Głupia sprawa – pracować na to, co drukują inni (cz.1)

graf.red.

Głupia sprawa – pracować na to, co drukują inni. Jednak do takiego paradygmatu sprowadza się kwintesencja neoliberalnej ekonomii. To oficjalna doktryna polityczno-ekonomiczna rozwiniętego Zachodu, którego imperializm był motorem postępu na świecie, jednak rachunek krzywd jaki wygenerował obciąża obecne i będzie obciążał kolejne pokolenia.

Bogate państwa Zachodu rządzą światem poprzez rynki finansowe, za ich pieniądze można kupić wszędzie, wszelkie dobra, w tym te o znaczeniu strategicznym – jak żywność, nośniki energii i najważniejsze – ziemię, jak również analogicznie istotną – pracę ludzką. Najważniejsze waluty światowych mocarstw są powszechnie akceptowane prawie wszędzie i Dolara, Euro, Jena czy Franka Szwajcarskiego – w praktyce, można wszędzie traktować jako środek płatniczy, co najwyżej ponosząc koszty wymiany. Te główne waluty, są powszechnie akceptowane, nie ma problemów z ich sprzedażą.

Przy czym i to jest najciekawsze, pieniądz sam w sobie jako środek płatniczy – nie jest nic wart. Wartość papieru lub nieszlachetnego metalu z którego został wykonany można pominąć. Może dla kolekcjonerów wartościowe są banknoty i monety ze skazą fabryczną, wyprodukowane w małych seriach. Jednak poza tymi przypadkami pieniądz jako taki – w rozumieniu zmaterializowania się w swoim nośniku w istocie nie ma żadnej wartości. To nie są czasy Denarów, Florenów, Koron czy Rubli – mających pokrycie w złocie, bo odbita na nich podobizna władcy wymagała złotego standardu. Te monety nadal mają swoją wartość i ona będzie rosnąć.

Oznacza to, że jak ktoś posiada pieniądze zmaterializowane we współczesnym nośniku, to jest w pułapce. Ponieważ po pierwsze tracą na wartości, a po drugie, spowodowanie żeby je zamienić w inne wartościowe aktywa nie jest proste od pewnego poziomu skali. Szczytem wszystkiego jest ujemne oprocentowanie pieniądza na rachunkach bankowych. Banki zmuszają właścicieli do ponoszenia opłat, za to że przechowują ich pieniądze. Co ciekawe, nikogo to nie przeraża, zaakceptowaliśmy tą nową rzeczywistość.

Wynika to z tego, że pieniądz nie jest problemem dla Zachodu – ponieważ jest on w zasadzie bez ograniczeń drukowany! Po odejściu od standardu waluty złotej bano się inflacji. Wojna w Wietnamie wywindowała inflację w USA do kilkunastu procent, kredyt był drogi. Oznacza to, że państwo nie może tanio pożyczać. Dzisiaj najbogatsze państwa pożyczają prawie za darmo, zdarza się że mają oddać mniej, niż pożyczyły. Jednak skala długów publicznych jest tak olbrzymia, że podwyżka stóp procentowych zatopiłaby kilka zachodnich państw natychmiast.

Od czasów kryzysu finansowego z 2008 roku, pękła bańka neoliberalnego kłamstwa, albowiem rozpoczęto masowy skup długów amerykańskich instytucji rynku kredytowego. Rezerwa Federalna drukowała pieniądz elektroniczny w zasadzie bez ograniczeń (nazwano to luzowanie ilościowe!), to samo nieco wcześniej (przy wcześniejszym kryzysie ekonomicznym w Azji, rozpoczęli Japończycy. W efekcie na rynku pojawiła się cała masa pieniądza, która zasiliła rynki kapitałowe na całym świecie. Inni zaczęli także drukować, bo pojawiło się ryzyko, że ten, kto drukuje więcej i szybciej, będzie w stanie przejąć proporcjonalnie więcej aktywów, niż inni. Najbardziej chyba skorzystali Szwajcarzy, którzy po kilku latach polityki zalewania rynków Frankiem, mieli problemy z eksportem swoich dóbr, przestały być konkurencyjne przy drogiej walucie. Jednak Frank nadal sprzedawał się w każdej ilości! Wszyscy pamiętamy, jak z około 2 zł skoczył na około 4 zł i jakie to spowodowało konsekwencje dla kredytów hipotecznych w tej walucie.

Grecki kryzys finansowy miał na celu doprowadzenie do kryzysu Euro, ale to się nie udało ponieważ z powodów politycznych, zdecydowano się napompować Grecję kredytami, tak żeby była w stanie spłacić swoje zobowiązania wobec zachodnich banków i instytucji finansowych. To znane i ciągle aktualne okoliczności, o których wielu neoliberałów chciałoby zapomnieć, ale o tym nie da się zapomnieć, zwłaszcza że Grecja praktycznie straciła niepodległość.

Nieco inny był kryzys rosyjski, gdzie spowodowano dewaluację Rubla. W 2015 roku z powodów politycznych wykreowano sytuację, w której spadła cena ropy do około 43 USD za baryłkę. Od maja do sierpnia 2015 nastąpiła dewaluacja sięgająca około 30% początkowej wartości.

Zapraszamy na cz.2 felietonu.

8 thoughts on “Głupia sprawa – pracować na to, co drukują inni (cz.1)

  • 23 grudnia 2020 o 05:19
    Permalink

    Doskonały felieton – przed Świętami.

    No i ta fraza: “pracować na to, co drukują inni”!

    Czekamy na ciąg dalszy.

    Neoliberalizm gnije, a ludzie umierają na pandemię.

    W Nadwiślańskim Macondo powoli zbliżamy się do 26 000 zmarłych.

    Ile z tej liczby to zgony na skutek zaniechania, bałaganu lub niekompetencji personelu, albo ich przemęczenia?

    Tego nam ZMARLI już nie powiedzą, a ekshumacje nie wchodzą w grę – bo to nie są ofiary “zamachu TROTYLOWEGO w Smoleńsku” …

    Był (i jest) taki redaktor o pseudonimie TROTYL.

    Ciekawe, dlaczego teraz milczy, a jest niedaleko Polski, bo w Berlinie.

    Dla wszystkich żyjących czytelników OP – Wesołych Świąt!

    Odpowiedz
    • 23 grudnia 2020 o 09:29
      Permalink

      Panie @Inicjator

      Odnośnie zgonów na COVID jestem przekonany, że 1000 za zgon i 500 za stwierdzenie Covida rodzi patologie. Nie mówię od razu, że chodzi o skóry w najgorszym wydaniu kryminalnym, ale na pewno są spore zaniechania żeby tylko otrzymać tysiaka.

      Jestem z branży, która często wysyła do s***la (cenzuruję zwykłe słowa) ludzi. Widzę, co się dzieje.

      ps. Sprawdziłem na rządowych. To jest 717 zł osobodoba. Zatem jeśli za zgon można łyknąć tysiaka to jeszcze zaniechaniem można zwalniać łózka pod te 717 złotych.

      Odpowiedz
      • 23 grudnia 2020 o 18:12
        Permalink

        @Grzegorz…
        No, przynajmniej w tym przypadku Kolega zaczyna kierować się rozsądkiem, a nie powtarza “narracji” głównego “nurtu”…

        @Inicjator
        A Kolega znowu z tą swoją płyta…
        – w Polsce, od marca b.r. zmarło ok. 300.000 (TRZYSTA TYSIĘCY!) ludzi, dlaczego, pisze Pan tylko o 26 tysiącach ?

        Odpowiedz
  • 23 grudnia 2020 o 08:15
    Permalink

    No niestety pracujemy na to co drukują innni, jak również na to, co drukują nasi władcy!

    Odpowiedz
  • 23 grudnia 2020 o 09:05
    Permalink

    Panie “Inicjatorze”, odpuść pan (sobie i komentatorom) ‘specyficzne widzenie”, to TYLKO chora, narzucona Nam nowa tzw. normalność. Pan TO kupiłeś – a TO nie jest powodem do dumy (bycie członkiem religii covidiańskiej). Mimo wszystko, a może właśnie “dlatego’ – zdrowia życzę, BO będzie potrzebne
    … już wkrótce!
    Zapytaj się p. kom. sam – siebie w swoim sumieniu gdzie podziała się stara ‘dobra” grypa (i pochodne)?

    Dla wszystkich CZYTAJĄCYCH (a zwłaszcza myślących) OP – przede wszystkim ZDROWYCH świąt Bożego Narodzenia.

    Życzę

    ‘Bóg się rodzi moc truchleje…” i z tym OPTYMISTYCZNYM przesłaniem rodaka F. Karpińskiego
    pozostawiam Państwa w zadumie i refleksji nad marnościami świata tego… zwłaszcza w kontekście
    wypowiedzi jednego z ‘ojców amerykańskich” – Benjamin Rush, sygnatariusz Deklaracji Niepodległości:

    Jeśli nie wprowadzimy wolności medycznej do Konstytucji nadejdzie czas, kiedy medycyna zorganizuje się w tajną dyktaturę, aby ograniczyć sztukę leczenia tylko jednej klasy ludzi, bez przywilejów dla innych. Ten czas jest teraz!
    ————————————————————–
    https://opolczykpl.wordpress.com/

    Odpowiedz
  • 23 grudnia 2020 o 09:12
    Permalink

    Znaczy się wszyscy drukują, czyli my też drukujemy ale to nasza waluta jest wyceniana w ich walutach więc my tracimy. Trzeba więcej jednostek naszej waluty na ich walutę i jesteśmy znowu w d.

    Odpowiedz
  • 23 grudnia 2020 o 10:13
    Permalink

    Należy jeszcze zwrócić uwagę na manipulację kursami walut przez rynki finansowe będące w posiadaniu najbogatszych zachodnich kolonistów. Te kryzysy mogą mieć drugie dno i służyć jako mechanizm kolonizacji ekonomicznej państw zależnych, w tym Polski. Weźmy na ten przykład kredyty frankowe, o których wspomina się w felietonie. Gdy tylko demoludy przyjęto do UE i otwarto w nich system bankowy za zachodnie produkty finansowe i banki, to kurs franka u nas i w innych demoludach miał niewielkie tendencje spadkowe symulując umacnianie się walut krajowych i gospodarki rzekomo rozwijającej się bardzo dynamicznie po wejściu do struktur europejskich, faktycznie jednak w orbitę zależności gospodarczych od dominujących krajów zachodnich.

    Następnie rzucono propagandę sukcesu i tanie rzekomo kredyty w obcych walutach, w tym we Franku zachwalając lub nawet narzucając go jako jedyną opcję korzystną na przyszłość w stosunku do waluty krajowej. Znajomy zadłużony we franku mówił kiedyś, że większość biznesu drobnego w Polsce wierzyła we franka jako walutę najbardziej stabilną, dlatego dali się złapać na kredyty frankowe. Gdy udało się zadłużyć już jakąś populację w demoludach to czas na zorganizowanie kryzysu, aby odcinać od tego kupony i doprowadzić gospodarki w demoludach do stagnacji i cofania się w rozwoju. A więc mamy 2008 rok i kolejne lata, gdzie kurs franka stopniowo szybuje w górę, dzięki temu zadłużeni muszą spłacać większe raty, wtedy mniej zostaje na konsumpcję i PKB dostaje w kość, bo ludzie mniej wydają kasy na rozwój i przyjemności, nie akumulują swojego kapitału. A państwa pogrążają się w kryzysie i demografia pada.

    Czy było to kolejne zorganizowane oszustwo tysiąclecia, jak OFE, czy poleciało siłą inercji kapitalizmu? Trudno powiedzieć, ale na tym tle mogą się rodzić różne spiskowe teorie, w istocie nie będące tylko teoriami a praktycznymi manipulacjami najbogatszych państw zachodu, aby utrzymać swoją ekonomiczną dominację w regionie i na świecie.

    Taki jest skutek transformacji a w niej rządów styropianu i Kościoła nie mającego pojęcia do czego posłużyli swoim zachodnim mocodawcom. Można wręcz mówić o zdradzie narodowych interesów.

    Odpowiedz
  • 23 grudnia 2020 o 15:35
    Permalink

    Cóż, produkcja środków wymiany jest najkorzystniejszą produkcją, szczególnie jeśli dotyczy wymiany międzynarodowej.
    Dodruk na potrzeby wewnętrzne nie jest tak efektywny, a jeszcze może rodzić ryzyko inflacji.
    Dodruk wcale nie jest “kwintesencją neoliberalnej ekonomii” (ta ekonomia wcale nie zakłada dodruku), lecz jest pospolitym oszustwem, na które bez konsekwencji stać najsilniejszych, a więc hegemona i niektórych wasali.

    Skąd zatem bierze się dodruk? To proste i zarazem zaskakujące – z demokracji: im jest ona większa, tym większa szansa na dodruk.
    Przecież żaden system gospodarczy nie zakłada fałszowania pieniądza, bo nawet “komunizm” zakładał jedynie ograniczenie jego roli.
    Dlaczego z demokracji? Jasne, że z nie każdej demokracji, lecz tylko takiej, gdzie nie da się powiedzieć obywatelom: jesteście coraz mniej produktywni (wydajni i innowacyjni), spoczęliście na laurach, chcecie żyć jak w czasach, gdy byliście dobrzy, a teraz myślicie, że ta “śmietanka” wam się należy zawsze.

    No, kto tak powie obywatelom? Kto chce stracić władzę natychmiast, przy kolejnych wyborach? W demokracjach takich odważnych nie ma, więc się kombinuje, “żeby wilk był syty i owca cała”. 🙂
    Jak nie wystarczają kombinacje z:
    – bezpośrednim grabieniem słabszych państw,
    – uzależnieniem innych walut,
    – dopuszczeniem do bogatszych rynków,
    – zmuszaniem do kupowania własnych “papierów wartościowych”, itd.,
    to na koniec pozostaje już tylko fałszowanie pieniędzy.
    Dawniej za takie czyny karano przykładnie (drobnica), ale już władcom często “uchodziło to na sucho”, bo robili to “z troski o dobro podwładnych”, a konkretnie: żeby utrzymać spokój, czyli społeczeństwo w ryzach.

    Teraz dawnych władców nie ma – jest demokracja, są wybory. Można je wygrać i rządzić, ale najlepiej byłoby rządzić wiecznie. Zatem na gwałt potrzebne jest zadowolenie obywateli, bo same zapowiedzi (“kiełbasa wyborcza”) już nie wystarczają, szczególnie jak własna gospodarka relatywnie (w stosunku do świata) się kurczy. Powtórzę wcześniejsze pytanie: kto powie swoim obywatelom, że coraz mniej znaczymy w świecie, a więc nie da się utrzymać dotychczasowego poziomu życia? Że czeka nas “zjazd po równi pochyłej”?

    Nie ma takich polityków, tym bardziej, że ci wybrani zostali wybrani przy wsparciu takich, co dysponują mediami i funduszami wyborczymi, i którym nie może się nic stać. Można zlikwidować “klasę średnią”, można pozostałym wyrównać dochody (aby nie było widać zróżnicowania), ale “czapeczka” musi pozostać nietykalna.
    Politycy to bystrzy ludzie, szczególnie jeśli chodzi o własną pozycję i finanse. To dla nich ważniejsze niż reszta współobywateli, ale nie mogą pozwolić sobie na utratę zaufania wyborców, więc muszą “wydobywać pieniądze spod ziemi”.
    Jak nie ma innej możliwości, to trzeba oszukiwać, fałszować, drukować. Buntować się będą głównie posiadacze kapitału, lokat, w ogóle nadwyżek, ale takich nie jest za wiele. Ci, co mają niewiele lub prawie nic, będą zadowoleni, bo ilościowo przyrasta, więc jest dobrze.
    Niestety, to droga donikąd, a jedyną szansą jej utrzymania jest zniszczenie ośrodków alternatywnych.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.