Polityka

Haratnąć w gałę!

 Wszyscy zarzucają naszemu panu premierowi, że jest bierny, że Platforma się rozpada, że nie wiadomo czy w ogóle rządzi, że wypoczywa od czasów Euro 2012, że nie ma pomysłu na rządzenie, że w ogóle nie wiadomo, czego chce i oczekuje od rzeczywistości. Miały być jakieś reformy, pakiety oszczędnościowe, bo podobno kryzys jest. W międzyczasie koalicja się rozpada, bo koalicjant bryluje po salonach opozycji, a tymczasem nikt nie zauważył, że pan premier od początku chciał sobie tylko haratnąć w gałę!

Haratnięcie w gałę było głównym motorem napędowym pchającym pana Donalda Tuska do władzy! Jak się tylko dowiedział, że rząd PiS, zdaje się jeszcze z tzw. premierem Marcinkiewiczem – załatwił Euro dając gwarancje, natychmiast zapragnął wziąć udział w tej wspaniałej imprezie – no a do tego było potrzeba spowodować, że tamta koalicja upadła, Tupolew upadł, wszystko upadło. A on został premierem i mógł bez problemu haratać w gałę w oczekiwaniu na wielkie haratanie gały na nowo zbudowanym za małym stadionie narodowym przypominającym brudny wiklinowy koszyk. Udało się – haratanie nastąpiło, nasi futboliści oczywiście jak zwykle zawiedli, ale przecież nikt na poważnie od nich niczego nie oczekiwał, no, bo wiadomo, że to Polacy są, więc nie potrafią wygrywać. Ale szczęśliwego haratania gały cały czas ciąg dalszy, albowiem przecież pan premier wybudował w całym kraju szereg boisk dla lokalnych działaczy, na których przepędzając cudze bękarty mogą sobie haratać w gałę na sztucznej chińskiej trawie! Oj, jaka szczęśliwa ta nasza Polska, albowiem haratanie w gałę to jak się okazuje jedno z naszych ulubionych zajęć narodowych. Haratnę ja, haratniesz ty, obaj haratniemy tu i tam!

No, bo w zasadzie czy coś innego poza harataniem w gałę ma sens? Córka bawi się w perfekcyjną kurę domową pokazując na blogu Polkom rzeczy, na które ich nie stać, syn zamieszany w aferę ze złotym biznesem gdańskim, gospodarka leży, zresztą wszystkie strategiczne aktywa od dawna są w rękach zagranicznych, nic się nie da zrobić – nawet dodrukować pieniądza. Więc, po co się tym wszystkim przejmować? Przecież można iść i na pełnym luzie sobie haratnąć w gałę? Chętni zawsze się znajdą, zwłaszcza jak jest perspektywa podwózki fajną be-em-ką z BOR-owcami, którzy ja wiadomo nie muszą stać w korkach! Co za wspaniałe życie i doskonałe możliwości funkcjonowania. Raz kadencja – haratania, znowu się nabrali, to haraczem dalej, póki się da, póki sztuczna trawa nie zacznie odłazić z naszych orlików!

Może to żart, ale obserwując dokonania naszego premiera trudno jest znaleźć jakikolwiek istotny sukces, jakąś większą myśl i ideę wcieloną przez 5 lat rządów w życie kraju. Przecież to było nic innego jak tylko przetrwanie, przeplatane mniej lub jeszcze mniej udanymi komunikatami PR-owymi a do tego cała masa potknięć, porażek, afer, klęsk, nieudolności, niedotrzymanych obietnic i wszelkiego typu kompromitacji – w tym także, tych na arenie międzynarodowej. Dlatego też, oceniając jego rządy trudno nie ulec wrażeniu, że temu panu z Gdańska chodziło głównie o to, żeby móc sobie po prostu haratnąć w gałę! No, bo jeżeli nie ma się wpływu na sferę realną, a czego się nie dotknąć to parzy! To, po co się wysilać? Po co główkować po nocach – w Kancelarii Premiera, jeżeli tam są podsłuchy! Albo mogą premiera przez szybę podsłuchać! Jeżeli prawdą są te doniesienia dziennikarzy to mamy do czynienia ze skandalem przekraczającym wszelkie standardy i nie tylko należy rozwiązać służby specjalne, ale po prostu zastanowić się nad przyszłą koncepcją ich funkcjonowania, albowiem to nie jest normalne, żeby premier bał się swobodnie rozmawiać we własnym gabinecie! Bo jeżeli tam się boi to gdzie może być sobą i rządzić? Może na boisku? W szatni? Ludzie przecież to koniec państwa jest, liczy się tylko haratanie w gałę!

Podsumowując, być może i rzeczywiście tak jest, że pan premier miał za cel główny sowich rządów haratanie w gałę i nic innego go nie interesowało, albowiem wiedział, że praktycznie na nic wpływu nie miał i nie mógł mieć, albowiem nawet sprytny Pawlak obsadził wszystkie wolne stanowiska „zaufanymi”. Dlatego też, nie wińmy premiera tylko podajmy mu piłkę, jak zobaczymy, że smutny harata w gałę na naszym przyszkolnym boisku lub w parku obok domu. Premier też człowiek, niech gra w piłkę – na zdrowie, a państwo? Jakie państwo? Jest jeszcze jakieś?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.