Ekonomia

Handel, handel i jeszcze raz handel oraz inwestycje!

 Jeżeli ktoś zapyta się, jakie powinny być główne cele polskiej polityki zagranicznej – należy odpowiedzieć: handel, handel i jeszcze raz handel oraz inwestycje! Nic innego w relacjach ze wszystkimi krajami świata nie powinno interesować, albowiem nie ma z naszej perspektywy nic ważniejszego niż wymiana handlowa, przysparzająca naszemu krajowi korzyści i zyski. Stymulowanie wymiany handlowej pomiędzy Polską a światem musi stać się kluczowym zadaniem naszych wspaniałych dyplomatów, oczywiście nie ma przeszkód żeby można przy tym doskonale realizować także cele polityczne, kulturalne i wojskowe, jednakże to handel powinien być nadrzędną czapką spajającą całość działań naszych licznych przedstawicielstw, które przecież kosztują.

Jeżeli nie mamy koncepcji promocji marki polskiej, jak również większego pojęcia o promocji zagranicznej naszego kraju, nie mówiąc już o promowaniu polskich produktów i firm z Polski, to powinniśmy koncentrować się na sprzedaży bezpośredniej i to w sposób dosłowny – nakazać prowadzenie takiej działalności, jednakże z przyczyn oczywistych okrojonej do bezpośredniego kojarzenia kontaktów i ewentualnej obsługi językowo-prawnej kontrahentów. Zmieńmy ambasady i inne placówki promujące Polskę za granicą w nasze misje handlowe, które będą miały tylko jeden cel – przedstawić plany sprzedażowe centrali a następnie je wykonać. Jest to prymitywna metoda, jednakże w naszych realiach już chyba tylko taka może okazać się skuteczna, jeżeli chodzi o stymulowanie polskiego eksportu.

Nikt, bowiem bardziej od naszych przedstawicieli na miejscu, nie ma większych szans na zaznajomienie się z potrzebami lokalnych rynków, zarazem dysponuje zbiorem narzędzi umożliwiających realizację tego typu „kantorowej działalności”, nawet, jeżeli mielibyśmy zmienić model działania naszych przedstawicielstw, to się nam bardzo opłaci. Żeby zachęcić do tego dyplomatów, należałoby pozwolić im legalnie czerpać z tego procederu prywatne zyski, jedynie opodatkowane jakimś skromnym i symbolicznym podatkiem na rzecz zawsze potrzebującej ojczyzny. Być może w ten sposób udałoby się doprowadzić do stymulacji wymiany handlowej, jeżeli nasza gospodarka zyskałaby aktywnych przedstawicieli na poszczególnych rynkach.

Oczywiście najważniejszą pozycję zajmowałby w tym układzie sam minister spraw zagranicznych, którego dla dobra polskich spraw i tak trzeba byłoby zmienić, najlepiej na jakąś osobę bardziej związaną z Polską – może kobietę? W końcu Polska to kobieta, więc jeżeli ktoś ma stanowić żywą wizytówkę naszej ojczyzny za granicą i sprzyjać rozwojowi handlu – to czy można wyobrazić sobie kogoś bardziej wartościowego od ambitnej przedstawicielki płci pięknej?

Polityka władz państwowych i wspierających je władz regionalnych – musi koncentrować się na wzmacnianiu wymiany handlowej, w tym także na inicjowaniu jej w obszarach i na polach, gdzie do tej pory byliśmy nieobecni. Nie można oczywiście wymagać od razu efektów i sukcesu, działania mogą nawet przynosić początkowo straty związane z promocją, dystrybucją (logistyką), potrzebnymi badaniami i potwierdzaniem certyfikatów. Najważniejsze jest, bowiem – samo pojawienie się – marki Polska obecnej na naszych produktach pod wszystkimi adresami świata.

Oczywiście, żeby proces ten miał sens powinien być wzorowany na działaniach dużych ponadnarodowych korporacji, nic by nie zaszkodziło wykupić jedną z nich, albo przynajmniej jej cześć, żeby przejąć to całe skomplikowane know how, – dzięki któremu Anglosasom udało się biznesowo wyznaczyć reguły postępowania na świecie. To chyba nie jest tak trudne, żebyśmy nawet kopiując 1: 1 – powtórzyli ten sukces? Chyba mamy już w kraju a także za granicą odpowiednią ilość osób pozbawionych obciążeń w myśleniu, jak również umiejących się odnaleźć w międzynarodowym środowisku, czy też po prostu znających języki i co niesłychanie ważne – także realia u obcych. Jeżeli trzeba, a prawdopodobnie okazałoby się to konieczne dla realizacji procesu – to po prostu trzeba byłoby wymienić dominującą część kadr – w naszych placówkach dyplomatycznych i misjach gospodarczych. Być może dzięki nawiewowi nowego udałoby się doprowadzić do rewolucji w działaniu tych instytucji, a przede wszystkim do zdolności formułowania ambitnych i realnych celów oraz osiągania ich.

Jeżeli komuś włosy się jeżą na głowie – niech sobie uświadomi, że mamy nowe czasy – zupełnie odmienne realia niż nawet 10 lat temu! Dzisiaj nadana paczka w Warszawie – za dwa dni jest odbierana w Bagdadzie! To tylko kwestia ceny! Czasy dyplomacji salonowo – „pierdzącej w stołki” – już dawno się skończyły. Dzisiaj ambasada powinna zarabiać na siebie, w tym znaczeniu, że muszą być realnie mierzone korzyści wynikające z efektów funkcjonowania poszczególnych placówek. Na budowanie odrębnych przedstawicielstw niż obecnie istniejąca olbrzymia w swojej konstrukcji sieć – nie stać nas. Dlatego zacznijmy efektywniej wykorzystywać to, co mamy.

Dlatego powtórzmy – handel, handel i jeszcze raz handel oraz inwestycje! Być może kiedyś z czasem przyjdzie czas na kulturę, a może nawet jak dorośniemy na robienie polityki. Tymczasem myślmy o tym jak się wzbogacić, wszelkimi sposobami i bez żadnych zahamowań.

One Comment

  1. W pełni popieram autora.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.