Polityka

Gowingate?

 Biorąc pod uwagę rosnącą temperaturę zaostrzającego się sporu na Platformie Obywatelskiej, o czym można wnioskować mając w pamięci jedno z niedawnych – dość emocjonalnych wystąpień pana premiera. W przypadku pana Gowina i całej sytuacji, którą wywołał można mówić już o Gowingate, w kategoriach skandalu, ponieważ pan Jarosław Gowin lansuje się w zasadzie poprzez skandal, który sam wywołał i go sprytnie kontynuuje.

Zamiar pana Gowina był na samym początku banalny i go nie ukrywał – on chce być premierem, on chce zająć miejsce pana Tuska, on chce rządzić a nie być rządzonym – po prostu pragnie władzy, chce panować nad Tuskiem i nami wszystkimi. Ponieważ nie mamy funkcji Króla, a fucha pilnowacza żyrandola jest chwilowo zajęta – zostało mu jedynie próbować zrównać się z panem Tuskiem. Co pan Gowin zrobił mistrzowsko, w tym znaczeniu że od dłuższego czasu doskonale udaje mu się wywołać wrażenie, że jest równy premierowi kraju a nawet jest od niego pod pewnymi względami lepszy, roztropniejszy, ma wizję, dba o szczegóły itd.

Tymczasem jakie są efekty działalności pana Gowina na stanowisku Ministra Sprawiedliwości? Czym się ten pan wykazał? Co takiego konkretnego zrobił? Czy dał się poznać jako sprawny organizator i człowiek sukcesu? Gdzie są te nowe kodeksy? Gdzie są te skomasowane sądy? Owszem udało się uruchomić dostęp do KRS w drodze elektronicznej i załatwić kilka pośrednich spraw, jednakże mówiąc obrazowo – szału pan Gowin jako minister nie zrobił. Nie odmienił smutnego oblicza polskiego wymiaru sprawiedliwości pełnego sfrustrowanych sędziów, załamanych pracowników sądów, nie wspominając już nawet o prokuraturach. Problemów strategicznych, czyli zatorów w sądach – czasu trwania ich pracy na poszczególnych etapach nie ruszył. Nie zmienił zasad posługiwania się opiniami biegłych – a to taka prosta sprawa, mogłaby udrożnić system w znacznej mierze, przy czym dodajmy jeszcze pan Gowin nie musiał być omnibusem – znać się na sądownictwie, meandrach postepowania, metodyce pracy sędziego, czy też zasadach działania sekretariatu wydziału! Nie! On gotowe projekty konkretnych udrożnień z pewnością otrzymał od środowiska sędziowskiego, a jak nie otrzymał to z łatwością mógł o tym wyczytać na łamach prasy fachowej, albowiem akurat to środowisko doskonale wykazuje dziury i niedomagania całego systemu! Tutaj wystarczy jedynie się pochylić, porozmawiać z ludźmi, którzy są doskonałymi fachowcami a następnie wdrożyć rozwiązania. Nic więcej nie trzeba – bo wiadomo, że się nie odmieni wszystkiego, ale przynajmniej można coś zreformować o co upomina się sam system. Co tymczasem wówczas robił pan Gowin? On się proszę państwa konfliktował ze środowiskiem sędziowskim, które najdelikatniej mówiąc – po jego pomysłach, czy też po jego słynnej publicznej deklaracji o sitwie (pisaliśmy o tym artykuł) – stało się Gowinosceptyczne! No bo musiało się takie stać, inne nie mogło!

Mówimy zatem o panu Jarosławie Gowinie, człowieku wielkich wizji – naprawdę dobrych pomysłów, który nie ma konkretnych osiągnięć. Owszem, pole jego działania było wyjątkowo trudne i specyficzne, ale od kogo jak nie od polityka należy wymagać umiejętności sprawdzenia się w sytuacji wymagającej trudnych rozmów z ludźmi? Kto jak nie polityk ma tak wysterować całym procesem, żeby z jednej strony osiągnąć polityczne cele, a z drugiej, żeby mu się środowisko nie zwiesiło? Przecież od tego jest się właśnie politykiem. Nie można cały czas pouczać i mówić, że zrobiło by się coś lepiej, albo że można coś zrobić lepiej, osiągnąć lepsze efekty itd. Liczy się to czy dany człowiek realnie się sprawdza w grze politycznej, gdy na szali ważą się prawdziwe interesy i rzeczywiste – niezwykle wpływowe grupy interesu wypowiadają się za lub przeciw.

Właśnie na takim partycypacyjnym podejściu i umiejętności sterowania sprawami współcześni politycy budują swoją potęgę. To w mniejszym lub większym stopniu z mniejszymi lub jeszcze mniejszymi sukcesami wykonuje pan Donald Tusk – absolutnym mistrzem takiego działania na skalę globalną jest pan Władimir Putin, no ale niestety nasz pan Gowin o ambicjach premierowskich – się tutaj nie wykazał. Nie można zakładać, że wykaże się jak będzie premierem. Proszę zwrócić uwagę, że podobny problem miał pan Jarosław Kaczyński – ponieważ ma nieakceptowalny styl odnoszenia się do ludzi i bardzo szybko przestaje być akceptowany, gdyż „wie lepiej” i narzuca swoje zdanie otoczeniu – wolał przez lata rolę ostatniej instancji. Ostatniego autorytetu – ostatniego recenzenta. To jest o wiele łatwiejsze niż to z czym przykładowo Donald Tusk ma do czynienia na co dzień, czyli z patrzeniem ludziom prosto w oczy i mówieniem, dlaczego muszą pracować do 67 roku życia lub zdychać w kolejkach do lekarza po profilowane specjalistyczne świadczenia medyczne! To jest właśnie to co odróżnia polityka od teoretyka polityki, w pewnym sensie politologa. Zawsze chodzi o umiejętność sprawnego przenoszenia własnych pomysłów, wizji w sferę realną, w sposób akceptowalny przez ludzi.

Można oczywiście brać ludzi w kamasze! Można przystawiać lufę do głowy, np. w postaci ekonomicznej, wszystko można, naprawdę strach pięknie motywuje do działania, ponieważ bojący się wie co ma do stracenia. Jednakże tak się nie da zarządzać współczesnym państwem. Pan Gowin, owszem z pewnością ma zadatki i stanowi materiał na polityka wielkiego formatu, ale zanim zacznie ubiegać się o najwyższe stopnie we władzy państwowej – musi udowodnić swoją skuteczność i wykazać, przynajmniej odrobinę pragmatyzmu, żeby ludzie się go nie bali…

One Comment

  1. Znowu ta niepotrzebnie zwrócona uwaga na pana Gowina.
    Jemu przecież tylko o to chodzi, żeby o nim pisać.
    Poza tym mamy w pełni sezon ogórkowy i upały.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.