Społeczeństwo

Gulasz wołowy – moja pogańska komunia, czyli moralne rozterki poganina

 Nie mogę zasnąć.

Gdzieś, wiele kilometrów stąd, w obcych ścianach Jożin, Jasiek, Gwidon i Mars czekają na śmierć.

Nie wiem, kto i jak im tą śmierć zada.

To będzie rano – rzeźnia zaczyna pracę o siódmej, zanim się wszyscy zbiorą, poprzebierają, może wypalą ostatniego papierosa przed pracą – może wpół do ósmej?

Jest lekki mróz – zapewne w rzeźni nie można palić, więc gdzieś na brudnym śniegu przed wejściem dla personelu ostatni papieros z kolegami… Może od wczoraj lekko suszy – wiem, w tym zawodzie trudno być trzeźwym. Byki czekają w jakiejś poczekalni.

Nie mogę zasnąć. Rozpamiętuję nieuniknioną, jedyną ale ostateczną zdradę, której musiałem nieuchronnie dokonać.

Budowaliśmy wzajemne zaufanie. Długo. Całe ich życie. Z oporami z obydwu stron. Bez tego zaufania nie moglibyśmy współżyć – przecież bez siana, które im, co dzień w pocie czoła dostarczam nie przetrwałyby zimy. Ja również nie mógłbym upilnować własnych pleców, gdyby zwierzęta były mi wrogie.

I na koniec- jeden jedyny raz – muszę zdradzić.

Mars nie miał rogów – pozbawiono go tego oręża w dzieciństwie, ze względów bezpieczeństwa.

Ale i tak nikt mu nie podskoczył. Pod koniec sezonu pastwiskowego mógł dochodzić tony – brak konkurentów w tej klasie wagowej. Mieliśmy z Marsem starcie, dwa lata wcześniej, na pastwisku.

Zaczął mnie ganiać. Miał wtedy dwa lata – durna niewyżyta młodość, pan na haremie, soczysta jedwabista trawa… Król życia. Ustępowałem, on był coraz bardziej natarczywy.

Za którymś razem, zaopatrzony w dwumetrową brzozową witkę nie ustąpiłem mu drogi.

Musiałem go uderzyć.

I drugi raz.

Mocno.

Cofnął się.

Ja też odstąpiłem kilka kroków.

Od tej chwili zapanowała zgoda. Nie uderzyłem go nigdy więcej.

Krowy to zwierzęta stadne. To znaczy, ze mają bardzo rozbudowany system relacji społecznych, ciągle aktualizowaną hierarchię, podział ról. Mają też swoje rytuały, owcze pędy, hormony i emocje.

Ten, kto chce z nimi współżyć musi rozumieć i „wmontować się” w ich system społeczny na ich zasadach.

Inaczej na dłuższą metę zawsze skończy się to klęską.

Mars dał kilkadziesiąt cudownych cieląt. Niektóre żywo przypominają ojca.

Jożin urodził się na bagnie, stąd imię.

Na początku rósł powoli, był mniejszy od rówieśników. Był rogaty, nieufny i sprytny.

I wredny. Zawsze potrafił przerwać ogrodzenie, dorwać się do owsa albo do „zakazanych” jałówek.

W drugim roku życia zaczął doganiać rówieśników. Ciągle był jakby mniejszy, ale taki więcej „w sobie”, nabity, kark mu się rozrósł jak u jakiegoś gangstera.

Gwidon miał marne rogi. Gdzieś pośród jego przodków był buhaj genetycznie bez rożny, i Gwidon odziedziczył tę cechę. Miał jakieś takie marne, słabo przytwierdzone do czaszki wyrostki.

Duży i łagodny. Z usposobienia jakby filozoficzny, zdystansowany.

Nigdy nie uczestniczył w „czeczeńskich tańcach”, które z nadmiaru energii uprawiały inne byki.

Jasiek wygrał los na loterii. Sąsiad potrzebował byka dla swoich krów, więc w maju, gdy Mars szedł „do roboty” pognaliśmy także Jaśka, tylko trochę dalej, do krów sąsiada.

Powitania nie da się opisać. Bogactwo gestów, głosów, figur tanecznych, mieszanka szczęścia i niepewności, podchody, żarty, zaczepki, gesty pojednawcze…. Strach, ciekawość i pożądanie.

Po dwóch miesiącach, kiedy już wszystkie krowy u sąsiada były cielne „macho” Jasiek przerwał ogrodzenia i wrócił „do swoich”. Dwa dni walczył z Marsem, ale ponieważ i tu wszystkie panie były w ciąży, doszło do chłodnej przyjaźni.

Moi katoliccy sąsiedzi mają łatwiej. Wierzą, że ziemia jest po to, by czynić ją sobie poddaną, a zwierzęta nie posiadają duszy nieśmiertelnej, więc nie ma problemu….

Wegetarianie nie zdają sobie sprawy, że upowszechnienie ich światopoglądu oznaczałoby śmierć wszystkich krów na ziemi. Bo żyjemy w symbiozie – krowy i my. Nie byłoby krów, gdybyśmy nie jedli wołowiny. Jożin, Mars, Jasiek i Gwidon nie mieliby szansy, żeby się urodzić.

Ubój rytualny jest barbarzyństwem.

Wiem, że tzw. „rynki” próbują dyktować co innego. Wiem, że zakaz uboju rytualnego w Polsce uderzy w opłacalność mojej działalności, więc trudniej będzie przetrwać ekonomicznie mnie i moim krowom.

Jestem przeciw ubojowi rytualnemu.

Jestem przeciw katolickiej znieczulicy.

I przeciw wegetariańskim manipulacjom.

Jest tak, że nie unikniemy konieczności zabijania naszych pięknych braci mniejszych.

Oni są zawsze niewinni.

My musimy wziąć na swoje (katolickie, buddyjskie, czy pogańskie) sumienie odpowiedzialność za ich śmierć.

I odpowiedzialność za to, żeby ich śmierć nie była bez sensu. Nie marnujmy żywności.

I żeby ich śmierć odbyła się z jak najmniejszym cierpieniem.

I żeby ich życie – krótsze czy dłuższe – było szczęśliwe.

My też umrzemy.

poganin baca56

18 komentarzy

  1. Cholera, świetny tekst. Pozdrowienia od kolegi, z podobnymi rozterkami, i takim samym poglądem na wegetarianizm.

  2. Wierny_czytelnik

    Coś wspaniałego! Uczta dla duszy! Gratulacje autorowi debiutu!

  3. “…Wegetarianie nie zdają sobie sprawy, że upowszechnienie ich światopoglądu oznaczałoby śmierć wszystkich krów na ziemi. Bo żyjemy w symbiozie – krowy i my. Nie byłoby krów, gdybyśmy nie jedli wołowiny…” – wierutna bzdura! W Indiach blisko miliard ludzi nie je wołowiny, a miliony krów mają się tam doskonale – to święte zwierzęta, które dają mleko, nawóz i opał, ale nikt im najmniejszej krzywdy nie robi! Czyli można…

    • @Żelibur
      a czy Ty byłeś/aś kiedykolwiek w Indiach?
      tam tysiące krów żyją na ulicach i żywią się znalezionymi tam śmieciami. umierają w bólu a w czasie sekcji zwłok z ich żołądków wyciągane są plastikowe reklamówki – ich codzienna strawa. nie nazwiesz chyba tego doskonałym życiem?

      • Foliowe, jednorazowe torebki to zmora współczesnej cywilizacji! Tzw. święte krowy w Indiach, które widuje się na ulicach, to osobniki stare i bezpańskie, które w ten sposób dokonują żywota – chodzą wolne i jedzą co chcą, także śmieci leżące na ulicy. Ale kiedy taka krowa podejdzie do straganu, by poczęstować się warzywami czy owocami – nikt jej nie przepędza, a traktuje zajście jak wielkie błogosławieństwo!

        Upowszechnienie wegetarianizmu nie oznaczałoby na pewno śmierci wszystkich krów na ziemi – wegetarianie (w przeciwieństwie do wegan) nadal przecież spożywają mleko, sery itd. – tylko o to mi chodziło i nie ma najmniejszej potrzeby udowadniać mi, że krowom w Indiach to nie do końca jest tak cudownie, bo nie wypoczywają w spa popijając malibu…

      • @Zelibur Z tymi Indiami to zapewne masz rację.
        Ale już np. w Europie jest dokładnie tak jak napisałem.
        Bohaterowie tego artykułu należeli do rasy typowo mięsnej, ale wyobrażenie, ze użytkowanie mleczne coś tu zmienia jest też z gruntu błędne.
        Zwracam uwagę, że produkcja mleka wygląda tak, że krowa mleczna co roku rodzi cielę – inaczej mleka nie będzie. I jak myślisz, co się dzieje z tymi cielętami? Bez rzeźni nie ma jogurtów i serków!

        Mam nadzieję, że z nikt nie odebrał mojego tekstu jako próby zniechęcenia do konsumpcji befsztyków, mleka czy serów. Wręcz przeciwnie – jedząc mięso dajemy tym zwierzętom szansę na życie.
        Które niestety, podobnie jak nasze, kończy się śmiercią.
        W przypadku hodowców dochodzi jeszcze nieuchronna zdrada, gdy trzeba zwierzę przeznaczyć na śmierć.

        Jedzmy na zdrowie i ze smakiem!

        Chodzi mi tylko o to, żebyśmy nie jedli mięsa bezrefleksyjnie. Żebyśmy nie zamiatali pod dywan, nie chowali przed oczami i własną świadomością faktu życia i śmierci zwierząt. Żebyśmy nie szukali wegetariańskich czy religijnych wykrętów od odpowiedzialności.

        Bo wykręcić się nie da. Rezygnacja z konsumpcji mięsa i mleka oznacza że zwierzęta się w ogóle nie urodzą, i to też jest odpowiedzialność.

        Ale możemy, jedząc smakowite pieczyste pomyśleć o ich losie. Na przykład sprawa barbarzyństwa uboju rytualnego nie dotyczy tylko koszernych rzeźników, ale także nas wszystkich. Tzw. opinia publiczna ma tu spore pole do popisu.
        Dotyczy to także “nieludzkich” warunków niektórych przemysłowych hodowli.

        Do takich rozważań i przyjęcia takiej
        odpowiedzialności chciałem zachęcić czytelników powyższego tekstu.

      • @ baca56 – rozumiem Twój punkt widzenia, choć się z nim do końca nie zgadzam. A wracając do Indii i świętych krów, to polecam bardzo ciekawy artykuł:

        http://archiwum.wiz.pl/2000/00074500.asp

  4. Szanowni Państwo!

    jako posiadający palmę pierwszeństwa ilościowego na tym portalu pod względem ilości opublikowanych przez redakcję tekstów – oświadczam, że jestem po pierwsze pod wrażeniem. Styl, czystość przekazu, wysoka kultura języka – przy równoległej jego prostocie gwarantującej bezbłędną jakość przekazu – to jest właśnie to co decyduje o tym, że jest to najlepszy tekst na naszym portalu dotychczas!
    Po drugie sposób przedstawienia trudnej problematyki powoduje, że mamy możliwość wczuć się w pewnym sensie w głębie tematu – nieosiągalną dla mieszczuchów!
    Po trzecie nic tylko zachwyt – autor Baca56 jest najlepiej zapowiadającym się talentem pisarskim.
    Serdeczne gratulacje!

    k.

    ps. ten tekst do tej chwili przeczytało 423 osoby – co jak na “head” w dniu powszednim naszego portalu to bardzo dobry wynik – ponad przeciętny na tą godzinę.

  5. Świetny tekst, ale tytułowa Postać z fotografii – piękniejsza!
    Czy Szanowny @autor pasał kiedykolwiek w życiu Krowę?
    Jeśli tak, to czy przyjrzał się jakie Ona ma piękne rzęsy …
    Pozdrawiam.

  6. Witam!Zadziwiająco dużo wiesz o katolikach:) zauważyłem, że wielu pogan doktoryzuje się w tym temacie! Hoduję owce w entym pokoleniu, jestem katolikiem, czyli poszukuję Boga -sensu- dobra z różnym skutkiem ale z nadzieją; myślę, że moje owce nie uważają mnie za nieczułego,raczej wręcz przeciwnie, zabijam je (na trzeźwo)i zjadam ze smakiem. Uważam, że skrajności są szkodliwe, a poziom hipokryzji trzeba kontrolować. Pozdrawiam wszystkich hodujących cokolwiek żywego.

    • Niech się pan wczuje w byka, który czeka rano na śmierć… potężny – waga tonę, pan zycia i śmierci – silny potężny dominator … zarzynany … w imię naszego talerza. Zwierzęta mają prawo do uboju humanitarnego – dziękuję autorowi za ten tekst. Myślałem że to krakauer a to jakaś nowa gwiazda obserwatora 🙂

  7. Zbyt mocny artykuł nie byłam w stanie przeczytać.

  8. Jestem, mięsożerny i jak większość ludzi wole nie myśleć w jakich warunkach “produkowano” to co jem…po wizycie w browarze przestałem pić piwo 😉

    Dziękuję, naprawdę ciekawie podany temat 🙂

  9. łzy zalewają mi klawiaturę….
    czekam na następne teksty, ale mam nadzieję, że nie zrezygnujesz z hodowli, mimo rozterek
    ewelina

  10. Troche rozsadku:

    1 Nie, krowy nie wygina jesli przestana byc zabijane i jedzone.

    2 Aby zachowac roznorodnosc gatunkowa i naturalne ekosystemy przy rosnacej populacji ludzkiej nalezaloby zminimalizowac marnotrawienie zasobow (powierzchni ziemi wymaganej tylko po to aby wykarmic miliardy zwierzat przeznaczonych na mieso) = zminimalizowac spozycie miesa.

    3 Jesli obawiamy sie zmian klimatu to produkcja miesa jest potezniejszym zrodlem gazow cieplarnianych na Ziemi niz caly transport wszelkiego rodzaju (samochody, samoloty, statki, pociagi razem wziete).
    4 Produkcja miesa jest energetycznie nieefektywnym procesem produkcji potrzebnych kazdemu protein.
    5 Olbrzymia wiekszosc zwierzat hodowanych na mieso nie ma tak pieknego zycia jak wspomniane w artykule bydlo. Sa traktowane jako przetwarzacze paszy na mieso im szybciej tym lepiej, bez uwagi na dobrostan.
    6 Statystycznie wegetarianie zyja dluzej i w lepszym zdrowiu niz miesozercy.(to tylko statystyka ale jednak)

    Wszystko powyzej jest ignorowane przez miesozercow tylko dlatego, ze lubia jesc mieso. Niestety dla miesozercow wymowki sie koncza.

  11. krolowa bona

    To straszliwy dylemat i ciagle skandale i afery co do nie wypelniania warunkow “lagodnej,godziwej” smierci w wszelkiego rodzaju rzezniach naszych zywicieli….

    Uboj rytualny winien byc zabroniony, ta tradycja jest wysoko zakorzeniona ale pochodzi z archaicznych czasow, gdy nie bylo lodowek i chlodni oraz dostepu do soli i cala krew trzeba bylo usuwac z tkanek, by sie nie rozprzestrzenialy choroby z mikroorganizmow, dzis mozna zrezygnowac z takiego bestialstwa….

    Podobnie dyrektywy trzeba by odniesc do wysoko zakorzenionych kulturalnie tradycji korridy i zabijaniem przedtem doprowadzonego do granic wytrzymalosci stressu zwierzecia,ktore nie ma szansy uciec od zadawanych mu ciosow i ran…

    Jest takze kwestia slawetnych i za delikatesy uwazanych “sluszczonych watrobek gesich”, ich wlascicielkom, gesiom !!!

    Podobnie jak ciezko chorym ludziom wprowadza sie na sile sade do zoladka i przez te sade wprowadza sie pare razy dziennie przymusowo pasze ze zboz itd., az ges “peka w szwach” z otylosci i jej watroba jest niezdolna poprzez ztuszczenie do funkcji organicznych… taka ges idzie na uboj a jej ztuszczona watrobke sprzedaje sie smakoszom…trzeba ich zaprowadzic do farm hodowli owych gesi by zrozumieli co tu jest grane i co to za tortury dla zyjacej kreatury…i co to za ludzie, ktorzy zadaja innym zyjacym istotom taki bol i to z premedytacja…..

    ***
    Artykul @baca56 jest najwyzszych lotow moralnych i emocjonalnych oraz literackich …..czy byly tez inne publikacje @baca56, gdyz niestety nie spotkalam jego tekstow na forum “OP” ani gdzie indziej…OP czytuje od momentu sprawy z powrotem Krymu do macierzy….
    ***
    2 dni odzywiania wegetarianskiego na tydzien bylo by dobrym poczatkiem by klimat planety Ziemi mogl zlapac tchu a zyciu zwierzat hodowlanym odjac “tasme produkcyjna” i nadac jej koniecznej etycznej zadumy….

  12. Zachęcony rekomendacjami Kom. przeczytałem tekst. I co? I nic!
    Autor zastosował pełne ‘liberum veto” wobec “wszystkiego i wszystkich”. A jeść coś trzeba….
    Zgoda co do odczłowieczonego (BARBARZYŃSKI! Halal/ kosher ) uboju rytualnego,
    a TU akurat cisza, jak wcześniej zauważyłem różni ‘czerwoni, różowi, tęczowi” siedzą cicho – ci koniunkturaliści mają pełną świadomość
    ze ‘nie warto”, w dobrym tonie jest ‘stanąć w poprzek” Polakowi, katolikowi…A swoją drogą niedzielny rosołek z dobrej wołowiny, ze spora ilością warzyw,(z własnego ogrodu – bez “chimii”) dłuuugo gotowany, do tego makaron domowej roboty
    z prawdziwej ‘monki”, nie mylić z tym co sprzedają w sklepach wielkopowierzchniowych i nie tylko… zwłaszcza po Sumie nie jest
    zły!
    ?

    Nie ma zgody na ubój rytualny!

    https://www.youtube.com/watch?v=xnO13qO5KTw&t=367s

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.