Polityka

Globalny wyścig po bogactwo i miejsca pracy – zabezpieczenie dobrobytu

 David Cameron nie owijał w bawełnę, pokazał dzisiaj wspólnemu unijnemu dorobkowi myśli, nauki i serc środkowy palec swojej prawej dłoni. Wielka Brytania sobie poradzi poza Unią Europejską w razie potrzeby, dlatego zamierza poddać kwestię zasadniczą, – czyli samej przynależności pod referendum ogólnokrajowe, po wynegocjowaniu nowych warunków członkostwa. Bardziej prymitywnej, snobistycznej i obliczonej tylko na własne interesy postawy – odrzucającej zarazem kompromis nie da się równie jednoznacznie sformułować. Premier Wielkiej Brytanii osiągnął w tym mistrzostwo, przerósł nawet swoją wielką poprzedniczkę, która wymusiła na partnerach słynny brytyjski rabat w składce. Najbardziej żałosne jest to, że ten słaby – jak się okazuje brytyjski premier – podniósł kwestię zasadniczą, tj. przynależności do Unii Europejskiej, jako remedium na bieżące problemy polityczne, mające swoje korzenie w złej strukturze gospodarki brytyjskiej. Bez Unii Europejskiej, a zwłaszcza bez wspólnego rynku i wolności, jakie Unia gwarantuje każdemu ze swoich członków, kryzys w Wielkiej Brytanii, która w istocie nie produkuje niczego – byłby jeszcze głębszy i wymagałby rozwiązań cywilizacyjnych!

Słowo się rzekło, oto mamy, zatem przed sobą nowy paradygmat polityki brytyjskiej. Groźbę brytyjskiego wyjścia z Unii Europejskiej! Będzie to poddane pod referendum po 2015 roku, – jeżeli Cameron i jego partia wygrają wybory, co oznacza, że budżet unijny na lata 2014 – 2020 prawdopodobnie zostanie uchwalony na dotychczasowych zasadach.

Trzeba umieć zrozumieć to, co powiedział dzisiaj ten człowiek – dla Brytyjczyków ważne jest miejsce w globalnym wyścigu po bogactwo i miejsca pracy, celem jest zabezpieczenie dobrobytu i właśnie do tego ma im służyć Unia Europejska. Innymi słowy – jest dla nich i z ich perspektywy tylko i wyłącznie narzędziem, nigdy się nie zgodzą na coś w rodzaju konfederacji, – co miałoby zacieśnić współpracę. Brytyjczycy są po prostu skąpi i nie zamierzają dzielić się swoim bogactwem, nie rozumiejąc, że pochodzi ono ze wspólnego potencjału, który być może nie jest doskonale ani najbardziej efektywnie zarządzany, – ale jest i funkcjonuje!

Gdyby premier Cameron chciał rzeczywiście Unii Europejskiej i myślałby tak jak na europejczyka przystało, to nie traktowałby wojny, jako niepowtarzalnej przeszłości, albowiem to ryzyko może się w każdej chwili odrodzić. W tym kontekście trzeba się zastanowić nad pozycją Wielkiej Brytanii w NATO i realnym znaczeniem jej gwarancji dla np. Polski i krajów bałtyckich?! Może chytrzy Brytyjczycy – ponownie nie będą chcieli umierać – tym razem za coś tak abstrakcyjnego jak np. zwierzchnictwo rządu Litwy nad lasami Żmudzi? Na ile warte jest brytyjskie partnerstwo? Do jakiego zakłamania Brytyjczycy są jeszcze zdolni? Jak bardzo patrzą tylko na swój koniec nosa? My Polacy mamy historyczne powody, żeby takie pytania z naszej perspektywy historycznej zadawać, albowiem mało, który kraj został podobnie zdradzony i sprzedany przez Wielką Brytanie jak nasz!

Cameron wyraźnie deklaruje, że nie jest zwolennikiem wychodzenia z Unii, głównie ze względu na wspólny rynek. Wielka Brytania nie jest już mocarstwem kolonialnym, nie ma bogactwa Indii, prawie połowy Afryki i Australii. Londyńskie City – jedno z centrów finansowych świata odcięte od prawa prowadzenia dowolnych interesów na kontynencie – bardzo szybko straciłoby na znaczeniu poniżej poziomu Hong Kongu, nie mówiąc już o sąsiadach zza Atlantyku, którzy prawdopodobnie wpłacą dowolnej wysokości środki na fundusz wyborczy konserwatystów – żeby tylko Wielka Brytania wyszła z Unii, albowiem to zapewni im transfer olbrzymiej ilości kapitału, który sam z siebie – dla dywersyfikacji ryzyka po prostu z Londynu odpłynie.

Wzmocnieniu i nowego rozpędu zyska kwestia szkockiej niepodległości, albowiem tą właśnie cenę może zapłacić Wielka Brytania za wyjście z Unii Europejskiej, gdyż Szkoci nie ukrywają swoich unijnych sympatii, równie chętnie przywitaliby Euro. Takiej ceny nie byłby skłonny zapłacić żaden rozsądny brytyjski polityk! Jednakże może się to okazać zagadnieniem nieuniknionym i w konsekwencji – stanowić kartę przetargową do pozostania w Unii lub przeciwnie – do wyjścia i zarazem rozwiązania kwestii szkockiej.

Rozumiejąc potrzebę zabezpieczenia dobrobytu, globalny wyścig, potrzebę tworzenia miejsc pracy itd., możemy powiedzieć, że bardzo dobrze się dzieje, że w końcu, chociaż jeden europejski polityk zaapelował otwarcie o reformowanie Unii na poważnie. Szkoda jednak, że robiąc to – przyłożył zarazem nam wszystkim pistolet do głowy – grożąc rozwiązaniem nadzwyczajnym, blokującym jakiekolwiek próby poszukiwania pola do kompromisu.

Dla nas wniosek jest banalny – nie możemy zbyt twardo negocjować pieniędzy, albowiem to posłuży dla Brytyjczyków za przykład równoważący ich postawę. Mają do takiego argumentowania pełne prawo, przecież sami sobie definiują jak rozumieć europejską solidarność. Dlatego nie ma, co się z nimi bawić w atłasowych rękawiczkach w delikatną dyplomację. Dzisiaj ich premier zapowiedział referendum w sprawie wyjścia – w związku z tym, ten kraj trzeba traktować, jako państwo potencjalnie wychodzące z Unii Europejskiej, czyli najdelikatniej mówiąc – można Wielką Brytanię marginalizować, nawet, jeżeli to będzie siłą napędową dla brytyjskich dążeń. To ich wybór, jeżeli tak lekko sobie ważą Wspólnotę i jej dorobek – to ich problem. Nikt nikogo przy Unii na siłę nie trzyma i nie będzie trzymał.

Jeżeli państwa na kontynencie zdecydują się na pogłębioną integrację – nie będą brały pod uwagę wiecznie niezadowolonej i skarżącej się Wielkiej Brytanii, która po prostu jedynie instrumentalnie dba o swoje interesy – traktując Wspólnotę jedynie, jako dodatkowe pole ich wyrażania a nie coś więcej, w co tutaj na kontynencie wierzymy, a przynajmniej chcemy wierzyć.

Nie chodzi o to, żeby się na wyspiarzach mścić. Jednakże nie ma darmowych obiadów! Nie ma czegoś takiego – jak uczestnictwo we wspólnym rynku bez składania się do budżetu Unii w tym na najuboższych. Wielka Brytania bardzo boleśnie odczułaby utratę praw wynikających z tytułu istnienia wspólnego rynku, bo wiele filii międzynarodowych koncernów natychmiast przeniosłoby swoje centrale! Ponieważ nie dałoby się z Londynu sterować działalnością tak i na taką skalę jak obecnie! Dlatego jeżeli to ich nie przekona, że warto ponosić koszty, żeby odnotowywać zyski, a bilansu kosztów i zysków nie uznają za dodatni – niech sobie radzą sami. Nie potrzebujemy ich za wszelką cenę. Unia Europejska stanie się imperium z lub bez Wielkiej Brytanii, która jeżeli dalej będzie się izolować – będzie jedynie małą wyspą na zachodzie – (takim drugim Cyprem), o której będzie się wspominało, że kiedyś można było tam jeździć bez paszportów, ale i tak ludność tubylcza prowadziła kontrolę przyjezdnych no i finalnie mieszkają tam głównie muzułmanie!

Ponieważ wszyscy walczymy o dobrobyt, ale Brytyjczycy nie chcą grać w naszym zespole – nie możemy pozwolić na to, żeby opóźnić ideę integracji lub przekrzywić ją w taki sposób, żeby stała się ona nieadekwatna do naszych potrzeb – za to wystarczała Brytyjczykom. Nie można ograniczać Europy do bycia dominium brytyjskim – rynkiem zbytu, miejscem żonglowania kapitałem spekulacyjnym, czy dostarczycielem siły roboczej. Władze Wielkiej Brytanii nie mogą patrzeć na Unię Europejską tak jak jeszcze do niedawna patrzyły na swoje kolonię – w tym Kanadę! Tu nie jest się z miłości do królowej! Tutaj właśnie realizuje się zabezpieczenie dobrobytu! Z tą różnicą, że nie indywidualnego poszczególnych krajów, ale wspólnotowego, – na który te poszczególne dobrobyty się składają! Jeżeli bowiem przyznalibyśmy rację Brytyjczykom, odrzucając wspólnotowy dorobek – to taki kraj jak Polska powinien wyjść z UE wraz z ostatnią transzą Euro w roku 2020, albowiem też możemy postawić wiele pytań o długookresową opłacalność udziału z narodowej perspektywy.

Pamiętajmy – nie jesteśmy jednak Wielką Brytanią, nie mamy własnych głowic jądrowych, oni zawsze już będą bezpieczni, my – wydani na łaskę szkaradnego oblicza historii.

One Comment

  1. Anglicy pobuczą i przestaną.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.