Ekonomia

Gospodarka oparta na zadłużeniu dłużej nie zapewni Europie wzrostu!

 Gospodarka oparta na zadłużeniu, dłużej nie zapewni Europie wzrostu. Problemem jest ekonomiczna wydajność aktywów, które nie są w stanie zarobić na pokrycie kosztów odsetek od dawno wykorzystanego kapitału. Starzy właściciele chcą swojej renty, a pracujący chcieliby dobrze zarabiać. To jest nie do pogodzenia, ponieważ nie ma na tyle zasobów w obecnym paradygmacie, żeby doprowadzić do liniowego wzrostu, który będzie w stanie przełknąć dotychczasowe zadłużenie.

Liczne państwa Europy – jak Grecja, Włochy, Portugalia, Belgia, częściowo Francja i inne – to bankruci, nigdy nie będą w stanie spłacić swoich zobowiązań dłużnych. Wszystko co je ratuje to potęga Euro, które dzięki niskiej inflacji – jest w stanie wymusić na rynku po prostu dramatycznie małe odsetki. Podwyższenie oprocentowanie od obecnie płaconych sum zadłużeń po obu stronach Atlantyku, chociażby do poziomu jaki ciągle za swoje zadłużenie płaci Polska – to natychmiastowe bankructwo i rewolucja polityczna połączona z upadkiem ładu społeczno-politycznego w kilku państwach.

Ponieważ nie ma wzrostu gospodarczego, nie ma inflacji – nie ma jak skompensować zadłużeń. Dotychczasowa polityka Europejskiego Banku Centralnego, była podporządkowana pod filozofię gospodarczą jaką prezentował Berlin. Poza Niemcami – reszta Europy mniej lub bardziej boleśnie to odczuła. Euro wiele daje, ale też wiele kosztuje. W tej chwili, gdy recesja – którą dla niepoznaki będziemy nazywać „spowolnieniem”, albo „dołem trendu” lub w inny równie eufemistyczny sposób – będzie problemem dla rządów, zaczną się na poważnie naciski na ECB żeby zmienił politykę, po prostu skupując te stare długi.

Naprawdę nie ma innego wyjścia z klinczu, tak długo jak długo nie wywołuje to mega inflacji, ani nie sprzyja formułowaniu się wielkich baniek spekulacyjnych – Europejski Bank Centralny powinien w ramach operacji luzowania ilościowego, czy jak woli – udzielania bardzo tanich kredytów oprocentowanych na promile – skupować zadłużenie wszystkich krajów Strefy Euro. Im więcej w ten sposób uda się wprowadzić do obrotu pieniądza, tym większa szansa na to, że zostanie on wykorzystany na jakieś sensowne inwestycje. Przy okazji da się oddech budżetom publicznym, być może z czasem – te długi się umorzy, tak czy owak – będzie gwarancja, że oprocentowanie zadłużenia będzie na poziomie akceptowalnym politycznie przez społeczeństwa. Inaczej czeka nas takie ryzyko jak dwa lata temu, gdzie Hiszpania stanęła przed widmem bankructwa gdy w wyniku spadku ratingów (Amerykanie) podrożał jej dług tak bardzo, że kwota przeznaczona w budżecie na jego rolowanie i obsługę nie starczyłaby. To ryzyko grozi nam wszystkim, kraje Strefy nie mogą drukować pieniądza, może to robić tylko bank centralny.

Gdyby nikt na świecie nie drukował – nie byłoby problemu. Wiadomo jakie są zasady i za samo mówienie o drukowaniu pustego pieniądza należy się dyshonor. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca – USA drukują na potęgę, skupując długi swoich funduszów obsługi nieruchomości na potęgę, Wielka Brytania podobnie, a Japonia wręcz zadławiła się ze szczęścia, na chwilę złapała oddechu, jednakże niestety tamtejsze społeczeństwo więcej oszczędza niż wydaje! Dlaczego więc Europa miałaby odejmować sobie od ust i spłacać długi, podczas gdy wystarczy jedna decyzja ECB i giełdy lub banki pokornie chętnie przekażą odpowiednie transze obligacji w zamian za gotówkę, którą wykorzystają tak sprytnie, że o inflacji w Strefie Euro możemy sobie pomarzyć!

Dla czytelności sytuacji – można by te skupowane długi zamienić na obligacje europejskie, których emitentem byłaby Unia, a państwa odpowiednio uznałyby swoje zadłużenie wobec Wspólnoty – adekwatnie do wykupionego zadłużenia. Oprocentowanie byłoby bardzo niskie. W zamian za taki manewr – poszczególne państwa nie mogłyby zgodnie z prawem już więcej się zadłużać samodzielnie – mogłyby to robić, tylko i wyłącznie za pośrednictwem Europejskiego Banku Centralnego i za zgodą Komisji Europejskiej – lub w wyniku innej procedury, w której państwa ustalałyby poziom zadłużenia dla Strefy Euro na nowy rok. Po kilku latach doszłoby do tego, że zamiast iluś tam obligacji państwowych – mielibyśmy jedne europejskie, a nawet Niemcy nie płakaliby, że tracą na oprocentowaniu, ponieważ to na początku byłoby niskie, potem wiadomo ustalałby je rynek.

Chyba nie ma innej drogi, jednakże go tego jest potrzebne porozumienie polityczne o które nie będzie łatwo w istniejących realiach.

One Comment

  1. “Trochę” inne spojrzenie na tak propagowany kurs
    “wejścia w strefę euro”…podobnie jak nachalne
    niegdyś zaganianie do “eurokołchozu”…sławetne
    słowa hierarchy(…),”jak nie UE,to co,Białoruś”??
    ” W 10. rocznicę naszego wejścia do Unii pojawią się za to pewnie głosy, że podpisując traktat akcesyjny, zgodziliśmy się z automatu wejść do strefy euro.

    Jak najdalej od euro. Korzystajmy z tego ostatniego wentylu bezpieczeństwa, który nam daje jeszcze oddychać. Gdybyśmy zamrozili kurs wymienny złotego, to aż boję się pomyśleć”…

    ” Ale jest też argument polityczny głoszący, że trzymając się z dala od euro, nie możemy reformować Unii od wewnątrz. Nawet w tym kierunku, który pan sobie zamarzył.

    Trudno. Trzeba się w takim razie z tym pogodzić i skupić na istniejących strukturach unijnych. Tym bardziej że sama strefa euro jest obszarem stagnacji. Jeśli popatrzeć na tempo wzrostu w krajach, które dziś ją tworzą, to wychodzą z tego takie schodki w dół, które zatrzymały się w ostatniej dekadzie na poziomie tuż powyżej zera. Wychodzi więc na to, że im więcej takiej integracji walutowej, tym gorzej z gospodarką. Przykro mi. Też bym sobie życzył, żeby to działało inaczej. I żeby działała raczej zasada: im więcej integracji, tym lepiej. Ale tak nie jest. Cóż ja na to mogę poradzić?”

    Porzućmy nadzieję na dogonienie Zachodu.
    Unia utrwali naszą peryferyjność

    http://forsal.pl/artykuly/793019,porzucmy-nadzieje-na-dogonienie-zachodu-unia-utrwali-nasza-peryferyjnosc.html

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.