Polityka

Gra o wrak rozpoczęta! W cieniu szmuglowania polskich rakiet do Gruzji!

 Pan R. Sikorski – minister spraw zagranicznych Rzeczpospolitej zdecydował się na bardzo ciekawe posunięcie. O czym już chyba wszyscy wiemy – pan minister na forum Rady ds. Zagranicznych Unii Europejskiej poprosił w imieniu naszego państwa szefową unijnej dyplomacji, żeby w czasie najbliższego szczytu z Rosją formalnie zgłosiła kwestię potrzeby zwrotu wraku rozbitego samolotu Tu-154m, który od momentu katastrofy znajduje się w dyspozycji władz rosyjskich.

To bardzo ciekawa zagrywka pana Sikorskiego, którą mogą skrytykować jedynie osoby o powierzchownej wiedzy lub gorącej krwi, albowiem o ile nie było to przypadkowe, to z pewnością jest to efekt przemyślanej dogłębnie strategii polskiego rządu wobec Federacji Rosyjskiej w tej sprawie. Nie ma, co ukrywać, że Federacja Rosyjska doskonale zdaje sobie sprawę, z politycznego znaczenia tego wraku dla temperatury wielkiego sporu politycznego, jaki rozgorzał w Polsce po katastrofie. W tym kontekście przedłużanie procedur przez tamtejsze organa śledcze jest na rękę wszystkim tendencjom mającym na celu – nawet potencjale wywieranie wpływu na sprawy polskie.

Polski rząd dotychczas twardo bronił skleconej lada, co linii argumentacji uzasadniającej słuszność przyjętego postępowania po katastrofie smoleńskiej. Nie było w tym nic dziwnego – przy racjonalnej ocenie, do momentu zgłoszenia tego wniosku przez pana ministra. Jego podstawowy problem polega na tym, że ta sprawa sama w sobie jest trudna i nikt nie oczekuje, że Rosjanie odpowiedzą szefowej unijnej dyplomacji inaczej niż odpowiadają władzom polskim. Jest oczywiste, że otrzymamy odpowiedź zapewniającą nas o przyśpieszeniu czynności dochodzeniowo-śledczych o woli bezzwłocznego przekazania nam wraku. Innej odpowiedzi formalnej nie ma się nawet, co spodziewać, albowiem Rosjanie nie są naiwni i doskonale znają się na grywaniu, zwłaszcza z emocjami w tle. Stąd też działanie panna ministra, – jako nacelowane nie na odzyskanie wraku, tylko na odbicie piłeczki w sposób spodziewany można uznać za bezcelowe. Jednakże istota zagadnienia jest w ogóle inna, chodzi przede wszystkim o sprawdzenie tego, do jakiego stopnia możemy polegać na Brukseli, a zarazem jej realnej siły politycznej względem sąsiedniego termonuklearnego imperium.

W tym kontekście już samo podjęcie tematu na poziomie unijnym będzie sukcesem naszej dyplomacji, albowiem w ogóle trudno w racjonalnych kategoriach wyobrażać sobie taki problem do rozpatrywania na poziomie międzypaństwowym. W istocie, bowiem jest to czynność techniczna. Mówimy o przewiezieniu złomu lotniczego, który pozbierany leży na płycie smoleńskiego lotniska. Czy to naprawdę jest kwestia warta poruszania na szczycie Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej? Zwłaszcza, że już z samej istoty sprawy wynika, że jest to kwestia sporna, czyli trudna, a takich z zasady się unika, albowiem zawsze płaci się za nie jakąś cenę.

Jest możliwe, że pan Sikorski popełnił błąd – mający na celu przysporzenie mu politycznych korzyści na scenie krajowej, być może on już gra do innej bramki niż pan premier Donald Tusk? Trudno to stwierdzić, albowiem ciągle jest za mało danych, albowiem należy przypuszczać, że rząd ma, a przynajmniej powinien mieć jakąś strategię działania i postępowania w tej sprawie, w której prośba skierowana do oficjalnych czynników Unii Europejskiej o pośrednictwo – w już nie ma, co ukrywać sporze – to jeden z etapów. Wiadomo natomiast jedno – jego decyzja nie podoba się wszystkim – całej opozycji, części koalicji i części jego własnej partii. Może właśnie o to mu chodziło? Pokazać jak absurdalna jest to sprawa, w której dwóch Polaków ma nie trzy ale kilkanaście zdań i mamy tylu ministrów spraw zagranicznych, którzy wiedzą najlepiej, że dobrze jest nic w tej sprawie oficjalnie nie robić – jak dotychczas, bo to wybór mniejszego zła. Po festiwalu krytykanctwa to bardzo możliwe, albowiem jeżeli jakąś decyzję krytykują wszyscy, w tym ci co upominali się o śledztwo międzynarodowe – to sprawa śmierdzi na kilometr!

Podsumujmy – rozpoczęliśmy grę międzypaństwową przyznając się, że inny kraj nie chce nam oddać tego, co do nas należy, tym sposobem dokonujemy deprecjacji jego prawa do prowadzenia czynności dochodzeniowo-śledczych poddając ich dalszą konieczność w wątpliwość. Przy czym, możemy założyć, że formalna odpowiedź, którą potencjalnie za pośrednictwem unijnym otrzymamy nie będzie odbiegać od dotychczasowego standardu komunikatów rosyjskich. O co zatem w tej sprawie tak naprawdę chodzi? Na co zdecydował się nasz rząd? Czy to nie jest przypadkiem działanie nakierowane na skutek wewnętrzny?

Ciekawostki dodaje fakt, że na jednym z polskojęzycznych portali informacyjnych należących do oficjalnych mediów Rosyjskich pojawił się bardzo ciekawy artykuł pt.: „O pożytkach ze Smoleńska” podpisany imieniem i nazwiskiem jednego z obecnie pełniących funkcję polskich posłów, w którym autor wprost stwierdza, że na pokładzie polskiego samolotu rządowego, który się rozbił pod Smoleńskiem – wcześniej były dostarczane polskie rakiety przeciwlotnicze wykorzystane w trakcie wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku przez Gruzinów!

Tytułem wyjaśnienia – Gruzja jest państwem niepodległym, Polska podobno także – do 2008 roku nie było żadnych przeszkód w realizowaniu międzynarodowego – legalnego handlu materiałami wojskowymi pomiędzy dwoma krajami, nawet w przypadku, gdy Gruzini nabyli rakiety polskiej produkcji od pośrednika – zrobili to legalnie. Najlepszym dowodem na legalność obrotu bronią z Gruzją była cała masa zachodniego, w tym amerykańskiego sprzętu wojskowego, jakim w 2008 roku dysponował ten kraj!

Jeżeli zatem polski parlamentarzysta formułuje – rzekomo taką opinię: „Weźmy jednen, znaczący i znamienny: prezydenckim samolotem, dokładnie tym, który rozstrzaskał się pod Smoleńskiem, szmuglowano na teren Gruzji polskie rakiety ziemia-powietrze Grom (wersja rosyjskich rakiet 9K38 Igła).” (pisownia oryginalna ze źródła) [Źródło:] „O pożytkach ze Smoleńska” Andrzej Rozenek, Poseł na Sejm RP, Ruch Palikota, redakcja internetowa – tekst na portalu „Głos Rosji” wskazujemy link zgodnie z wymogami tego portalu: http://polish.ruvr.ru/2012_12_11/O-pozytkach-ze-Smolenska/. – powinien natychmiast złożyć mandat.

Wniosek – niestety smutny, to nie jest koniec mitu smoleńskiego, to nie jest nawet jego początek ani środek, jesteśmy świadkami jak sprawa stopniowo będzie wchodzić na coraz to wyższe poziomy politycznego, logicznego i moralnego absurdu, w którym możliwe będzie nawet – czysto hipotetyczne – szkodzenie przez polskich posłów obrazowi naszego kraju w obcych mediach (konkretnie chodzi o słowo – szmuglowanie). Tu nie ma żadnych zahamowań, nie ma żadnych granic, do smoleńskiego garnka można wrzucić dowolną potrawę, która się doskonale ugotuje na wspólnym ogniu!

Tak na marginesie – fakt, że w Rosji rozbił się samolot, którego używano do „szmuglowania” rakiet przeciwlotniczych, którymi prawdopodobnie zabijano rosyjskich lotników – może dla niektórych interpretatorów silnie zmienić kontekst i wymowę smoleńskiej tragedii. Ciekawe, czy Rosjanie – bardzo doświadczeni w realizowaniu polityki zagranicznej zaczną ewentualną odpowiedź na ewentualne pytanie pani Margaret Ashton od prośby o doprecyzowanie – czy Unii Europejskiej chodzi o wrak, którym Polacy (jak przyznaje jeden z polskich posłów) „szmuglowali” rakiety przeciwlotnicze do Gruzji?

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w Rosji nie powstanie film o „polskim szmugielku”, jako odpowiedź na spodziewaną alegorię katastrofy smoleńskiej rodzimej produkcji na którą właśnie prowadzona jest zbiórka funduszy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.