Ekonomia

Grecja jest niewiadomą

 28 lutego kończy się okres, w którym Europejski Bank Centralny przyjmował greckie obligacje w ramach programu pomocowego – wedle obniżonych kryteriów wyceny bezpieczeństwa papierów wartościowych. W praktyce Europa godziła się przyjmować nic nie warte greckie obligacje, w zamian za świeże i ciepłe Euro prosto z Frankfurtu nad Menem, którymi Grecy mogli finansować swoje zakupy potrzebnej im nowoczesnej broni, wypłacać renty z tytułów niespotykanych w Europie oraz utrzymywać armię urzędników. Trzeba bowiem pamiętać, że w Grecji gospodarka prawie niczego nie produkuje, jej suma bilansowa się nie zamyka, ponieważ Grecy przyzwyczajeni do wysokiego poziomu życia o wiele więcej importują niż eksportują.

Jeżeli do tego doda się jeszcze należne odsetki i raty od zobowiązań wymagalnych z tytułu greckich obligacji wyemitowanych we wcześniejszych okresach, to pojawiają się wielkie znaki zapytania, ponieważ nie wiadomo skąd wziąć pieniądze na bieżącą obsługę długu i utrzymać państwo w funkcjonowaniu.

Nowy jak mówią niektórzy „trockistowski” rząd Grecji – demonstracyjnie chce pozostać w strefie Euro, ale to oznacza w najlepszym możliwym scenariuszu kontynuowanie stanu istniejącego, w którym wręcz nastąpi popuszczenie pasa i rząd Grecki będzie więcej wydawać – formalnie w celu ożywienia gospodarki, ale jednocześnie jego potrzeby finansowe nie zostaną sfinansowane przez lokalnego fiskusa, który nie może sobie poradzić z około 85% domów, które stale są w trakcie budowy – bo nie trzeba wówczas płacić podatku od nieruchomości, tylko pieniądze da znowu Europejski Bank Centralny.

Nie ulega wątpliwości, że Grecja poniosła olbrzymie ofiary w wyniku ograniczeń nałożonych na ten kraj przez „Trojkę”, jednakże rządy greckie kierując się interesem narodowym nie mają najmniejszego zamiaru przeprowadzać masowej prywatyzacji wszystkiego, co państwo greckie posiada, a posiada wiele. Wówczas można byłoby znaczną część zadłużenia spłacić, a przynajmniej odzyskać oddech finansowy, jednakże funkcjonowanie w greckiej przestrzeni społeczno-gospodarczej z pewnością byłoby dla ludności droższe, ponieważ do kosztów utrzymania doszedłby kapitalista. W ich przypadku niektóre inwestycje są naprawdę do pozazdroszczenia, bo nie tylko pachną nowością, ale po prostu są zrobione na wyrost – z takim zapasem, że przez długie lata, nie będzie tam pełnego obłożenia dla usług komunalnych, jakie znamy np. z Polski. To wszystko powoduje, że w ogóle funkcjonowanie greckiego systemu jest drogie, ponieważ Greków przeważnie nie jest stać na ponoszenie opłat adekwatnych do kosztów utrzymania i amortyzacji. Jednakże to jest ich problem – dokonali świadomych wyborów – masowo się zapożyczając i nieetycznie traktując rynek wspólnie z jednym z amerykańskich banków.

Dzisiaj brak finansowania przez Europejski Bank Centralny oznacza natychmiastowe ogłoszenie niewypłacalności greckiego rządu w walucie Euro. Wszyscy gracze o tym doskonale wiedzą, co antycypują greccy politycy deklarując, że nie chcą odchodzić od Euro. Tymczasem po 28 lutego ludzie będą oczekiwali na pensje, posiadacze papierów wartościowych na swoje odsetki i spłatę zadłużenia, jak również będą jeszcze tysiące innych niezbędnych wydatków, które trzeba będzie uregulować. Teoretycznie możliwe jest zbankrutowanie państwa i wstrzymanie wszelkich wypłat, poza świadczeniami dla ludzi, jednakże w praktyce oznaczałoby to międzynarodową izolację finansową Grecji – jej rzeczywiste odcięcie od systemu finansowego. Rząd płaciłby tylko wówczas, jak zebrałby podatki i to do wysokości zebranych podatków. W praktyce oznaczałoby to wypłaty w częściach, cięcia wszystkiego – masowe zwolnienia i wyłączenie całego zakresu usług publicznych, może nawet konieczne oszczędności na armii i marynarce.

Jednakże na scenariusz bankructwa państwo greckie nie jest gotowe, to oznaczałoby natychmiastowy bunt społeczny i wysokie prawdopodobieństwo dojścia do władzy sił skrajnie radykalnych.

Wówczas jedynym rozwiązaniem jest coś, o czym już kiedyś pisaliśmy – dwuwalutowość, okresowe wprowadzenie drugiej waluty krajowej, drukowanej na potrzeby rozliczeń wewnętrznych, która oczywiście natychmiast zostałaby zdewaluowana wobec Euro i wraz z jej dodrukowywaniem – jej wartość by malała, jednakże pokazywałaby rzeczywistą wartość i kondycję greckiej gospodarki. Jeżeli kraj byłby w stanie wypracować tyle rezerw walutowych, żeby być w stanie opłacać kluczowy import, to mogłoby to być jakąś formą ekonomicznego wyjścia z sytuacji, jednakże jest to rozwiązanie dramatyczne politycznie. Ponieważ z chwilą druku przez Greków waluty narodowej, natychmiast upadłaby idea nieodwracalności Euro, która decyduje o jego sile i znaczeniu. Ten krok mogłyby potem wybrać inne zadłużone kraje, doprowadzając do aprecjacji Euro względem nowych wewnętrznych walut narodowych. W praktyce oznaczałoby to kryzys zaufania do Euro i pojawienie się pytań o zadłużenie.

W przypadku Grecji przed przewalutowaniem, część obligacji była w walucie narodowej, którą rząd w Atenach mógł po prostu wydrukować, nawet na jednym banknocie o odpowiednim nominalne i z uśmiechem wręczyć posiadaczom denominowanych w drachmach obligacji. Oczywiście miałoby to swoje skutki dla rynku (dramat, totalny upadek – ryzyko hiperinflacji), jednakże z punktu widzenia wywiązania się ze zobowiązań – byłoby w pełni legalne. Z chwilą przyjęcia Euro, Grecja (i inne kraje), dokonały przewalutowania zobowiązań na Euro. Czyli ich wcześniejszy dług w walucie narodowej, został wyrażony w nowej walucie, a jego oprocentowanie startowe – było na poziomie oprocentowania Niemiec, czyli w przypadku Greków znacząco poniżej wcześniejszego kosztu pieniądza. Dzisiaj jest ten problem, że wierzyciele, którzy pożyczyli Grekom w Euro, nie koniecznie chcieliby uznać zadłużenie w nowej walucie, ponieważ oznaczałoby to dla nich zawsze straty, no chyba że ktoś lubi hiperinflację i gospodarowanie w jej warunkach.

Sprawę komplikuje dodatkowo fakt, że państwa zamożne mają dość płacenia na „słodkie życie” Greków, albowiem z jakiego powodu państwo niemieckie ma finansować greckich urzędników, emerytów i żołnierzy? W istocie bowiem pomoc Europejskiego Banku Centralnego się do tego sprowadza. Co powoduje, że idea pomocy Grecji, bez stosownych reform napotyka na poważną barierę opinii publicznej i kręgów opiniotwórczych w bogatych państwach strefy Euro. To nie pozostaje bez politycznych konsekwencji. Przykładowo wspomniani Niemcy, mają już dość płacenia na wszystkich i wizja jakichkolwiek cięż w polityce krajowej automatycznie rodzi tam pytania o to, co Niemcy „inwestują” w Europę.

Jednakże nikt się nie zgodzi na dalsze trwanie takiej sytuacji, ponieważ nie ma żadnych gwarancji, że nowy „trockistowski” rząd w Atenach, weźmie się na poważnie za reformy i spowoduje, że pomoc oferowana temu krajowi umożliwi jego samofinansowanie się i utrzymanie ciężaru długu w Euro, które tak się składa, że ma bardzo niskie oprocentowanie, chociaż w przypadku Grecji nie można już mówić o niskim oprocentowaniu.

Dla Europy najlepszym scenariuszem byłby totalny plan pomocy dla Grecji, w zamian za totalne reformy, czyniące Grecję modelowym państwem strefy Euro, które wydaje tylko tyle ile zarabia. Co oczywiście spowodowałoby natychmiast konieczność stworzenia podobnego mechanizmu oddłużania dla innych krajów. Wówczas na pewno już całość musiałaby się skończyć hiperinflacją, ponieważ nie ma innego sposobu na spłacenie długów w Europie, bez ryzykowania inflacji na dużą skalę. Trzeba przy tym pamiętać, że w interesie wszystkich nie jest żadna natychmiastowa spłata, w interesie Europy jest stabilizacja sytuacji w długich okresach i stała wypłacalność wszystkich graczy, wówczas instytucje finansowe mogą realizować swoje zyski, państwa mają niski procent na pożyczanie pieniędzy, a gospodarka ma względnie tani kredyt i najważniejsze – dłużnicy spłacają odsetki i raty kapitałowe, dzięki czemu możliwe jest finansowanie wysokich świadczeń socjalnych europejskich emerytów.

Dzisiaj toczy się walka o przyszłość Europy, w przypadku jakby Euro utraciło zaufanie inwestorów, to odczujemy to wszyscy bo wszystko będzie poddane nowej wycenie – obligacje Niemiec i Polski także! Ponieważ nasza waluta jest w istocie jedynie traktowana jako tymczasowy substytut Euro. W wyniku nowej wyceny – na pewno wszyscy zapłacą więcej, ponieważ rynki po prostu zdyskontują to, że ze strefy Euro mogą wyjść kolejne kraje.

O skutkach politycznych greckiej niewiadomej nawet lepiej nie myśleć. Dlatego wspierajmy grecką gospodarkę na ile się da – turystycznie i kupując w naszym kraju greckie produkty. Żywność mają doskonałą i warta polecenia!

4 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Grecja da sobie radę bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz.
    Tę histerię wokół Grecji nakręciły banki – żeby zarobić i sami Grecy – żeby nic nie robić.
    Nie dziwię się im.
    Mają piękne miejsce do życia, po co się czymkolwiek przejmować.

  2. Wierny_Czytelnik

    kupujmy grecką żywność – w Lidlu jest wiele greckich produktów, doskonałych jakościowo

  3. Aby bogate kraje UE nie musiały płacić za “słodkie życie” obecnie mówi się Greków, następni w kolejce mogą być Węgrzy, Polacy być może Czesi i Słowacy a także Hiszpanie i Portugalczycy itd.., wystarczy zachować się jak Islandia i wówczas zobaczymy, kto tu “pęka”.

  4. Tzw. “ratowanie’ Grecji jest działaniem pozbawionym logicznego sensu i przypomina transfuzję dla trupa, którym, w sensie ekonomicznym Grecja już w istocie jest od dobrych kilku lat. Obecne działania przypominają raczej reanimację, niż normalne funkcjonowanie organizmu. Grecy, zarówno ich rząd jak i obywatele, przyzwyczaili się do życia na cudzy koszt i nie mają wcale zamiaru z tego rezygnować. Nie widzę jakiejkolwiek szansy na zmianę tej sytuacji bez radykalnego wstrząsu, a tzw. “pomoc”, czyli pompowanie w Grecję kolejnych transz pieniędzy, nie rozwiąże żadnych problemów – może jedynie przedłużyć istniejący stan agonii, z którego wyjście będzie coraz bardziej kosztowne. Obawiam się, że jedynym rozwiązaniem jest radykalne przecięcie tego coraz bardziej pęczniejącego wrzodu, co zapewne będzie bardzo bolesne dla samych Greków. Jedynym radykalnym wyjściem jest ogłoszenie bankructwa (Grecja w przeciągu swojej liczącej zaledwie 180 lat nowożytnej historii robiła to już kilka razy), wyjście ze strefy euro, wprowadzenie dewaluowanej z dnia na dzień własnej waluty (proponuję od razu drukować banknoty o nominałach 100 mld drachm). Spowoduje to olbrzymie napięcia społeczne, lecz zarazem prowadzić to będzie do “otrzeźwienia” w odniesieniu zarówno do greckich polityków jak i całego narodu. Obraz bankructwa kraju będzie bowiem następujący: w ciągu tygodnia zabraknie paliwa na stacjach benzynowych, w ciągu 2 – 3 miesięcy zabraknie prądu w sieci elektrycznej, w ciągu pół roku zabraknie żywności. Załamie się wówczas obronność państwa, a nieopłacani żołnierze na spółkę z policjantami pozbawionym regularnej pensji zajmą się powszechnym rozbojem. To może wreszcie spowoduje, że Grecja przeprowadzać zacznie radykalne reformy, ludzie zaczną wreszcie uczciwie płacić podatki, rząd zda sobie sprawę, że nie można więcej wydawać niż się zarabia, a milion zbędnych urzędników poszukać sobie będzie musiał innej, bardziej efektywnej pracy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.