Soft Power

Idea bojkotu społecznego jest doskonała!

Idea bojkotu społecznego jest doskonała, to ostatni skuteczny sposób, w jaki społeczeństwo może się bronić przed d……..m polityków, złodziejstwem banksterów oraz wszechmocą korporacji. Dlatego ostatni skuteczny, ponieważ prawo narodowe już nasz nie chroni, roztopione w morzu europrzepisów, poddane wściekłemu naciskowi możnych – nie spełnia swojej roli wobec podmiotów będących na czele systemu. Wobec władzy ekonomicznej, władza polityczna w ogóle się nie liczy – jest za słaba, zwłaszcza w kraju, który jest jedynie rynkiem zbytu i zasobem dla cudzego kapitału. Rządy państw silnych, posiadające prywatne korporacje narodowe, zagwarantowały sobie wpływ na ich funkcjonowanie poprzez dostęp do kredytu, przyjazne przepisy pozwalające na optymalizację podatkową za granicą, jak również prawa patentowe i autorskie. W ostateczności zawsze rządy mogą skutecznie lobbować, czego nawet niedawno byliśmy podmiotem.

Aktualnie obecny w przestrzeni publicznej pomysł na bojkotowanie międzynarodowej sieci handlowej, w zamian za działania obcego rządu wobec polskiej grupy narodowej pracującej w jego kraju, to głupota. Szkoda na ten temat komentarza, pomysł jest żałosny, bo zagraniczny pracodawca obecny w Polsce od lat, banalnie może się zemścić – zwalniając polskich pracowników. Poza tym już się stała szkoda na międzynarodowym wizerunku polski, zachodnia prasa, a zwłaszcza prasa z zainteresowanego kraju – podchwyciła pomysł sterowanego politycznie bojkotu zagranicznego kapitału w Polsce i no cóż, można mówić, że szklanka jest do połowy pusta. A puste łby w Sejmie, zanim zaczną nawoływać do bojkotu czegokolwiek, mogą najpierw podrzucić ten temat dziennikarzom, bo odzew ten sam a nie ma stygmatyzacji życia publicznego. No naprawdę szkoda słów!

Natomiast warto wrócić do samej idei bojkotu społecznego, to genialny pomysł, który niedawno w demokracjach zachodnich, a właściwie w jej matce i ojcu próbował wdrożyć ruch „Occupy Wall Street”, warto o tym poczytać oraz pooglądać na portalach społecznościowych jak błyskawicznie policja w tym globalnym centrum demokracji poradziła sobie z ludźmi protestującymi przeciwko wszechmocy i bezkarności przestępców w białych kołnierzykach.

Trudno jest ocenić, jak zachowywałyby się czynniki oficjalne w Polsce, gdyby np. panu Dudzie z Solidarności udało się skutecznie namówić znaczną część społeczeństwa do bycia „sterowalnymi”, dzięki czemu mógłby, jako istotne centrum wpływu społecznego sterować protestami ludzi. Jeżeli dotyczyłoby to milionów ludzi, a o taką skalę tutaj chodzi, wówczas taki decydent – byłby jednym z najważniejszych ośrodków władzy w Polsce. Proszę sobie wyobrazić bojkot pracodawcy, który zatrudnia na śmieciówki, bojkot urzędu, który upokarza ludzi, protest kilku tysięcy ludzi przeciwko komorniczej samowoli i inne np. powszechne przeciwko wysokości podatków – ludzie wysyłający paragony, jako dowód na złodziejski i ludobójczy VAT do pana premiera, ludzie odmawiający płacenia za autostrady i tym samym korzystania z nich. Najgroźniejsze byłoby chyba wycofywanie wkładów bankowych! Zgodnie z obowiązującym prawem bankowym i zasadami rozmnażania pieniądza przez banki – bez wkładów, nie istnieją. Działający w sposób skoordynowany ludzie, rezygnujący z usług zagranicznego banku, a nawet banków – mogliby w sposób natychmiastowy powalić takiego lewiatana a nawet zachwiać systemem, na tyle, że władza i zarządzający musieliby się zastanowić i zasiąść do negocjacji, np. obniżających złodziejskie oprocentowania, marże i oszustwa w umowach pisane małym druczkiem.

Istnienie takiego podmiotu cieszącego się zaufaniem społecznym, zdolnego do nakłonienia społeczeństwa do działania to by było naprawdę coś, można nawet obronić tezę, że byłaby to adekwatna odpowiedź społeczeństwa na bezduszne i ludobójcze praktyki złodziejskiego kapitalizmu, który je najzwyczajniej tłamsi i niszczy niczym rak, czego dowodem jest obniżona dzietność.

Chyba zdecydowanie taką rolę mogłyby pełnić związki zawodowe, właśnie w ten sposób mogłyby pełnić swoją rolę w społeczeństwie post-industrialnym, w którym odmawia się im prawa do reprezentacji społeczeństwa. Przy czym uwaga – nie mogłyby się bawić w politykę, albowiem polityka jest po drugiej stronie społecznego sporu – pamiętajmy: państwo i prawo nie stoją już po stronie obywateli, zresztą żadna z organizacji i korporacji funkcjonalnych nie chroni, ludzie jeżeli chcą wywierać realny wpływ na władzę i kształt prawa – MUSZĄ się zorganizować w sposób umożliwiający projekcję siły. Zwłaszcza w miejsca, gdzie system jest najbardziej wystawiony na ciosy i to on musi się bać sterowania zachowaniami ludzi, zwłaszcza, jeżeli za sterem nie stałaby jego potężna machina propagandy i marketingowego kłamstwa.

Warto o takim rozwiązaniu pomyśleć, zwłaszcza jeżeli udałoby się je wymusić przez poziom unijny, bo na poziomie krajowym to pomysłodawców raczej spotka seryjny samobójca…

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

9 komentarzy

  1. Grzechotnik-karłowaty

    Sama idea, żeby ktoś zarządzał ludźmi w państwie – poza oficjalnymi strukturami władzy i kościoła jest rewolucyjna. Krok dalej jest już likwidacja tych zbędnych narośli. Dlaczego “strona społeczna” ma być w opozycji do własnej władzy? tylko, że wtedy się to nazywa socjalizm 🙂

  2. (Pan) Kazimirka

    niby sie zgadzam z trescia, ale jednak podejrzewam, ze autor nie do konca jakby wychywtywal te dosc delikatna zaleznosc pomiedzy sila protestow a funkcjonowaniem panstwa

    ale po kolei:
    1. zacznijmy od tego, ze nie ma czegos bardziej durnego, niz bojkot spoleczny w Polsce – wynika to z jakiejs dziwnej niekumatosci Polakow, ktorych kazdy jes w stanie napuscic na cokolwiek: Kaczynski i PiS doskonale manipulowal tlumami, napuszczajac ich na rzekomo spoleglego Rosjanom Tuska z Komorowskim, Lepper organizowal blokady drog, Rydzyk walczyl (i uzyskal multipleks) – w pochodach poparcia wiekszosc idacych nie miala nawet zielonego pojecia, co slowo multipleks znaczy i nikt im nawet tego nie wytlumaczyl, Duda zamiast walczyc o sprawy istotne dla pracownikow, pali gumy i wiezi poslow oraz (rok temu) organizowal “posilki” kiboli na Marsz Niepodleglosci. Przykro mi, ale polski bojkot spoleczny z natury jest czyms innym niz wspomniany ruch Occupy, ktory ma jakas mysl, zaplecze intelektualne i ni jest checia wyzycia sie, ani okazja do szumu. Mozna oczywiscie powiedziec, ze autor ma na mysli “inny” rodzaj bojkotu spolecznego, ale niestety – podobnie, jak w latach 1980/81 – strajki konstruktywne wkrotce utonely w lawinie jakichs dziwnych i niezrouzmialych czesto albo wysoce egoistycznych i roszczeniowych, tak ruszenie tej lawiny w Polsce sila rzeczy dprowadzi do kompletnej degradacji tej formy protestu (czesc dzis uwaza, ze byly one celowo czesto inicjowane przez SB), a wydaje sie, ze autor naiwnie mysli dosc idelistycznie, ze w Polsce udalo by sie utrzymac jakis poziom i dyscypline. Mysle, ze nie
    2. autor pisze, to “ostatni skuteczny sposób, w jaki społeczeństwo może się bronić przed debilizmem polityków, złodziejstwem banksterów oraz wszechmocą korporacji” – niby racja, choc nie do konca. Na caly swiecie kluczowa role w wlace z korporacjonizmem spelniaja NGO czyli non-governmental organizations (Greenpeace, Occupy etc) – nie tyle nawet “bojkot”, ale czesto wzywaly one do bojkotu roznych firm : od MacDonadla przez Reeboka, Nike, Shell i faktycznie ten bojkot dawal rezultaty. Tylko nalezy pamietac o jednym: NIEWAZNE jakie jest zrodlo i w jaki sposob dane zdarzenie staje sie w centrum uwagi – nalezy pamietac o jednym: TO WLASNIE WIENCZACE ta forme protestu rozwiazania prawne (ze strony panstwa, ktore wtedy moze sie powolywac na spoleczne poparcie, ale czesto-gesto takze zagrozone utrata wplywow i dobrej marki korporacje czynia ustepstwa i wprowadzaja dlugofalowe plany napraw czy rekompensaty, dajac poszkodowanymn prace, tworzac dla nich i dajac im do reki dostep do darmowej energii, naprawiajac szkody w srodowisku naturalnym , likwidujac sweatshops etc.) – tego elementu tu brakuje. Bo taki “fizyczny”, osilkowy protest, aby pokazac niezadowolenie kojarzy mi sie z wypiciem pol litra i spiewaniem wtedy patriotycznych piosenek (przemieszanych z “Bo my Polacy to jedna rodzina” oraz z nieodzownym “Zal, zal za Ukraina”.
    3. Mowiac wiecgeneralnie: oczywiscie zgoda, ale pytanie sie pojawia, jak dotrzec do tluszczy (bo niestety, polski bojkot sopoleczny jest jeszcze wciaz na poziomie i dlugo jeszcze bedzie na poziomie Siczy Zaporoskiej, a wlasciwie uczynilismy w tym kierunku ostatni zdecydowany krok), bo “grzeczne” protesty bez rozbijania wozow TVN24, przemarsz w najlepszym wypadku bedzie miec liczebnosc – chocby manifestacji Antify w tym roku 9 listopada – maksimum kilkanascie tysiecy, aby wybic im z glowy, ze cokolwiek tluszcza zrobi – to jest piekne, ze protest musi miec rece, nogi i miec cel, jaki sie chce osiagnac inny od symbolicznego powieszenia Tuska na szubienicy i plakatow o zdradzie narodowej, a z drugiej strony – no coz – jednej rzeczy nie mozna wymusic: wyobrazni – bo po spolecznych protestach niezadowolenia, nalezy je przekuc na cos trwalego i jak zwykle – trzeba byc swiadomym, ze nie o to chodzi, aby zniszczyc korporacje, wywiezc na taczkach politykow, wsadzic kogo sie da do wiezienia, ale ZMIENIC czyli zrobic KROK DO PRZODU zamiast sie obracac wciaz w kolko: nowa wladza swietnie rzuci na pozarcie przyklady korupcji starej (a wiadomo, ze nie bedzie lepsza i wkrotce sie sama zapisze zlotymi gloskami w ksiedze polskiej korupcji i glupoty). Jeszcze moze jedno zapytanie: spotykalem sie zazwyczaj z opiniami, ze juz dawno korporacje wyrosly daleko ponad strukture panstw, ale autor pisze, ze “Rządy państw silnych, posiadające prywatne korporacje narodowe, zagwarantowały sobie wpływ na ich funkcjonowanie poprzez dostęp do kredytu, przyjazne przepisy pozwalające na optymalizację podatkową za granicą, jak również prawa patentowe i autorskie.” – czy jest w stanie bronic takiej tezy ? Raz jeszcze podkreslam: nie chodzi o ciagla ustawiczna walke, aby odzyskac jakis wplyw na dzialania korporacji czyli cos w rodzaju Placowki Slimaka, autor tu pisze o “prywatnych korporacjach, bedacych wlasnoscia rzadow” – musze przyznac, ze pierwszy raz sie spotykam z takim sadem – czy moze autor troche przyblizyc, dac przyklady czy lepiej opisac ? Pozdrawiam

    • Szanowny Panie Kazimirka!
      Ma Pan sporo racji.
      Polacy sporo już takich “powstań” mieli – i zazwyczaj kończyło się “jak zawsze”. Pisze Pan o NGO, o jakiejś wymuszonej oddolnie legislacji stwarzającej formalne ramy poprawy tego czy owego.
      Sądzę, ze te skądinąd słuszne uwagi są nieadekwatne do naszej aktualnej sytuacji. Żyjemy w systemie upartyjnionej ATRAPII, to znaczy systemu, w którym właściwie wszystkie formy życia politycznego,publicznego, formalnej aktywności obywatelskiej, solidarności, religijności, samorządności, demokracji (co by tu jeszcze wymienić?) – wszystko jest ATRAPĄ.
      Ponieważ aparat pojęciowy, który próbujemy zastosować do analizy doświadczanej rzeczywistości kształtowany jest przez polityków/banksterów/ideologów/złodziei/media/ałtorytety moralne (pisownia nieprzypadkowa), nie mamy większych szans na to, żeby w tym języku/w tej formule stworzyć jakąś spójną, pozytywistyczną wizję lepszego jutra.
      Jednocześnie dolegliwość namacalnej rzeczywistości staje się absolutnie nie do zniesienia, choćby z przyczyn biologicznych (głód!).
      Taką atrapię można nam skutecznie wciskać, dopóki jesteśmy podzieleni i akceptujemy język, w którym prowadzone są negocjacje.
      NAJPIERW musimy – działajac razem, choćby z niskich pobudek (głód, frustracja, owczy pęd, psychologia tłumu, desperacja, nienawiść do okupantów) przewrócić tą ATRAPIĘ razem z jej dominującym aparatem pojęć i językiem, PÓŹNIEJ dopiero możemy (skutecznie, albo nie) próbować formułować nowy, prawdziwszy język i układać nowy, lepszy świat.
      Za “Solidarności” ten pierwszy etap się udał doskonale, przegraliśmy w tej drugiej fazie – w efekcie znowu jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.
      Wybuch w Polsce nastąpi, pytanie ile jeszcze wytrzymamy i jak będzie krwawy. Nic tu nie trzeba organizować – przyjdzie samo prędzej czy później.
      Jeśli ktoś ma dobre chęci – można już dziś myśleć, jak wygrać ten drugi etap. Ale (niestety) najpierw będzie ślepy bunt oszalałego tłumu.
      Obawiam się, ze nad tym pytaniem (jak wygrać ten drugi etap) od dawna głowi się rzesza zawodowych zdrajców.
      Niemniej – będziemy mieli wtedy jakąś szansę.

      • Głód? Jedni nie mają na papu, inni marnują na potężną skalę.

        “Eksperci Federacji Polskich Banków Żywności (FPBŻ) przypominają, że co roku mieszkańcy Unii wyrzucają około 90 mln ton żywności. W samej Polsce w koszu ląduje 9 mln ton żywności. Te dane sytuują Polskę na 5 pozycji państw marnujących jedzenie w UE, za Wielką Brytanią, Niemcami, Francją i Holandią. Z badań przeprowadzonych we wrześniu 2012 roku przez instytut Millward Brown SMG KRC na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności wynika, że 30 proc. respondentów przyznaje się do wyrzucania jedzenia.
        Według szacunków najczęściej zdarza się nam wyrzucać pieczywo (50 proc.), warzywa, wędliny (po 33 proc.), ziemniaki (29 proc.), owoce (26 proc.), ser (11 proc.), mięso (5 proc.).
        Dlaczego marnujemy? Nie potrafimy planować i myśleć przyszłościowo – marnujemy, bo przegapiamy termin do spożycia (51 proc.), niewłaściwie przechowujemy (31 proc.), przygotowujemy zbyt duże porcje posiłków (25 proc.) oraz robimy zbyt duże zakupy (22 proc.)”.

        A jeszcze zmarnowane morze wody, megawatogodziny energii na wytworzenie tej zmarnowanej żywności i cysterny paliwa na transport tej żywności i potem śmieci…

        Nie rzucajmy mięsem! … do kosza.

      • Z dużym zaciekawieniem czytam Pana wpisy, zatem podpisuję się pod tekstem Redakcji.

    • Szanowny Panie!
      Może lepiej jakby napisał pan artykuł i przysłał 🙂
      Pozdrawiamy serdecznie
      webmaster Józef

  3. Bardzo mocny artykuł, napisany z nerwem, zatem koci pazur się należy. Problem Polski jednak polega na tym, że zagraniczni wszelkiej maści doradcy zadbali również o to aby w Polsce zlikwidować społeczeństwo obywatelskie. Jednak ja uważam, że na odbudowę nigdy nie jest za późno, wystarczy pójść śladami Islandii, która sobie z “międzynarodowymi korporacjami” (cokolwiek to znaczy) poradziła. Podobnie zachowała się Irlandia. To co wydarzyło się w Polsce nie obyło się jednak bez przychylności rodzimych lobbystów.

    • Naszła mnie chwila refleksji, zastanawiam się, kiedy sytuacja w Polsce przekroczy masę krytyczną? oraz czy takie rozwiązanie jest dobre, czy raczej złe?

  4. Skoro politycy partii współrządzącej nawołują do bojkotu, to trzeba to zrobić.
    Niekoniecznie odnośnie TESCO.
    Wokół interesów polityków, w tym PSL-u – też.
    Co do Tesco – to ta sieć daje pożyć wielu dostawcom i wyborcom z PSL-u.
    Czyżby strzał w stopę?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.