Soft Power

Groźny pomruk imperium a my NATO nic?

 W polityce międzynarodowej, w której stronami rozgrywek są wielkie mocarstwa i ich klienci nie ma przypadków, a nawet jeżeli się zdarzają są wyjątkami niezwykle przypadkowymi, do takich można z dużą dozą prawdopodobieństwa zaliczyć Edwarda Snowdena, jednakże nie Michaiła Iwanowicza Aleksandrowa – rosyjskiego politologa, który jest znany z wielu bardzo przenikliwych analiz. Jego tekst: „Азербайджан можно оставить в покое, а вот в Прибалтику надо ввести войска” /Azerbejdżan można zostawić w spokoju a do krajów bałtyckich wysłać wojska/ dostępny [tutaj] – jest klasycznym przykładem dobrze zrealizowanego soft power, w mistrzowskim wydaniu i genialnej wręcz skali oddziaływania.

Jeżeli bowiem jednego z wielu rosyjskich politologów nagle cytuje jedna z głównych gazet we frontowym państwie NATO i to jedynym graniczącym z krajami możliwej interwencji – to tutaj nie ma przypadków. Liczą się fakty, a te dzisiaj kreuje się medialnie.

Z tego co oficjalnie wiadomo Barack Obama nie zadzwonił do Bronisława Komorowskiego w sprawie Syrii. Szkoda, bo wypadałoby wiedzieć wcześniej jeżeli zamierza zdeptać gdzieś rosyjskie interesy, może się to odbić na nas – przypomnijmy – graniczymy z Federacją Rosyjską bezpośrednio, graniczymy z Białorusią – oba te obszary są tak uzbrojone po zęby, że nie mamy szans ani z samym Kaliningradem ani z samą Białorusią. Żadnych.

W rosyjskiej prasie i Internecie pojawiły się nawet informacje o możliwości dokonania próbnej eksplozji jądrowej demonstrującej rosyjską potęgę w celu przypomnienia światu, że Federacja Rosyjska ma czym bronić swoich interesów.

W międzyczasie media ujawniły sprzeciw pana Prezydenta Władimira Putina wobec rzekomej saudyjskiej propozycji stworzenia kartelu naftowego, który trzymałby świat w szachu pod względem cen surowca. Jest przy tym oczywiste, że saudyjski arystokrata nie pojechał sam z siebie do Moskwy, tylko dostał na to pozwolenie ze strony opiekującego się jego krajem Imperium.

Dla wszystkich powinno być już teraz zrozumiałe, że Rosja prowadzi własną politykę i scenariusz wojny pokazowej np. z Polską jako krajem buforowym jest możliwy do przeprowadzenia. Krótki dwu lub trzy dniowy konflikt bez kompleksowego rozstrzygnięcia w celu upokorzenia NATO i zachodu można przeprowadzić tak sprawnie i tak szybko, że dyplomacja zachodu nie zdąży zareagować. Musimy mieć jasność, że żadna rakieta jądrowa w obronie Polski nie będzie odpalona na Petersburg lub Moskwę. Zresztą to i tak nie miałoby sensu, ponieważ prawdopodobnie zostałyby przechwycone. W razie pokazowego konfliktu będziemy zdani sami na własną łaskę i humanitaryzm dowódców nacierających ciężkich pułków pancernych Białorusi i Rosji.

NATO nie może pozostawić tego typu pomruków bez odpowiedzi, ponieważ w ten sposób oddaje pola. Co się dzieje w państwach bałtyckich nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Powstaje jednak pytanie – czy mamy umierać za Wilno, Rygę i Tallin? Jeżeli w pierwszym z krajów opisanych tymi stolicami nasza mniejszość narodowa jest lżona i prześladowana, zabrania się oficjalnego stosowania pisowni języka polskiego, a w pozostałych dwóch bardzo duża mniejszość rosyjska jest uznawana za obywateli drugiej kategorii? My mamy teraz za nich umierać? Przepraszam w imię czego? Jak można uratować kraje bałtyckie w razie agresji inaczej niż termonuklearnym odparowaniem wschodniej Białorusi i północno-zachodniej Rosji? Co na pewno nie będzie bez odpowiedzi? Utrzymywać w tych krajach ciężkie dywizje pancerne i korytarz transportowy przez Suwałki? Do tego jeszcze siły inwazyjne zdolne w ciągu doby utopić Kaliningrad we krwi?

O nie! Nie z nami te numery! My nie będziemy nikogo zabijać, nie zamierzamy nikogo straszyć i nie chcemy żeby nas zabijano i nas straszono. Jeżeli dojdzie do niezgodnego z decyzjami ONZ zaatakowania Syrii i konfliktu na osi NATO-Rosja, w którym my będziemy gołym i nawet wstępnie z wyprzedzeniem nie poinformowanym polem buforowym – to powinniśmy to potraktować jako ostrzeżenie i rozważyć ogłoszenie neutralności. Nasza armia nas nie obroni, to nie jest możliwe. Sojusznicy są papierowi i nawet z nami nie konsultują decyzji mających istotne znaczenie strategiczne. Co więcej – jako kraj buforowy od początku przynależności do NATO jesteśmy pozostawieni sami sobie, nie dostajemy pomocy wojskowej. Jeżeli się to nie zmieni – naprawdę neutralność nie jest gorszym rozwiązaniem. Dlatego i tylko dlatego, ponieważ nie mamy ŻADNEGO interesu walczyć w imię obcych interesów przeciwko potężnemu Imperium na wschodzie i jego sojusznikom, zwłaszcza że tej walki nie da się dzisiaj wygrać. A nawet jak by się dało to lepiej jest się nie przekonywać.

To tyle teorii, a teraz włączcie państwo telewizory i obserwujcie jak włazidupnie i serwilistycznie będą się zachowywać nasi NIESTETY politycy w stosunku do faksów z instrukcjami otrzymywanymi wiadomo skąd. Nie może być zgody na to, żebyśmy w razie konfliktu służyli za bufor na którym można testować działanie związków pancernych i taktyczną broń jądrową. Zachód w swojej porażonej homoseksualizmem, ateizmem i genderem retoryce – jest tak zidiociały, że nie obroni nas, nawet mając do tego siły i środki. W razie konfliktu ewentualne wykrwawienie Polski będzie postrzegane jako coś co się musiało wydarzyć w celu osiągnięcia nowej równowagi i rozpoczęcia rozmów o nowym ładzie światowym i gwarancjach dla pokoju na obszarze Europy Środkowej. Znamy te śpiewki rodacy – nie bądźmy idiotami! Nie możemy być ani przedmurzem, ani buforem! W razie konfliktu czeka nas śmierć i zniszczenie.

3 komentarze

  1. Słusznie nawołuje Autor do zachowania spokoju i zimnej krwi, żeby niepotrzebnie nie przelewać krwi polskich obywateli.
    Tłumaczenie tytułu artykułu nie jest trafne.
    Tam chodzi raczej o WPROWADZENIE WOJSK do krajów bałtyckich, niż ich wysłanie.
    Po prostu tak to zrobiły Sowiety w 1940 roku.
    Po prostu WPROWADZILI swoje wojska do krajów, które wymagały ICH OCHRONY przed wszelakimi kłopotami.
    To nie było WYSŁANIE wojsk, tylko coś bardziej DELIKATNEGO, tylko WPROWADZENIE …
    Jeżeli dodamy liczne mniejszości rosyjskie w tych krajach (za wyjątkiem Litwy), to scenariusz wydaje się oczywisty, a cel WPROWADZENIA – prosty.
    Litwa może zostać potraktowana jak Polski Korytarz w 1939 roku.
    Po prostu powracające (za kilka lat?) Imperium MUSI mieć połączenie lądowe z Obszarem Kaliningradu.
    O ile Litwini tego nie zapewnią dobrowolnie, to będą musieli ustąpić.

  2. demaskator, fakt: Gdzie stanie żołnierz sowiecki, tam już Związek Radziecki. Państwo zmieniło nazwę, ale doktryna podobna.

    Natomiast jeżeli chodzi o akapit: “Powstaje jednak pytanie – czy mamy umierać za Wilno, Rygę…” Jakby to powiedzieć, z jednej strony zobowiązują nas do tego traktaty międzynarodowe, z drugiej… to nie ich wina, że jeszcze niektórym politykom litewskim nie wyrosły w cyklu ewolucyjnym mózgi. Cytując klasyka “Nie chce, ale musze”.

    Z europejskimi siłami zbrojnymi, może nie jest kolorowo, ale też tragedii nie ma. Jeśli chodzi o szybkie porównanie, USA ma 1,3kk żołnierzy, Europa ponad 2 miliony. Główną bolączką jest fakt, że nie mamy jednego faktycznego, scentralizowanego dowództwa oraz standardów zbrojenia. 2: najliczniejszą armię w Europie ma… Turcja wg. aktualnych danych NATO, (a Polska jest na 9. miejscu).

    Problem nie tkwi w liczebności, a raczej w doktrynie. Obrona Polski w hipotetycznym konflikcie? Zachód ma do tego środki. Ale jak nauczyła nas historia, za Warszawę nikt umierał nie będzie, chyba, że będzie to na rękę większości. Tak jak powiedziałeś Autorze, zanim zbierze się szczyt NATO, zanim zaradzą co robić, będzie po wojnie. Co nam zostaje? Sojusz z Chinami, tylko czekają kiedy przypadnie im w udziale Syberia. A bardziej przyziemnie? Liczyć na zdrowy rozsądek Niemców.

    A zachowanie status quo, a przynajmniej nie wysyłanie sił zbrojnych w konflikcie syryjskim, a wszystko wskazuje, że tak właśnie będzie, nawet mimo hipotetycznego ataku amerykańskiego, akurat jest b. dobrym posunięciem, nawet jeśli ktoś powie: ‘znów Europa boi się walczyć’.

    Pozdrawiam i życzę owocnego pisania 😉

    • GdybyRosja “zmieniła doktryne’ i nie była przeciwwaga dla USA czytaj gdyby dalej rządzł Jelcyn, to Rosji juzod 10 lat co najmniej by nie było tj. byłaby eksploatowana kolonia i darmowa sila robocza “kak w Polsze”.Rosja to poważne panstwo, oczywiscie pod rządami W.W.Putina.Gdyby nie Rosja, nie wiadomo jakich szaleństw dokonałaby USA.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.