Wojskowość

Homar = homarek, czyli polskie kiełki! (cz.1)

fot. red. MSPO 2017

Homar to miał być hit, mieliśmy mieć 160 wyrzutni, HIMARS (ang. High Mobility Artillery Rocket System), wyprodukowanych przez koncern Lockheed Martin. Dzięki którym mieliśmy mieć możliwość rażenia celów na odległość do około 80 lub nawet 300 km! To, co prawda krótsze dystanse niż Wojska Rakietowe w okresie PRL, jednak jak na dzisiejsze czasy liczy się, żeby razić skutecznie. Wówczas była szansa założyć na nasze rakiety głowice z taktyczną bronią jądrową. Od czasu wycofania rakiet „(9K79 Toczka”, nie mamy prawdziwej broni dalekiego zasięgu. Jedyną siłą zdolną do rażenia dalekich celów jest lotnictwo, jest go jednak tak niewiele, że użycie go poza terytorium kraju będzie praktycznie niemożliwe.

160 wyrzutni to była idea poprzedniego pana Ministra Obrony Narodowej, można o nim powiedzieć wiele różnych stwierdzeń, w tym wiele negatywnego, jednak około 160 polskich kłów, to lepiej niż 20 kiełków (w tym dwa szkolne). Chociaż “kiełki” i tak mają lepiej, niż śmigłowce, których po prostu nie ma i nie zapowiada się, żeby w ogóle się pojawiły, chociaż i tam drgnęło – będą zdaje się cztery dla Wojsk Specjalnych.

Mamy za to cudo artylerii rakietowej zapłacić 414 mln USD. Rumunia zapłaci za swoje około 1,2 mld USD (za 50 wyrzutni). Cena po przeliczeniu na jednostkową podobna, ważna jest jednak technologia i ilość, ponieważ ilość przekłada się na siłę rażenia, w tym warunkowaną zdarzeniami losowymi wynikającymi z przeżywalności systemów na polu walki. Jak się ma więcej wyrzutni, to prawdopodobieństwo, że przetrwają atak przeciwnika, który dysponuje środkami rażenia o większym zasięgu jest większe. Zwłaszcza, że takie ruchome komponenty ogniowe mogą się nawzajem osłaniać. W przypadku 18 wyrzutni bojowych i 2 szkolnych, które zapewne będzie można adaptować do celów bojowych, najdelikatniej mówiąc szału nie zrobimy.

Ta broń jest nam potrzebna do jednego generalnego celu – ma umożliwić rażenie zaplecza sił nieprzyjaciela ze strefy przyfrontowej, jak również, co jest o wiele bardziej prawdopodobne – powinna służyć do rażenia wojsk w strefie styku wojsk z naszego zaplecza. W praktyce dzięki odpowiedniej ilości takiej broni możemy np. sparaliżować flotę nieprzyjaciela w porcie w zasięgu oddziaływania, zniszczyć główne elementy infrastruktury drogowej lub nawet razić punktowo i powierzchniowo miejsca zgrupowania wojsk. Po zastosowaniu odpowiednich głowić i z wykorzystaniem systemów rozpoznania czasu rzeczywistego na dalekich dystansach, można razić np. miejsca dyslokacji artylerii przeciwka, w tym artylerii rakietowej, lotniska lub niezwykle ważne systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. To oczywiście najbardziej skomplikowana sztuka i wymaga wspomnianych systemów rozpoznania, których nie kupujemy, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo.

Ujawniony stan spraw, bo oczywiście wszystko jest tajne i tak naprawdę niczego nie wiadomo wskazuje, że będziemy mieli około 20 małych kiełków, dodatkowo będziemy w stanie kąsać na „czuja”, chyba że sojusznicy daną nam dane do ataków. W to, że nasze F-16 z doskonałymi zasobnikami DB-110 (już wymagającymi modernizacji), będą w stanie zebrać dane, przekazać i dostarczyć jako współrzędne celów – wierzą tylko ci, którzy opierają swoją wizję rzeczywistości na wierze. Po pierwsze jest ich tylko siedem (dane oficjalne), a po drugie przedarcie się F-16 przez obronę przeciwlotniczą potencjalnego przeciwnika opartą o systemy S-300/400, Buk czy 2K22 Tunguska – będzie najdelikatniej mówiąc problematyczne i jeżeli się uda to prawie na pewno tylko w jedną stronę. O polskich satelitach (mikro satelitach), pozwalających na namierzanie celów, czy chociaż aktualizację danych w komunikacji z rakietą i środkami rozpoznania to nawet nie ma co marzyć w pierwszej połowie XXI – szego wieku. Chociaż plany na ten temat istnieją, mamy nawet mieć stacjonarne centrum odbioru danych z kosmosu i ich przetwarzania.

Nowoczesne uzbrojenie wymaga “nowoczesności”, w tym kadr zdolnych do jego obsługi. Biorąc pod uwagę za jakie stawki dzisiaj na rynku pracują zdolni elektronicy, automatycy i informatycy – należy być silnie sceptycznym w kontekście kadrowym. Doświadczenia związane z wprowadzaniem do służby systemów rakietowej artylerii przybrzeżnej (NSM), powinny dać wiele do myślenia naszym decydentom. Jednakże w Wojsku o pensji w praktyce decyduje ranga, a często niestety plecy. Kompetencje, unikalna wiedza, zdobywana na uniwersytetach i przez lata praktyki w obsłudze sprzętu jest na wagę złota, o ile nie cenniejsza. Na szczęście kupujemy gotowe systemu, w których eksploatacji wystarczy znajomość wypracowanych przez producenta procedur.

Generalnie to bardzo dobrze, że takie systemu rakietowe będą dla Wojska kupione. Dobrze, że w ogóle jakiekolwiek, ponieważ Żołnierze będą mieli kontakt z nowoczesną technologią, a jako armia zyskamy nowe sposoby rażenia.

Realnie jednak w przypadku użycia takiej broni, trzeba mieć świadomość, że będzie ona jednym z głównych celów każdego przeciwnika. Dlatego tylko 20 sztuk wyrzutni, to mniej niż tyle, co kotek napłakał. Naprawdę były pan Minister Obrony Narodowej miał rację. Około 160 wyrzutni, to niezbędnie konieczne minimum. Szkoda, że nie zrealizowano tych założeń, chociaż jest to sprzęt, który po prostu kupujemy – bez zbędnego filozofowania (polonizacji), dzięki czemu za odpowiednią ilość zielonych papierków z podobiznami Prezydentów Stanów Zjednoczonych z możemy zwiększyć jego ilość. Jest to niesłychanie ważny wątek i jeszcze do niego poniżej wrócimy.

Docelowo powinniśmy mieć ich około 300, wówczas miałyby dużą siłę rażenia – amunicją balistyczną, na średnie dystanse. Diabeł bowiem zawsze tkwi w szczegółach. Rakieta „inteligentna” ze specjalnymi systemami naprowadzania, jest w stanie razić cele precyzyjnie, jeżeli ma oczywiście wiedzę, w co ma uderzyć. Taka rakieta zawsze będzie o wiele droższa od rakiet, które mają klasyczne systemy naprowadzania. One są równie skuteczne, wymagają jednak innej filozofii użycia, przede wszystkim w kontekście pokrycia strefy celów. Broń precyzyjna umożliwia zniszczenie celów mniejszą ilością pocisków, jednak pamiętajmy o tym, że zawsze będzie droższa. Dodatkowo, czego dowiodły już znane konflikty, gdzie wykorzystywano bronie inteligentne, wszelkie te systemy zużywają się bardzo szybko – w pierwszych dniach walki. Ostatnie sztuki trzyma się na zapas w zanadrzu, jak pojawia się okazja do ich skutecznego wykorzystania. Z tego względu właśnie liczy się masowość użycia.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę okoliczność, że potencjalny przeciwnik dysponuje taktyczną bronią jądrową i może jej użyć do zwalczania naszych wyrzutni broni precyzyjnej, to 20 wyrzutni w ogóle nie jest zagrożeniem w rozważanej opcji. Swoją droga, to bardzo ciekawe jaka jest koncepcja użycia tego uzbrojenia? Czy poza defiladami w Warszawie, w ogóle będzie to do czegoś efektywnie wykorzystywane? To oczywiście bardzo dalekie porównanie, ale przed II Wojną mieliśmy kupione moździerze 220 mm wzór 32, wyprodukowane w zakładach Škody. Praktycznie nie zostały użyte bojowo, poza nielicznymi incydentami kampanii wrześniowej.

Zapraszamy jutro na drugą część cyklu.

12 komentarzy

  1. HIMARS to broń ofensywna.

    Im jest jej mniej, tym lepiej – bo mniej będzie powodów do zadrażnień u sąsiadów.

    Propagandowo dla Naszego Nadwiślańskiego Macondo (NNM) – lepiej.

    HIMARD będą jeździć na defiladach i będą nam serca rosły oraz łzy szczęścia popłyną z wielu oczu.

    Bo o to głównie chodzi, o propagandę.

    I to by było na tyle w NNM.

    Amen.

    P.S.

    A śmigłowce są niebezpieczne dla obsług i bardzo hałasują.

    Im ich mniej – tym ciszej nad polami i łąkami pięknego NNM.

  2. “Mamy je”, darł się asystent Prezesa a obecnie Minister.A ja bym powiedział” mają nas na pierwszej linii ataku”.Nawet laik wie że Homary mają charakter ofensywny i są skierowane na Kaliningrad!Czy ktoś uwierzył że baza w Redzikowie to obrona przeciw rakietom z Korei i Iranu?Rosjanie już zwiększyli swoje siły w Obwodzie.

  3. Tak naprawdę te 20 wyrzutni może skutecznie zaorać Kaliningrad i to nawet bez posiadania środków rozpoznania. Lotniska, porty, instalacje militarne jak radar dalekiego zasięgu bardzo ważny element rosyjskiego systemu wczesnego ostrzegania-lokalizacja tego wszystkiego jest znana. Tak więc posiadając te rakiety w dużym stopniu blokujemy możliwość rosyjskiej akcji militarnej przeciw Polsce. Po prostu rośnie koszt potencjalnych strat po stronie rosyjskiej w razie agresji na Polskę. Oczywiście przydałoby się więcej takiej broni ale przy 300 wyrzutniach to bylibyśmy ogromną potęgą w Europie. Jeżeli chodzi o lotnictwo to F 16 nie musi opuszczać przestrzeni powietrznej Polski aby razić cele daleko poza Polską. Pociski JASSM ER mają zasięg prawie tysiąc km. Oczywiście także przydałoby się ze dwa razy więcej nosicieli JASSMów. Z drugiej strony dopóki Rosjanie mają problem z Ukraińcami to możemy sobie pozwolić na kupowanie mniejszej ilości nowoczesnej broni i szkolenia na niej żołnierzy. A gdyby sytuacja się zaostrzyła to w ciągu kilku dni można z magazynów armii amerykańskiej ściągnąć do Polski odpowiednią ilość takiej broni. Także dlatego warto kupować sprzęt amerykański bo państwa europejskie nie dysponują większymi nadwyżkami, które można byłoby pozyskać w szybkim tempie dla przeszkolonego już personelu.

  4. No jak to w PRL mieliśmy jakieś wojska rakietowe o większym zasięgu i większej sile rażenia? Niemożliwe.

    No to już widać do czego styropian w Polsce doprowadził. Najwidoczniej uznają, że nam wystarczą kropidła dalekiego zasięgu w rękach naszych kapelanów. Wstyd.

  5. @bob. 13 lutego 2019 at 08:53

    Widzę, że masz zamiar walczyć do ostatniego Polaka w obcym interesie? 🙂 A Ukraińcy póki co mają problem sami ze sobą, podobnie jak Polacy.
    Naszą racją stanu jest pokojowa współpraca między narodami, a nie wywoływanie wojen i zamętu. Tak naprawdę chciałbym, żeby jakiś Bóg jednak istniał na tym świecie i od razu kasował zryte mózgi za wojenne pomysły. 🙂 Tylko wtedy ewolucja ludzkości by przyspieszyła i może świat by został uratowany. Bo tak, to niestety czarno to widzę.

  6. Bob,who os who?Najlepiej świadczy los ukraińskiego policjanta który został aresztowany na 2 miesiące.Za co ? Za to że w trakcie interwencji przeciwko nacjonalistom wyraził się “Kładź się Bandera”!

  7. Autor pisze, mając na myśli Niemcy, Szwecję lub Słowację. A może Białoruś? Kolejne szaleństwo!
    “Ta broń jest nam potrzebna do jednego generalnego celu – ma umożliwić rażenie zaplecza sił nieprzyjaciela ze strefy przyfrontowej, jak również, co jest o wiele bardziej prawdopodobne – powinna służyć do rażenia wojsk w strefie styku wojsk z naszego zaplecza. W praktyce dzięki odpowiedniej ilości takiej broni możemy np. sparaliżować flotę nieprzyjaciela w porcie w zasięgu oddziaływania, zniszczyć główne elementy infrastruktury drogowej lub nawet razić punktowo i powierzchniowo miejsca zgrupowania wojsk. Po zastosowaniu odpowiednich głowić i z wykorzystaniem systemów rozpoznania czasu rzeczywistego na dalekich dystansach, można razić np. miejsca dyslokacji artylerii przeciwka, w tym artylerii rakietowej, lotniska lub niezwykle ważne systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. To oczywiście najbardziej skomplikowana sztuka i wymaga wspomnianych systemów rozpoznania, których nie kupujemy, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo.

  8. @Miecław, gdyby Bóg kasował te “wojenne mózgi“ populacja Rosji skurczyłaby się ogromnie.

  9. Nabuchodonozor

    Mocno napisane, w pełni się zgadzam.

  10. Też uważam że to jest dobrze napisane

  11. Ponieważ na wojsku a tym bardziej uzbrojeniu zupełnie się nie znam to tym bardziej coś napiszę.

    Otóż z broni defensywnej to ja znam kamienie, procę i KBKS (to ostatnie poznałam w liceum)

    Może Autor kiedyś w ramach dobrego humoru opisze rodzaje broni, które wymieniłam.

  12. @bob. 13 lutego 2019 at 15:20

    No właśnie, nie wiem tylko, czy nie poszedłbyś na pierwszy ogień. 🙂 No i czy czasami Anglosasi i twoi Niemcy nie zniknęliby całkowicie z tej planety za lata niewolnictwa i podbojów. 🙂

    A z tego co by zostało, wtedy może dałoby się odbudować słowiański raj, no i wiele innych kultur zniszczonych w interesie okupacyjnej religii i zachodniego imperializmu.:-)
    No ale boga nie ma, więc trzeba czekać, aż młyny ewolucji zrobią swoje lub Matuszka Ziemia będzie miała nas dosyć.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.