Indianie i agenci

Europa zawdzięcza swej młodszej siostrze Ameryce przede wszystkim popularną tak zwaną kulturę. Oprócz, oczywiście, wszelakiego innego zła, na przykład finansowego kryzysu jako łatwego do przewidzenia, ale tylko dla ludzi myślących innymi kategoriami niż kategoria zysku, skutku likwidacji nadzoru nad działalnością banków. Czy Europa zawdzięcza Ameryce jakieś dobro? Żeby zachować wiarygodność, a więc nie wyjść na maniaka, należy przyznać, że też. Na przykład plan Marshalla, ale i tu zdania są podzielone. Jak wszystko bowiem, co Ameryka oferuje zagranicy, i ta pomoc nie była bezinteresowna, co jednak nie jest przedmiotem obecnego rozważania.

Poddani królowej brytyjskiej osiedlając się na odkrytym przypadkowo przez Hiszpanów kontynencie czyścili go wpierw z rdzennej ludności, robiąc – na ówczesną miarę – dokładnie to samo, co lata później zamierzali powtórzyć w Europie Niemcy. Jedni i drudzy zakładali, że należy im się nowa przestrzeń życiowa, a jeśli ktoś ją już zajmuje, to na pewno bezprawnie. Jedni i drudzy, zauważmy, traktowali dotychczasowych użytkowników ziemi, którą planowali zdobyć, jako podgatunek człowieka, pozbawiony – tym samym – ludzkich praw, bo te przysługują wyłącznie ich gatunkowi. Germańskiemu lub anglosaskiemu. Takie dziedzictwo kulturowe, taki mit założycielski trudno wyprzeć z podświadomości. Niemcy jakoś swą kulturę uratowali, choć po nich trudno cokolwiek poznać, bo rasy niższe przeznaczone w Europie do podbicia czy nawet wybicia stawiły skuteczniejszy niż Indianie opór i pogoniły Niemców tam skąd wyszli. Następnie zaś udzieliły im wsparcia w celu odbudowy gospodarki i jakiegoś tam szczątkowego ale już zdrowego ego. Na dobrą sprawę Niemcy mogą dziś uważać się za ofiary podwójne, bo i Hitlera i aliantów. Ale jak dowodzi los niemieckiej gospodarki, lepiej już czuć się ofiarą wojny, bo wtedy kompensacji szuka się pozamilitarnej. Niestety nie dotyczy to Polaków, jak obserwuję. Ci, jak dzieci, kompensują swe porażki uciekając w świat baśni. Lub amerykańskiego filmu.

Z Amerykanami tak dobrze historia się nie obeszła. Amerykanom udało się nowe ziemie od oceanu do oceanu podbić, zagrabić, ich mieszkańców wybić niczym bizony a niedobitki pozamykać w rezerwatach ku uciesze białej protestanckiej dziatwy szkolnej. Mało co, a podobny los czekałby w Europie nas Słowian, o czym warto pamiętać, szczególnie wtedy, gdy drażnimy brata Rusa. Człowiek wykraczając przeciw prawom bożym, bo o nich w tym wypadku mówić najadekwatniej, choć wątpliwe skąd naprawdę pochodzą, czuje w duszy traumę, choćby jej na zewnątrz zaprzeczał. Nasza psychika domaga się wyjaśnienia: dlaczego zachowałem się jak ostatni skurczybyk? Nawet żołnierz na wojnie, zanim się przyzwyczai i oswoi z sytuacją przyzwolenia na mord, potrzebuje czasu by znieczulić swego człowieczego ducha. Tak, człowiek nie jest istotą doskonałą i ma wyrzuty sumienia, bo doskonale wie, co mu przystoi a co nie.

Otóż Amerykanie na swą traumę wymyślili kulturę popularną. W której najśmieszniej jest, gdy jeden drugiego wali w mordę, wybijając mu zęby trzonowe, lub skopuje tyłek. W której najczęściej używanym argumentem perswazyjnym jest broń dłuższa lub krótsza, noszona na wszelki wypadek za paskiem, w skarpetce lub po prostu w kieszeni. Gdy Amerykanin jedzie na ryby, broń krótką trzyma w schowku swojego samochodu, po prawej stronie. W domu zaś, by nie znalazły jej jego dzieci, zanim nauczy je strzelać, przechowuje broń na szafie w pudełku po butach. Tak przynajmniej wynika z amerykańskich filmów, czyli najpowszechniej znanego w świecie nośnika i propagatora amerykańskiej kultury. Obejrzawszy kilka polskich filmów rozrywkowych ze zdziwieniem stwierdziłem, że Polak postępuje zupełnie podobnie. O ile jednak amerykańskie filmy leczą amerykańską traumę, niekoniecznie odzwierciedlając rzeczywistość, o tyle polskie tylko leczą nasze kompleksy, starając się polską rzeczywistość wykreować na wzór tej amerykańskiej, trzeba trafu – fikcyjnej.

Co myśmy w końcu takiego nadzwyczajnego zrobili w swej historii, że mielibyśmy się tego wstydzić? – myślą sobie Amerykanie, oglądając swe filmy. Indianie po prostu byli słabsi, więc skopaliśmy im tyłki. To żaden wstyd, to dzieje się codziennie w świecie, który urządzamy na swój obraz i podobieństwo. Także dziś, jeśli ty nie skopiesz komuś tyłka, to on skopie go tobie. Popkultura taki obraz upowszechnia i taki kult siły utrwala w głowach ludzkości, poddanej praniu mózgów przez amerykański szołbiznes. Niestety także w polskich o wiele słabszych głowach. Bo Polacy święcie wierzą, że film to nie sztuka, nie popkultura nawet, ale dokument i jako taki dokumentuje rzeczywistość. Co świetnie widać na przykładzie stosunku mniej odpornych umysłowo na magię X muzy Polaków do aktora Stuhra Młodszego.

Ostatnio mamy też wątpliwą przyjemność uczestniczyć, dzięki Gazecie Wyborczej, w wiwisekcji takiej zamerykanizowanej i spopkulturowanej umysłowości. Chodzi o umysłowość agenta Tomka, oczywiście, i jego przyjaciół ze służby nie drużby w CBA. Zdjęcia udostępnione redakcji przez jego kolegę z pracy dowodzą, że funkcjonariusze państwowej instytucji, od której może zależeć los każdego z nas, wychowani są nie przez Kościół, szkołę czy uczciwie zarabiających na kawałek chleba rodziców. Nie, na zdjęciach widzimy niedojrzałych wyrostków, wychowanych na amerykańskich filmach gangsterskich. W których największą przyjemność sprawia agentowi wytarzanie się w zdobytej właśnie forsie, a jak trafi się okazja to i skopanie komuś tyłka albo odstrzelenie mu jaj. Na miejscu omotanej przez takich ajentów przypadkowej najczęściej ofiary dziś rzygałbym dalej niż widzę. Ale każdy z nich zapewne nosi w kieszeni państwowego orła przystrojonego w obowiązkową koronę. Choć wywalającego język, jak się dobrze przyjrzeć. Ale kto by mu się tam przyglądał.

Bo kolejnym skutkiem pozbycia się prawdziwej kultury i zastąpienia jej popkulturą jest cynizm i bezideowość. Przecież to takie śmieszne, gdy ktoś w coś wierzy, prawda? Naprawdę liczy się tylko kasa i dobra zabawa. Czyż nie, obywatele RP na państwowym żołdzie?

Nemo

One thought on “Indianie i agenci

  • 3 grudnia 2012 o 10:25
    Permalink

    Doskonale i zwięźle ujęto szereg problemów!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.