Wojskowość

Głupie spory szkodzą zagadnieniu obronności!

 Nie można pozwolić na żadne głupie spory, zwłaszcza kobiet – totalnie niezainteresowanych służbą wojskową na temat potencjalnego przywrócenia jej obligatoryjności, nawet w kontekście samego szkolenia wojskowego. Obecna dyskusja dwóch pań „polityczek”, czy też raczej chwytanie się za słówka jednej wobec drugiej, to skandal, zwłaszcza że w tle jest milczący prezydent, którego autorytet jest do tego pozornego sporu na siłę włączany. Nikt tu nie ma racji, ani czepiająca się słówek pani przedstawicielka PO, ani pani z PiS, która najwyraźniej chciała powiedzieć coś innego, a wyszło jak wyszło.

Sprawy obronności wymagają konsensusu, tutaj nie może być i po prostu nie ma miejsca na głupotę polityków przejawiająca się w jakimś naiwnym, wręcz prymitywnym przekomarzaniu. Mówienie o tym, kto chce kogo brać w kamasze, nie ma znaczenia w kontekście obronności, albowiem alternatywą może być przegranie wojny i utrata niepodległości. Dlatego właśnie i tylko dlatego, należy na tematy obronności dyskutować z pełną powagą i w sposób nie budzący niepotrzebnie emocji.

Prawdą jest, że PO zlikwidowało powszechny pobór do wojska i była to decyzja dobra w tamtych warunkach, jednak mogłaby być lepsza, gdyby zakładała również kompensację braku wyszkolenia wojskowego, jakie zapewniała Powszechna Służba Wojskowa przez np. szkolenia wojskowe w szkołach średnich i na studiach – dla kobiet i mężczyzn z całego spektrum kwestii potrzebnych na czas „W” i innych zagrożeń.

Prawdą jest, że co jest niepodważalne – mamy armię zawodową, ale jest ona zbyt nieliczna, żeby mogła skutecznie bronić naszego terytorium przed istotnym zagrożeniem zewnętrznym. Rzeczywiście przydałoby się powiększyć tą armię zawodowców oraz dodać do niej liczący się komponent ochotniczy, tworzący np. Obronę Terytorialną w proporcjach np. 150 tys., wojska zawodowego armii operacyjnej oraz w trzech rzutach po około 150 tyś., w każdym na kolejne dni mobilizacji (po czterech dniach powinniśmy dysponować około 150 tyś,. armią zawodową oraz około 600 tys., przeszkolonych rezerw w dyspozycji pod bronią). To byłaby siła, zdolna do ilościowego sprostania zagrożeniu na jednym z głównych kierunków.

Ponieważ nie jest nas stać i nie ma powodów do utrzymywania tak licznej armii zawodowej, należy pomyśleć o alternatywnych sposobach zapewnienia rekruta – a w tym przypadku milion razy lepsze są sposoby zakładające zaciąg ochotniczy. W świetle dostępnych danych organizacji paramilitarnych i sportowych (strzeleckich, survivalowych itd.), około 150 tyś., ochotników jest gotowe w każdej chwili. Wystarczy im tylko zaproponować rozsądne warunki służby, proste zasady uczestnictwa oraz minimum przymusu. Zgłoszą się sami, jeszcze będą się sami pilnować, ćwiczyć, angażować. To prawdziwy skarb naszego społeczeństwa, tych ludzi – należy w sposób odpowiedni docenić i nie tylko stworzyć im warunki do służby, tak żeby ze wszelkich sposobów pomagając im uczynić ich wysiłek efektywnym, ale przede wszystkim żeby oddać im honor i szacunek. Jeżeli zgłaszasz się do obrony państwa – należy ci się uznanie i np. ulgi podatkowe.

Właśnie o szukanie i wspieranie ochotników takimi prostymi metodami chodzi. Dlaczego bowiem osoby, które wzięły na siebie obowiązek służby ochotniczej pod rozkazami Wojska Polskiego – nie mieliby płacić niższych podatków? Oczywiście w granicach widełek, żeby uniknąć patologii. Równoważnie, – dlaczego inni, którzy nie chcą się zgłosić do ochotniczej służby – nie mieliby płacić więcej? Autor osobiście, jak również liczne grono jego przyjaciół dobrowolnie się wyżej opodatkuje – żeby tylko te dodatkowe pieniądze szły na obronność. Przecież nie ma większego zaszczytu niż móc przysłużyć się bezpieczeństwu Ojczyzny!

Właśnie myśląc w ten sposób, można po pierwsze wyzwolić ludzkie dobre chęci i kreatywność, po drugie nikogo nie krzywdzić, a po trzecie – mieć same korzyści dla systemu – i ochotników i dodatkowe pieniądze, a do tego wszystkiego zadowolonych ludzi, a nie klnących pod nosem, niezadowolonych rekrutów i podatników.

W zasadzie warunkiem udziału w dyskusji publicznej musi być konsensus na rzecz spraw obronnych, jeżeli ktoś dzisiaj w Polsce wypowiada się przeciwko sprawom obronnym, jak również wypowiada się na te tematy w sposób defetystyczny, szkodliwy i głupi – powinien być izolowany, albowiem szkodzi. Uwaga nikt tutaj nie ogranicza dyskusji, ani prawa do wolności słowa w tym zakresie, jednakże ze względu na złożoność problemu wymaga on odpowiedniego podejścia. Na pewno prezydent osobiście mógłby tu odegrać ważną rolę, gdyby po prostu głupie gadanie – nazwał wprost głupim gadaniem i wskazał je palcem.

Wszyscy muszą się pogodzić z faktem, że obronność po prostu musi kosztować – zarówno pieniądze jak i poświęcenie. Nie ma z tym żartów! Powtórzmy – dla obronności państwa należy zrobić wszystko, w ostateczności, jeżeli będzie to konieczne i nie będzie alternatywy – należy nawet oddać życie, więc dyskusja o pieniądzach, poborze i inne didaskalia w tym kontekście w ogóle traci na znaczeniu, to sprawa zasadnicza – najwyższej wagi. Niech nikt nie ma, co do tego żadnych, podkreślmy – żadnych wątpliwości.

9 komentarzy

  1. Spór Muchy z ta panią z Pis jest żałosny a jeszcze gorsze jest to że pan Duda na to pozwala

  2. Nie ma consensusu co do spraw obronności w Polsce.
    Temat poważny staje się jednym z wielu w sporze przedwyborczym, jak np. szklanka mleka dla każdego dziecka plus bułka z serem w szkole podstawowej.

    Neoliberalny porządek w Polsce uczynił z “brania w kamasze” USŁUGĘ Państwa o nazwie: mamy armię zawodową (97 000 etatów).

    Ta USŁUGA jest dobra dla wszystkich i daje spokój młodzieży męskiej – uchylającej się NAGMINNIE od służby przed laty.

    Nikt nie widzi związku NIEPODLEGŁOŚCI kraju z koniecznością ponoszenia OSOBISTYCH ofiar na rzecz jego obronności.

    Po prostu mamy to załatwione, płacimy podatki – politycy głoszą
    że trzeba tylko więcej kasy i zakupienie trochę sprzętu u obcych producentów.

    To tak jak naprawa wałów przeciwpowodziowych na kilku odcinkach rzeki Wisły, np. 30-40 km, bez dbałości o pozostałe 1000 km, jakby tam już woda nigdy nie doszła i nikt nie mieszkał.

    Taka metoda STRUSIA: chowamy głowę w piasek i nie widzimy (naprawdę nie widzimy!) problemu.

    Propozycje autora są słuszne i ciekawe.

    Tylko rozbudowa rezerw WP w oparciu o entuzjastów (100 000?) musi potrwać.

    Poza tym ONI są chętni do parogodzinnych pokazów walk rekonstrukcyjnych, bez trupów i zranień, a jak zaczyna padać deszcz – to robią przerwę.

    Zacząłbym od selekcji w pomieszczeniach prosektorium.

    Kto nie odpadnie na tym etapie – ma przebiec 3000 m w czasie poniżej 15 minut i 5 razy podciągnąć się na drążku – w godzinę po biegu.

    No i KASA – musi się gdzieś pojawić kasa, bo takie mamy czasy.

    Nikt nie będzie poświęcał kilku (kilkunastu?) miesięcy życia na trudne szkolenia, za darmo.

    Ulgi podatkowe, ułatwienia w uzyskaniu kredytu, itp. – jak najbardziej, ale po pierwsze POWSZECHNOŚĆ, np. obowiązek przeszkolenia obronnego/wojskowego – jako warunek dostania się na studia bezpłatne.

    I to by było na tyle.

  3. Dzień Dobry (po raz…)
    Dla uściślenia: PO nie zlikwidowała poboru. Pobór nadal istnieje w sensie kwalifikacji i automatycznego przenoszenia do rezerwy. Zawieszono (również nie zlikwidowano) zasadniczą służbę wojskową.
    Nie uogólniałbym również i nadużywał że “kobiety nie”. Owszem jak najbardziej choć oczywiście osoby wypowiadające się o obronności powinny mieć coś z nią wspólnego. Jako orędownik modelu szwajcarskiego uważam że kobiety jeśli wyrażą wolę mogą jak najbardziej na równych prawach szkolić się i stanowić cześć sił obronnych (czy jak to się teraz mówi zbrojnych) Rzeczypospolitej i wypowiadać się o sprawach obronnych, gotowości obrony Ojczyzny. Straszenie że ktoś tam kogoś w kamasze i to jest be, jest zwyczajnie działaniem na szkodę Rzeczypospolitej.
    Obecne spory politykierów mają charakter kampanijny. Coś jak rozmowa psów o kolorach. Bzdury, brednie, głupoty. Nie przejmowałbym się chociaż to “oni” podejmują decyzje i tu jest duże zagrożenie.

    Może cały czas trzeba tym bez mundurów przypominać że coś konkretnego ślubowali:

    “Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej.”

    albo tym w mundurach:

    “Ja, żołnierz Wojska Polskiego przysięgam służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic. Stać na straży Konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego, sztandaru wojskowego bronić. Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić.”

    czy tym w innych mundurach:

    “Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia. Wykonując powierzone mi zadania, ślubuję pilnie przestrzegać prawa, dochować wierności konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej, przestrzegać dyscypliny służbowej oraz wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych. Ślubuję strzec tajemnic związanych ze służbą, honoru, godności i dobrego imienia służby oraz przestrzegać zasad etyki zawodowej”

    Nie wiedzą co ślubowali? To trzeba im przypominać że mają “rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu” czy “służyć wiernie Narodowi”.

    Z drugiej strony 25 lat prania mózgów spowodowało tyle że “na mundur się pluje” chociaż to już inna armia bo jedno pokolenie dalej z zupełnie innej rzeczywistości, co rodzi konsekwencje że opluwani nie pałają do plujących “miłością” mimo że “krwi własnej i życia nie szczędzą” i czasem w ich obronie przyjmą kulkę.
    Nie mogę tylko zrozumieć co mają przeciwko żołnierzom politykierzy. Skoro tak im Polskie Siły Zbrojne Przeszkadzają to “idźmy w Szwajcarię, armia typu milicyjnego. Każdy ma broń po przeszkoleniu. Czołgi stoją po garażach i parkingach. Samoloty przy domach stojących obok prostych i szerokich kawałków dróg, a okręty zamieńmy na 2000 małych uzbrojonych kutrów.
    Właściwie wtedy wszystko już mamy. Co roku szkolimy jakieś 50000 osób i fundujmy im broń po szkoleniu (tym co zaliczą testy) co będzie kroplą w stosunku do wydatków obecnych a i nikt nie będzie straszył kamaszami bo “passe” będzie byciem nieprzygotowanym do obrony Ojczyzny.
    Wiem. Obecna “wadza” na to nie pójdzie bo to byłby kres i zamiast demo(k)racji przyszła by Demokracja. Ale pomarzyć można tym bardziej że są Państwa które mają się z takim systemem świetnie.
    Pozdrawiam
    Udanego Dnia Wszystkim Życzę

  4. @Szary ma ciekawe propozycje, ale oparłbym je na SZKIELECIE, którym mogą być obecne Siły Zbrojne, tylko przeprofilowane na ciągłe szkolenie (PERMANENTNE!) rezerw.

    Pomijamy przykład Szwecji, tam to działa.

    Zapominamy, że ich kłopoty ze sterowaniem (FLY BY WIRE) myśliwcem Grippen wynikały z dużej prostoty reszty konstrukcji.

    Był on pomyślany jako taki PRZYDOMOWY samolot, do obsługi z poziomu ziemi przez żołnierzy z poboru.

    Oprogramowanie elektroniki pokładowej i środków bojowych – to fachowcy, ale tankowanie, podwieszanie uzbrojenia, przegląd PRZEDLOTOWY – to już mogą robić ZWYKLI żołnierze po paru miesiącach szkoleń i TRENINGÓW (nawyki!).

    Tak to jest pomyślane, ale Polska wybrała F-16, co pas startowy musi mieć ODKURZANY przed każdym startem, że o CERTYFIKATACH (nie za darmo!) obsługi naziemnej – nie wspomnę.

    Dlatego pomysł SZAREGO jest bardzo cenny, plus WYCHŁODZENI partyzanci w POLSKICH LASACH PAŃSTWOWYCH.

    Państwowych, bo jak je sprywatyzują, to żaden właściciel nie zgodzi się na niszczenie JEGO PRYWATNEGO poszycia w JEGO PRYWATNYM lesie – szczególnie w porze upałów letnich.

  5. Realnie to trzeba podnieść wydatki na Wojsko, jeżeli mamy myśleć o obronności, a jeżeli chcemy się bronić, to trzeba wydać dodatkowe pieniądze na broń A i B jak tu postulujecie

    • Realnie to kolejny rok budżet będzie z deficytem. Tym razem ma być rekord zaplanowany – 46 mld. Realnie więc nie ma pieniędzy na obecną formułę Sił Zbrojnych. Ta formuła właściwie się wyczerpała. Proponuję również zaznajomić się ze strukturą wydatków i zwrócić ile ile faktycznie idzie na co. “Z pustego i Salomon nie naleje”. Zwłaszcza do “beczki bez dna”.

  6. Mucha nie grzeszy ani wiedzą ani inteligencją a ta pani z PIS no cóż…

  7. Ma być 36 Brygad w WP, wg. prezydenta Dudy, a stan osobowy podnieść się ma do 144 000.

    Może do końca Jego kadencji da się to osiągnąć, ale kosztem zwiększenia wydatków na obronność do 3% PKB – inaczej to będzie fikcja.

    Kto zyska?

    Zyska dwudziestu paru pułkowników, którzy będą mogli zostać GENERAŁAMI BRYGADY.

    Zyskają zagraniczne firmy zbrojeniowe, oferując nam swoje badziewie.

    WYNIK: nasze zdolności obrony przed atakiem z kierunku Północnego lub Wschodniego wydłużą się z 36 godzin do 54, licząc przyjęcie stabilnej obrony w okolicach Poznania, w oczekiwaniu na Wojska Sojuszu.

    W 1939 roku też mieliśmy czekać …

    • Jednak logicznie Szanowny dedukuje…tak ma myśleć
      Naród, zagrożenie(burza) może i MUSI przyjść ze wschodu,
      lub północy(lecz tym razem wg. NICH to nie będzie “potop-bis”).
      Z uporem godnym lepszej sprawy uparcie powtarzam…”strzeżcie się tych, co przynoszą
      wam dary”(KREDYTY). Lub, siewcy wiatru, zwykle zbierają,
      całkiem zasłużenie – burze…na koniec krótka uwaga odnośnie
      celowości szukania przyjaciela pośród wrogów, i stwarzanie sobie na własny użytek wroga za miedzą – TO CHORE!!

      Słonecznego dnia – życzę

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

8 + nineteen =