Górski Karabach – wojna pacynek w odpowiednim momencie (cz.2)

Askeran_T-72 By KennyOMG – Own work, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=54984458

To nie jest konflikt proxy pomiędzy Rosja i Turcją, chociaż oba kraje są bardzo mocno zaangażowane. Z tą różnicą, że Turcja wspiera Azerbejdżan, w tym jest oskarżana o przesłanie bojowników z Syrii do Azerbejdżanu. Natomiast Rosja usiłuje zachować w tym regionie kruchą równowagę – mediując zarówno w Erewaniu jak i Baku.

Z obiema krajami Rosja ma bardzo dobre stosunki, Azerbejdżan kupił w Rosji bardzo dużo broni, Armenia – podobnie – po cenach „wewnętrznych”, a dodatkowo ma jeszcze bazy wojskowe Federacji Rosyjskiej na swoim terytorium. Warto pamiętać, że nikt nie uznaje separatystycznego Górskiego Karabachu, w tym sama Armenia. Formalnie pod względem prawa międzynarodowego, to co w tej chwili się tam dzieje, ma charakter wojny na terytorium Azerbejdżanu, którego Górski Karabach jest formalną częścią. Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza powinny pamiętać o tym władze kraju, którego Prezydent przykłada olbrzymie znaczenie do tzw. prawa międzynarodowego.

Obie strony od lat są okopane na dogodnych dla obrony niezwykle trudnych do prowadzenia wojny pozycjach w górach. Czynnikiem zmieniającym dynamikę pola walki jest broń inteligentna i precyzyjna, pozwalająca obu stronom na selektywne niszczenie celów dla zdobycia lokalnej przewagi i przełamania obrony przeciwnika. Walka w górach nie ma charakteru linearnego, chodzi o opanowanie kluczowych punktów terenu, pozwalających na przewagę operacyjną i maksymalne zaszkodzenie logistyce nieprzyjaciela. To powoduje, że tam nie ma nagłych zmian w zakresie posiadania kontroli nad terytorium. Jeżeli jednak dojdzie do przełamania, to panowanie nad doliną, kilkoma szczytami, może istotnie zmienić kształt frontu i sytuację geopolityczną. Zwłaszcza jeżeli doszłoby do odcięcia Górskiego Karabachu na głównych szlakach zaopatrzeniowych z Armenią.

Militarne rozwiązanie konfliktu nie istnieje, nie pozwala na to kształt terenu. Ponieważ, nawet jeżeli dojdzie do odcięcia Górskiego Karabachu, czy może prędzej – częściowego odcięcia tego regionu od Armenii, to konflikt będzie dalej trwać. Biorąc pod uwagę przeszłość sprzed 30 lat, nie można wykluczyć tam czystek etnicznych, rzezi i pogromów, to jest jedyny sposób, żeby ograniczyć możliwe działania partyzanckie zaangażowanych stron.

Rosja zrobiła wszystko, co było tylko możliwe, żeby doprowadzić do rozwiązania politycznego w regionie, pan Minister Ławrow wielokrotnie apelował do stron o rozmowy – oferując przysłanie w rejon walk, rosyjskich wojsk pokojowych, które rozdzieliłyby walczące strony. Niestety nie wysłuchano tych słów, ale oferta rosyjska pozostaje na stole, co więcej jest to jedyna oferta, która jest realna i która może przyczynić się do trwałej stabilizacji rozwiązania pokojowego w regionie.

Turcja wspiera Azerbejdżan, realizując swoje wielkie pantureckie marzenie. Zarazem, ta wojna jest na rękę władzom w Ankarze, ponieważ po prężeniu muskułów ustąpiły na morzu w konflikcie z Grecją, wobec zjednoczonego frontu państw NATO i państw arabskich (ważną rolę odegrał Egipt!). Jak również w obliczy porażki zaangażowania się w Libii, gdzie zaangażowanie miało doprowadzić do wzmocnienia pozycji Turcji w regionie. Oczywiście na to nie mógł się w żadnej mierze zgodzić Egipt, ani Francja, ani Włochy – ponieważ tam jest ropa, a w istocie niewyobrażalnie dużo ropy (i to o doskonałych parametrach chemicznych). W Syrii polityka turecka doprowadziła tylko do kolejnych eskalacji.

W tym stanie rzeczy, pan Prezydent Erdogan, który dba o wizerunek silnego polityka, potrzebuje sukcesu. Takiego, który będzie służył na użytek wewnętrzny i pozwoli mu zarazem na ukoronowanie polityki niezależności wobec Zachodu na własnych warunkach. Dzisiaj nie wiadomo jak potoczy się los wojny na froncie, jeżeli załamie się armeńska obrona, to Turcja może ulec pokusie – geostrategicznego rozwiązania, które miałoby znaczenie pokoleniowe i zmieniło sytuację na Kaukazie południowym. Co to oznacza w praktyce, możemy sobie bardzo łatwo wyobrazić. Wystarczy popatrzeć na mapę i zobaczyć z jaką układanką – prawdziwą szachownicą poprzekładanych terytoriów mamy tam do czynienia.

Władze w Baku mówią o ostatecznym rozwiązaniu konfliktu, o niemożności dalszego trwania istniejącego stanu rzeczy, który od 30 lat jest dla nich krzywdzący. A to oznacza, że być może w scenariuszach operacyjnych założono dłuższą intensyfikację konfliktu i stopniowe wykrwawianie armeńskiego potencjału – w oparciu o potencjał Turcji i nowoczesną broń kupowaną w pewnym bliskowschodnim kraju (nie jest to Liban). Biorąc pod uwagę skalę emocji w Azerbejdżanie, być może zapadły decyzje o konieczności poniesienia ofiar. Nie da się ich uniknąć w takim konflikcie – klasyczna wojna w górach. A każda ofiara będzie tylko wzmacniała nienawiść i zagrzewała społeczeństwo do dalszych poświęceń.

Zapraszamy na (cz. 3)

Ps. Znaczenie tytułu będzie wyjaśnione w 3-ciej części, odnosi się do wąskiej grupy osób.

4 thoughts on “Górski Karabach – wojna pacynek w odpowiednim momencie (cz.2)

  • 6 października 2020 o 05:09
    Permalink

    Przykre, że znowu giną ludzie.

    Nawalanka trwa, tylko “narzędzia” nawalania stają się coraz bardziej inteligentne i coraz bardziej drogie.

    Amen!

    Odpowiedz
  • 6 października 2020 o 10:53
    Permalink

    To bardzo ciekawa wojna. Wszystko w niej ma kilka obliczy. Co ciekawe Rosja ma interes w autentycznym ustabilizowaniu regionu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.