Paradygmat rozwoju

Głodne oblicze kryzysu – rozdajmy żywność!

 Wiele mówi się i chyba jeszcze więcej pisze na temat kryzysu, czy też jak woli cześć proreżimowych mediów mainstreamowych – spowolnienia gospodarczego. Gospodarka już tak bardzo spowolniła, że prawdopodobnie jakby odliczyć gimnastykę nad sposobem liczenia PKB, a koncentrować się tylko na wydatkach sektora publicznego i prywatnego to już dawno mielibyśmy do czynienia z kryzysem i stagnacją. Gospodarka się kurczy i zwija, to widać nie tylko gołym okiem, ale po prostu w koszykach ludzi na zakupach. Kupujemy coraz mniej, coraz mniejsza jest także zawartość produktu w jego jednostkowych opakowaniach – ponieważ drożeją nośniki energii i koszty utrzymania, ludzi jest stać na coraz mniej. W zasadzie nie mają pieniędzy na zbytki – jeden błąd na zakupach może oznaczać dramat dosłownego niedojadania, nie mycia zębów czy też kłopot z ogoleniem się ostrą żyletką.

Odeszliśmy w Polsce od podstaw gospodarczych naszego poziomu cywilizacyjnego – nastąpiło wielkie przyśpieszenie, zachciało się bloków „za komuny”, studiowania czy też takich luksusów jak telewizja kablowa. Po prostu nie stać nas w obliczu kryzysu na utrzymanie tego wszystkiego. Nie mamy na to pieniędzy, ponieważ zdolność wytwórcza większości społeczeństwa nadal jest na przysłowiowym poziomie „robienia łopatą” albo bezwiednego przekładania papierów pomiędzy szufladami biurka w nikomu do niczego przy zdrowym rozsądku niepotrzebnym urzędzie publicznym.

Ponieważ w realnym ujęciu zapytań popytowych ze strony realnej – tej istniejącej gospodarki – większość z nas nie produkuje niczego, a nawet tego czego sama pożąda (np. elektroniczne cuda z Azji lub droga zachodnia żywność) to nie można się dziwić, że właśnie czeka nas ból rozejścia się bazy z nadbudową. Albo część społeczeństwa będzie umiała się w tym odnaleźć, albo wyląduje po prostu na ulicy – jeżeli nie da sobie rady z kredytami, problemami, opłatami i środkami na jedzenie. To generalnie źle wróży, bo takiego kryzysu jeszcze w naszym kraju nie było, to znaczy kryzysu w którym grozi nam deflacja – brak ruchu w gospodarce, wywołany przez czynniki zewnętrzne.

Patrząc na dotychczasowe działania rządu niestety z przerażeniem trzeba przyznać, że nie zrobił praktycznie niczego co mogłoby zamortyzować zderzenie zwłaszcza tej biedniejszej części społeczeństwa z brutalną rzeczywistością. Na jego korzyść przemawia to, że w zasadzie nie posiada już instrumentarium bo kasa jest pusta, a zadłużyć się już nie bardzo można bo i tak spadający wzrost PKB przy stałym wzroście zadłużenia powoduje, że ich relacja względem siebie niebezpiecznie zbliża się do wyznaczonego w Konstytucji progu ostrożnościowego 55%

Zła pogoda powoduje, że ceny produktów rolnych mogą nieco napędzić inflację, czy też w naszych realiach ograniczyć deflację, jednakże będzie to dotyczyło wydatków tych osób, które w ogóle jeszcze mają pieniądze. Życie rencistów, emerytów i tych, którzy mają stałe dochody – niezależne od części ruchomej wynagrodzenia zmieni się w nerwowe liczenie groszówek w podkówkach.

Niestety, może to głupio zabrzmi ale ta nędza przez propagandę reżimową nazywaną „zieloną wyspą”, czy też „sukcesem polskiej transformacji” jaką mieliśmy tutaj do tej pory to był okres, w którym było już lepiej. Teraz ma się nam pogorszyć – mamy konsumować mniej. W zasadzie nie wiadomo dlaczego, ale chyba tak wynika z międzynarodowego podziału pracy i naszej bierności oraz niedostosowania się do realiów globalizacji wspartej niewidzialną pięścią wolnego liberalnego rynku.

Gdybyśmy nie powariowali z tą urbanizacją i spokojnie sobie siedzieli na wsiach, na przysiółkach – u dziedziców, za piecem, opalając się wysuszonymi odchodami lub szyszkami a do masła jako mięso wrzucając dzieciom mrówki na zakąskę – to byśmy się śmiali z tego kryzysu. Ponieważ nikt nic nie mógłby odpornemu na wszystko społeczeństwu polskiemu zrobić. Dzisiaj jest gorzej – są rachunki i jak się nie płaci – przychodzi komornik. Jak wiadomo państwo sprzedało nas już dawno temu bankom pozwalając na bankowe tytuły egzekucyjne (ewenement – w działaniu – na skalę globalną), a komornicy mogą się w zasadzie w sposób dowolny pomylić i nic im nie grozi, ponieważ także są elementem systemu upodlenia i opresji, którego głównym celem jest brutalne ściąganie i egzekwowanie haraczy na rzecz władzy lub posiadaczy własności. Wszyscy utrzymujący się z pracy mają płacić i mogą płakać, byle nie za głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy, doniesie gdzie trzeba i przyjdzie nasza dzielna policja odebrać komuś dzieci – przecież płaczą z głodu – nie może tak być! Kto to widział! Polskie dzieci!

Możemy sobie psioczyć na przejaskrawienia naszej rzeczywistości, jednakże one po prostu są. Występują jako fragment naszej rzeczywistości.

Jeżeli rządzący – najlepiej na poziomie całej Unii Europejskiej, bo w tych partaczy zarządzających naszym krajem już nikt nie wierzy – nie zdecydują się na jakieś realnie poprawiające sytuację działania to czeka nas upadek cywilizacji. Nawet bogate, syte i potężne Niemcy daleko nie zajadą na naszej biedzie, ich prosperity i optymizm też się pewnego dnia skończą.

Potrzebne też są rozwiązania tymczasowe jak masowe rozdawanie potrzebującym – darmowej żywności. Nie można pozwolić na to, żeby ktoś był głodny. Można przyjąć, że polityka braku dotowania żywności w sklepach jest słuszna, jednakże w konsekwencji po prostu trzeba rozdawać każdemu kto o to poprosi jedzenie. Przynajmniej raz w miesiącu każdy Polak, który nie zarabia średniej krajowej – powinien dostawać od rządu – a może lepiej od Unii Europejskiej paczkę żywnościową z zawartością składającą się z podstawowych produktów (których żeby było śmieszniej mamy szczyty nadprodukcji) o wartości około 900 zł. Uwaga to nie jest dużo – to jest około 200 euro na głowę. Proszę popatrzeć jakimi żebrakami jesteśmy! Jak jesteśmy przerażająco biedni! No bo kto wydaje tyle z zarabiających średnią krajową na jedzenie miesięcznie? Paczka powinna zawierać żywność, środki czystości i higieny osobistej. Niestety tak nisko upadliśmy! Rodziny z dziećmi powinny dostawać odpowiednio przeliczoną ilość na każdego członka, w tym specjalną żywność dla dzieci umożliwiająca prawidłowy rozwój. Jeżeli będziemy mieli drugie pokolenie na „makaronie z cynamonem”, to nasza pula genetyczna osłabi się do tego stopnia, że wyzdychamy od pierwszej lepszej grypy. No jest bardzo źle – trzeba organizować pomoc – uwaga – dla każdego, kto o nią poprosi. Zgłosi się na stosowną listę, najlepiej elektronicznie osobiście, albo z pomocą samorządowych służb pomocowych. Ponieważ nic nie może trwać stale bo uzależnia – każdy powinien mieć prawo do czerpania pomocy przez okres nie dłuższy nić 24 miesiące jeżeli mieszka w „Polsce A” a 36 miesięcy jeżeli mieszka w „Polsce B”. Potem – owszem możliwe powinno być odnowienie pomocy, jeżeli korzystający spłaciłby DOBROWOLNIE uzyskaną pomoc, co do grosza wraz z odsetkami – liczonymi wedle unijnych stóp procentowych a nie złodziejsko-krwopijczych kolonialnych w Polsce. W ten sposób mielibyśmy mechanizm stałego wspierania osób potrzebujących – pomocą umożliwiającą normalne, pełnowartościowe odżywianie się, produktami dobrej jakości – jedynie pozbawionymi ładnych opakowań i charakterystycznych marek. W praktyce „żywność unijna” i tak jak wszystko w większości jest produkowana w Polsce, przez zakłady produkujące masowo na rynek pod znanymi markami. Nie ma żadnej straty jakości – często produkty są nawet smakowo lepsze, ponieważ nie mają jakichś utrwalaczy lub polepszaczy chemicznych podrażających produkt w końcowym odbiorze no i o wiele tańsze bez nakładów na marketing.

Nie można się wstydzić biedy! Zwłaszcza jak głód zagląda w oczy! Oczywiście myśląc tak jak to zaproponowaliśmy powyżej – po paru chwilach dochodzimy do wniosku, że jednak socjalizm! Jednak socjalizm – jest bliższy i milszy człowiekowi! Czy to się komuś podoba czy nie! Niestety nam się nie udało połączyć socjalizmu w wymiarze społecznym z kapitalizmem w wymiarze gospodarczym. Wszyscy teraz ponosimy tego koszty.

No ale mniejsza z tym wszystkim, robi się ciepło – co ostatnio jest stosunkowo rzadkie. Spokojnie poczekajmy na rozruchy społeczne, najpierw będą zorganizowane i kontrolowane, a potem jak tylko niewidzialna pięść wolnego rynku uderzy z całą siłą – czeka nas społeczny bunt.

Władza musi pamiętać, że Polacy to nie są pogodni Hiszpanie – protestujący tańcząc i śpiewając w rytm gitary i popijając „tańsze wino” z kartonów. Jeżeli Polacy obudzą się ze snu i otrząsną ze znieczulenia ideologicznego, karmionego już chyba tylko nadzieją, że „ma być lepiej bo być lepiej musi” to lepiej jest nie być premierem tego kraju… Ostatnie rozruchy głodowe były w Polsce przed wojną (Semperit), potem „za komuny” protestowali robotnicy Radomia pozbawieni przez krwawy reżim środków do życia i wyrzuceni poza system. Kto następny? Niestety kandydatów nie brakuje.

Proponowaną koncepcję proszę przeliczyć – 200 euro miesięcznie, to 2400 rocznie – zakładając marnotrawstwo na poziomie 15% trzeba doliczyć jeszcze 360 euro to daje około 2700-2800 Euro na wyżywienie każdego potrzebującego w ciągu roku. Proszę zwrócić uwagę, że za koszt utrzymania bezrobotnego w Hiszpanii przez dwa – trzy miesiące, można go wyżywić w Polsce przez cały rok – na naprawdę wysokim poziomie! Zakładając, że liczba potrzebujących byłaby równa mniej więcej połowie ilości rencistów i emerytów oraz bezrobotnym, to potrzeba być przygotowanym na około 10 milionów pakietów wsparcia. To koszt około 28 mld Euro rocznie. Za tyle można kupić spokój społeczny i nawet poparcie dla reform! Trzeba jedynie odpowiednio wcześnie myśleć z wyprzedzeniem, planować, przewidywać i myśleć scenariuszowo. To naprawdę nie jest trudne – to kwestia priorytetów. No a jak to by rozruszało gospodarkę! Z samego wsparcia dla rolnictwa – wydawanego głównie przez „para-rolników” na mieszkania dla ich dzieci w miastach można sfinansować około 30% tych kosztów. Reszta to kwestia kalkulacji finansowej i politycznej, zwłaszcza w ocenie adekwatności dotychczasowych mechanizmów pomocy społecznej – zmiana zasad przyznawania świadczeń kasująca połowę obecnej ich wysokości (włącznie z minimalnymi rentami 700 złotowymi) spowodowałaby możliwość sfinansowania także około 30% kosztów systemu, a nawet renciści tylko by na tym zyskali! Resztę zawsze da się znaleźć, jednakże trzeba naprawdę rozumieć biedę i wiedzieć co to jest głód, a nie bawić się we wkładanie kilku paczek do koszyka.

Pracy… Chleba… Wolności… ale już nie tej wolności „od” ale tej o wiele bardziej cenionej – wolności „do”!

ps. Uwzględniając nasze realia cenowe postulowana paczka żywnościowa za 900 zł – miałaby wielkość opakowania od przeciętnej prawie dwu metrowej – standardowej unijnej lodówki! Naprawdę warto o tym pomyśleć!

4 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Bardzo interesujący tekst, te 900 zł to oczywiście populizm ale słuszny bo tyle każdy człowiek powinien wydawać na jedzenie a ile wydają? Skończmy z kłamstwami mówmy jak jest

  2. zwykły_kanapowicz

    Potrzebny artykuł.
    Oczywiście: nie paczki z żywnością, tylko talony na te produkty.
    Raczej 600 – 700 do 900 PLN, w zależności od sytuacji danej osoby – na miesiąc.
    Alkoholizm wyklucza z systemu!
    Ten koszt rocznie wyniósłby rocznie ok. 20 mld EURO.
    I należy zacząć o tym mówić, bo ta pomoc już jest udzielana, ale mniejszej liczbie potrzebujących.
    To rozrusza produkcję rolną.
    Żadnych szaleństw – tylko podstawowe produkty.
    No i oprzeć to na sieci BIEDRONKA …
    Niech też się wykaże.

  3. W latach 80-tych XX wieku uwielbiana przez większość społeczeństwa Solidarność /niestety ja też do tej grupy należę/ mówiła “im gorzej, tym lepiej”. Nauczona doświadczeniem ostatnich 20-lat proponuję retorykę Solidarności przenieść do obecnych czasów, czyli im gorzej tym lepiej. Z mojej strony to nie jest złośliwość tylko obserwacja.
    Zacytuję też profesora Kołodkę: : Gdyby protestującym w czasach PRL powiedziano, że ich strajki przyczynią się do powstania systemu, w którym będzie 3 mln bezrobotnych, to szybko zaniechaliby swoich protestów”.

    • Czytam:” Na Białorusi,wg danych urzędu statystycznego, w lutym pracy nie miało 0,6 procenta czynnej zawodowo ludności.[najniższe na świecie] Innego zdania są jednak niezależni eksperci. Opozycyjny dziennik “Narodnaja Wola” sugeruje, że tak niskie oficjalne bezrobocie może być związane z wyjątkowo niskim zasiłkiem dla bezrobotnych. To nieco ponad 143 tysięcy rubli, czyli równowartość około 50 złotych. Gazeta zauważa, że za takie pieniądze nie można przeżyć nawet tygodnia. Taka sytuacja jest jednak wygodna dla państwa – analizuje dziennik. Z jednej strony nikt nie pójdzie rejestrować się jako bezrobotny, by otrzymać tak niski zasiłek. Z drugiej strony można wmawiać innym, że Białoruś jest cywilizowanym krajem, bo państwo nie skazuje bezrobotnych na śmierć głodową, tylko daje im zasiłki…”
      “Na Białorusi rzeczywiste bezrobocie 40 razy przekracza oficjalne wskaźniki i wynosi 24%, informują eksperci międzynarodowego ośrodka badawczego Gallup”.

      I nie wiem jak jest w rzeczywistości, i nie wiem gdzie jest lepiej?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.