Ideowość

Po ukazaniu się na łamach Obserwatora Politycznego artykułu Krakauera zatytułowanego “Platforma Obywatelska – bezideowa partia bez polityków?” wywiązała się obszerna dyskusja dotycząca pojmowania słowa “ideowość” oraz jego pochodnych. A temat wymaga rozwinięcia m. in. z tego względu, że – jak wynika ze wspomnianej dyskusji – dotyczy on podejmowanych przez nas decyzji obywatelskich i politycznych, a zarazem różnorodność znaczenia i rozumienia w tym przypadku jest bardzo duża, co razem powodować może np. błędy w dokonywaniu wyboru i udzielania poparcia.

Sądzę, że większości z nas ideowość kojarzy się z pojmowaniem uformowanym przez lekturę Żeromskiego, który w swoich powieściach i sztukach (np. “Ludzie bezdomni”, “Siłaczka”, “Dr. Piotr”, “Uciekła mi przepióreczka” i in.) wprost obsesyjnie drąży to zagadnienie, zarazem jednak ułatwiając sobie sytuację przez tworzenie nietypowych okoliczności pozwalających jednoznacznie określić etyczny wymiar postępowania bohaterów i do tego wymiaru redukując sens dzieła. Taka pochodząca od naszego znakomitego prozaika definicja odpowiada temu, co wyraził w swoim poście Senior wspominając “opozycję: ideowość vs cyniczny koniunkturalizm”, bardziej jednak jeszcze niż Żeromski upraszczając osąd przez obdarzenie koniunkturalizmu epitetem “cyniczny”. W tym samym zdaniu Senior wspomina jednak także przeciwstawienie “ideolog vs pragmatyk”, które – moim zdaniem – sytuuje znaczenie słowa “ideolog” poza wymiarem etycznym, jako że pragmatyka polega po prostu na liczeniu się z rzeczywistością, a wybór, czy decydujemy się liczyć “siły na zamiary”, czy “zamiar podług sił”, nie dotyczy etyki.

Ten przykład – jak sądzę – nie wyczerpuje niejednoznaczności słowa “ideowość” i z tego względu, zamiast zastanawiania się nad jego definicją bardziej celowe wydaje się rozważenie konkretnych pytań, jakie stawiamy sobie w sytuacjach związanych z użyciem tego określenia. Chodzi mianowicie, o to: 1) czy pełniący urząd polityk lub samorządowiec ma być ideowcem? 2) czy partia musi być “ideowa”? 3) czy ideowość winna dominować w dyskursie obywatelskim, tzn. gdy wymieniamy się opiniami próbując ustalić wytyczne działania, którym można by przypisać, że są aprobowane przez ogół (w zależności od przedmiotu pojmowany w skali całego kraju, regionu, miasta, organizacji itd.)?

Otóż, jeżeli ideowość ma oznaczać sztywne trzymanie się choćby najpiękniejszych zasad, czyli gdy mamy sytuację typu “ideolog vs pragmatyk”, uważam, że na wszystkie trzy pytania należy odpowiedzieć “nie”. Tak rozumianą ideowość winienem zachować w prywatności np. rezygnując z pełnienia urzędu, gdy pozostanie na nim stwarza konflikt moralny typu “moje zasady a dobro ogółu”, lub uczciwie przyznając w dyskursie np. swoją niekompetencję. W tych działaniach, których konsekwencje ponosić będzie ogół, należy być pragmatykiem, co nb. też nie jest możliwe do jednoznacznego określenia (np. uwzględnianie dalekosiężnych skutków często nie da się odróżnić od opartej na twardych zasadach ideowości). Nie można być “sprawiedliwym”, “prawdomównym”, “bohaterskim” itd. kosztem czyjegoś dobra.

Z tym wszystkim muszę zastrzec, że uważam za niedopuszczalne wszelkie rozważania nad etyką, powiązane z wydaniem sądu o człowieku lub grupie. A nie jest to zdanie wyłącznie moje, niemające oparcia w opiniach ogólnie znanych i poważanych autorytetów. To samo przecież wyraża np. ewangeliczne przykazanie “nie sądźcie”. O ile dowodzenie, że osobnik X, albo grupa Y postępuje źle, gdyż możliwe do przewidzenia skutki tego postępowania przyniosą więcej szkód niż pożytku, jest jak najbardziej pożyteczne i pożądane, to twierdzenie, iż X czy Y ma być uznany za przestępcę, gdyż coś tam “myślał”, czegoś “pragnął”, względnie nie zachował jakiś reguł nieujętych w obowiązującym prawie, jest pozbawione sensu.

Np. Stalina słusznie uważamy za zbrodniarza, gdyż odpowiada za wiele morderstw nie dających się uzasadnić jakimikolwiek potrzebami. Jak natomiast osądzić jego ideowość pojmowaną jako zachowanie zasad etyki? Nie wiemy wiele o warunkach w jakich się wychował, o kształtującej jego umysł atmosferze panującej w seminarium duchownym. Z dużym prawdopodobieństwem możemy orzec, że jego rezygnacja z wygodnego życia gwarantowanego popom w carskiej Rosji, na rzecz walki z wyzyskiem, była motywowana altruizmem. Jak doszedł do stanu, w którym szczytne idee stały się jedynie parawanem zakrywającym bezwzględne dążenie do osobistego sukcesu? Czy jak Talleyrand stał się świadomym swego zakłamania cynikiem, czy może udało mu się tak opanować naturalną zdolność myślenia, zepchnąć do podświadomości prawidłowy osąd faktów, że rzeczywiście i szczerze uważał siebie za geniusza i dobroczyńcę ludzkości, który “chciał” dobrze, ale mu “nie wyszło”? A przecież wątpliwości powstające podczas rozważania nad moralnością w tak krańcowym przypadku, tym bardziej powinniśmy uwzględnić, gdy zabieramy się do sądzenia ludzi w warunkach bardzo odległych od stalinowskiego ekstremum zbrodni!

Jakie więc korekty proponuję wprowadzić do sądu nad Tuskiem dokonanego przez Krakauera? Raczej niewielkie. Po prostu na pierwszym planie postawić jego mizerne (w skali bezwzględnej, w zestawieniu z innymi naszymi byłymi oraz in spe premierami nie wygląda źle) osiągnięcia rzeczowe, a kwestię jego ideowości pozostawić jako tło. No jeszcze należy dodać, że – co stanowi argument przemawiający za sprawnością rządu – wpływ ogólnoświatowego kryzysu na pogorszenie stanu państwa uważam (może warto na ten temat podyskutować?) za znacznie większy, niż to ocenia Krakauer.

Można takiemu ujęciu sprawy zarzucić, że pomijam kwestię prawdomówności i odpowiedzialności za słowa. Ta jednak kwestia nie da się jednoznacznie umieścić poza pragmatyzmem, w zakresie nazwanym ideowością. Przecież niedotrzymanie obietnic przedwyborczych powoduje m. in. erozję poczucia odpowiedzialności obywateli, spadek zaufania, brak należytej więzi władz i społeczeństwa, a w tym znaczeniu ten “brak prawdomówności” zarzucany Tuskowi stanowi jedynie jeden z argumentów dotyczących pragmatyki, uzasadniających określenie osiągnięć jego rządów jako “mizerne”. Podkreślić tu należy, że argument ten działa jedynie w skali bezwzględnej, bowiem chyba wszyscy nasi politycy jednakowo obficie szafują obietnicami bez zastanawiania się nad ich realnością. Ba, w tej skali porównania dodatnio wyróżnia Tuska, bardzo niewyraźna ale jednak zauważalna (potrafił nawet kilka razy powiedzieć “przepraszam”!), zdolność uznania rzeczowej krytyki.

Stach Głąbiński

6 myśli na temat “Ideowość

  • 6 listopada 2013 o 19:22
    Permalink

    Wiele retoryki o niczym, chciałoby się napisać, że autor zrobił to z talentem ja wolę jednak zamilczeć.

    Odpowiedz
    • 7 listopada 2013 o 22:39
      Permalink

      … o niczym. – Wieczorynce pewnie chodzi o to, że pisanina ani nie kończy się konkretnym wnioskiem, czy propozycją jakiegoś działania, ani nie informuje o zdarzeniu. Tak jest w rzeczywistości, gdyż waściwie artykuł powstał jako komentarz (typu forumowego) do innego artykułu, a uzyskał byt samodzielny ze względu na objętość, gdyż przekroczył obowiązujący rozmiar. Po prostu próbowałem sprostować pewien – jak sądzę – błąd rozumowannia często popeniany, powodujący mylne decyzje (np. podczas głosowania). A niezależnie od tego: nieraz warto pisać, ot tak sobie, “o niczym”, co na łamach OP czyni z powodzeniem kilkoro autorów.

      Odpowiedz
  • 6 listopada 2013 o 20:43
    Permalink

    Świetny tekst! Bardzo Panu za niego dziękuję, napisany w taki sposób że nie można się nie zgodzić, chociaż dochodzę do wniosku że nie ma żadnego głębokiego sporu pomiędzy naszymi punktami widzenia. Serdecznie pozdrawiam k.

    Odpowiedz
    • 7 listopada 2013 o 22:59
      Permalink

      W miejsce słowa “spór” wolałbym wstawić określenie “różnica poglądów”. Chodzi o to, że odmienność zapatrywań prowokuje oczywiście do dyskusji, jednak w brzmieniu słowa “spór” odczuwam ślad zauważonego dążenia do dominacji, do uzyskania satysfakcji z poczucia przewagi, co nie powinno towarzyszyć poszukiwaniu wiedzy lub prawdy będącemu właściwym celem dialogu. Cóż, jesteśmy ludźmi i nasze myśli i pragnienia są dalekie od ideału, ale należy zdawać sobie sprawę ze swoich wad i je temperować.

      Odpowiedz
  • 7 listopada 2013 o 23:11
    Permalink

    Uważam, że słowo “post” w znaczeniu “notatka na forum internetowym”, jako zapożyczone z języka angielskiego powinno zachować swój źródłosłów niezmieniony we wszystkich przypadkach. I tak o ile pościmy w poście, to komentarze umieszczamy w postcie. Dobrze było by zapytać, co w tej sprawie miałby do powiedzenia np, prof. Miodek, albo Bralczyk. Jeśli znajdę sposób, by zagadnąć o to, o odpowiedzi powiadomię.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.