Paradygmat rozwoju

Ile jeszcze wytrzymamy w tej nędzy? Łoś walczył cztery dni…

 Niestety każdy kontakt z „prawdziwym” Zachodem wywołuje stres, porażenie i przerażenie dystansem, który na każdym kroku nadal mamy do odrobienia. Pod pewnymi względami, nie tylko się nie przybliżamy do „standardu”, ale wręcz idziemy jakoś w bok lub wręcz cofamy się. Chodzi o wszystkie sfery życia od obyczajowej poprzez ekonomiczną a na metafizycznej kończąc. Jeżeli ktoś chciałby wiedzieć, o czym mowa – niech będąc na „prawdziwym” Zachodzie odwiedzi obiekt użyteczności publicznej np. basen, zwykły targ z zieleniną oraz cmentarz. Różnice uderzają, nawet trawa „tam” jest nadal bardziej zielona.

Nasze 25 lat transformacji jest jak ten nieszczęsny Łoś w lesie, potrącony przez nieznanego sprawcę, który przez cztery dni konał, zanim dumni i godni Polacy zdecydowali się, kto ma mu pomóc, a i tak tylko dzięki prywatnemu sponsorowi (chwała Ci człowieku kimkolwiek jesteś, ale możesz o sobie powiedzieć, że jesteś człowiekiem), który zapłacił za transport. Jeżeli ktoś nie rozumie porównania, to można powiedzieć chyba tylko tyle, że w „nie mocy” wobec umierającego Łosia skupiły się jak w soczewce wszystkie nasze złe cechy charakteru, wszystkie małostkowości, niechęci i cechy negatywne – ten Łoś mógłby powiedzieć OTO POLSKA WŁAŚNIE I OTO POLACY. Więcej napisać nie można, ponieważ nasze kodeksy znają paragraf na nazywanie polskich przywar po imieniu, że to lżenie i takie tam, ale niestety tu nie tylko wypadałoby powiedzieć, ale wypadałoby powiedzieć dosadnie kilka słów. Może dopowiedzcie je sobie państwo sami co jak co, ale tutejsi czytelnicy i czytelniczki się bardzo udali – taka bardziej krytyczna część naszego dumnego i godnego Narodu.

Niedawno pewien bardzo znany i szanowany aktor, artysta, reżyser, profesor, człowiek naprawdę wybitny no i oczywiście z Krakowa, jak wszystko, co się udaje w naszym kraju – w jednym z wywiadów prasowych dotyczących jego znakomitego filmu, który właśnie jako pewne lustro polskości można obejrzeć w kinach – powiedział co myśli o 34 zł (czy jakiejś takiej kwocie) jaką dostają emeryci z tytułu waloryzacji świadczeń. Film warto obejrzeć, tak w kontekście Łosia i naszej transformacji, bo człowiek, który może mieć praktycznie wszystko – musi znać się na naszej rzeczywistości, jeżeli dostrzega „jajo” jakie robi sobie system z ludzi poprzez to 34 zł.

Ile jeszcze wytrzymamy w tej nędzy? Łoś walczył cztery dni… biedne zwierzę potrącone przez samochód konało w lesie, przeżywając dzięki swojemu doskonałemu nieprzemakalnemu pokryciu (autor nie wie jak się nazywa to, co pokrywa Łosia, ale jeżeli nie zdechł przez trzy noce, to znaczy się, że to musi być dobry izolator). Podobnie My Polacy przeżyliśmy tą nieludzką, ludobójczą i tutaj bardzo mocne słowo na „s” i kończące się na „ą” transformację. Przeżyliśmy, ale strasznym kosztem nienarodzonego pokolenia, pokolenia migracji, pokolenia złamanych życiorysów, obdartego z prawa do normalnego życia, radości z dzieci, żony, męża, wcześnie umierającego przez raka i inne choroby, których nadal nie jesteśmy w stanie leczyć, – bo tutaj się nie da. Już dzisiaj patrząc z tej krótkiej perspektywy – to jest fenomen, że społeczeństwo to wytrzymało i nie wyrżnęło tych wszystkich hien, które zrobiły sobie z ludzi niewolników. Być może jacyś socjologowie będą to kiedyś badać, bo to naprawdę fenomen, który w ciekawy sposób tłumaczy znajomy Węgier. Rzeczywiście może być trochę prawdy w tym stwierdzeniu, bo chodzi o latarnie. W praktycznie całej Polsce – z oszczędności zawsze od środkowego PRL-u stawiano latarnie proste – wysokie, albo tak wysokie, że już mogły być zakrzywione. Chodziło o to, żeby je stawiać rzadziej, bo jak źródło światła wyżej, to oświetli większy obszar, nie ważne, że słabiej – Naród i tak się cieszy, że cokolwiek widać. Natomiast na Węgrzech – zwłaszcza w starym i pięknym cesarsko-królewskim Budapeszcie od zawsze budowano latarnie kłaniające się – naśladując te, które były w lepszych właśnie cesarsko-królewskich czasach. No, a bracia Węgrzy wiedzieli jak to bogactwo narodowe wykorzystać w 1956 roku, przy pomocy kawałka liny lub kabla – na wielu takich latarniach swój żywot skończyło wielu konfidentów, zdrajców i tajniaków.

W historii nasi przodkowie doświadczyli tyle zła, że chyba rzeczywiście nie mamy się, na co skarżyć, jeżeli chodzi o tych, co przetrwali pierwsze 25 lat neoliberalnej ludobójczej transformacji.

Może, więc nie ma, co narzekać na chaos w publicznej służbie zdrowia? Dwuletnie kolejki do specjalistów? Bałagan z liczeniem głosów, – kogo to obchodzi poza prawicą? Tłok w komunikacji wszelakiej – codzienność? Drożyzna – inni mają drożej! Może trzeba przestać narzekać?

Tylko jak żyć z przewlekłą chorobą i rentą 170 Euro? Znajomi Niemcy, bardzo porządni ludzie, tacy prawdziwi, co znają tylko niemiecki – jak usłyszeli historię o tym, że autor zna rencistkę żyjącą miesięcznie za 170 Euro kilka dni po spotkaniu odezwali się, jako kolektyw pocztą elektroniczną przez gospodarza spotkania, prosząc o przekazanie adresu tej osoby, bo uzgodnili, że co miesiąc wyślą jej 1000 euro i jakąś paczkę z jedzeniem, ubraniem, chemią gospodarczą, pomogą kupić w Niemczech potrzebne urządzenia do zwalczania kalectwa (wózki, elektryczne łóżka z wyciągiem itd.), poszukają lekarza jak będzie trzeba i kupią drogie niedostępne w Polsce leki. Długo przyszło prostować niedoskonałości własnego niemieckiego, albowiem ci poczciwi ludzie odebrali lekko wrzucony przykład, jako coś szokująco ekstraordynaryjnego – nie podejrzewając nawet w swojej nadreńskiej codzienności, że taka może być renta minimalna – powszechna, dla prawie wszystkich.

Jeżeli jednak się zbuntujemy, możemy stracić to wszystko, co z takim wysiłkiem wyrwaliśmy rzeczywistości. Może jednak znajdzie się sposób, żeby w tym kraju Łoś nie musiał cierpieć cztery dni zanim znajdzie się sponsor, a polscy renciści nie szokowali swoimi świadczeniami przeciętnych Niemców?

Może kluczem do lepszej przyszłości są solidne przekrzywione cesarsko-królewskie latarnie?

7 komentarzy

  1. Po przeczytaniu tego tekstu ludzie będą gotowi wychodzić na ulicę

  2. Dzień Dobry.
    Dobry tekst. Bardzo mocne i interesujące spojrzenie. Nie podoba mi się przelicznik EURO bo to trochę socjotechnika i nie uwzględniająca wartości nabywczej pieniądza choć oczywiście przy uwzględnieniu tejże wartości obraz wcale nie jest pozytywny ale na pewno nie katastrofalny. Taka chwilowa myśl mi przyszła do głowy że po terapii szokowej pana B. (tego co “musi odejść) który to do dziś udowadnia swoje oderwanie od rzeczywistości, My z tą rzeczywistością nic nie zrobiliśmy bo niby jest podle ale stabilnie, tak jakby argument stabilności był ważniejszy. Stabilność owszem ale na krzywej wzrostu, nie zapominając że stabilnie można też upadać (co może, chyba ma miejsce?). A My nic, znaczy jednostki coś tam robią, ale większość nic, byle przeżyć… następny dzień. Niby ładnie i kolorowo ale ruiny też można pomalować, tyle że nadal będą to ruiny tyle że pomalowane.
    Pozdrawiam
    Udanego Weekendu

  3. Rożnica między partią polityczną a lampą uliczną, jest taka że po zawieszeniu prezesa partii trudno jest go odwiesić. Myśle, że jak pan prezes, ku uldze narodu, w końcu przyłączy się do anielskiego chóru jako eunuch, jego wierni, nie przestaną konsultować się z nieboszczkiem, jako wiecznym wodzem, jak to bywało w Bizancjum i Korei Połnocnej.

    No a teraz o Łosiu i transformacji.

    Otóż, największym błędem obywatela Łosia było to że nie spakował się i nie wyjechał autostopem na Ural lub do Finlandii i tam nie załatwił sobie papierów lub nie poszedł do weterynarza po zastrzyk, jak to zrobiło ze szczęścia miliony Polaków po 1989.

    Ale tego nie zrobił i jako patriota został w polskim lesie, spełniając tam smutny obowiązek opłakiwania dziesiątków tysięcy powieszonych, i nigdy nie odnalezionych, ciał Polaków, zapomnianych ofiar ludobójstwa transformacyjnego. I tam, w końcu sam, zginął jako bohater polskiej fauny próbując uratować następnego, systemowo inspirowanego, desperata od podobnego losu.

    Jak inne ofiary ludobójstwa, polskie Łosie i ofiary transformacji domagają się głosu i wołają o sprawiedliwość historyczną i ekologiczną.

    It tu wracamy do tematu elektro-mechanicznego: lampy.

  4. Artykuł dobry, prawdziwy i co z tego, skoro nie porywa do czynu. Polak wychowany na haśle :jak dostaniesz w jeden policzek nastaw drugi, ot i cała tajemnica polskiego xxxxxxxxx. A cwaniaki żyją i alkohole piją, z góry spoglądają , wszystkich w d….e mają, aby do wiosny a potem będzie lato, jesień, zima i tak aż do ….. .

  5. Czytałem.Gratuluję Krakauerowi świetnego tekstu,który
    “mówi jak jest” … swoją drogą MY POLACY zdajemy sobie sprawę w jakim g…nie solidarnościowym tkwimy,więcej nie napiszę dlatego,
    że wściekłość mogła by “wylać się ze mnie”…

  6. No tak, ale kto ma robić tę “(r)ewolucję”. Nawet gdyby się odbyła, to do władzy dojdą nowi – wcale nie lepsi. Zacznie się nowe reformy,nowy bałagan. Niech może to się w Polsce kisi – coś dobrego w końcu ukisi się.
    Robić znów nowych bohaterów “o wolność… i waszą” – nie chcę tego. Wolę wiedzieć, że mam możliwość wyjechać, wrócić lub pozostać.
    Ja mam taką teorię – trzeba nico zmodyfikować nasz polski herb. Niech ten nasz orzeł twardo stoi na podłożu – na ten czas wisi nad nim, chwieje się. Jak zatem ma się nie chwiać Polska skoro nasz dumny ORZEŁ nie ma solidnej podstawy.
    Myślę, że to jest najważniejsza rzecz, którą obecnie trzeba zrobić, nawet wybory w tym kontekście są mało ważne:)

  7. No ale jak wysłali te pieniądze? Pomogli?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.