Inflacja nie ma negatywnego wpływu na portfele Polaków?

fot. red.

Inflacja nie ma negatywnego wpływu na portfele Polaków? To pytanie na podstawie cytatu – uwaga – wyrwanego z kontekstu szerzej wypowiedzi pana Adama Glapińskiego Prezesa NBP. Brak negatywnego wpływu inflacji (wzrostu cen) na stan budżetów domowych Polaków, miałby wynikać z przeciętnego [uwaga to słowo klucz] tempa wzrostu płac, które jest przeciętnie [uwaga to ponownie słowo klucz], szybsze niż wzrost ogólnego poziomu cen w gospodarce. W maju 2021 r., przeciętne [znowu słowo klucz] wynagrodzenie wzrosło o około 10,1 % w stosunku do maja 2020 r. Natomiast inflacja konsumencka (wzrost cen, drożyzna) w czerwcu br., nieco spowolniła , sięgając 4,4 %. Co oczywiście wykracza poza cel inflacyjny, ale to już nie jest problemem. Zwłaszcza w świetle nowej interpretacji inflacji przez Europejski Bank Centralny, gdzie nie będzie już tzw. górnej granicy 2% dla Euro. To ma być Również 2%, ale liczone w „średnim okresie”. W tym kontekście, prezes NBP może twierdzić, że płacimy suszonymi skrzydełkami elfów leśnych i też będzie to obowiązujący środek płatniczy, jeżeli tylko będzie te skrzydełka wymieniał na Złote.

Oczywiście sama teza o braku wpływu inflacji na portfele Polaków ma się jak wspomniane płacenie skrzydełkami elfów, do rzeczywistości. Tu nie chodzi nawet o to, że to jest sprzeczne z nauką ekonomii – i to w zakresie PODSTAWOWYM – WRĘCZ ELEMENTARNYM – ale przede wszystkim to jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Chyba, że użyjemy słowa klucza i będziemy myśleli o przeciętnym negatywnym wpływie, który przeciętnie wpływa na przeciętne portfele, oczywiście przeciętnych Polaków. W tym kontekście wszystko jest super i jest słodko, wręcz ekstra – skrzydełka elfów zyskują na wartości!

Już tak na marginesie i przy całym szacunku zarówno dla intencji jak i intelektu Szanownego Pana Prezesa, trzeba mieć na uwadze, że generalny wzrost cen ma charakter POWSZECHNY a nie PRZECIĘTNY. Przez co dotyka WSZYSTKICH konsumentów, ale w różnym stopniu, bo jeden konsumuje najnowsze auto sportowe z napędem kosmiczno-hybrydowym za kilkaset tysięcy PLN plus VAT, a innemu ledwo starcza na ryż na mleku jak zapłaci opłaty, kupi leki i chleb raz na 4 dni. Do tego oczywiście podwyżki wynagrodzeń są POWSZECHNIE, niższe niż PRZECIĘTNE. Nieliczni dostają rzeczywiście więcej, cała masa dostaje poniżej lub na progu inflacji, a wielu dostaje mniej lub WCALE.

Ciężko jest to wszystko zrozumieć, zwłaszcza w kontekście nowego podejścia do inflacji na świecie, okazuje się bowiem, że ona nie jest zła. Zwłaszcza jak masę drukowanego pieniądza pochłaniają inwestycje przechodzące przez giełdę, a w konsekwencji rosną bańki spekulacyjne, jak również możliwe są inwestycje w krajach – frajerach, które muszą importować kapitał, który inni po prostu kreują za pomocą bilansów elektronicznych. Jeżeli będziemy liczyli inflację jako średni punkt odniesienia w danej jednostce pomiaru – czasem – to, będzie oznaczać, że tolerujemy jej okresowy wzrost i generalnie kroczenie w górę. Ponieważ inflacja ma to do siebie, że sama nie spada, jak już jest to się karmi i ma się świetnie – samo napędzając się na pieniądzu. Ponieważ wszystko drożeje, to wszyscy podnoszą ceny i pracownicy domagają się więcej za świadczoną pracę. To tak działa, proszę pamiętać że inflacji nie da się oszukać, to nie było możliwe ani w starożytnym Rzymie, ani w średniowiecznych państwach-miastach, ani nie jest możliwe współcześnie. Jeżeli jest więcej pieniądza, to znaczy – więcej prawa do nabycia dóbr, przy tej samej ilości dóbr, to ich cena rośnie. Nie da się tego prościej wytłumaczyć. Oczywiście mówimy o normalnych warunkach prowadzenia działalności i funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa, a pandemia – globalna, to już nie są normalne warunki.

Rozumiejąc, że mamy do wyboru – albo nieco wyższą inflację, albo wzrost bezrobocia, który w naszych realiach będzie oznaczał masową konkurencję o pracę z obcokrajowcami z poza Unii Europejskiej. Rzeczywiście lepszym wyborem jest – w średniej perspektywie czasowej – czyli do 3 maksymalnie 5 lat – zaakceptować wzrost inflacji. Jednak to oznacza, że inflacja będzie rosnąć, później będzie stabilizowana, a do końca tego okresu – uda się ją sprowadzić do bezpiecznego poziomu wyjścia – tj. ok. 2%

Można zapytać – dlaczego fetysz około 2% zarówno w Polsce jak i w Unii Europejskiej? Jest to na tyle niewiele, że jest stosunkowo nieodczuwalne przez społeczeństwo. Taki wzrost cen – PRZECIĘTNIE – jest niezauważalny od razu. Dzięki czemu, można stosować strategię gotowania żaby. To znaczy, państwo co roku – nieco zyskuje dzięki inflacji, bo to dodatkowy podatek, pozwalający na bardzo duże zyski w skali globalnej.

Dalszy komentarz nie ma sensu, czy inflacja ma wpływ na nasze portfele – to sobie sprawdźcie Państwo osobiście robiąc opłaty lub zakupy. Podpowiedź – takie pytanie pomocnicze – czy włożenie ręki do wody, powoduje że jest ona mokra? No PRZECIĘTNIE tak, bo większość wkłada gołe dłonie – jak je myje, ale niektórzy w rękawiczkach. Oczywiście wszystkim życzymy takich zarobków jak w NBP!

3 komentarze do “Inflacja nie ma negatywnego wpływu na portfele Polaków?

  • 16 lipca 2021 o 05:20
    Permalink

    Doskonale prześmiewczy Artykuł z działań MAGICZNYCH Prezesa NBP, wokół tzw. INFLACJI.

    Przecież wystarczy użyć odpowiednich słów i zaczarować rzeczywistość …

    Czary, mary i mgły nad bagnami Nadwiślańskiego Macondo ze stolicą w Taplarach.

    Zaczarować tę rzeczywistość, w której istniejemy, a długi niech spłacają nasi WNUKOWIE, którzy mimo 500 plus, jakoś nie chcą się rodzić w wystarczających ilościach.

    Wczoraj zapłaciłem za litr benzyny 5,79 PLN …

    Ale Pan Prezes (każdy Prezes, w tym też ten Najwyższy) – SAM nie tankuje, bo zapewne ma kierowcę służbowego samochodu i to jest POZA NIM.

    W dodatku budżet na rosnącej cenie paliwa STALE zyskuje.

    I tak to się kręci.

    Żyjemy w zaklinanej rzeczywistości, tylko pytanie: jak długo jeszcze?

    Amen.

    Odpowiedz
  • 16 lipca 2021 o 07:28
    Permalink

    Boże daj mu zdrowie bo na rozum za późno. Dyskusja na tak sformułowany temat nie ma sensu. Bo inaczej całą dotychczasową doktrynę ekonomii można wyrzucić do kosza. No ale mówi to doradca ekonomiczny, wiadomo kogo. I to nie “ekonomisty” Premiera.

    Odpowiedz
  • 16 lipca 2021 o 09:35
    Permalink

    “Do tego oczywiście podwyżki wynagrodzeń są POWSZECHNIE, niższe niż PRZECIĘTNE. Nieliczni dostają rzeczywiście więcej, cała masa dostaje poniżej lub na progu inflacji, a wielu dostaje mniej lub WCALE.”
    – Prawda, ale jaki to ma sens? Taka pauperyzacja większości obywateli!
    – Może na ten problem trzeba spojrzeć szerzej i perspektywicznie, że to wszystko jest doskonale zaplanowane, aby odtworzyć warunki średniowiecznego feudalizmu w nowoczesnej nieco formie, gdzie 90 % Polaków będzie prekariuszami, a 10 % ustawionych nową “szlachtą”.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.