Górski Karabach to „cukierek” – czyli jak wyjąć Turcję z NATO (cz.1)

Российские миротворцы обеспечивают безопасность движения гражданского автотранспорта по Лачинскому коридору в Нагорном Карабахе, Fot. mil.ru ( материалы интернет-портала Минобороны России) CC 4.0 Source: http://mil.ru/russian_peacekeeping_forces/media/photo/gallery.htm?id=84487@cmsPhotoGallery

Górski Karabach i konflikt wokół niego, odmrożony po latach – to najlepszy, najdoskonalszy i najskuteczniejszy sposób na formalne wyjęcie Turcji z NATO, rękami samych Turków i przy zadowoleniu Europejczyków. To po prostu klasyczny „cukierek”, wspaniały, słodki i łatwo zdobyty, małym kosztem, którym Turcja się właśnie zajada.

Nie można było tego lepiej skonstruować, niż poprzez umożliwienie Turcji realizacji jej „mocarstwowo-neoimperialnej” polityki, o której trzeba mówić z uznaniem, ale generalnie projektowanej głównie na użytek wewnętrzny. To jest naprawdę genialne i godne podziwu, właśnie tak się rozgrywa sprawy globalne. Jeden ruch kierunkujący rozwój wydarzeń, nawet jeżeli będą częściowo niekorzystne i kosztowne dla zagrywającego, docelowo powoduje, że sprawy toczą się w założonym, oczekiwanym i pożądanym kierunku. Ponieważ tutaj chodzi o wielką geostrategiczną zmianę, której konsekwencje będą miały znaczenie dla regionu i przez przełożenie dla świata.

Turcja przez prawie cały miniony wiek modernizowała swój kraj – od upadku imperium osmańskiego, do epoki pana Prezydenta Erdogana. Ten wielki i wspaniały kraj, zamieszkiwany przez wspaniałych, gościnnych i przyjaznych ludzi stale się modernizował, idąc w kierunku Zachodu jako cywilizacyjnej opcji alternatywnej wyznaczającej pożądany poziom. Co ciekawe, Turkom udało się najważniejsze – połączenie Islamu, silnego państwa i gospodarki, która gwarantuje ciągły rozwój i co jest szczególnie ważne – stały wzrost populacji. Dzisiaj ten kraj ma olbrzymie zasoby demograficzne ludzi stosunkowo młodych, w wieku produkcyjnym i zdolnych do noszenia broni. Około 80 mln potencjał ludnościowy, szeroka baza ekonomiczna, własny przemysł, w tym technologiczny, w połączeniu z dobrym zarządzaniem strategicznym – to turecki pomysł na rozwój i wymyślenie w pewnym sensie Turcji na nowo.

Głównym czynnikiem napędowym Turcji jest jej własna kultura, będąca lokalnym eklektyzmem i rozwojem wszystkiego, co ten wspaniały Naród odziedziczył, przejął i wypracował. Atrakcyjność tureckiej kultury, jako wybory drogi rozwoju cywilizacyjnego jest interesująca dla wielu krajów islamskich, w których rządy prawie zawsze są mniej, niż bardziej demokratyczne (w zachodnim rozumieniu tego słowa). Duma narodowa, aspiracje, być może pewne cechy wynikające z wzorców wychowania i wzorców rozwoju ścieżki życiowej Turków, powodują w wypadkowej, że mniej boją się ryzyka związanego z konfrontacją – dali temu wyraz nie jeden raz na polu walki, jak również dowodzą tego ciężką codzienną pracą. Pod wieloma względami Turcja jest fascynująca, niezwykle ciekawa i warta poznania. To może nam tylko pomóc w zrozumieniu celów Turcji i metod, jakimi będzie chciała je osiągnąć.

Pan prezydent Erdogan prowadzi politykę „neo-panturkizmu”, eksportując „tureckość” i model zarządzania państwem, do innych krajów mających albo większość, albo istotną część ludności tureckiej na swoim terytorium. Najważniejszym składowym tureckiej oferty jest stabilizacja i uporządkowanie ustroju, systemu państwa. To doskonale działa i zawsze jest cenne.

W grę wchodzi Azerbejdżan i inne kraje, położone na wschód od Morza Kaspijskiego. Dodatkowo Turcja istotnie oddziałuje na północ Syrii i część Iraku, jak również jest aktywna w Libii. Akcentuje swoją obecność nad Zatoką Perską, wspierając Katar. Wszędzie łączy działania dyplomatyczne, inwestycje ekonomiczne i korzyści handlowe z eksportem kultury i cywilizacji tureckiej, a jak trzeba obecnością militarną. Zakładane są szkoły, młodzież jest zapraszana na doskonałe uniwersytety Istambułu lub Ankary. W tym konglomeracie działań wykorzystywany jest szereg organizacji społecznych, kulturalnych i ekonomicznych, zawsze istotnie dbających o interes państwa tureckiego.

Generalnie jest to doskonała strategia, trafiająca na podatny grunt, wszędzie tam gdzie jest wspólnota języka, podglebia kulturowego i religii, chociaż akurat Islam w wydaniu tureckim ma również kilka twarzy. Jest nieco inaczej promowany w Niemczech, a istotnie inaczej w samej Turcji lub krajach islamskich, gdzie jest eksportowany. Jest to wszystko bardzo ciekawe, spójne, skuteczne i długofalowe – może być realizowane, bez względu na okoliczności, bo dotyczy spraw życia codziennego ludzi. Chyba, to jest największą siłą tureckiej strategii – jest blisko spraw podstawowych o kluczowym znaczeniu dla ludzi.

Ponieważ Europa Zachodnia po prostu upokorzyła Turcję, odrzucając przez wiele lat jej otwartość na integrację europejską, ten nurt dążeń politycznych – przepadł ostatecznie na tureckiej scenie politycznej. W zasadzie jest skompromitowany i nieobecny, niepożądany i nie ma rzeczników. Po ostatniej próbie zamachu stanu, ta koncepcja w zasadzie jest już zamkniętą przeszłością. Szkoda, bo była szansa na to, żeby przyciągnąć, zakotwiczyć i współpracować z Turcją – na zasadach, które dałoby się wynegocjować. Ponieważ tę szansę zmarnowano, teraz jesteśmy w sytuacji, w której nurt integracyjny, wymuszający wewnętrzne reformy i umacniający nurt względnie liberalny w polityce wewnętrznej – przepadł lub przynajmniej milczy.

Nic dziwnego, że retro-konserwatyzm w wydaniu polityki wewnętrznej pana Prezydenta Erdogana z czasem zaczął wierzyć we własny przekaz (uwaga, nie w propagandę!). To karmienie się własnymi sukcesami, stało się wyznacznikiem do rozwoju i wspierania działań, na rzecz kontynuowania wybranej drogi politycznej. Widać, że strategię działania adaptowano w czasie jej stosowania i tak modyfikowano, żeby tam, gdzie można „wziąć palec”, dało się „brać dłoń” lub jeszcze więcej. Przykładem jest Syria, której północ, generalnie w dużej części jest pod kontrolą Turcji i pełni rolę strefy buforowej.

To wszystko powoduje, że turecka polityka ewoluuje w kierunku pełni samodzielności i generowania zjawisk o znaczeniu geopolitycznym i geostrategicznym. Turcja ma takie możliwości, dzięki bardzo dużemu potencjałowi, w tym wyjątkowo silnej armii – zorganizowanej i zarządzanej w standardzie NATO. Szczytem kwestii spornych z Zachodem jest kwestia stosunków z Grecją (i Cyprem). Tutaj doszło w tym roku do szeregu sytuacji konfliktowych, jak również do stosowania presji migracyjnej na Europę – wbrew wcześniej podjętym zobowiązaniom. Dodatkowo kwestią fundamentalną jest stosunek Turcji do Chin, w kontekście rozluźnienia relacji z USA. Bo o ile Europę – „Sułtan”, może traktować jako miejsce wesołej zabawy, to w przypadku USA sytuacja jest nieco skomplikowana.

Zapraszamy w najbliższych dniach na cz. 2 felietonu.

9 thoughts on “Górski Karabach to „cukierek” – czyli jak wyjąć Turcję z NATO (cz.1)

  • 23 listopada 2020 o 05:23
    Permalink

    Bardzo ładnie to wszystko o rosnącej roli Turcji Autor opisał.

    Na naszych oczach powstaje NOWE MOCARSTWO, na styku Europy i Azji.

    Można jego potencjał porównać do Francji lub Wielkiej Brytanii, tylko (na razie) – bez broni jądrowej.

    Ale broń jądrowa jest od czasów Hiroszimy i Nagasaki, tylko potencjalnym straszakiem.

    W bieżących rachunkach liczy się ogólny potencjał kraju, a jest on spory.

    Kilka lat temu widziałem na wystawie MSPO Kielce – miniaturowe silniki do pocisków manewrujących typu Tomahawk …

    Teraz mają zaawansowane drony, które sprawdziły się w Górnym Karabachu i tego parcia do nowoczesności, końca nie widać.

    Nie zajmują ich spory o aborcję czy lewackość oraz roli dominującego kościoła.

    Mają w zasadzie wszystko poukładane i są na tyle stabilni, żeby ciągle dokonywać projekcji siły na obszarze styku Azji i Europy.

    Wracają do osmańskich korzeni.

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2020 o 06:16
    Permalink

    W kontekście pana Erdogana warto przypomnieć tę rosyjską bajkę polityczną (stworzył ją geniusz) w której wódz Turcji zajął zaszczytne miejsce wśród naiwnych:

    https://www.youtube.com/watch?v=NudbMkUHI-Q

    Reszta animacji odzwierciedla naszą kulturę. Ciekawe czy ktoś z forumowiczów jeszcze jej nie znał?

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2020 o 08:03
    Permalink

    No po przeczytaniu jestem ciekaw drugiej części, z tego co zakumałem to mamy do czynienia z wielopoziomową matrioszką, klasyczną operacją kremla prowadzącą do osiągnięcia swoich celów.

    Odpowiedz
    • 23 listopada 2020 o 09:41
      Permalink

      Tak, to matrioszka dziwie się że Turcy dali się na nią nabrać bo popełnili właśnie największy błąd w swojej współczesnej historii. Z punktu widzenia Rosji spowodowanie, żeby Azerbejdżan stał sięjej częścią to kwestia wydania rozkazu odpowiedniej grupie wojsk zajęcia odpowiedniego terytorium. Różnica w potencjale jest taka, że nie będzie żadnego oporu. Natomiast jeżeli Turcja pójdzie na wojnę z Armenią to wyjdzie z NATO lub zostanie wyrzucona – to może jużmieć miejsce teraz bo macron chce upokorzyć Erdogana. Głupia sprawa jak o polityce decydują emocje. Rosjanie w piekny sposób podporządkowali sobie kaukaz i właśnie powodują że zmienia się geopolitycfzny porządek świata – wyjmując Turcjz NATO, można wiele złego o nich powiedzieć ale wiedzą co robią i robiąto konsekwentnie.

      Odpowiedz
      • 23 listopada 2020 o 11:14
        Permalink

        “Turcy dali się na nią nabrać bo popełnili właśnie największy błąd”

        To nie tak. Z rosyjskiego metastrategicznego punktu widzenia, najważniejszy jest wybór konstelacji przeciwników i konkurentów.

        Niezależność i siła Turcji oraz Iranu tworzy wygodną konstelację. Lepiej jest Rosji grać w szachy naprzeciw tym dwóm graczom, niż mieć do czynienia ze zjednoczonym NATO i zdestabilizowaną Persją.

        Dlatego Rosjanie będą wspierać te dwa kraje, przy okazji uzyskując pewne dodatkowe korzyści dla siebie.

        Podobne, choć mniej efektywne podejście zaprezentował Kissinger, popierając rozwój komunistycznych Chin.

        Odpowiedz
  • 23 listopada 2020 o 09:33
    Permalink

    Dużo Azerów deklaruje się jako Turcy. Niewątpliwie, znaczenie ma tu pokrewieństwo językowe.
    Przed Rewolucją październikową, język turecki był językiem tamtejszych elit.
    Zresztą sam nie tak dawno, przy stoisku z egzotycznymi sokami (w hipermarkecie) rozmawiałem ze sprzedawcą – Azerem, który uważał się za Turka.
    Możliwe, że te “koligacje” tureckie ułatwiają realizację wspólnych interesów.
    Geopolityczne dążenia Turcji do nawiązania praktycznie bezpośredniej komunikacji lądowej z Chinami powoli się krystalizują.
    Krótkie omówienie tej kwestii, wraz z wojną A-A o Karabach, można znaleźć tutaj:
    https://www.youtube.com/watch?v=Yt9DtC9Srjw

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2020 o 15:31
    Permalink

    a Rosja jest juz po obiedzie..!

    autor napisal (…)Górski Karabach i konflikt wokół niego, odmrożony po latach – to najlepszy, najdoskonalszy i najskuteczniejszy sposób na formalne wyjęcie Turcji z NATO, rękami samych Turków i przy zadowoleniu Europejczyków. To po prostu klasyczny „cukierek”, wspaniały, słodki i łatwo zdobyty, małym kosztem, którym Turcja się właśnie zajada.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.