grudnia 2021 o 13:51
          Permalink

          @Miecław. …nowy, nowy… (neo…neo…) 🙂 A “daniel” – półpraw! Miecławie 🙂
          … bo część gospodarki była całkowicie uspołeczniona, np. PGR i przemysł, a druga część prywatna, np. rolnicy i rzemieślnicy. Całość jednak była nieźle zsynchronizowana i inkluzywna.” 🙂
          Jak TO “krenciło sze” zapodam do odsłuchania z rolika na YT na przykładzie radzieckim, konkretnie
          w sławetnym gorodie Leningradzie, ok. 1985 r. z nawiązaniem do końcówki 60′ i 70′.
          Nie bądź takim politycznym purytaninem, świętszym od samego pana Franciszka! 🙂

          Odpowiedz
          • 5 grudnia 2021 o 23:35
            Permalink

            @krzyk58

            Stary malkontent z ciebie. 🙂
            No właśnie jakoś się to kręciło i nikt patrz pan po śmietnikach nie grzebał, aby przeżyć.
            A dzięki owieczkom akceptującym neokolonializm, liberałom i złodziejom wielu ludzi straciło dach nad głowę, miliony pozbawiono bezpieczeństwa ekonomicznego i zadłużono, itd. mógłbym wymieniać jeszcze długo patologie tego systemu narzuconego nam przez zachód z pomocą “jaśnie państwa”.

            Odpowiedz
  • 4 grudnia 2021 o 15:27
    Permalink

    Clou programu rozdawnictwa pisslamskiego jest konkurs na dużą sumę 0,5 mld (!) zł za PODNIESIENIE poziomu wyszczepienia w gminach. Wygrały gminy głosujące na PiS, bo tam ogólnie szczepi się mało. Więc gminy zaszczepione w 80-90% nie dostały w tym TAJNYM konkursie NIC , zaś takie gdzie było np. 30% i były małe …wygrały. Konkretnie np. Wielopole. Wystarczyło, że paru ludzi przyszło, co w małej gminie dało ZNACZNY przyrost!

    To jest kolejny MIŚ !

    Odpowiedz
  • 4 grudnia 2021 o 20:00
    Permalink

    Wywołanie inflacji to skuteczna droga względnej redukcji zadłużenia publicznego (deficytu budżetowego).
    Dług publiczny w ostatnich latach przyrósł, ale dzięki odpowiednim kruczkom unika się przekroczenia konstytucyjnych limitów zadłużenia.
    Skoro jednak rząd zdecydował się na “drukowanie”, to jednocześnie powinien uruchomić działania antyinflacyjne. Nie zrobił tego wówczas, lecz z dużym opóźnieniem, przez co nieskutecznie.

    Jest jednak pytanie, czy w ogóle zamierzał tamować tak korzystną dla siebie inflację? Moim zdaniem, chyba nie.
    Oczywiście, tworzona jest “tarcza inflacyjna”, ale spóźniona i w dużym stopniu o wymiarze propagandowym. Oto przykład:
    https://www.kierunekchemia.pl/artykul,88627,zdaniem-szczesniaka-tarcza-czy-durszlak.html

    Dlaczego jednak akurat u nas ta inflacja tak wybiła (na tle Zachodu)?
    Tam również się drukuje, ale są pewne różnice. Tam większość kasy idzie na podtrzymanie egzystencji dużych firm (np. skup ich śmieciowych obligacji), po to aby mogły nadal istnieć i działać, a niewiele na bezpośrednie wsparcie dla małych firm i obywateli. U nas proporcje są jednak inne, i w rezultacie mamy szybszy wylew kasy na rynek i wyższą inflację.

    Nie przewiduję hiperinflacji, ale z wyższą inflacją przyjdzie nam dłużej żyć. Sprawa się uspokoi, rząd będzie się o to werbalnie nadal troskał, ale co na tym skorzysta, to skorzysta. Zresztą, nowe podwyżki (i również zupełnie nowe daniny) już “czekają u bram” – jasne, w trosce o obywatela, państwo i siebie. Zawsze należy szukać winnego (najlepiej na Wschodzie, trochę w UE, ale nigdy u hegemona).

    Odpowiedz
  • 4 grudnia 2021 o 20:09
    Permalink

    “Po tylu latach cieszę się z swojego zaangażowania w kampanie referendalną Stowarzyszenia Nie dla UE. Nie żałuje poświęconych miesięcy – jednak mieliśmy rację.

    Po przegranym referendum pisałem „Nieprawdą że za Unią głosowali młodzi, wykształceni. A przeciw Unii starzy i głupi. Wygrali Ci, którzy propagandzie ulegli. Przegrali Ci, którzy się oparli. Te referendum wygrały niestety odmóżdżone staruszki (aby moim wnukom przynajmniej było lepiej), rozmodlone dewoty (bo przecież Ojciec Święty kazał), menele spod budki z piwem (z bogatego zawsze coś skapnie), oglądacze MTV (bo na Zachodzie jest zajebiście) i ćwierć-inteligenci bojący się wychylić nawet o pół myśli, poza to, co pisze Gazeta Wyborcza (bo innego wyjścia nie ma).

    Jaką cenę za przynależność do Unii zapłacimy będziemy mogli ocenić w perspektywie 15-20 lat. Ile naszych kopalń, fabryk, zakładów pracy zostanie w naszych rękach”.

    No i właśnie widzimy gdzie nas to zaprowadziło i w jaką stronę to dalej pełznie. 🙂

    Przeczytałem w : “konserwatyzm.pl”

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.