Religia i państwo

Głos w dyskusji na temat finansowania Kościoła – rady parafialne

 Finansowanie Kościoła to zagadnienie rangi fundamentalnej w sferze rzeczywistych problemów naszego państwa. Kościół, tak jak każda inna instytucja ma swój substrat materialny, który wymaga realnego związania ze sferą ekonomiczno-społeczną poprzez powiązanie jak najbardziej realnymi mechanizmami. Problem i komplikacja polega na tym, że Kościół posiadał w Polsce liczne mienie, którego był właścicielem w przedwojennej Polsce, a mienie to zostało na podstawie różnych praktyk zabrane mu przez państwo. Abstrahując od kwestii, skąd to mienie i na podstawie, czego miał je Kościół, a także, czym jest kościół jako uczestnik życia społeczno-gospodarczego w Polsce – należy zastanowić się nad kwestią finansowania jego działalności na podstawie kryteriów ekonomicznych.

Sam fakt, o potrzebie wspierania działalności podmiotu publicznego, ale stanowiącego osobną osobę prawną i osobną instytucję względem systemu państwowego jest dziwny. Jeżeli bowiem istnieje rozdział państwa od Kościoła, to o jakimkolwiek transferowaniu środków finansowych nie powinno być mowy, albowiem państwo dając Kościołowi pieniądze wyznacza zakres swojego światopoglądowego zaangażowania. Niestety nasze państwo uznaje się za dłużnika majątkowego Kościoła, albowiem fakty są niezaprzeczalne, w państwie przedwojennym Kościół posiadał i był właścicielem licznych dóbr, które zostały na podstawie różnych form przewłaszczone. Oczywiście rodzi to prawo Kościoła do dochodzenia swoich roszczeń, niesławny przykład komisji majątkowej wyrządził tutaj wielką krzywdę wizerunkowi Kościoła i samemu procesowi przekazywania majątku, albowiem ponownie grabiono zagrabione! Poza tym, zły klimat społeczny związany z tym faktem spowodował, że bardzo trudno będzie teraz Kościołowi negocjować kwestię jakiegokolwiek systemowego zwrotu. Jest wielu polityków w Sejmie, którzy, gotowi są uznać, że Kościół swoje już odzyskał, a jeżeli chce coś więcej pozostaje mu droga Sądowa, tak jak i innym pokrzywdzonym, – ponieważ jak wiemy nie zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie ustawy reprywatyzacyjnej. Powód jest oczywisty – zbankrutowalibyśmy w ciągu pierwszej godziny jej obowiązywania! Krzywd ekonomicznych wyrządzonych społeczeństwu przez wojnę, okupację i okres Polski ludowej nie da się w prosty sposób naprawić, a roszczenia dawnych właścicieli są po prostu dwuznaczne moralnie! Tak samo dwuznaczne są roszczenia Kościoła, jednakże ta instytucja stale korzysta z uprzywilejowania.

Fundusz kościelny służy głównie do pokrywania bieżących potrzeb aparatu funkcyjnego Kościoła, państwo i samorządy hojną ręką wspomagają odbudowę zabytkowej substancji kościelnej, a także inne liczne składowe, z których np. Ordynariat Polowy Wojska Polskiego jest fenomenem na niespotykaną skalę, niestety absurdów w naszym państwie nie brakuje. Fakty są takie, że finansowanie Kościoła odbywa się wieloma kanałami. Dochody aparatu funkcyjnego Kościoła i ich zabezpieczenie zdrowotno-emerytalne, nie powinno być troską państwa, albowiem osoby te nie są funkcjonariuszami państwowymi (samorządowymi). Natomiast utrzymanie substancji zabytkowej to już inna kwestia, chociaż państwo nie jest ich właścicielem – to bez wątpienia, w jego interesie jest zachowanie wartości kulturowych i estetycznych. W tym zakresie wsparcie państwa i samorządów będzie zawsze konieczne, można nawet podejrzewać, że będzie wzrastać wraz z odchodzeniem ludzi od religii.

Pozostaje jednak problem, z czego finansować utrzymanie tj. funkcjonowanie struktury kościelnej i życie jego funkcjonariuszy? Dotychczasowy model opłacania składek uprawniających do świadczeń socjalnych z budżetu państwa jest nie do utrzymania z powodów politycznych. Dodatkowo przecież Kościół korzysta z prawa niekontrolowanego i nieopodatkowanego gromadzenia składek (datków) od wiernych. Nikt mu w tym nie przeszkadza i tego nie kontroluje to, co jest zebrane przy okazji mszy od zawsze stanowi własność Kościoła, którą tenże dysponuje wedle własnych potrzeb i wydatków.

Pomysł na wprowadzenie odpisu podatkowego na Kościół jest niebezpieczny z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli będzie, a wszystko na to wskazuje – dobrowolny, to istnieje ryzyko, że wiele osób nie będzie chciało go płacić. Po drugie, jeżeli ktoś nie będzie go płacił, musi liczyć się z wprowadzeniem „represji” w dostępie do sakramentów przez Kościół oraz ostracyzmu przez lokalną społeczność. Przecież płacenie takiego datku, oficjalnie przez Urząd Skarbowy jest ujawnieniem swoich preferencji wyznaniowych względem państwa i konkretnych osób, które mogą taką wiedzę przekazać dalej. W tajemnicę danych osobowych w Urzędach Skarbowych nikt nie wierzy.

Nie można wymagać od wiernych, żeby opodatkowali się a ten fakt był rejestrowany przez służby państwowe! To może stanowić istotny wyróżnik, w przypadku zmiany formacji ustrojowej państwa, która w naszym przypadku zmienia się stosunkowo często. Jeżeli wprowadzimy zasadę szczególnego odpisu, to wiele osób może nie płacić, ponieważ może bać się ujawnienia swoich preferencji religijnych, lub odwrotnie może zacząć płacić – żeby uniknąć stygmatyzacji.

Problem w istocie jest pozorny, albowiem już dzisiaj są możliwe odpisy na Kościół, wystarczy jedynie wskazać właściwą organizację kościelną i można bez podatku obdarowywać ją majątkiem! To nie jest żaden problem, a państwo na tym nie traci podatkowo od obywateli. Gdyby proponowany mechanizm wiązał się z upodmiotowieniem Kościoła na gruncie prawa polskiego to, co innego, wówczas byłoby to warte nawet 1 %! Dla niewtajemniczonych warto przypomnieć, że Kościół jest podmiotem odrębnym prawnie i ustrojowo od państwa, nie wchodzi w zakres podmiotów regulowanych jego władztwem – istnieje niezależnie obok, w pewnym sensie na równi z państwem. Jeżeli, Kościół przekształciłby się w stosowną instytucję – nawet w ramach kilkupodmiotowego zbioru specyficznych osób prawnych, jako nowa kategoria podmiotów w systemie, to warto mu za to dać ten 1%, tak jak innym organizacjom pozarządowym. Byłby to, bowiem wielki triumf świeckości państwa i zwycięstwo prawidłowej organizacji systemu prawnego nad dotychczasową praktyką.

Jest kryzys, trzeba oszczędzać. Wielu ludzi nie ma tego, co gwarantuje funkcjonariuszom Kościoła budżet państwa. Opłacanie ubezpieczenia, praca na etacie katechety, realnie niekontrolowana część dochodów (z darowizn). Nie można uznać, żeby Kościół i jego funkcjonariusze, byli przez nasze państwo pokrzywdzeni. Jeżeli tego wymaga konieczność budżetowa i sprawiedliwość społeczna, to należy usunąć finansowanie tego środowiska ze środków publicznych. To około 80-90 mln zł rocznie, a to bardzo dużo. Co więcej, można pomyśleć o opodatkowaniu Kościoła albowiem, dlaczego nieruchomości zajmowane przez tą instytucję mają mieć status eksterytorialny w znaczeniu podatkowym? Samorządy nie mają pieniędzy, jakaś mała ryczałtowa kwota z pewnością nikomu nie zaszkodzi, a w skali poszczególnych gmin może być istotna.

Nie chodzi tutaj o jakąś walkę ekonomiczną z Kościołem, liczy się równość praw, obowiązków i szans dla wszystkich. Po prostu, jeżeli Kościół realnie jest wspólnotą wiernych jak deklaruje, to nie powinno być problemu z zebraniem stosownych kwot. Przecież gospodarka poszczególnych parafii mogłaby być jawna. Co tydzień można umieszczać na ogłoszeniach parafialnych i stronie internetowej, a następnie przez stosowne instytucje statystyczne Kościoła – agregować te dane – ile było składek. Jakie były dochody z opłat za sakramenty itp. To można zestawić z kosztami, czyli „pensją”, dla księdza, składkami – liczonymi tak samo jak dla przedsiębiorców, prądem, mediami, zakupem komunikantów, itp. W tym oczywiście działalnością dobroczynną, no, bo trudno sobie wyobrazić, żeby w jakiejś parafii nie wspierano najbiedniejszych… Niestety to jest fikcja, albowiem Kościół jak niepodległości będzie bronił swojej autonomii w sprawach finansowych, a o czymś takim jak rady parafialne np. zatwierdzające budżet parafii i decydujące o tym, co ma być finansowane i ile ma zarabiać dany ksiądz w danym roku – to czyste SCI-FI. Nie ma na to szans, to nie Anglia, Szwecja lub Szkocja. U nas obowiązuje nadal feudalny sposób funkcjonowania Kościoła, który obawia się m. in. w feudalnym sposobie myślenia o jego funkcjonowaniu. W tej instytucji nie ma demokracji, nie ma wspólnej odpowiedzialności, nie ma wspólnego zarządzania. Monopol decyzyjny Kościoła na jego wewnętrzne sprawy powoduje, że ta instytucja odcina się od społeczeństwa i w istocie nie jest jego częścią, dlatego też zawsze będzie się bała wydania na osąd publiczny. Wiadomo, kto ma kasę i kto decyduje o jej dawaniu – tan ma władzę.

Reasumując, reforma finansowania Kościoła, powinna być związana także z reformą jego sposobu funkcjonowania – w najniższych komórkach, czyli parafiach. Budżet, planowanie, nadzór i władza rady parafialnej nad proboszczem w sprawach ekonomicznych i organizacyjnych, to wprowadzenie do Kościoła czynnika odpowiedzialności społecznej. Nie ma znaczenia, że w 99% przewodniczącymi rad byliby proboszczowie i używaliby ich do własnej polityki. Liczy się partycypacja i społeczna kontrola nad pieniędzmi pochodzącymi od społeczeństwa. Taki mechanizm, gdzie władza nad i odpowiedzialność za utrzymanie Kościoła spoczywałaby na lokalnej społeczności spowodowałby wzrost religijności i ogólnego poczucia wspólnoty. A to jest chyba najważniejsze, poza tym wówczas nikt by nie pytał z czyich pieniędzy, co jest finansowane, albowiem załatwialiby to parafianie sami między sobą, świadomie uczestnicząc i świadomie wspierając potrzeby swojego Kościoła.

One Comment

  1. PowePointRangers (ret.)

    Ale nudne te rozważania!
    Wziąć wszystkich duchownych na ETATY służby państwowej (nazwa do ustalenia), kościoły potraktować jako BUDOWLE KOMUNALNE i po sprawie!
    Lub zrobić z nich KAPELANÓW, jak w Wojsku Polskim.
    Liczy ono w rej chwili ok. 97 000 żołnierzy i ok. 45 pracowników wojska.
    Dołączenie do tych grup ok. 50 000 księży i ok. 10 000 zakonników i zakonnic z kilku tysiącami organistów i kościelnych – nie powinno stanowić problemu.
    Budynki przejmie WAM.
    Stać nas na to, bo jesteśmy w NATO!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.