Polityka

Hitler wiecznie żywy, czyli jak zeszmacono kampanię do Parlamentu Europejskiego

 Stało się, Hitler wiecznie żywy! Pięknie zeszmacono kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego. Media szukające sensacji, której brakowało – wypromowały człowieka i jego niszową kanapową partię, na anty-systemowego bohatera, który jest zdolny odmienić rzeczywistość, ku uciesze gawiedzi, tłuszczy i polityków, którym się wydaje że ciągając indywiduum po sądach zdobędą punkty.

Zasada postępowania z odpadami biologicznymi jest zawsze taka sama, nie rusza się ich, ponieważ poruszone znowu śmierdzą, takie coś zasycha na zewnątrz, a w środku jest dalej biologicznie aktywne. Poruszone – musi śmierdzieć – no i zaśmierdziało, tak skutecznie, że zaśmierdło salony i niestety umysły!

Samo podnoszenie Adolfa Hitlera do rangi tematu politycznego w czasie kampanii wyborczej w Polsce, to dowód na to, że nasza scena polityczna nie jest do końca normalna. To się bowiem nie mogło zdarzyć, może poza przypadkiem, który w jakikolwiek sposób uaktywniłby problematykę byłego kanclerza Rzeszy Niemieckiej, jednakże nic takiego się nie stało. Po prostu wywołano temat i to w sposób tak abstrakcyjnie parszywy i szkodliwy, że nie da się tego nawet cytować lub komentować.

Co trzeba mieć bowiem w głowie, żeby w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, w jednym z programów o największej oglądalności – podnosić fakt, że nie ma dowodów na fakt, czy były kanclerz Rzeszy Niemieckiej wiedział o zbrodniach swojego reżimu, czy nie wiedział? Co trzeba mieć w głowie jako prowadząca takiego programu, żeby od razu brutalnie nie zareagować – na wygłaszanie tego typu idiotyzmów, nie mówiąc już o cytowaniu podobnych kwiatków? Uwaga – NIGDY NIE MA PRZYPADKÓW. To są profesjonaliści!

Sprawa winy Adolfa Hitlera za zbrodnie nazistowskiego reżimu, którego był przywódcą jest jednoznaczna, oczywista i udowodniona w Procesach Norymberskich. Sprawstwo kierownicze i inspiracyjne kanclerza Rzeszy Niemieckiej, z tego tylko tytułu, że był formalnym szefem struktur państwowych oraz faktycznym dyktatorem – jest bezwzględnie niepodważalne i niepodlegające jakiejkolwiek dyskusji. Nie trzeba nawet sięgać do wypowiedzi Hitlera, przesyconych antysemityzmem, słowianofobią i nienawiścią do wszystkich, których uważał za „gorszych”, żeby rozumieć mechanizm zbrodni niemieckiej, w której decyzje szły od góry, jednakże nie brakowało inicjatywy na wszystkich szczeblach państwa – zbrodniarza!

Dziwne, że nikt nie podniósł od razu w dyskusji takiego argumentu, zbijając osobę psychopatyczną z poczucia słuszności i prawa do chwilowego epatowania erystycznym zwycięstwem – bo nie ma dowodu! Co za parszywe, skundlone, ohydne rodzajowi ludzkiemu zachowanie! Żeby inteligentni ludzie, nie potrafili uciszyć kogoś posługującego się tak idiotyczną argumentacją, właśnie argumentem sprawstwa kierowniczego? To skandal jest, świadczący o poziomie zarówno naszego dziennikarstwa mainstreamowego jak i naszych polityków, zresztą zdaje się z doktoratem z politologii. Naprawdę żałosne i przerażające zarazem.

Nikt inteligentny i mający nawet cień szacunku do samego siebie nie neguje tych faktów, jak również nie czyni z nich logicznych składowych powodów do erystycznych sporów, w których decyduje semantyka użytych słów. W kontekście majestatu męczeństwa ofiar hitlerowskiego reżimu, wszelkie tego typu żonglowanie słowne należy uznać za paskudne, parszywe i pozbawiające człowieka zdolności honorowych. Po prostu bydlakom bawiącym się Holokaustem, czy też innymi zbrodniami nazistowskiego reżimu nie podaje się ręki, powinno się ich – po dokładnych badaniach psychiatrycznych – jeżeli są publicznie uciążliwi – izolować.

Oczywiście nie jest to wezwanie do ograniczania wolności słowa, proszę sobie myśleć, mówić i pisać co kto uważa, jednakże muszą być wyraźnie wskazane sankcje za łamanie fundamentów. Po prostu tak, jak nikt nie może twierdzić, że w matematyce (euklidesowej) 2 plus 2 nie równa się 4, tak samo nie można łamać semantycznych, historycznych, logicznych, politycznych, religijnych, obyczajowych i wszystkich innych fundamentalnych kwestii. Nie powinno się za to karać, ale osoby sięgające do takiej argumentacji – oczywiście poza gronem specjalistów w tym przypadku historyków, dyskusją branżową itd., ewentualnie nawet mainstream, ale po opatrzeniu specjalnym komentarzem – inaczej, osoby robiące tanią sensację z faktów krzywdzących prawdę – powinny liczyć się z wykluczeniem z życia publicznego naszego społeczeństwa.

Jednakże tutaj grzech jest po dwóch stronach – mainstream dziennikarski nie powinien ruszać odpadów biologicznych, niech się zgodnie z zasadami biodegradacji – same rozpadną i utylizują. Tym bardziej nie można grzebać w tym patykiem, chyba że ktoś zlecił określone zachowanie, żeby ośmieszyć konkretną osobę i związaną z nią partię – niebezpiecznie umacniającą się w sondażach poza kanapę.

Taki scenariusz jest możliwy, jednakże raczej osiągnięto skutek odwrotny od zamierzonego, ponieważ ludziom się podoba ktoś, kto nie kłania się establishmentowi i wyraźnie i głośno mówi, że zrobi z czegoś burdel, a wszystkich złodziei rozliczy.

W piękny sposób zeszmacono kampanię do Parlamentu Europejskiego, która i tak szczególnie merytoryczna nie była! Nic, tylko gratulować – fantastyczny sposób na zabawy dla PR-owców, wielu będzie się mogło na przypadkach z tej kampanii doktoryzować a nawet habilitować…

2 komentarze

  1. Sejm prewencyjnie zaminowany

    Felieton • Radio Maryja • 22 maja 2014

    Szanowni Państwo!

    W miarę zbliżania się terminu wyborów do Parlamentu Europejskiego, zarówno w deklaracjach Umiłowanych Przywódców, jak i w komentarzach funkcjonariuszy zatrudnionych jako dziennikarze w niezależnych mediach głównego nurtu, widać ogromne zaniepokojenie możliwością sukcesu wyborczego eurosceptyków. Okazuje się, że kiedy o eurosceptykach nie było w mediach słychać, to każdy Umiłowany Przywódca mógł pryncypialnie krytykować Unię Europejską, a zwłaszcza – traktat lizboński – że to niby zagraża niepodległości Polski – ale kiedy eurosceptycy wreszcie się pojawili, okazało się, że tak naprawdę, to wszyscy Unię Europejską kochają, że bez niej, a właściwie – bez pieniędzy, które z Unii Europejskiej doją – żyć by już nie mogli tak samo, jak narkoman bez narkotyków. Zgodnie tedy z zasadą, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, również i z pojawienia się eurosceptyków wypływa korzyść dla opinii publicznej. Dowiedziała się ona mianowicie dwóch rzeczy: po pierwsze – że tak naprawdę Umiłowani Przywódcy Unię Europejską kochają być może nawet bardziej, niż nasz nieszczęśliwy kraj, a po drugie – że tak naprawdę niczym się między sobą nie różnią, bo jak przychodzi co do czego, to ćwierkają z tego samego klucza.

    Tak się przypadkowo złożyło, że akurat przed wyborami odżyła w mediach sprawa „Brunabombera”, co to według Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego „chciał” wysadzić w powietrze gmach Sejmu wraz ze wszystkimi Umiłowanymi Przywódcami. Od samego początku podejrzewałem, że jest to prowokacja sprokurowana przez ABW po to, żeby ją „wykryć”, zamiar zamachu „udaremnić”, a potem podzielić się sprawiedliwie premiami tak samo, jak to było przy okazji słynnej operacji „Menora”. Polegała ona na tym, że przed świętami, kiedy to każdy grosz się przyda, Abewiaki wykombinowały sobie, iż z okazji kolejnej rocznicy powstania w warszawskim getcie, najwięksi antysemici w kraju w osobach Waldemara Łysiaka, profesora Jerzego Roberta Nowaka i Stanisława Michalkiewicza planują przeprowadzenie straszliwego zamachu – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody”. Dzięki energicznej akcji Abewiaki te straszliwe zamiary udaremniły, a w nagrodę za ten wielki sukces podostawały premie, których istnienie i wysokość stanowi tajemnicę państwową. Krótko mówiąc, każdy, kto tylko może, doi biedną Rzeczpospolitą, jak tam potrafi; Umiłowani Przywódcy „poświęcają się dla Polski”, a Abewiaki i inne bezpieczniackie watahy „strzegą”, jak to się mówi, naszego bezpieczeństwa. Nie od dziś wiadomo, że najbezpieczniej jest na cmentarzu, gdzie poza tym panuje największy spokój i porządek. Ta okoliczność nasunęła mi znakomity sposób zabezpieczenia się przed eurosceptykami, to znaczy – nie tyle „się” – co naszego Sejmu z Umiłowanymi Przywódcami w środku.

    Oto bowiem z okazji ujawnienia elektronicznego listu, jaki „Brunabomber” wysłał do swoich prowokatorów – że podejrzewa, iż są z policji i w związku z tym odstępuje od „remontów” – w niezależnych mediach głównego nurtu pojawiły się opisy zabezpieczeń, mających ochronić Sejm przed rozmaitymi niespodziankami. A więc strażnicy, tajniacy, kamery monitorujące, szlabany oraz mechaniczne zapory. Wszystko znakomicie chroni Umiłowanych Przywódców – ale czy jest w stanie uchronić Sejm przed inwazją eurosceptyków, którzy w dodatku odgrażają się, że chcieliby rozsadzić układ „okrągłego stołu”, który wprawdzie stwarza Umiłowanym Przywódcom oraz bezpieczniackim watahom możliwość dojenia Rzeczypospolitej, ale dławi Polskę – co odczuwa zwłaszcza młode pokolenie. Monitoring, ani mechaniczne zapory mogą okazać się nieskuteczne, więc proponuję, by obszar wokół Sejmu, a także sam główny gmach zaminować minami reagującymi na lokalne stężenie eurosceptycyzmu. Jestem pewien, że nasza przodująca nauka, co to wykryła nawet identyczność płci, potrafi stanąć na wysokości zadania i skonstruować detonatory reagujące na eurosceptycyzm. Przy takim zaminowaniu Umiłowani Przywódcy kochający Unię Europejską, Naszą Złotą Panią Anielę i Józefa Manuela Barroso mogliby bezpiecznie przedostawać się do Sejmu nawet po terenie zaminowanym, natomiast nie przedostałby się tam żaden eurosceptyk. Dzięki temu można by uniknąć konieczności fałszowania wyników wyborczych, a poranionych od wybuchów eurosceptyków można by pozbierać i po pobieżnym opatrzeniu od razu skierować za pośrednictwem niezawisłych sądów do Gostynina, gdzie, jak wiadomo, maja być bezterminowo izolowane „osoby stwarzające zagrożenie”. A cóż może stwarzać większe zagrożenie, niż eurosceptycy, którzy w dodatku chcieliby rozsadzić układ „okrągłego stołu”, dzięki któremu zarówno Umiłowani Przywódcy, jak i bezpieczniackie watahy mogą doić Rzeczpospolitą?

    Mówił Stanisław Michalkiewicz

  2. wieczorynka

    Gdybym zechciała napisać co myślę o mediach wiodących i niektórych politykach to wiadomo redakcja nie puści tekstu i słusznie. Natomiast jest mi bardzo przykro jeżeli w/w grupy uważające się za elitę (ja tak nie uważam, wręcz przeciwnie)traktują społeczeństwo/telewidzów w sposób “głupi ludek to kupi”. Uprzejmie proszę media i polityków o trochę szacunku dla społeczeństwa.Na pytanie kto tu jest głupi każdy odpowie sobie sam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.