Grecy zapłacą ale za co? Za brak Balcerowicza?

Jeden z protestujących Greków powiedział do kamery bardzo mądre zdanie będące w zasadzie kwintesencją skutków greckiego kryzysu – połowa Greków nie ma pracy i nie może niczego kupować, a oni (przedsiębiorcy) nie mogą im niczego sprzedawać. Jeżeli do tego dodamy powody, dla których połowa Greków nie ma pracy, będziemy mieli pełny obraz sytuacji. Brak popytu na pracę w Grecji wynika ze złej struktury tamtejszej gospodarki, gdzie przez lata unikano poważnej reformy zmieniającej strukturę i wymuszającej efektywność. Nadwyżki „humanistów” kończących uniwersytety ukrywano w rozrastającej się niesłychanie dorodnie administracji. Efekt jest taki, że w momencie, kiedy trzeba było dokonać jednorazowego ozdrowienia i odciąć „grzyb” od drzewa – zadziałało to, jako bardzo negatywny impuls gospodarczy, objawiający się skurczeniem popytu krajowego.

Można postawić hipotezę, że kłania się brak „Balcerowicza”, to co przeżyliśmy dzięki obecnemu panu profesorowi to była naprawdę terapia szokowa. Już prawie nikt nie pamięta jaki to był dramat i jak szybko masy odwróciły się od „Solidarności”. Niestety w Polsce było tak, że prawie nikt nie produkował rzeczy, które gwarantowały zbyt i obieg. Możemy dzisiaj narzekać, że straciliśmy piękne zakłady, całe gałęzie przemysłu itp. Niestety byliśmy zbyt słabi i może chaotycznie zarządzani, ale – udało nam się przejść ze stanu państwa, który nie miał dewiz na zakup niezbędnych leków z zagranicy dla szpitali do kraju, któremu KAŻDY CHĘTNIE POŻYCZY O KAŻDEJ PORZE DNIA kilka miliardów w twardej walucie. Nie mamy dzisiaj żadnych problemów z płynnością, polski dług sprzedaje się na pniu – to naprawdę wielkie osiągnięcie. Płacimy za to produkując najlepsze krasnale ogrodowe i inne rzeczy, które się sprzedają! O to właśnie w otwartej kapitalistycznej gospodarce chodzi. Bilans się domyka, pożyczanie nam pieniędzy lub inwestowanie w naszym kraju stało się normalne. Uwaga – inwestowanie oznacza tworzenie miejsc pracy. Czy właśnie tego, czego Grekom dzisiaj najbardziej brakuje. Jednakże nie stworzy się miejsc pracy tam gdzie nikt nie kupuje i nie ma widoków na to, że sytuacja się uzdrowi.

Jednakże we współczesnym świecie „Made in China” niesłychanie ciężko jest znaleźć efektywne miejsce w międzynarodowym podziale pracy. Oznacza to w praktyce, że ten kraj musi poszukać nisz – wąskich specjalizacji, które eksploatując zapewni sobie miejsce w międzynarodowym podziale pracy i dochodów. Oczywiście turystyka! To wielki atut Grecji, albowiem naprawdę każdy może miło spędzić tam czas. Niestety ludzie nie przyjadą do kraju, w którym nie jest bezpiecznie, a obrazy z greckich ulic i widmo strajku powszechnego, który może zablokować np. prom lub lotnisko – odstrasza. Równolegle można myśleć o turystyce pobytowej, czyli zachęcaniu obywateli innych krajów Unii Europejskiej do rezydowania temporalnego lub stałego w Grecji. Z tym, że tutaj pojawia się problem nacjonalizmu, zazdrości i braku zaufania do np. greckiego systemu opieki zdrowotnej. Tego typu za i przeciw można wymieniać w nieskończoność. Grecja naprawdę ma problem, albowiem nie ma łatwej recepty umożliwiającej odmienienie rzeczywistości.

Problem polega na tym, że w istocie brakuje systemowego rozwiązania. Pomału sytuacja zmierza w stronę przekształcenia Grecji w stronę państwa upadłego. Na scenariusz somalijski raczej nie pozwoli grecka armia, jednakże niebezpieczeństwo realnej anarchizacji i upadku miast poprzez np. obniżenie jakości, dostępności i częstotliwości świadczenia usług publicznych jest jak najbardziej realne.

Pech, w tym nasz polega głównie na tym, że od ich właśnie dokonywanych wyborów zależy także nasza przyszłość, w tym znaczeniu, że brak konsekwencji może doprowadzić do poważnych perturbacji w Unii Europejskiej. Sama wizja wystąpienia Grecji ze strefy euro nie oznacza jeszcze niczego w istocie przełomowego, po prostu jeden kraj ubędzie ze strefy i wpadnie w przepaść na lata. Natomiast o wiele bardziej niebezpieczne są konsekwencje polegające na ryzyku wystąpienia Grecji ze Wspólnoty lub wymuszenia przez Greków zmiany zasad na takie, które spowodują odejście od najważniejszych jej zdobyczy. Na to nie możemy pozwolić, albowiem powstanie ryzyko systemowe – oznaczające np. z naszej perspektywy zmianę paradygmatu niemieckiej polityki.

Grecja wymaga wsparcia zewnętrznego, które umożliwi temu krajowi zamortyzować skutki przyśpieszonej terapii szokowej realizowanej na własnym społeczeństwie. Nie ma znaczenia nazywanie Greków różnymi epitetami i obrażanie się na ich emerytów, którym de facto w tej chwili Kanclerz Merkel wypłaca świadczenia – na tym polega bycie we wspólnocie, że musimy sobie pomagać. Nie można się zatem na to oburzać, że w tej chwili bardziej pomocy potrzebują ciągle bogatsi np. od nas Grecy, gdyż jesteśmy siecią naczyń połączonych.

Dlatego my Polacy powinniśmy wykazać solidarność i wspierać ten system, na którym korzystamy. Kupujmy greckie produkty! Przełknijmy niższe fundusze pomocowe dla Polski żeby ratować Grecję. Tymczasem to społeczeństwo zapłaci straszną cenę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.