Górski Karabach to „cukierek” – czyli jak wyjąć Turcję z NATO (cz.2)

Российские миротворцы обеспечивают безопасность движения гражданского автотранспорта по Лачинскому коридору в Нагорном Карабахе, Fot. mil.ru ( материалы интернет-портала Минобороны России) CC 4.0 Source: http://mil.ru/russian_peacekeeping_forces/media/photo/gallery.htm?id=84487@cmsPhotoGallery

Nawarstwia się zniecierpliwienie na Zachodzie, który chciałby zmiany polityki wewnętrznej Turcji przy jednoczesnym utrzymaniu tam taniej fabryki i bazy broni jądrowej, ale bez presji i ryzyka geopolitycznego. Tymczasem jak zawsze decydują ambicje, jeżeli polityk jest silny i ma możliwości, to byłby nieudacznikiem, jakby nie chciał zrealizować aspiracji swojego państwa. Dlatego, nie można się dziwić Turcji, że realizuje korzystną dla siebie politykę, dążenia do dominacji w swoim otoczeniu. Równolegle pan Prezydent Erdogan, ogłasza członkom swojej partii, że Turcja należy do (jest częścią) Europy.

Jeżeli Turcja zyska możliwość bezpośredniego połączenia z Azerbejdżanem, nawet tylko w celach cywilnych i ekonomicznych, to będzie bardzo dużo, ponieważ odblokuje w ten sposób możliwość reeksportu bogatych surowców energetycznych tego kraju i innych z basenu Morza Kaspijskiego. Ma to olbrzymie znaczenie, również w kontekście chińskich planów oddziaływania na region, przez system sojuszy, pożyczek i inwestycji „Pasa i Szlaku”. W ten sposób będzie możliwe dotarcie z Istambułu do Chin – z pominięciem Rosji i Iranu, a jedynie z tranzytem promowym przez Morze Kaspijskie. Jeżeli to się uda, to będzie jedno z największych i najważniejszych wydarzeń w tym wieku, o którym będzie się kiedyś mówiło jako o dacie przełomowej w historii świata.

Warto popatrzeć na mapę, południowej Armenii i zbieg granic Iranu, Turcji, Armenii i Azerbejdżanu – w rejonie enklawy jaką stanowi Nachiczewańska Republika Autonomiczna. Granica z Turcją ma około 16 km i jest „cyplem” wciśniętym pomiędzy geograficzne przeszkody – rzeka (Araks), góry ze strony Iranu (w zasadzie tam wszędzie są góry). Ludność około 450 tys. ludzi. W tym, co jest bardzo ważne, trzeba mieć na uwadze, że z tego regionu wywodzi się rodzina (klan) pana Prezydenta Ilhama Heydara Aliyeva. Jest to splot okoliczności, które powodują że siła ciążenia w tym rejonie świata działa intensywniej i wszystko jest ultra delikatne.

Jeżeli w zamian za komunikację w tzw. korytarzu łaczynskim (Źródło: mil.ru – warto obejrzeć bardzo ciekawe mapy), stanowiącym fragment drogi pomiędzy Stepanakertem a Goris w Armenii właściwej (to zła nazwa ale oddaje skomplikowanie relacji). Armenia będzie skłonna pozwolić Azerbejdżanowi na komunikację pomiędzy Nachiczewaniem a odzyskanymi obecnie przez Baku terenami na południu Karabachu przy granicy z Iranem, to będzie zupełnie nowa sytuacja geostrategiczna. Jeżeli Armenia na to nie pozwoli, to być może będzie do tego nakłoniona. W ten sposób ziści się turecka potrzeba – ustanowienia trwałego połączenia, niezależnego od potężnego Iranu i alternatywnego dla trasy przez Gruzję, ale w istocie na łasce kraju, który gwarantuje status quo Armenii, czyli Rosji. To jest klucz do zrozumienia na czym polega „cukierek, albo psikus” w tym wypadku.

W wyniku wojny zarówno Armenia jak i Azerbejdżan w praktyce straciły podmiotowość, są już krajami niesamodzielnymi. Armenia nie zrobi już niczego, co by zaskoczyło Rosjan. Azerbejdżan ma problem wewnętrzny, bo relacje z Turcją będą masą krytyczną, która z czasem naruszy monopol władzy klanu aktualnego Prezydenta. To tylko kwestia czasu, aż władze Azerbejdżanu zorientują się, że wewnętrzna opozycja bardzo istotnie stawia na Ankarę, w praktyce niwelując azerbejdżańską państwowość. Turcja będzie chciała więcej, jeszcze więcej, a potem wszystko, ponieważ jej lider potrzebuje sukcesów. W ideologii jednego narodu i dwóch państw, okaże się który przywódca jest „Sułtanem”, a który jego lennikiem.

Dalsza ewolucja budowy mocarstwowości Turcji i jej strefy wpływów, będzie napędzać turecki nacjonalizm i ciągłą potrzebę sukcesów oraz bezpieczeństwa. Pamiętajmy, że tam ważna jest kwestia kurdyjska, jak również Iran nie ma najmniejszej ochoty biernie przyglądać się wzrostowi tej potęgi. Do tego jest właśnie Rosja, dla której „wyjęcie” Turcji z NATO, w imię realizacji przez ten kraj para-imperialnych ambicji jego przywódcy, będzie jedną z największych korzyści geostrategicznych we współczesnej historii. Tak się stanie, ponieważ w pewnym momencie kolejnych sukcesów Turcji, jej interesy istotnie naruszą interesy Zachodu. Pamiętajmy, że w regionie który się teraz dla Turcji geograficznie może otworzyć jest ropa, naprawdę bardzo dużo ropy (i gazu). Ropa przyciąga zainteresowanych, którzy niekoniecznie będą chcieli się podzielić, jak również sama Turcja, jeżeli ma budować swoje nowe imperium, nie może się niczym z nikim dzielić.

Pchnięcie Turcji w kierunku realizacji aspiracji jej przywódcy wprowadzi ją na kurs kolizyjny z państwami zachodnimi. To spowoduje, że albo Turcja sama np. zawiesi członkostwo w strukturach militarnych (jak kiedyś Francja) lub w ogóle wystąpi z tego sojuszu. Pamiętajmy, że na zachodzie są państwa, którym bardzo na tym zależy, wręcz na usunięciu Turcji zupełnie z NATO. Nałożą się tu interesy Grecji, ambicje Francji i obawy Niemiec, które mają wewnętrzny problem z osobami inno-kulturowymi, silnie stymulowany i w pewnym zakresie sterowany przez czynniki zależne od państwa tureckiego. Dla Zachodu bowiem, wypchnięcie Turcji z NATO, będzie otwarciem pola do jej konfrontacji z Rosją i Iranem, bez konieczności udzielania jakiekolwiek, chociaż moralnego wsparcia na zorganizowanej ad hoc konferencji.

W ten właśnie sposób ukierunkowanie Turcji, zmieni wszystko bo jej działania spowodują, że w ogóle zmieni się stan układu sił w regionie oraz pomiędzy mocarstwami. Turcy będą długo się rozpychać i na pewno coś dla siebie wywalczą, jednak w końcu – o ile nie będą mieli własnej broni jądrowej, będą potrzebować wsparcia supermocarstwa. Z tej prostej przyczyny, bo ich terytorium na znaczenie strategiczne, a zwłaszcza dwie cieśniny. Dlatego, korzystanie z potencjału Zachodu jest dla Turcji w istocie bardzo wygodne.

Pamiętajmy o tym, że w pobliżu Turcji znajduje się pewien bardzo mały kraj (nie jest to Liban), który ma olbrzymie interesy i jest w praktyce mocarstwem, silnie związanym z USA. Turcja ma z tym krajem pewne istotnie sprzeczne interesy np. w zakresie zagospodarowania i podziału złóż gazu w pobliżu Cypru. Uwzględnienie tego państwa i jego polityki w tej układance powoduje, że cały ciąg spraw może ulec akceleracji. Co ciekawe, to małe państwo bardzo istotnie wspierało (za pieniądze) Azerbejdżan w tej wojnie, co powinno dać powód do myślenia dla każdego nad tym scenariuszem. W geopolityce czasami wystarczy iskra, mały kamyk może ruszyć lawinę, a rzeczy które widzimy i o których czytamy, wcale nie muszą być takie, jak są przedstawiane. Pamiętajmy bowiem, że podstawowym interesem tego małego, ale jakże sprawnego państwa, jest takie rozgrywanie inno-kulturowych sąsiadów, żeby sami resetowali swój potencjał. Co się właśnie dzieje i w Syrii i w Iraku i w Libii, była nawet próba w Egipcie. Wyjście Turcji z NATO leży w interesie tego kraju, ponieważ rozpychanie się Ankary spowoduje, że możliwy jest konflikt Turcji z Iranem i/lub Rosją, a także z Zachodem. Coś się zawsze zresetuje, jakaś figura spadnie z szachownicy, będzie lizać rany przez dziesięciolecia, zajmując się bałaganem wewnętrznym.

Uwolnienie potencjału Turcji, poprzez napędzanie ambicji jej przywódcy – kolejnymi sukcesami w jego własnej polityki, jest w interesie wielu graczy. Dzięki temu, będzie można nią rozgrywać, a to naprawdę stwarza nowe możliwości. Na pewno są z tym nowym stanem związane liczne ryzyka, ale po to się gra, żeby koszty ponosili inni.

4 thoughts on “Górski Karabach to „cukierek” – czyli jak wyjąć Turcję z NATO (cz.2)

  • 24 listopada 2020 o 05:10
    Permalink

    Bardzo interesująca próba wyjaśnienia, co tam się stało i co może się dalej dziać.

    Pozdrowienia dla Autora.

    Odpowiedz
  • 24 listopada 2020 o 13:18
    Permalink

    No cóż, można podsumować to w ten sposób, że Rosjanie nie tylko umiejągrać w szachy, ale jeszcze tę grę doskonale rozumieją, a jest to jedna z najstarszych gier na świecie w swojej istocie gernialna – jak ludzka cywilizacja w pigułce,.

    Odpowiedz
  • 24 listopada 2020 o 23:16
    Permalink

    Pchnięcie Turcji do samodzielnej gry jest majstersztykiem geostrategicznym ze strony Rosji, ale po prawdzie to jest też tak że Turcja jest wypychana z NATo i niedopuszczana do UE przez Zachód. Erdogan o tym sam mówił w ostatnich dniach. Mamy tam splot czynników korzystnych dla rosyjskiej polityki.

    Odpowiedz
  • 15 stycznia 2021 o 20:03
    Permalink

    JESZCZE TROCHĘ I SAMA WYJDZIE !!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.