Głupota jest taka słodka!

fot-IG

Głupota jest taka słodka! Taka kusząca! Taka łatwa! Wręcz banalnie łatwo sama przychodzi – nawet bez życzenia, po prostu pojawia się i panuje. Wszyscy ją lubią, szanują i jej ulegają – ponieważ to zawsze droga na skróty. Nie można się przed nią obronić, ale tego generalnie nie chcemy – ponieważ głupota, to właśnie droga na skróty, bardzo wygodna dla każdego, kto tą drogę wybierze. Nie powoduje wymogów dla wysiłku intelektualnego, nie zmusza nas do myślenia, rozważań, ona po prostu pokazuje – czarno-biało, co jest dobre, co jest złe – uproszczenia królują, bo są pożądane. Jednak taka jest natura ludzka.

Kilogram głupoty bardzo łatwo pomylić z setkami ton głupoty, na tym polega jej dyskretny urok. Nie da się niczym równie łatwo, tanio, szybko i skutecznie obdzielić mas, jak właśnie głupotą. Głupota jest dobra na wszystko, a jak sojuszniczką i siostrą jest krótkowzroczność, ciemnogród, gusła i strach!

O dziejach głupoty w Polsce napisano już kilka książek, pojawił się film, to temat wałkowany przez kilka epok. Już mistrz Krasicki obdarzył nas „Myszeidą” i dwiema innymi dziełami dotyczącymi fantastycznych przygód mnichów. Chyba nie da się lepiej sportretować samej istoty głupoty, niż to uczynił właśnie ten mistrz w swoich dziełach (jak ktoś nie czytał to naprawdę warto). Głupota bowiem, bywa niezauważalna jako sposób wyrażania się, odniesienia i zachowania – jest tak wygodna, tak kusząca i taka łatwa w transmisji, że jest wszechobecna i pożądana. Można powiedzieć, że głupota to droga na skróty, jednak to w istocie nie powiedzieć niczego o tej zdobyczy nadwiślańskiej cywilizacji. W tej części świata udało się doprowadzić głupotę do rangi czegoś normalnego, co wyznacza standard powszechnego postrzegania mas. Korzystają na tym tzw. elity, trzymając ludzi na ekonomicznym, religijnym i retorycznym postronku.

W istocie bowiem głupota nad Wisłą, jest sposobem na superwizję samego siebie – dla bardzo wielu ludzi, którym wydaje się że prowadzą sprawy, o czymś decydują, czy może nawet tworzą rzeczywistość w jakiej wszyscy funkcjonują. Głupota ma strukturę piramidy, na samej górze są ci, którzy ją tworzą – decydują i nasiąknęli nią najmniej, mając ją jako narzędzie, niżej są ich pomocnicy – nadzorujący masy, a na dole są masy – coraz bardziej zatopione w głupocie, której dostarcza część kultury, cześć nauczania moralnego pewnego Kościoła (a nawet dwóch), część prawa, część obyczajów. Wszyscy ludzie, nie mając innej wizji rzeczywistości z wewnętrzną satysfakcją zanurzają się w basenach głupoty, nie dostrzegając, że rzeczywistość jest na innym poziomie odniesienia, nie ma nic wspólnego z ich chciejstwem, wyobrażeniem o łańcuchach przyczynowo-skutkowych jak również i to chyba najważniejsze, głupota płaci – pozwala na życie na wysokim poziomie, jeżeli tylko jest się odpowiednio ustawionym. Jedni mają 50 tyś plus miesięcznie za błyszczenie przy prezesie pewnego banku, inni mają 5000 plus za zasiadanie w radzie nadzorczej państwowej firmy, a każdy może mieć 500 plus za to, że ma dzieci. System jest genialny i ma podporę magów! A magowie są nad Wisłą wszechpotężni.

Głupota rządzi demokracją, rządzi masami i ułatwia elicie – sprawowanie kontroli nad rzeczywistością, dzięki temu, że jakiekolwiek odchylenie od tego na co głupota pozwala w percepcji mas, natychmiast jest negowane. Nie chcesz się wyróżniać, nie chcesz być negowany – to co najmniej musisz milczeć na temat głupoty. Najgorzej mają przecież ci, którzy ją widzą, rozumieją jej mechanizmy i boją się odezwać, ponieważ ryzyko jakie ich czeka za przeciwstawienie się systemowi jest totalne. Na tym jednak polega system, że głupota kontroluje swoje zaplecze i trzyma przeciwników za pysk, w niesłychanie mocnym i głupim uścisku. Jeżeli nie masz oszczędności, pozwalających funkcjonować co najmniej rok bez dochodów – jesteś niewolnikiem i musisz się podporządkować, co więcej – nawet nie możesz myśleć o tym, żeby myśleć inaczej.

W istocie nie da się wykorzenić głupoty, bez zaduszenia jej źródła – jako źródła wszelkiego zła, to jest niemożliwe już obecnie nad Wisłą w trybie ewolucyjnym. Na rewolucję jednak po tym, co zgotowali nam neoliberałowie po 1989 roku – nie jest nas stać i lepiej takiego horroru nie przeżywać. Dlatego tylko praca u podstaw i rozświetlanie kaganka oświaty – jest jedyną szansą na to, żebyśmy się z tego głupoty czasami mogli otrząsnąć. Wielka nadzieję należy wiązać z rewolucją informatyczną, tylko przez media społecznościowe – nawet jako ich niewolnicy – jesteśmy w stanie wymieniać się poglądami wielu – do wielu, a nie tylko słuchać ujednoliconych komunikatów.

10 thoughts on “Głupota jest taka słodka!

  • 9 października 2020 o 05:16
    Permalink

    Słuszny i głęboko mądry tekst.

    Że mądry o powszechnej GŁUPOCIE?

    To jest odwaga, wskazać przyczyny zła w Nadwiślańskim i Banasiowym Macondo, a jest nią głupota.

    Do tego, że głupota ma się u nas dobrze można dodać, że GŁUPOTA NIE BOLI i jest bardzo wygodna.

    Dodajmy gusła i zabobony oraz powszechny terror zgody na lansowane powszechnie prawdy, jacy to My jesteśmy wielcy!

    Wszyscy inni wokół nas są źli, tylko My są doskonali.

    My Polacy – złote ptacy!

    Amen.

    Odpowiedz
  • 9 października 2020 o 09:20
    Permalink

    Ano zawitała do nas ta kultura głupoty, zawitała po upadku Polski Ludowej i to w szybkim tempie. Do tego doprowadził styropian z pewnym Kościołem pod rękę oddając nas na żer zachodniej modzie na głupotę i pseudo-demokrację służącą kapitałowi za przykrywkę do władzy nad światem.

    Jako młody człowiek wychowany na wartościach prawdziwego socjalizmu i komunizmu, z gazetką Świata Młodych i Młodym Technikiem rozwijającym intelekt do 4 czerwca 1989 roku miałem zupełnie inny, czyli fałszywy obraz rzeczywistości Polski Ludowej, bo ta głupota w Polsce Ludowej też była, ale tylko skryta cenzurą i oświeconą władzą. Ona nie była widoczna tak jak dzisiaj a podtrzymywana wtedy w narodzie przez religię i wszelkie organizacje dekadencko-opozycyjne na usługach zachodu, które z tzw. mody na zachód stworzyły sobie cel istnienia i funkcjonowania. Bezrefleksyjne naśladownictwo w muzyce, filmie, kulturze mimo cenzury podtrzymywało atawizm głupoty. A teraz różne badziewie z tamtego okresu jest posłami i posłankami. Zarządza mediami, publikuje nawet w takim Przeglądzie, mimo depresji post-styropianowej.

    Po 4 czerwca 1989 roku czar prysł i patrzyłem jako młody człowiek z szeroko otwartymi oczami na to do jakiego stanu ludzie potrafią się doprowadzić i do jakiego stanu ludzi można sprowadzić, jeżeli uwolni się narzędzia imperialnej zachodniej władzy i kapitału. Aż trudno mi było uwierzyć, jak wielu moich znajomych dotąd godnie żyjących i godnie postępujących rzuciło się nurt atawizmów indukowanej nam głupoty, a w tym czasie zachodni złodzieje z miejscowymi zdrajcami rozkradali nasz majątek narodowy, za przyzwoleniem zadowolonej z siebie gawiedzi, no bo jak mówili w TV pierwszy milion trzeba ukraść.

    Sz. Krakauer ma rację, tylko edukacja, jako praca pozytywna u podstaw może nasze młode pokolenia uratować, bo starych prawicowych i lewackich tumanów już nic nie wyleczy z fałszywej świadomości. Ale moim zdaniem portale to za mało. Potrzebny jest bezpośredni kontakt mistrz-uczeń, aby zmieniać aktywnie fałszywą świadomość na prawdziwe wartości. Być może potrzebne są wręcz Uniwersytety Ludowe, gdzie młodzież będzie uczona prawdziwego życia i prawdziwych wartości nie opartych na zdegenerowanych liberalno-kapitalistyczno-religijnych antyludzkich dogmatach.

    Ogólnie ciężka sprawa, bo głupota jest wręcz słabo uleczalna, a system społeczno-gospodarczy oparty na kapitalizmie i liberalizmie oraz religii blokuje rozwój intelektu. Już dawno zauważyli to trafnie nasi najwięksi mistrzowie:
    „Byt każdego człowieka zależy od sposobu zaspokojenia jego potrzeb. W miarę, ile im dogodzić zdoła, tworzy się jego charakter moralny” – HUGO KOŁŁĄTAJ (1750-1812)

    „W każdym człowieku są zaczątki zarówno wszystkich złych jak i dobrych rzeczy, przewaga zaś jednych lub drugich zależy tylko od warunków życia.” Źródło: Program wykładów nowej etyki w: Edward Abramowski, Pisma, tom I, Warszawa 1924.

    Odpowiedz
    • 9 października 2020 o 14:03
      Permalink

      Panie @Miecławie ciekawie Pan podsumowuje, ale kto dziś pozwoli na zwiększenie świadomości, kto pozwoli na taki uniwersytet? Wg mnie to niemożliwe. Ileż tu by było strat? I mam na myśli straty na kontach i portfelach oligarchów. Zysk w postaci wiedzy (a byłby ogromny) jest na drugim planie.

      Jeśli człowiek jest rakiem przyrody, to korporacje są rakiem gospodarki. – to tak na marginesie.

      Natomiast nie zgadzam się z panem redaktorem w jednej rzeczy z całego artykułu. Głupota w końcu bierze siekierę. Intelekt środowisk “ą ę” na niewiele tu się zda. Żaden bowiem intelektualista nie jest gotów poświęcić życia jednostki do utrzymania swojego statusu bo jest więźniem własnej inteligencji. Nie jest zdolny do zabijania.
      A tylko przecież bezwzględne normy społeczne są w stanie karać za podniesioną rękę i ten status utrzymać. Tyle, że zawsze znajdzie się jakiś “bolek” krzyczący o odzieraniu z wolności. To dlatego wiele osób dziś mówi że władza PRL popełniła błąd bo nie dała linijką po styropianowej d***pie.

      Nadzór homo sapiens nad zwierzętami udał się tylko z powodu zerowej inteligencji tych drugich. Wśród głupków są niestety resztki inteligencji stanowiące barierę. W końcu z pomocą wideł, kos i łomów banda głupków zawsze zrobi rewolucję. Potem rzecz jasna cham ubiera garnitur i wystawia białe mankiety. Ale to ciągle ten sam cham.
      Są teraz takie ciekawe czasy, że te garnitury będą musiały się zmierzyć z prymitywami następnego pokolenia. I zaś w ruch pójdą kosy i łomy. Część z nich się rozbierze nawet.
      Ktoś mógłby jeszcze powiedzieć, że głupków można trzymać w ryzach poprzez odpowiednie zaspokajanie prymitywnych i podstawowych potrzeb. W USA to nie wyszło w dłużej perspektywie. W Polsce nie będzie inaczej, to tylko kwestia tego czy eksperyment potrwa 30 czy 50 lat.

      Nie wiem czy istnieje zapis prawa w Polsce/wielu krajach, że obniżenie jakości nauczania winno być surowo karane i traktowane jak przestępstwo najwyższych lotów (no właśnie, jest?) ale jeśli nie, to powinno.

      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
      • 9 października 2020 o 21:13
        Permalink

        “Jeśli człowiek jest rakiem przyrody….” Jakie TO (stwierdzenie) lewicowe, aż do obżydzenia….

        Odpowiedz
        • 9 października 2020 o 22:40
          Permalink

          “obżydzenie” to od Żyda czy na bakier z ortografią? Myślę, że to drugie, bo gdyby to miało podtekst to ująłby to Pan w cudzysłów, co zawsze zresztą robi.

          Zatem…dwója z polskiego mój drogi.

          Niech żyje prawdziwa lewica!

          🙂

          Odpowiedz
          • 10 października 2020 o 19:16
            Permalink

            Uczeń bez dwójki to jak żołnierz bez karabinu, więc nie dramatyzujmy, zwłaszcza że
            ocena niedostateczna, (podobnież) nie jest na samym dole w hierarchii stopniowania.
            W temacie ortografii jest pan pryncypialny niczym amerykański purytanin protestancki
            w postrzeganiu otaczającego świata….albo ostatnipapież/e kręcący sferą sacrum niczym Cygan – Słońcem w pochmurny dzień.

            Nie żyje lewica! Niby niewielki brak w wyrazie a jak robi różnicę in plus, stwierdzenie zgodnie ze stanem faktycznym, chyba że ja o czymś nie wiem, bądź jestem słabo poinformowany, “coś przeoczyłem”… it.dalyj. 🙂
            ———————————–
            Kevin MacDonald
            Komunizm a żydowska tożsamość etniczna w Polsce (cz. I)
            W 1991 roku ukazała się w Berkeley książka Jaffa Schatza „Pokolenie: Wzlot i upadek żydowskich komunistów w Polsce”. Autor zajmuje się w niej grupą żydowskich komunistów, nazywanych przez niego „pokoleniem”, którzy doszli do władzy w Polsce po II wojnie światowej. Jest to ważna praca, gdyż rzuca światło na procesy identyfikacyjne całego pokolenia komunistów Żydów w Europie wschodniej.

            Krótka historia dyskusji nad esejem

            Esej „Komunizm a żydowska tożsamość etniczna w Polsce” jest zasadniczo omówieniem książki Jaffa Schatza: “Pokolenie: Wzlot i upadek żydowskich komunistów w Polsce”, przy użyciu aparatu badawczego, jaki MacDonald wypracował w swojej akademickiej karierze, czyli socjopsychologii ewolucyjnej. Po publikacji eseju, szereg żydowskich autorów i akademików zaprotestowało, że interpretacja przez MacDonalda danych z książki Schatza jest nieuczciwa i tendencyjna. Wywiązała się długa i płomienna polemika (www.kevinmacdonald.net/lieberman.html), w której MacDonald wielokrotnie domagał się materialnego dowodu, gdzie on sfałszował dane czy intencję konkretnych wypowiedzi Schatza.
            Nikt satysfakcjonującego dowodu nie przedstawił. A Schatz, który nie zgadzał się z MacDonaldem, że był silny związek między żydowską społecznością w Polsce a komunistycznym rządem, tak w jednym przypadku sformułował swoje pretensje: „Przedmiotem tej książki nie jest zatem wcale stosunek żydowskiej populacji do komunistycznego rządu (nawiasem mówiąc – co za redukcjonistyczne podejście do rzeczywistości!), ale życiowe kariery konkretnego – i fascynującego – pokolenia komunistów”. Na co MacDonald odpowiada: „Nie mam problemu z przyznaniem, że życiowe kariery tych komunistów stanowią temat książki, ale, zwracam się raz jeszcze, proszę mi powiedzieć, gdzie jestem w błędzie, kiedy posiłkuję się cytatami z książki aby dowieść, że były silne związki między żydowską społecznością a komunistycznym rządem.”
            Wydaje się, że uniwersalna kość niezgody leży tu w specyficznym widzeniu przez Schatza, i innych Żydów zaangażowanych w dyskusję z MacDonaldem, „pokolenia” żydowskich komunistów. Szereg tych żydowskich komunistów było zwyczajnymi mordercami niewinnych ludzi, nierzadko w masowym wymiarze, niezależnie, czy dokonywali tego własnymi rękami, czy byli „mordercami zza biurka”, jak Jakub Berman. Ale Schatz znajduje w „pokoleniu” również aspekt, według jego określenia, „fascynujący” [fascinating]. Zaś MacDonald, w swoim uparcie niezależnym oglądzie naukowca, nie wypełnia oczekiwań autorów-Żydów, by, przynajmniej w jakimś minimalnie pojednawczym sensie, emocjonalnie cieplej potraktować obiekt jego badań: komunistów Żydów.
            W rezultacie, jak w licznych poprzednich takich konfrontacjach, MacDonald nie ustąpił z pozycji, której utrzymanie dyktowało mu jego naukowe sumienie, a jego przeciwnicy i adwersarze nie potrafili wykazać, gdzie jego obserwacje i wnioski są niezgodne z akademickimi standardami prawdy i fałszu. Ostatnie słowo MacDonalda w dyskusji brzmiało:
            „Co tu jest rzeczywistym problemem, to czy istniał choćby cień racjonalności w powojennym polskim antysemityzmie jako rezultat konstytucji zainstalowanego rządu i roli szerszej żydowskiej społeczności w popieraniu go i obsadzaniu w nim stanowisk. Jak zawsze, należy wnieść standardowe zastrzeżenia, że od momentu ustalenia się frontu walki między obiema grupami, wyolbrzymianie a nawet fantazjowanie mogły zabarwiać sytuację. Ale moje zasadnicze stanowisko jest takie, że nie możemy po prostu przyjąć, że każdy wypadek antysemityzmu jest irracjonalny. Raczej powinniśmy przyjmować, że generalnie rzeczywiście mają miejsce konflikty interesów między grupami i że wybuchy intensywnej wrogości są złożoną obustronną grą fantazjowania i rzeczywistości. Oczywiście, jestem socjopsychologiem ewolucyjnym raczej, niż historykiem. Moje analizy oparte są na teorii tożsamości społecznej, której wielu historyków może nie znać. Zajmuje się ona przewidywaniem, jak i dlaczego różnice we względnej częstotliwości, z jaką członkowie wewnątrz i na zewnątrz grup angażują się w różnego rodzaju zachowania, są formowane przez umysł ludzki w zasadnicze charakterystyki całej grupy. Moim zamiarem było wyjaśnić, dlaczego antyżydowskie opinie wywoływały taki rezonans w tym okresie wśród Polaków, i myślę, że rzeczywiste żydowskie zachowanie jest tu częścią odpowiedzi”.
            Tadeusz Korzeniewski

            Inaczej niż w Związku Sowieckim, gdzie zdominowana przez Żydów frakcja pod przywództwem Trockiego została w większości rozbita, w Polsce mamy szansę prześledzić działalność i procesy identyfikacyjne komunistów żydowskich, którzy tu faktycznie posiedli władzę i utrzymali ją przez znaczny okres czasu. Ogromna większość tej grupy była wychowana w tradycyjnych rodzinach żydowskich, „w których życie, tradycje religijne, rozrywka i odpoczynek, kontakt międzypokoleniowy i życie towarzyskie były, mimo różnic, zasadniczo przeniknięte przez tradycyjne żydowskie normy i wartości… Rdzeń dziedzictwa kulturowego był im przekazany przez formalną naukę i praktyki religijne, celebracje świąteczne, historie, pieśni, opowieści rodziców i dziadków, przysłuchiwanie się dyskusjom starszych… Rezultatem był głęboko utrwalony trzon ich tożsamości, wartości, norm i postaw, z którymi weszli w buntowniczy okres młodości i dojrzałość. Ten trzon ulegnie transformacji w procesie akulturacji, sekularyzacji i radykalizacji, czasami osiągając stan kategorycznego zaprzeczenia. Mimo wszystko, były to głębokie pokłady, przez które filtrowane były wszystkie późniejsze percepcje”. (Schatz 1991, 37-38 – podkreślenie KM).

            Samozwiedzeni

            Zwróćmy uwagę na implikację, że działały tu procesy autodecepcji [samozwiedzenia, samookłamania]: członkowie „pokolenia” zaprzeczali skutkom dominującego doświadczenia adaptacji społecznej, które zabarwiało wszystkie ich późniejsze percepcje, tak że w najbardziej realnym sensie nie wiedzieli, do jakiego stopnia byli Żydami. Większość z nich posługiwała się jidisz w mowie codziennej i miała słabą znajomość języka polskiego nawet po wstąpieniu do partii (str. 54). Ich krąg towarzyski składał się wyłącznie z Żydów, których spotykali w żydowskim środowisku pracowniczym, sąsiedztwie i żydowskich organizacjach społecznych i politycznych. Kiedy zostali komunistami, romansowali i pobierali się między sobą, a ich konwersacje towarzyskie odbywały się w jidisz (str. 116). Jak w przypadku wszystkich intelektualnych i politycznych ruchów omawianych w mojej pracy: „The Culture of Critique” [Kultura krytyki], ich mentorami i wpływowymi osobowościami byli inni etniczni Żydzi, w tym zwłaszcza Luksemburg i Trocki (str. 62, 89). I kiedy mówili o swoich bohaterach, byli nimi w większości Żydzi, których wyczyny osiągały niemal mityczne proporcje.

            Żydzi, którzy włączyli się do ruchu komunistycznego, nie odrzucali początkowo swojej etnicznej tożsamości, a było wielu, którzy „wysoko cenili żydowską kulturę… [ i ] marzyli o społeczeństwie, w którym Żydzi będą równi jako Żydzi”(str. 48). Istotnie, częste wśród nich było łączenie silnej żydowskiej tożsamości z marksizmem, jak również różnymi kombinacjami syjonizmu i bundyzmu. Ponadto powab, jaki komunizm miał dla polskich Żydów, opierał się w dużym stopniu na wiedzy, że Żydzi dochodzili do wysokich szczebli władzy i wpływu w Związku Sowieckim, i że rząd sowiecki ustanowił system wspierający żydowskie szkolnictwo i kulturę (str. 60). I w Związku Sowieckim, i w Polsce, komunizm był widziany jako przeciwstawiający się antysemityzmowi. Jako wymowny kontrast, w latach 30-tych XX wieku rząd polski podjął politykę wyłączania Żydów z zatrudniania w domenie publicznej, zostały ustanowione limity na nabór Żydów na uniwersytety i w zawodach wyspecjalizowanych, miały miejsce popierane przez rząd bojkoty żydowskich biznesów i rzemieślników (Hagen 1996). Najwyraźniej Żydzi widzieli komunizm jako dobry dla Żydów. To był ruch, który nie zagrażał kontynuacji ich egzystencji jako grupy, i obiecywał Żydom władzę, wpływ i koniec wspieranego przez państwo antysemityzmu.

            Promowanie specyficznie żydowskich interesów

            Z jednej strony spektrum żydowskiej identyfikacji byli komuniści, którzy rozpoczęli swoje kariery w organizacjach bundowskich i syjonistycznych, porozumiewali się w jidisz i pracowali w zupełności w środowisku żydowskim, identyfikacje żydowska i komunistyczna będą tu całkowicie szczere, bez dwuznaczności czy postrzeganego konfliktu między tymi dwoma źródłami tożsamości. Na drugim końcu spektrum żydowskiej identyfikacji niektórzy żydowscy komuniści mogli mieć intencję ustanowienia państwa, w którym nie byłoby identyfikacji etnicznej, nie byłoby kontynuacji żydostwa jako grupy, chociaż świadectwa na to nie są tak oczywiste. W okresie przed II wojną światową nawet najbardziej „od-etnicznieni” wśród nich Żydzi asymilowali się tylko zewnętrznie, ubierając się tak, jak otaczające ich środowisko nie-żydowskie, przyjmując od tego środowiska naturalnie brzmiące nazwiska (co sugeruje podstęp), i ucząc się jego języka. Starali się oni rekrutować nie-Żydów do ruchu, ale nie asymilowali się, czy usiłowali asymilować w polskiej kulturze; zachowali oni tradycyjne żydowskie „pogardliwe i wyniosłe nastawienie” do tego co, jako marksiści, widzieli jako „niedorozwiniętą” [w oryg. „retarded” – przyp. tłum.] polską kulturę chłopską (str. 119).

            Nawet najbardziej zasymilowani żydowscy komuniści, pracujący w ośrodkach miejskich wśród nie-Żydów, byli zbulwersowani sowiecko-niemieckim paktem o nieagresji, ale kiedy rozpoczęła się w końcu sowiecko-niemiecka wojna, przyjęli to z ulgą (str. 121) – wyraźny znak, że żydowska tożsamość utrzymywała się tuż pod powierzchnią. Komunistyczna Partia Polski (KPP) także zachowała w sobie cechy promowania specyficznie żydowskich interesów raczej, niż ślepą lojalność do Związku Sowieckiego. Istotnie, Schatz (str. 102) sugeruje, że Stalin rozwiązał KPP w 1938 roku z powodu obecności trockistów wewnątrz KPP, i że sowieckie kierownictwo spodziewało się, iż KPP będzie przeciwna sojuszowi z nazistowskimi Niemcami.

            Sposób kolektywnego istnienia

            W rozdziale 8 książki „Separation and Its Discontents” zauważa się, że niejednoznaczność identyfikacyjna jest stałą cechą judaizmu, od Oświecenia. To interesujące, że polscy aktywiści żydowscy okazywali w dużej mierze niejednoznaczność identyfikacyjną, wynikającą w podłożu ze sprzeczności między „przekonaniem o jakimś sposobie żydowskiego kolektywnego istnienia i, jednocześnie, odrzuceniem tego rodzaju etnicznej wspólnoty, ponieważ uważano, że było to nie do pogodzenia z podziałami klasowymi i szkodziło generalnie walce politycznej; dążeniem do zachowania specyficznej żydowskiej kultury i, jednocześnie, widzeniem tego jako zwyczajnej etnicznej formy komunistycznego przekazu, służącej do wprowadzania Żydów w polskie środowisko socjalistyczne; i utrzymywaniem oddzielnych żydowskich instytucji, przy jednoczesnym pragnieniu wyeliminowania żydowskiej odrębności jako takiej” (str. 234).

            To będzie widoczne w dalszym ciągu wywodu, że Żydzi, włącznie z żydowskimi komunistami na najwyższych szczeblach władzy rządowej, żyli dalej jako spójna, dająca się zidentyfikować grupa. Przy czym, choć oni sami robili wrażenie, że nie zauważają żydowskiej kolektywnej natury tego procesu (str. 240), było to widoczne dla innych – wyraźny przykład autodecepcji, dający się zaobserwować także w przypadku żydowskich członków amerykańskiej lewicy, o czym mowa w innej części tej pracy.

            Ci żydowscy komuniści byli także zaangażowani w przemyślne racjonalizowanie i autodecepcję, co do roli ruchu komunistycznego w Polsce, tak, że nie można przyjmować braku jawnych przejawów żydowskiej tożsamości etnicznej jako mocnego dowodu na brak żydowskiej tożsamości w ogóle. „Poznawcze i emocjonalne anomalie – skrępowane, okaleczone i zniekształcone myśli i emocje – były ceną za utrzymanie przekonań w stanie niezmienionym… Przystosowywanie ich doświadczeń do ich przekonań odbywało się za pomocą mechanizmów interpretowania, tłumienia, usprawiedliwiania i wytłumaczania” (str. 191). „W tym stopniu, w jakim potrafili zastosować myślenie krytyczne do przenikliwych analiz, odrzuconego przez nich systemu socjopolitycznego, w tym samym stopniu byli oni zablokowani, jeśli chodziło o zastosowanie tych samych reguł krytycznej analizy do systemu, który uważali za przyszłość całego rodzaju ludzkiego” (str. 192).

            Towarzysz Berman mówi

            Tę kombinację autodecepcyjnego racjonalizowania, jak również wyraźną obecność żydowskiej tożsamości, można zobaczyć w uwagach Jakuba Bermana, jednego z najbardziej prominentnych przywódców okresu powojennego (obok Hilarego Minca, również Żyda, i Bolesława Bieruta, jednego z trzech głównych przywódców władających Polską w latach 1948-1956). Odnośnie czystek i mordów na tysiącach komunistów, w tym wielu Żydach, w Związku Sowieckim w latach 30-tych XX wieku, Berman stwierdza:

            „Na zebraniach próbowałem tłumaczyć wydarzenia, jak mogłem, wyjaśniać tło, przymusowe i pełne wewnętrznych sprzeczności sytuacje, w jakich prawdopodobnie znalazł się Stalin, wyolbrzymiając popełnione przez opozycjonistów błędy, monstrualnie rozdęte następnie w postawionych zarzutach i rozdmuchane przez propagandę sowiecką. […] Rzeczywiście trzeba było wtedy wykazać dużo hartu i oddania sprawie [żeby zaakceptować co się działo], mimo wszystkich wypaczeń, krzywd i udręk”. (Torańska 1987, 207).

            Co do jego własnej żydowskiej tożsamości, zapytany o plany po wojnie, Berman tak odpowiedział:

            „Nie miałem określonej koncepcji. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że najwyższych stanowisk jako Żyd objąć albo nie powinienem, albo nie mógłbym. Zresztą nie zależało mi, by ustawiać się w pierwszych rzędach. Nie dlatego nawet, że z natury jestem taki skromny. Faktyczne posiadanie władzy nie musi wcale iść w parze z eksponowaniem własnej osoby. Zależało mi, żeby wnieść swój wkład, wycisnąć piętno na tym skomplikowanym tworze władzy, jaki się kształtował, ale bez eksponowania się. Wymagało to, naturalnie, pewnej zręczności”. (Torańska 1987, 237).

            Berman wyraźnie identyfikuje się tu jako Żyd i jest całkiem świadomy, że inni widzą go jako Żyda, i że w związku z tym musi on zwodniczo maskować swój publiczny wizerunek. Berman także przyznaje, że był podejrzany w związku z tym, że był Żydem podczas sowieckiej kampanii anty-„kosmopolitycznej”, rozpoczętej w późnych latach 40-tych XX wieku. Jego brat, aktywista Centralnego Komitetu Żydów Polskich (organizacji dla ustanowienia świeckiej kultury żydowskiej w Polsce), wyemigrował do Izraela w 1950 roku, aby uniknąć konsekwencji inspirowanej z Moskwy polityki antysemickiej w Polsce. Berman komentuje, że nie poszedł w ślady brata i nie przeniósł się do Izraela, choć brat silnie na niego naciskał: „Byłem zaciekawiony, naturalnie, co się tam dzieje, tym bardziej że znałem dość dobrze tamtejsze środowisko” (Torańska 1987, 322).

            Najwyraźniej brat Bermana przyjmował, że nie jest on nie-Żydem, lecz raczej Żydem, który powinien wyemigrować do Izraela z powodu podnoszącej się fali antysemityzmu. Bliskie więzy rodzinne i przyjacielskie między bardzo wysoko usytuowanym politykiem w polskim rządzie i działaczem organizacji promującej świecką kulturę żydowską w Polsce silnie sugerują, że nie postrzegało się niezgodności w identyfikowaniu się jako Żyd i jako komunista, nawet wśród najbardziej zasymilowanych polskich komunistów tego okresu.

            Rola antypolskiej KPP

            Podczas gdy żydowscy członkowie Komunistycznej Partii Polski (KPP) widzieli ją jako korzystną z punktu widzenia interesów żydowskich, partia nawet przed wojną była uważana przez Polaków nie-Żydów za „prosowiecką, antypatriotyczną i etnicznie «nie prawdziwie polską»” (Schatz 1991, 82). Postrzegany brak patriotyzmu był głównym źródłem wrogości w stosunku do KPP (Schatz 1991, 91).

            „Z jednej strony, przez większość swojego istnienia KPP była w stanie wojny nie tylko z Państwem Polskim, ale z całym jego ciałem politycznym, włączając legalne partie opozycyjne lewicy. Z drugiej strony, w oczach znakomitej większości Polaków, KPP była obcą, dywersyjną agenturą Moskwy, nastawioną na zniszczenie ciężko wywalczonej polskiej niepodległości i wcielenie Polski do Związku Sowieckiego. Określana jako «sowiecka agentura» czy «żydokomuna», była widziana jako niebezpieczna i fundamentalnie nie-polska konspiracja, zaangażowana w sprawę podważenia narodowej suwerenności i przywrócenia, w nowym przebraniu, rosyjskiej dominacji”. (Coutouvidis & Reynolds 1986, 115)

            KPP poparła Związek Sowiecki w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920 i sowieckiej inwazji na Polskę w 1939 roku. Zaakceptowała także granicę z ZSSR z 1939 roku i przyjęła stosunkowo obojętnie masakrę polskich więźniów wojennych podczas II wojny światowej, podczas gdy Polski Rząd na Wychodźstwie w Londynie widział ten fakt w kategoriach narodowych. Armia sowiecka i jej polscy sojusznicy „wiedzeni zimną polityczną kalkulacją, militarną koniecznością, lub jednym i drugim”, pozwolili, aby powstanie wywołane przez Armię Krajową, wierną niekomunistycznemu Rządowi Polskiemu na Wychodźstwie, zostało złamane przez Niemców przy 200 tysiącach ofiar, wyniszczając w ten sposób „kwiat czynnej antykomunistycznej i niekomunistycznej elity” (Schatz 1991, 188). Sowieci wyaresztowali także ocalałych niekomunistycznych przywódców ruchu oporu natychmiast po wojnie.

            Żydowski Związek Patriotów Polskich

            Ponadto, podobnie jak w wypadku KP USA [Komunistycznej Partii USA], rzeczywiste żydowskie przywództwo i zaangażowanie w polski komunizm były znacznie większe, niż zewnętrzny wizerunek by na to wskazywał. Etniczni Polacy byli werbowani i promowani na wysokie stanowiska, aby zmniejszyć wrażenie, że KPP była ruchem żydowskim (Schatz 1991, 97). Ten wysiłek, aby podstępnie zamazać żydowski charakter ruchu komunistycznego, był także widoczny w Związku Patriotów Polskich, orwellowsko-nazwanej fasadowej organizacji stworzonej przez Związek Sowiecki dla okupacji Polski. Poza członkami „pokolenia”, na którego polityczną lojalność można było liczyć i którzy stanowili przywódcze jądro grupy, Żydom często odradzano włączanie się w ruch z obawy, że będzie on robił wrażenie zbyt żydowskiego. Jednak Żydom, którzy fizycznie mogli być wzięci za Polaków, pozwalano wstępować i zachęcano ich do określania się jako etniczni Polacy, i do zmiany nazwisk na polsko-brzmiące. „Nie każdy otrzymywał propozycję [włączenia się w podstęp], a byli tacy, którym oszczędzono takich ofert, ponieważ nic nie można było z nimi zrobić: ich wygląd był po prostu zbyt żydowski” (Schatz 1991, 185).

            Kevin MacDonald

            Rozdział „Communism and Jewish Identification in Poland” z książki The Culture of Critique [Kultura krytyki: Ewolucyjna analiza żydowskiego udziału w intelektualnych i politycznych ruchach XX wieku] (zob.
            Tłumaczenie Tadeusz Korzeniewski

            Cześć II

            Całość na stronach tygodnika internetowego http://www.polskiejutro.com
            Czytaj także nowy nr Tygodnika Internetowego Polskie Jutro
            _________________________________________________
            Bibliografia:

            1. Anti-Semitism Worldwide. (1994). New York: Anti-Defamation League and the World Jewish Congress.
            2. Coutouvidis, J., & Reynolds, J. (1986). Poland, 1939-1947. New York: Holmes & Meier.
            3. Hagen, W. W. (1996). Before the “final solution”: Toward a comparative analysis of political anti-Semitism in interwar Germany and Poland. Journal of Modern History 68:351-381.
            4. MacDonald, K. B. (1994). A People That Shall Dwell Alone: Judaism as a Group Evolutionary Strategy. Westport, CT: Praeger
            5. MacDonald, K. B. (1998a). Separation and Its Discontents: Toward an Evolutionary Theory of Anti-Semitism. Westport, CT: Praeger
            6. MacDonald, K. B. (1998/2002). The Culture of Critique: An Evolutionary Analysis of Jewish Involvement in Twentieth-Century Intellectual and Political Movements. Bloomington, IN: Firstbooks Library. Originally published in 1998 by Praeger Publishers, Westport, CT.
            7. Schatz, J. (1991). The Generation: The Rise and Fall of the Jewish Communists of Poland. Berkeley: University of California Press.
            8. Torańska, T. (1987). “Them”: Stalin’s Polish Puppets, trans. A. Kołakowska. New York: Harper & Row.

      • 9 października 2020 o 22:24
        Permalink

        @Grzegorzu ….

        Niestety chyba masz rację. Taki Uniwersytet Ludowy byłby zagrożeniem dla kapitału i religii dominującej. Jak ktoś gdzieś napisał o poziomie kształcenia w Polsce, nie pomnę gdzie to czytałem. Cyt. z pamięci: “Leci produkcja głupków. Ale religijnych” – no i to wystarczy dla interesów prawicy i lewicy burżuazyjnej.

        A pro po dawnego wychowania młodzieży. Odświeżyłem sobie pamięć dokumentami z lat 70-tych ze szkoły podstawowej i mojego ZHP, które teraz zostało totalnie przejęte przez Kościół i praktycznie służy tylko do prozelityzmu religijnego a nie wychowania młodzieży dla dobra ojczyzny.

        Przepisałem więc “Prawo Harcerskie” ze Świata Młodych.
        Komu przeszkadzało, aby to zniszczyć i te szczytne cele wychowania młodzieży w ZHP umoczyć w religijnych fantazmatach? Wiadomo.
        Cyt.
        PRAWO HARCERSKIE
        Świat Młodych nr 1. Czerwiec 1950 r.
         Harcerz kocha Polskę Ludową i służy jej całym swym życiem.
         Harcerz w szeregach postępowej młodzieży świata walczy o pokój i wolność narodów.
         Harcerz szanuje ludzi pracy i uczy się od nich.
         Harcerz dobrze się uczy.
         Harcerz poznaje życie przyrody i uczy się gospodarować jej siłami.
         Harcerz zaprawia się do pracy i obrony kraju.
         Harcerz jest dobrym kolegą i niezawodnym towarzyszem pracy.
         Harcerz dba o honor swojej organizacji.
         Harcerz przygotowuje się do pracy w szeregach Związku Młodzieży Polskiej.

        Przyrzeczenie:
        „Przyrzekam uroczyście wobec kolegów i narodu polskiego uczyć się i pracowac dla dobra Ojczyzny i sprawy socjalizmu.
        Przyrzekam wiernie przestrzegać prawa harcerskiego, całym sercem zawsze i wszędzie służyć Polsce Ludowej.”

        Oczywiście poszczególne zasady tego prawa są opatrzone krótkimi wytycznymi i komentarzami, ale już nie miałem czasu wszystkiego przepisywać. Jako młode dzieciaki szczyciliśmy się przestrzeganiem tego prawa. Robiliśmy sprawozdania sobie co dobrego uczyniliśmy i zgodnego z tym prawem na zbiórkach drużynowych. Mieliśmy idee godnego życia i uczciwej pracy. Patrząc wstecz na transformację, muszę z przykrością stwierdzić, że niewielu moich kolegów z drużyny zdołało godnie przejść przez transformację. Bandycki system wprowadzony przez styropian z błogosławieństwem Kościoła, ich po prostu zniszczył.
        Pozdrawiam

        Odpowiedz
  • 9 października 2020 o 09:52
    Permalink

    Świetne podsumowanie naszej rzeczywiostości!

    Odpowiedz
  • 9 października 2020 o 21:58
    Permalink

    “Głupota jest ….”…I głupiutka… słynne – “ale, jak to?” ☺️ Jest to chyba moja ‘ulubiena” ikonka, taka skromna, uśmiechnięta buzia….

    Лукашенко: Домохозяйка Тихановская забыла, что Президент Беларуси её спас!
    https://www.youtube.com/watch?v=nOVMB2qmGqA

    Wciągnąć Rosję w wojnę z Turcją: prawdziwy cel ormiańskiej polityki.
    https://www.youtube.com/watch?v=uUA-c0VbZlU&t=14s

    Przyznam (nieskromnie) 🙂 iż byłem dość sceptyczny co do urrrrrrrrrraa optymistycznej prognozy
    w temacie poparcia przez Rosję którejkolwiek ze zwalczających się stron w Karabachu stron (Putin nie debil), a już zwłaszcza Armenii…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.